close

  • Polsce – służyć, Europę – tworzyć, Świat – rozumieć
  • MSZ W MEDIACH

  • Ministrowie z czterech krajów UE: Polski, Litwy, Danii i Holandii udają się w czwartek do Kijowa, by rozmawiać z władzami ukraińskimi nt. przyszłości umowy o stowarzyszeniu Ukraina-UE. Przez najbliższe miesiące, aż do jesieni, ważyć się będą losy porozumienia.

    Z prezydentem Wiktorem Janukowyczem i premierem Mykołą Azarowem spotkają się w imieniu UE szefowie dyplomacji: Polski - Radosław Sikorski, Litwy - Linas Linkeviczius, Holandii - Frans Timmermans oraz duński minister ds. europejskich Nicolai Wammen.

    Pytany o powód wizyty, rzecznik MSZ Marcin Bosacki powiedział PAP, że "potrzebne są częste konsultacje na wysokim szczeblu, aby przekonać wszystkich partnerów po obu stronach do podpisania tej umowy", bowiem jest ona "niełatwa, także z politycznego punktu widzenia".

    Chodzi o umowę, która zobowiązuje Kijów do wdrożenia znacznej części unijnego prawa. Zawiera też część handlową - umowę o utworzeniu pogłębionej i kompleksowej strefy wolnego handlu (DCFTA), zakładającą zniesienie ceł i kwot we wzajemnym handlu towarami i usługami. Porozumienie z UE sprawiłoby, że "większość prawa europejskiego zaczęłaby obowiązywać na Ukrainie", a jej system gospodarczy "w ogromnym stopniu upodobniłby się do tych systemów, które obowiązują w UE" - przypomniał Bosacki.

    To, czy do podpisania umowy dojdzie jesienią tego roku - w listopadzie, na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie - wciąż wymaga decyzji, które muszą zapaść po obu stronach. Po stronie unijnej ostateczna decyzja zapadnie przed szczytem, w październiku-listopadzie - mówił niedawno ambasador UE w Kijowie Jan Tombiński.

    Dla UE największym problemem pozostaje sytuacja wewnętrzna na Ukrainie. To właśnie z jej powodu - po skazaniu na karę więzienia byłej premier Julii Tymoszenko - negocjowaną przez sześć lat umowę UE zgodziła się jedynie parafować, odkładając jej podpisanie. Sprawa Tymoszenko, której proces zdaniem UE miał motywy polityczne, jeszcze rok temu była główną przeszkodą w relacjach Kijowa z UE.

    Teraz UE traktuje sprawę byłej premier jako jeden z przypadków wybiórczego stosowania prawa przez władze w Kijowie. Unia pozytywnie przyjęła ułaskawienie 7 kwietnia przez Janukowycza szefa MSW w rządzie Tymoszenko, Jurija Łucenki. Tym, czego oczekuje od Kijowa, jest postęp w systemowych reformach, powstrzymanie podobnych przypadków "wybiórczego stosowania prawa", zmiany w systemie sprawiedliwości, w tym kodeksie karnym, poprawa klimatu inwestycyjnego.

    Do Kijowa pojadą ministrowie tych krajów zachodnich, które w sprawie stosunków z Ukrainą zajmowały pryncypialne stanowisko: Holandii i Danii. Bosacki przyznaje, że chodzi o ministrów, których "kontakty z Ukrainą są dużo mniej częste, którzy od lat tam nie byli i wnoszą inną perspektywę niż na przykład Polska", uważana za adwokata Ukrainy. Obecność szefa MSZ Litwy wiąże się z tym, że od czerwca będzie ona pełnić półroczne przewodnictwo w UE.

    Po stronie ukraińskiej decyzja w sprawie umowy wiąże się z trudnością wyboru pomiędzy oferowanym jej przez Unię zbliżeniem polityczno-gospodarczym, a przystąpieniem - na co naciska Moskwa - do Unii Celnej Rosja-Białoruś-Kazachstan. Źródła w MSZ oceniają, że umowa z UE daje Ukrainie korzyści strategiczne, choć krótkoterminowo wygeneruje koszty. Członkostwo w Unii Celnej - odwrotnie, na krótką metę może być korzystne finansowo. Dla części ukraińskich oligarchów niekorzystne byłoby wprowadzenie unijnych zasad w gospodarce. Zachodni i wschodni kierunek integracji są nie do pogodzenia, tymczasem Kijów przez lata starał się unikać podjęcia rozstrzygającej decyzji.

    W Kijowie unijni ministrowie będą rozmawiali także z szefem MSZ Leonidem Kożarą oraz z przedstawicielami opozycji - jak dodał Bosacki - jej "szerokiego spektrum", od partii Batkiwszczyna, której przewodzi Tymoszenko, po UDAR Witalija Kliczki. Przedstawiciele władz ukraińskich są nastawieni chętnie do unijnej misji - zauważają źródła w MSZ.

    Po procesie i skazaniu Tymoszenko w 2011 roku stosunki Ukraina-UE pogorszyły się gwałtownie. Jako test dalszych intencji Kijowa traktowano w UE wybory parlamentarne w październiku, ale po wyborach Zachód uznał je za krok wstecz na drodze do demokratyzacji.

    Anna Wróbel (PAP)

    awl/ kot/ woj/

    Tagi: Ukraina

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: