close

  • Polsce – służyć, Europę – tworzyć, Świat – rozumieć
  • MSZ W MEDIACH

  • Dziennik "Rzeczpospolita" zamieścił dzisiaj wywiad, którego szef polskiej dyplomacji Grzegorz Schetyna udzielił redaktorowi naczelnemu Bogusławowi Chrabocie. W rozmowie minister spraw zagranicznych podsumował pierwsze dwa tygodnie sprawowania swego urzędu i nakreślił priorytety polskiej polityki zagranicznej w najbliższym czasie.

     

     

    Bogusław Chrabota: Jak się pan czuje w fotelu szefa MSZ? Jako człowiek, który wrócił do najważniejszej rozgrywki, czy jako człowiek, który został wpuszczony na minę?

    Grzegorz Schetyna: - Fotel ministra spraw zagranicznych to wielkie wyróżnienie, ale i odpowiedzialność. Dlatego od pierwszych dni ostro wziąłem się do roboty. Mam już za sobą pierwsze wizyty w Paryżu i Berlinie u naszych najważniejszych partnerów w Unii Europejskiej. Wspólnie określiliśmy priorytety na najbliższy rok. Jednym z nich jest intensyfikacja współpracy w Trójkącie Weimarskim, by stał się motorem dla Europy. Po raz kolejny – już w trójkę – spotkamy się na początku listopada. Więc sądzę, że moje sugestie zadziałały.

    O czym będziecie rozmawiać?

    O tym co najważniejsze dla Europy i Polski. Na pewno Wschód, czyli wsparcie dla Ukrainy i skuteczna odpowiedź na wyzwania stawiane przez Rosję. Niemniej ważne wyzwania mamy na Południu. Skoro wymagamy od partnerów zaangażowania na Wschodzie, to sami musimy być aktywni w sprawie Syrii, Iraku, Libii.

    I będziemy?

    Już jesteśmy. Wspieramy politycznie działania międzynarodowej koalicji przeciwko Państwu Islamskiemu, wysyłamy pomoc humanitarną. Będziemy reagować adekwatnie do rozwoju sytuacji. Zagrożenie jest naprawdę potężne, choć może z naszej perspektywy nie zawsze to widać.

    Czy jedność Trójkąta Weimarskiego w odniesieniu do Ukrainy jest możliwa? Z zewnątrz nie wygląda to dobrze.

    Jest lepiej niż Pan sądzi, a alarmistyczne pesymistyczne głosy, to często efekt niewiedzy. Ogromną zasługą mojego poprzednika jest to, że udało mu się zaangażować szefów dyplomacji Francji i Niemiec w trakcie apogeum kryzysu na Ukrainie. To zmieniło optykę postrzegania tego konfliktu w Europie i zaangażowało główne kraje w jego rozwiązanie. To nie przypadek, że Francja i Niemcy są dziś gotowe monitorować granicę rosyjsko-ukraińską z udziałem swoich żołnierzy i dronów. Jestem przekonany, że gdyby nie lutowa misja Sikorskiego, Fabiusa i Steinmeiera.

    Co ze stosunkami atlantyckimi?

    Zacznę od NATO. Ustalenia szczytu w Newport o wzmocnieniu wschodniej flanki Sojuszu były dla nas korzystne, ale trzeba je teraz wprowadzić w życie. Pełną determinację w ich realizacji potwierdził w poniedziałek w Warszawie sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, który odwiedził Polskę jako pierwszy kraj po objęciu urzędu, co jest naprawdę ważne i symboliczne. My będziemy w tym pomagać oraz motywować innych, także tworząc korzystnych warunków do rozmieszczenia wojsk państw członkowskich NATO w Polsce.

    A co z USA?

    Mamy dobrą współpracę, która się pogłębia. Pierwsze oficjalne spotkanie jako szef MSZ odbyłem z amerykańską sekretarz handlu Penny Pritzker. Amerykańskich żołnierzy w Polsce jest coraz więcej, program budowy tarczy antyrakietowej realizowany jest zgodnie z planem, rośnie biznes, mamy coraz więcej inwestorów, w tym tak poważnych jak Amazon. Amerykanie widzą, że Polska jest na dobrej drodze, czego efektem jest m.in. niedawny artykuł w „New York Timesie” chwalący naszą gospodarkę. W tym roku mamy szansę zmieścić się w liczbie odmów wizowych poniżej 8 proc., co daje nadzieję, że możemy wejść do programu ruchu bezwizowego. Ale to są decyzje amerykańskie i nie chciałbym ich uprzedzać.

    Jak szybko po zaprzysiężeniu rządu rozmawiał pan z panią premier o jej wypowiedzi, że bronimy swojego domu w kontekście Ukrainy. Czy to nie jest redefinicja wcześniejszej polityki?

    Nie bałbym się tego sformułowania pani premier o bezpiecznym domu. Polacy chcą mieć gwarancję, że nie będzie wojny. Takie liczne głosy było słychać zewsząd. Miałem tego liczne przykłady w rozmowach. Najważniejsze jest dziś bezpieczeństwo. Premier Ewa Kopacz mówiła o domu właśnie w takim kontekście. To był dobry sygnał, czytelny dla Polaków. Co nie oznacza, że nie będziemy wspierać mocno Ukrainy. Mam nadzieję, że konkretne i zdecydowane w tej kwestii expose Ewy Kopacz postawiło kropkę nad i.

    Czyli nie jest to zapowiedź nowego izolacjonizmu?

    Absolutnie nie. Mój poprzednik Radosław Sikorski wykonał ogromną pracę. Widzę, że MSZ ciągle się reformuje, że jest tu wielu młodych, świetnie wykształconych ludzi. Podobnie jest z polską polityką zagraniczną, dobrze zdefiniowaną, przemyślaną, z wyraźnie określoną hierarchią celów. Chcę utrzymać jej główny kierunek oraz intensywność działań, oczywiście wprowadzając pewne korekty. Tego wymaga elastyczność dyplomacji, którą musi dopełniać oczywista stanowczość w dążeniu do wytyczonego celu. Ja potrafię być zarazem stanowczy jak i elastyczny.

    Najpierw było Partnerstwo Wschodnie, potem namawianie Ukrainy do umowy stowarzyszeniowej, potem szczyt w Wilnie. Po Majdanie kluczowa rola Polski w europejskiej polityce wobec Ukrainy, a wreszcie zostaliśmy z tego wypchnięci. Czy jest szansa na powrót do wiodącej roli Polski wobec Ukrainy?

    Powtórzę, że rola Polski i osobiście rola Sikorskiego od początku konfliktu na Ukrainie jest nie do przecenienia. Wiem, bo kilka tygodni po podpisaniu lutowej ugody między władzą a opozycją byłem w Kijowie z partnerami z komisji spraw zagranicznych państw Trójkąta Weimarskiego i sami mi o tym mówili. Z drugiej strony mieliśmy mocny głos premier Kopacz, mówiący, że tylko jednolite stanowisko Unii może być skuteczne, by pomóc Ukrainie. To są ramy, z w których musimy się poruszać: zdecydowanie, ale jednak w ramach jedności. To było także tematem moich rozmów w Paryżu i Berlinie.

    Był pan na Majdanie. Dziś mamy prezydenta Poroszenkę, premiera Jaceniuka, ale zarazem wstrzymanie układu stowarzyszeniowego i Donbas oraz Krym opanowany przez Rosjan. Bruksela czasem reprezentuje interesy Moskwy w rozmowach z Kijowem.

    Ukraina jest demokratyczna i suwerenna. To ona musi decydować. Pomogliśmy jej wejść na drogę proeuropejską, ale dalszych zmian muszą chcieć sami Ukraińcy, muszą mieć determinację i je realizować. Polska jest w tym pomocna, bo kojarzy się z sukcesem ostatnich 25 lat. Jakiś czas temu najtrudniejsze decyzje u nas podejmowali Wałęsa, Mazowiecki i Balcerowicz. Dzisiaj ten sam wybór stoi przed Ukrainą.

    Wierzy pan w perspektywę europejską i natowską dla Ukrainy?

    Perspektywa unijna jest realna, ale postępy na tej drodze zależą głównie od samej Ukrainy. Natomiast członkostwo Kijowa w NATO na razie nie jest rozpatrywane.

    Co można zrobić, by przyspieszyć tę perspektywę?

    Wprowadzać reformy, pisać nowoczesne ustawy, podejmować trudne decyzje, czasem niepopularne społecznie, jak choćby przyjęty wczoraj pakiet antykorupcyjny. To jest ryzyko, ale opłacalne. Dużo zależy od wyniku najbliższych wyborów parlamentarnych.

    Czy należy dostarczać broń Ukrainie?

    Broń to jest wojna. W lipcu UE zniosła embargo na dostawy broni na Ukrainę. Prawnie i praktycznie nie ma problemu, by Ukraina dokonywała u nas zakupów uzbrojenia, ale to nie załatwi sprawy. Potrzebna jest pomoc humanitarna, a kwestią broni niech się zajmują odpowiednie instytucje i firmy na zasadach komercyjnych.

    Czy jeśli Ukrainie zabraknie zimą gazu lub węgla, to pomożemy im?

    Jeśli zaczną mieć problemy z ogrzewaniem mieszkań zimą z powodu rosyjskich działań, to nie pozostawimy ich samych sobie. To będzie rodzaj pomocy humanitarnej i powinniśmy stanąć na jej czele.

    Rosyjski szef MSZ proponuje USA reset 2.0. Co pan o tym sądzi?

    Propozycja resetu to znak, że nasze sankcje są skuteczne i dają się Rosji we znaki. W sankcje zaangażowany jest cały wolny świat, nie tylko USA. Gdy z Berlina słyszę dziś zapewnienia, że nie należy znosić sankcji wobec Rosji, a być może nawet wprowadzić nowe, dopóki Moskwa nie zacznie realizować ustaleń w sprawie Ukrainy, to raczej jestem spokojny i widzę to jako sukces naszej polityki.

    Co muszą zrobić Rosjanie, by sankcje zostały zdjęte?

    Przejść z fazy militarnej do dyplomacji i wprowadzać w życie zawarte ustalenia. Nie chodzi o słowa, ale o czyny. Mam na myśli choćby realizację porozumienia z Mińska.

    Czy Krym musi zostać zwrócony Ukrainie, by zdjęto sankcje wobec Rosji?

    Nie można zapomnieć o Krymie. To niepokojące, że w niedawnym przemówieniu prezydenta Baracka Obamy w ONZ zabrakło bezpośredniego odniesienia do Krymu. Nie powinniśmy akceptować rosyjskiej agresji, gdyż byłoby to równoznaczne z akceptacją dla dalszego naruszania obecnego porządku międzynarodowego. Ważne jest, żeby w tej sprawie utrzymywać jednolite stanowisko.

    Rozmawiał pan już z szefami dyplomacji państw bałtyckich?

    To także będą jedne z moich pierwszych rozmów. Wsparcie dla krajów bałtyckich jest ogromnie ważne i z pewnością moja linia zainteresowań nie ominie tego aspektu. Czujemy wzajemną wspólnotę naszych losów. Drugim skrzydłem jest Grupa Wyszehradzka i wzmocnienie naszego wspólnego głosu. Udało nam się zbudować jedność w ostatnich latach, a teraz jest ona zagrożona z powodu partykularnych interesów gospodarczych i stosunku wobec Rosji. Uważam, że powinniśmy ją odbudować dla dobra całego regionu, który stał się realną siłą i marką w UE. Będę inwestował we wzmocnienie Grupy Wyszehradzkiej.

    Trzy lata temu Sikorski mówił w Berlinie, że Niemcy powinni być liderem Europy.

    Oni podjęli to wyzwanie, czego dowodem jest niemiecka reakcja na kryzys w Grecji. To dzięki Niemcom zażegnano kryzys, choć Grecja wydawała się skazana na bankructwo.

    Czy Polska powinna wejść do strefy euro?

    Tak, przypominam, że jest to zobowiązanie z traktatu akcesyjnego. Uważam, że wejście do strefy euro jest korzystne. Potrzebna jest debata, ale bez złych emocji. Powinno wyraźnie wybrzmieć, co na tym możemy zyskać, nie tylko w sensie finansowym, ale i politycznym. Nie możemy być wiecznie zakładnikami pseudodyskusji o Targowicy i zdradzie. Trzeba zbudować większość na rzecz przyjęcia euro. Wierzę w edukacyjną rolę takiej kampanii.

    Czy będzie pan poszukiwać nowych kadr do MSZ?

    Każdy nowy minister ma prawo do swego rozdania personalnego, ale szanuję też dokonania Sikorskiego. To inna sytuacja, niż gdy przejmowałem MSW w 2007 r. od mojego kolegi z Wrocławia, ministra Władysława Stasiaka, który reprezentował partię przegraną w wyborach.

    Czy pan poczucie, że MSZ to dobra maszyneria?

    W dużej mierze tak. Jak będę chciał coś zmienić, to zmienię. Ale proszę pamiętać, że na finiszu, aby wygrać raczej się dodaje gazu, a nie zmienia koła.

    Czy po rezygnacji z funkcji przewodniczącego przez Donalda Tuska PO będzie tą samą partią?

    To będzie nieco inna partia, gdyż inne stają teraz przed nią priorytety. Powinniśmy wrócić do idei z początków Platformy. Zachować to co najlepsze, a jednocześnie zredefiniować naszą obecność. To normalne po odejściu przewodniczącego, który miał mocny mandat w PO.

    Ostatnio graliście w piłkę z Donaldem Tuskiem. Była kooperacja?

    Graliśmy w dawnym składzie, ja w pomocy, a Donald Tusk przede mną w ataku. On strzelił bramkę, ja strzeliłem bramkę. Była dobra, sportowa atmosfera. Nie można było sobie lepiej wyobrazić zamknięcia tego etapu.

    Jak pan sobie wyobraża współpracę z nowym szefem Rady Europejskiej?

    Jako więcej niż dobrą dla Polski. Może były między nami różnice w kraju, ale spojrzenie na Europę mamy od lat tożsame. Pokażemy dobrą jakość wspólnej pracy, jak ostatnio na boisku.

    Paweł Kowal twierdzi, że Donald Tusk wraz z Elżbietą Bieńkowską będą kreować politykę europejską. Jest jeszcze prezydent Komorowski. Gdzie miejsce dla pana?

    Patrzę znacznie szerzej na sprawy Polski niż mój kolega Paweł Kowal. Donald Tusk będzie reprezentował interesy całej Unii na zewnątrz, nie tylko wewnątrz. Jednocześnie nie zgadzam się z tym, że tzw. duży pałac nie może się zgodzić z małym. Tu jest wspólne spojrzenie w przyszłość. W końcu wszyscy jesteśmy z jednego środowiska politycznego, które jest odpowiedzialne za Polskę. Platforma musi być mądrzejsza o doświadczenia poprzednich pokoleń i ostatnich lat. Nie chcę szukać swojego miejsca w kontrze do prezydenta, premiera, czy naszych ludzi w Brukseli.

    Czyli team spirit?

    Tak. Jestem przekonany, że jest możliwe zdefiniowanie współpracy w ten sposób.

    Ale Donald Tusk zbudował w PO monoprzywództwo, choć najpierw było trzech liderów.

    Starożytność pokazuje, że triumwiraty nie są wieczne. Najpierw jest trzech, potem dwóch.

    Potem jest jeden.

    …ale potem może być znowu trzech. Ludzie ponownie uwierzyli w Platformę. Polacy zobaczyli, że nie są skazani na zwycięstwo PiS. Chcemy w dobrej kondycji dojść do kampanii parlamentarnej i wygrać wybory pod przywództwem premier Ewy Kopacz, z nowym pomysłem na Polskę i nową energią Platformy Obywatelskiej.

    Czy należy się bać walk frakcyjnych w PO?

    Prywatne ambicje nie powinny wpływać na siłę partii, jej wartość ani podmiotowość.

    Czy ta świadomość jest po wszystkich stronach?

    Sądzę, że tak. Debata o przyszłości partii powinna się odbyć w trakcie wyborów przewodniczącego.

    Czy planuje pan zostać szefem PO?

    Platforma ma swojego przewodniczącego, który 8 listopada składa urząd. Potem rządzić będzie pierwsza przewodnicząca, premier Ewa Kopacz. Panuje powszechna zgoda, by wybory przewodniczącego odbyły się po wyborach parlamentarnych, czyli po listopadzie 2015. 

    Czyli nie należy się spodziewać przedwczesnych wyborów?

    Przed nami trzy kampanie wyborcze. W trakcie jednej już jesteśmy, wkrótce przed nami wybory prezydenckie, a potem kluczowe parlamentarne. Dzisiaj przedwczesne wybory przewodniczącego tylko by osłabiły partię.

    Nie czuje pan żalu, że został pan szefem MSZ a nie ponownie MSW?

    Nie chodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Byłem już raz w resorcie na Batorego, a teraz jestem na Szucha. Traktuję to jako projekt, który ma przynieść korzyści Polsce i Polakom. Po pierwszych kontaktach z międzynarodowymi partnerami widzę, że pole do manewru jest spore i zamierzam z tego skorzystać.

    Kiedy pierwszy wywiad po angielsku?

    Wszystkie dotychczasowe spotkania prowadziłem po angielsku bez tłumacza.

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: