Departament Systemu Informacji MSZ
tel. 523-9318, fax.
628-3353,
http://www.msz.gov.pl
Rok: III Numer:
61 (164) data: 4 luty 2003 roku
PRZEGLĄD MEDIÓW ŚWIATOWYCH
(analizy, oceny, opinie, poglądy, wywiady, zapatrywania)
Biuletyn regionalny: Afryka i
Bliski Wschód
(na podstawie
informacji z placówek MSZ)
Wydanie specjalne: reakcje prasy światowej na "list
ośmiu".
Berlin
"FAZ", 31.01.br.,
"Upomnienia ws. jedności dzielą Unię Europejską w polityce wobec Iraku. Osiem państw wspiera transatlantycką
jedność. Paryż i Berlin reagują spokojnie".
Rząd federalny
zareagował powściągliwie na wezwanie ośmiu europejskich szefów państw i rządów dot.
poparcia dla amerykańskiej polityki wobec Iraku. Reakcja zawierała jednak też
upomnienie, aby nie narażać na ryzyko europejskiej wspólnoty. Natomiast
opozycja CDU/CSU mówiła o oznakach izolacji Niemiec w polityce zagranicznej. W
Paryżu , który tak jak Berlin nie podpisał apelu starano się zachować spokój.
Prezydencja grecka skrytykowała wspólne oświadczenie. Należy z zadowoleniem
przyjąć fakt, że greckiej prezydencji udało się niedawno określić wspólne
stanowisko ministrów sz UE ws. Iraku - podkreśla się w oficjalnej reakcji
niemieckiego rządu. Za uwagami, że siła UE leży we wspólnym stanowisku kryje
się zarzut, że stanowisko ósemki nie uwzględniło wspólnych europejskich cech.
Ani rząd federalny, ani grecka prezydencja nie zostały wcześniej poinformowane
o tej inicjatywie - stwierdza się w Berlinie. "Rząd federalny jest zgodny
z prezydencją grecką, że w obecnej sytuacji ważne jest to, aby realizować
wspólne europejskie stanowisko dot. pokojowego rozwiązania konfliktu
irackiego" - stwierdził w oświadczeniu rzecznik rządu. Rozumiemy
oświadczenie ośmiu szefów rządów i państw w tym sensie, że podkreśla również
ważne dla rządu federalnego punkty."
"Berliner Zeitung", 31.01.br., "Konflikt
ws. Iraku dzieli Europę."
Rządy w Berlinie i
Paryżu zostały zaskoczone inicjatywą ósemki. Ani kanclerz Schroeder, ani
prezydent Chirac nie zostali poinformowani przez partnerów. "Sposób w jaki
doszło do oświadczenia zawiera przesłanie" - stwierdził wiceprzewodniczący
frakcji SPD, Gernot Erler w rozmowie z Berliner Zeitung. "Powinno to być
sygnałem ostrzegawczym dla Niemiec i Francji."
W otwartym liście,
który został w czwartek zaprezentowany przez wiele europejskich gazet ośmiu
szefów rządów nie opowiada się co prawda w wyraźny sposób za interwencją
wojskową w Iraku. Opowiadają się jednak za wspólnym stanowiskiem Europejczyków
z rządem USA. Prezydent USA, George Bush wykazywał zadowolenie z poparcia.
Oświadczenie sięga
genezą przede wszystkim hiszpańskiej i brytyjskiej inicjatywy. W Brukseli mówi
się, że Blair i Aznar spotykając się wieczorem w Madrycie, chcieli w ten sposób
zaprezentować kontrapunkt wobec krytycznego wobec USA kroku Niemiec i Francji.
Blair udaje się w piątek do Waszyngtonu.
Premier Grecji i
obecny przewodniczący Rady UE, Costas Simistis skrytykował otwarty list.
"Sposób w jaki pięciu członków UE i trzech kandydatów do członkostwa
wypowiedziało się w kwestii Iraku nie wnosi niczego do wspólnego
stanowiska."
Przewodniczący Komisji
Spraw Zagranicznych Bundestagu, Volker Ruehe (CDU), widzi w tej sprawie ciężki
kryzys wiarygodności europejskiej dyplomacji. "Głównym winnym tej sytuacji
są Niemcy." Ruehe wyraził przekonanie, że Francja zrezygnuje ze swojego
nie ws. wojny. "Niemcy pozostaną samotne."
"Handelsblatt",
31.01.br., "Chłodne reakcje z
Berlina".
Podczas kiedy w
niemieckim rządzie nieoficjalnie wskazuje się na fakt, iż tylko 8 państw z
ponad 25 podpisało się pod oświadczeniem wiceprzewodniczący frakcji CDU/CSU,
Wolfgang Schaeuble zarzucił rządowi zwiększającą się izolację na skutek zbyt
wczesnego odrzucenia każdej opcji dot. wojny. "Nie ma wątpliwości, że
również Holandia i Szwecja podpisałyby oświadczenie". Deputowany CDU w
Parlamencie UE, Elmar Brok skomentował oświadczenie słowami: "Rozpoczął się bieg na zawody
wasali."
Komentarze:
1. "Die
Welt" 31.01.2003, "Rów w
poprzek Europy", Andreas Middel, Nikolaus Blome.
Europejska solidarność
wytrzymała dokładnie dwa dni: od woli ministrów spraw zagranicznych
wypracowania wspólnej deklaracji na temat Iraku do listu ośmiu państw Europy
popierających USA. Tym samym resztki wspólnej europejskiej polityki
zagranicznej wysłane zostały do Waszyngtonu. Europa jest podzielona zgodnie ze
słowami Rumsfelda: nowa stoi po stronie USA, stara nie. Niemcy należą do
jednego z obozów. Nie da się też wykluczyć, że Wielka Brytania i Hiszpania
przygotowały deklarację solidarności w obawie przed nadmierną dominacją, i tak
już wyraźnie demonstrowanego, przymierza niemiecko-francuskiego. Od dawna
obserwuje się podział krajów aspirujących do UE (Polska a państwa mniejsze) i
nie postrzega się bloku wschodniego jako jedności. Niektóre państwa (Węgry,
Czechy) wolą tworzyć nieformalne związki ze starą Europą. Państwa UE
podpisujące się pod deklaracją nie należą też do czołówki promotorów WPZiB.
Swoim czynem osiągnęły to, że Europa w polityce zagranicznej powróciła do
znikomego znaczenia - gospodarczy olbrzym, polityczny karzeł.
2. "FAZ"
31.01.2003, "Podzielona",
(K.F.).
Podczas gdy rząd
niemiecki dąży do wypracowania wspólnego stanowiska UE, które mogłoby ją
umocnić, austriacki minister spraw zagranicznych mówi o podziale Europy. Rozłam
pomiędzy stanowiskiem Niemiec a Hiszpanii i Wielkiej Brytanii wydaje się być
szeroki jak ocean. Przykry to widok dla tych, dla których projekt europejski
jeszcze coś znaczy bo nie da się już wykluczyć jego całkowitego
zaprzepaszczenia.
3. "Berliner
Zeitung", 31.01.2003, "W ten
sposób Europa traci znaczenie", Uwe Vorkötter.
Deklaracja ósemki
udowadnia, że w Europie nic nie może "wzrastać" razem. Kiedy sytuacja
staje się poważna, Europa ukazuje swoją słabość i bezradność. Deklaracja jest
dokumentem podziału i klęski. Źródłem tego jest moment, kiedy Schröder i Blair
zajęli przeciwne stanowiska wobec USA. Jeśli Husajnowi się kiedykolwiek śniło
podzielić świat zachodni, to mu się to udało.
4.
"Tagesspiegel", 31.01.2003, "Apel
ośmiu. Ostrzeżenie dla stanowiska 'bez nas'", Gerd Appenzeller:
Deklaracją ósemki wydobyto na światło dzienne kryzys identyfikacji Europy i
wskazano (bez nazewnictwa) głównego winnego - Niemcy i Francję. Tylko, że
Francja nie jest jeszcze do końca zdecydowana jak zagłosować w Radzie
Bezpieczeństwa. Niemcy natomiast, od czasu deklaracji Schrödera z Goslar, nie
mogą powiedzieć tak. Tak krótkowzrocznej polityki jeszcze nigdy nie prowadzono
i Bush potrafi to wykorzystać.
5. "Financial
Times Deutschland", 31.01.2003, "Beznadziejnie samotny rajd",
Wolfgang Münchau: Niemcy i Francja same wmanewrowały się w polityczną izolację
w Europie, więcej - Berlin stał się irrelewantny w polityce międzynarodowej.
Niemcy wydają się niedoceniać Busha, Ameryka nie potrzebuje już Europy do
realizowania swoich celów metodą divide et impera. Za granicą Schröder stracił
swoją wiarygodność, w efekcie końcowym będzie się mówiło już tylko o
niemieckiej izolacji. Nie doszłoby do tego, gdyby kanclerz mniej się
wypowiadał. Deklaracja solidarności jest wypowiedzią przeciwko cynicznej
neutralności i pozornemu pacyfizmowi. Niemcy stoją po złej stronie.
6.
"FinancialTimes Deutschland", 31.01.2003, "Korzyść Busha".
Deklaracja
solidarności brzmi jakby była napisana przez Waszyngton. Państwa Europy
Wschodniej w USA, a nie w Europie, widzą gwaranta swojego bezpieczeństwa. Dla
WPZiB jest to katastrofą, a Niemcom został wymierzony policzek za próby
wypracowania wspólnego stanowiska przeciw wojnie.
7.
"Handelsblatt", 31.01.2003, "W sytuacji poważnej Schröder
zostanie sam", Lutz Krusche
Wprawdzie Francja nie
złożyła podpisu pod deklaracją solidarności, ale Chirac też nigdy kategorycznie
nie wykluczył wsparcia USA. W poważnej sytuacji może się okazać, że Francja
stanie po stronie Waszyngtonu, podobnie jak to robiła wiele razy w przeszłości.
8.
"Handelsblatt", 31.01.2003, "Upokorzenie", Jochen Hoenig
Inicjatywa ósemki
rzuca żałosne światło na WPZiB. Po pierwsze, rozszerzenie na tym polu już dawno
nastąpiło i państwa kandydackie wywierają wpływ na członków UE. Po drugie, Rada
europejskich ministrów spraw zagranicznych nie odgrywa żadnej roli w polityce
światowej. Po trzecie, Tony Blair przejął pałeczkę przywództwa w europejskiej
polityce zagranicznej. Jeśli WPZiB ma dalej istnieć, UE potrzebuje więcej
odwagi i powinna zachować współpracę z USA. Wojny w Iraku nie można wykluczyć.
9. "Frankfurter
Rundschau", 31.01.2003, "Podział Europy", Martin Winter.
Zamiast naprawiać rysę
w stosunkach transatlantyckich, europejska ósemka demoluje Wspólna Politykę
Zagraniczną i przyczynia się do jeszcze większego podziału Europy. Deklaracja
solidarności jest dokumentem rozłamu też dlatego, że podpisała się pod nią
tylko mniej liczna część członków i kandydatów do UE, a tym samym postawiła
resztę w niekorzystnym świetle. Z drugiej strony, deklaracja jest dokumentem
nadziei, bo większość państw europejskich jej nie podpisała.
Kair
"Manifest przywódców 8 państw europejskich popierający
politykę USA wobec Iraku""- Al-Ahram 30.01:
informuje o "nieoczekiwanym" manifeście premierów 8 państw
europejskich, w którym wezwali oni Europejczyków do wsparcia amerykańskich
działań na rzecz rozbrojenia Iraku. Redakcja Al-Ahram zwraca uwagę, że manifest
zawiera również krytykę stanowiska Francji i Niemiec, sprzeciwiających się
akcji militarnej przeciwko Irakowi. Premierzy "8 starych i nowych członków
NATO' tj. Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii, Danii, Portugalii, Polski, Czech
i Węgier, stwierdzili w manifeście, że nie można dopuścić, aby stosunki
amerykańsko-europejskie ucierpiały z powodu Saddama Husajna.
Berlin
Tłumaczenie pełnego brzmienia oświadczenia rzecznika
prasowego rządu federalnego RFN, B. Andy w sprawie listu "8" dot.
Iraku.
Rzecznik prasowy rządu
federalnego RFN, B. Anda oświadcza:
"Rząd federalny
wita z zadowoleniem fakt, iż greckiej prezydencji udało się wypracować podczas
spotkania ministrów spraw zagranicznych dnia 27 stycznia wspólne stanowisko
Unii Europejskiej w kwestii Iraku, którego zasadnicze elementy stanowią
wezwanie Iraku do pełnej i aktywnej realizacji rezolucji nr 1441 RB, jak
również do kontynuowania intensyfikacji reżimów inspekcyjnych. Debata w sprawie
Iraku wskazała właśnie na znaczenie wspólnej polityki zagranicznej i
bezpieczeństwa UE. Siła UE polega na wspólnym stanowisku. Z tego względu rząd
federalny podziela stanowisko prezydencji greckiej, że właśnie teraz należy
wdrożyć wspólne europejskie stanowisko w sprawie pokojowego rozwiązania
konfliktu w Iraku. Oświadczenie 8 europejskich szefów rządów i państw pojmujemy
jako idące w tym kierunku, ponieważ wysuwa ono na plan pierwszy punkty także
ważne z punktu widzenia rządu federalnego: chodzi przy tym w szczególności o
realizację rezolucji 1441 RB NZ i o wezwanie Iraku do podjęcia w końcu aktywnej
i pełnej współpracy z inspektorami, jak również o starania na rzecz pokojowego
rozwiązania konfliktu."
Lizbona
"Diário de
Notícias" (30.01) pisze o apelu
siedmiu europejskich premierów w sprawie inwazji militarnej na Irak.
Dokument ten został podpisany także przez premiera Portugalii D. Barroso. W
tekście dokumentu podkreśla się, że "Europa nie jest w konflikcie z
narodem irackim", lecz z reżimem, który panuje w Bagdadzie. To przesłanie
premierów europejskich zostaje podpisane w chwili, kiedy Francja i Niemcy
podtrzymują swe stanowisko w sprawie interwencji militarnej w Iraku.
Ateny
W dniu 31 stycznia,
podczas noworocznego spotkania w siedzibie przedstawicielstwa Parlamentu
Europejskiego w Atenach, przewodniczący greckiego parlamentu Apostolos
Kaklamanis nawiązał do stanowiska 8
państw europejskich wobec kryzysu irackiego. "Idea Unii Europejskiej
otrzymała poważny cios. Potwierdza się obawa, że nowa wojna stanie się
przeszkodą na drodze Europy do zjednoczenia. Europejczycy powinni zastanowić
się nad faktem, że niektóre z państw, które wystąpiły z inicjatywą odmiennego
stanowiska wobec Iraku, zanim zostały przyjęte do Unii Europejskiej, stanęły w
szeregach NATO". Kaklamanis zwrócił uwagę, że wojna w Jugosławii także
zachwiała jednością Europejczyków, którzy popierając jedną lub drugą stronę
konfliktu doprowadziły do katastrofy na Bałkanach. "Wszyscy odczuwamy
skutki tej wojny. Dotyczy to także wojny w Afganistanie. Bin Laden, który był
celem interwencji przebywa w Karaczi i sprzedaje swoje usługi wszystkim tym,
którzy chcą szerzyć na świecie raka terroryzmu", powiedział. "Unia
Europejska musi wypracować wspólne stanowisko. I to nie wystarczy - trzeba
rozmawiać z USA, Rosją i Indiami, gdyż ponad wszystkimi istnieje rola ONZ i
Rady Bezpieczeństwa", dodał. Wystąpienie zakończył bezpośrednim
nawiązaniem do tych państw, które popierają politykę USA wobec Iraku: "Ci,
którzy popierając USA liczą na konkretne polityczne i gospodarcze zyski muszą
mieć świadomość tego, iż oddają złą przysługę pokojowi i całej ludzkości, a
szczególnie Europie. Przekreślają realną szansę urzeczywistnienia wizji i dążeń
swoich narodów, skazują ją na zagładę w ogniu wojny w Zatoce Perskiej".
Berlin
Dot. oświadczenia ośmiu państw europejskich ws. wojny w
Iraku
W reakcji na wspólne
oświadczenie dotyczące wojny w Iraku i podpisane przez szefów rządów ośmiu
krajów europejskich, m.in. Polski, prasa niemiecka zamieściła szereg artykułów.
W niektórych z nich znalazły się odniesienia do Polski.
"FAZ"
(31.01) "Przyjaciele Ameryki
podnoszą swoje głosy" : Fakt podpisania oświadczenia przez Leszka
Millera, Pétera Medgyessy i Václava Havla wzmacnia pozycję Busha w Europie
Środkowo-Wschodniej. Nie zapomniano tam, iż bez nacisków ze strony USA na
Związek Radziecki prawie niemożliwym byłby przełom roku 1989. Jednocześnie może
to zostać odczytane jako odpowiedź trzech krajów "środkowo-wschodnich
peryferii europejskich" na ostatnio ścisłą współpracę niemiecko-francuską.
W Warszawie, Pradze i Budapeszcie pojawiła się troska, iż kwestia iracka może
wpłynąć negatywnie na transatlantycką jedność. W Polsce pojawia się pytanie:
Jak ma funkcjonować wspólna europejska polityka zagraniczna i bezpieczeństwa,
gdy w tak ważnej kwestii jaką jest stanowisko wobec Iraku nie można uzyskać
zgody? I przynajmniej w Polsce, gdzie uważa się, iż w przypadku dojścia do
głosowania Francja ostatecznie stanie po stronie Busha, aby nie wypaść poza
"koncert sił", współdecydujących w świecie, nieco zadziwia niemiecka
naiwność. Jednakże w Polsce ton wypowiedzi został w ostatnich dniach stłumiony.
Prezydent Kwaśniewski ostrzegał nawet przed amerykańskim
"unilateralizmem". Możliwe, iż jest to efektem danych pochodzących z
badań opinii publicznej. Prawie 2/3 Polaków jest przeciwnych wysłaniu polskich
żołnierzy na wojnę z Irakiem. Wprawdzie 52 % chce udzielenia Amerykanom
wsparcia politycznego, ale 45 % społeczeństwa opowiedziało się za neutralnością
kraju w konflikcie Irackim.
"Financial Times
Deutschland" (31.01) "List z
Brukseli": Nie przypadkiem prezydent Bush podczas swej wizyty w
Warszawie latem 2001 r. nazwał Polskę najbliższym sojusznikiem USA w Europie.
Faktycznie od przełomu w 1989 r. Polska stale demonstruje wierność i lojalność
wobec Waszyngtonu. Warszawa nie zapomniała roli USA w obaleniu komunizmu.
"Die Welt" (31.01) "Europa
Wschodnia opowiada się zdecydowanie za USA": Jesteście z nami? Jeśli
nie, jesteśmy gotowi także bez was rozprawić się z krwiożerczym i wyposażonym w
broń masowej zagłady reżimem Saddama Husajna! Takie było przesłanie wystąpienia
Busha, nawet jeśli inspektorzy ONZ otrzymali dodatkowe kilka tygodni czasu.
Sarkastyczna uwaga Rumsfelda o "starej Europie" nie pochodziła
całkiem z nikąd. Wpływowy dziennik francuski "Le Monde", któremu nie
można przypisać urabiania pro-amerykańskiej opinii, w jednym z artykułów
przyznał, iż "stary Rumsfeld" częściowo doskonale opisał dzisiejszą europejską
rzeczywistość polityczną: nowa, ważna Europa znajduje się wśród nowych
wschodnio-europejskich członków NATO. Trzy kraje środkowoeuropejskie, na
przystąpienie do UE których zgodzono się w Kopenhadze, gotowe są mechanicznie
podążać za Amerykanami w kwestiach polityki obronnej i zagranicznej. Przede
wszystkim najważniejszy postkomunistyczny kraj, jakim jest Polska, wierzy, iż
tylko USA mogą zagwarantować jej bezpieczeństwo. Były polski minister spraw
zagranicznych, Władysław Bartoszewski podkreśla "ponadprzeciętnie
pozytywne nastawienie wobec Stanów Zjednoczonych". Również polski
prezydent, A. Kwaśniewski i minister Spraw Zagranicznych W. Cimoszewicz bez
"gdyby i ale" zapewnili o "wierności Nibelungów" wobec
natowskiego mocarstwa.
Belgrad
Osiem państw europejskich popiera politykę USA wobec Iraku
Media 31.01.
poinformowały o apelu ośmiu państw europejskich, w tym Polski, dotyczącym
bezwarunkowego poparcia polityki USA wobec Iraku. Przytoczono fragmenty
dokumentu, podpisanego przez premierów 7 państw i prezydenta Czech, w którym
sygnatariusze przypominają m.in. szefom rządów Francji i RFN, że na szczytach
NATO w Pradze i UE w Kopenhadze poparli rezolucję 1441 NZ w sprawie Iraku.
Media opublikowały pierwsze oceny przedstawicieli UE, wskazujące na najgłębszy
od zakończenia II wojny światowej podział Europy, a nawet "bałkanizację
starego kontynentu".
Berno
Komentarz D. Strauba w
stołecznym dzienniku "Der Bund" - "Europejski chór na wiele głosów"; 31.01.): Ten
niecodzienny apel zawiera nie tylko wezwanie do poparcia Ameryki, ale także do
europejskiej jedności. Jednak jego efektem będzie coś dokładnie przeciwnego:
dalszy podział kontynentu, zapoczątkowany wypowiedzią Rumsfelda o "starej"
i "nowej" Europie. Przy czym linie podziału przebiegają nie tylko między
Niemcami i Francją a Wielką Brytanią, krajami Europy Srodkowo-Wschodniej i
konserwatywno-prawicowym Południem. Także same Niemcy i Francja nie mówią
jednym głosem. Gdy chodzi o sprawy wojny czy pokoju jednocząca się Europa
pozostaje zbiorowiskiem państw narodowych. Wspólna polityka zagraniczna może
funkcjonować, jeśli konfliktom da się zapobiec poprzez nacisk finansowy z
Brukseli. Ale żeby ramię w ramię i to jednogłośnie wyruszać z USA na krwawą
wojnę, to coś zupełnie innego. Dla niektórych ten brak jedności to oznaka
słabości, dla innych - siły.
Bratysława
Media słowackie (31.01.) przyniosły informację o decyzji
premiera Mikulasza Dzurindy w sprawie przyłączenia swojego podpisu pod listem
liderów europejskich wyrażającego poparcie dla USA i działań
mających na celu rozbrojenie Iraku. Media poinformowały także (31.01.), że Rada
Ministrów RS zwróciła się do parlamentu ws. udzielenia zgody na
wysłanie w rejon
Zatoki Perskiej słowackiego kontyngentu sił zbrojnych.
Budapeszt
Dot. podpisania przez RW deklaracji odnośnie poparcia Stanów
Zjednoczonych w rozbrojeniu Iraku. Jak informują
dzienniki (31 bm.) przebywający z wizytą w Atenach premier RW P. Medgyessy
zaprzeczył, że podpisanie przez niego deklaracji wraz z siedmioma innymi
europejskimi liderami odnośnie poparcia Stanów Zjednoczonych w rozbrojeniu
Iraku, oznacza jakąkolwiek zmianę w stanowisku Węgier. P. Medgyessy podkreślał
potrzebę pokojowego rozwiązania irackiego problemu, ale powiedział też
wyraźnie, że w imię powagi i przyszłości nie można pozwolić Bagdadowi na
ignorowanie rezolucji Rady Bezpieczeństwa. Właśnie dlatego zdecydował się
przyłączyć do pozostałych liderów europejskich i podpisał deklarację -
zaznaczył. Medgyessy powiedział dziennikarzom, że poprosił o kilka poprawek do
treści deklaracji, które zostały przyjęte przez pozostałych sygnatariuszy.
Zdecydowanie też odciął się od opinii, że deklaracja skierowana jest przeciwko
Francji i Niemcom, zaprzeczył też jakoby podpisanie miało zaszkodzić stosunkom
węgiersko-niemieckim. Rzecznik rządu Z.J.Gal oświadczył, że o podpisanie
deklaracji poprosił P. Medgyessyego ambasador Wielkiej Brytanii na Węgrzech.
Premier przed sygnowaniem deklaracji konsultował się z ministrem SZ RW
L.Kovacsem oraz ekspertami ds. polityki zagranicznej, zbrojnej i bezpieczeństwa.
Dublin
Dot.: Reakcje irl. na list premierów RP, WB, Czech, Danii,
Węgier Włoch, Portug. i Hiszpanii w spr. poparcia dla działań USA dot. Iraku
Na podst.: prasa irl.,
31.01.
1. Irish Times:
Premier Irlandii, B. Ahern, oświadczył w czasie wizyty w Pradze, że "treść
listu 8 Premierów nie stanowi dla niego problemu". Dodał, że nie
proponowano mu przyłączenia się do grupy sygnatariuszy listu. Ahern uważa, że
treść listu zgodna jest z jego oświadczeniem w Parlamencie Irlandii,
wyrażającym nadzieję, iż "kwestia iracka zostanie rozwiązana w oparciu o
system Narodów Zjednoczonych". Premier wyraził swe zdziwienie i zawód, że
"nie spytano wszystkich o ich opinię w tej sprawie, w okresie, gdy chodzi
nam o zachowanie jedności w podejściu do Iraku". Za lepszy pomysł uznałby
list wszystkich ministrów SZ "15". Rzecznik rządu Irlandii
stwierdził, że Irlandia odnotowuje fakt, że pod listem nie ma podpisów
premierów innych państw neutralnych, t.j. np. Finlandii, Szwecji i Austrii, a
więc inicjatywa zapewne została ograniczona do sojuszników USA z NATO. Uważa
się, że inicjatywa w tej sprawie wypłynęła z Hiszpanii. Niektórzy postrzegają
list jako celowy znak niezgody ze stanowiskiem Francji i Niemiec, jako pokaz
siły "nowej Europy". IT dowiaduje się, że treść listu była w pierwszej
wersji dużo ostrzejsza w słowach, czego nie mogły zaakceptować niektóre kraje,
np. Węgry. IT podaje inf. o zaplanowanej przez Premiera RP wizycie w
Waszyngtonie, w czasie której ma on "obiecać wojskowe wsparcie Polski dla
USA w razie wojny w Iraku". IT podkreśla, że Polska utrzymuje tradycyjnie
silne więzy z USA. W czasie wizyty Prez. Kwaśniewskiego w USA G. Bush
powiedział, że "USA nie ma lepszego przyjaciela w Europie niż
Polska". IT przypomina, że RP reprezentuje interesy USA w Iraku. IT cytuje
R. Stemplowskiego, Dyr. PISM, "czołowego analityka spraw polskich",
który powiedział, że list mówi więcej o rosnących różnicach wśród członków UE w
podejściu do Iraku, niż o stosunkach państw europejskich z USA. RS uważa, że
"nie należy przeceniać znaczenia listu - to tylko jedno stadium w procesie
wieloetapowym". IT podaje też inf., że Przewodnictwo Grecji w Radzie UE
poczuło się urażone, gdyż nie konsultowano z Grecją treści listu. Niektórzy
dyplomaci nazywają sygnatariuszy listu "Gangiem Ośmiu", który chce
izolacji stanowiska Francji i Niemiec.
2. Irish Independent
pisze, że plany Waszyngtonu dot. Iraku grożą rozbiciem jedności europejskiej.
List "8" tylko "uświadamia ten brak harmonii". IIn. uważa,
że była to inicjatywa T. Blaira, który stara się o zapewnienie większego
poparcia Europy dla swoich planów i planów Busha. IIn. twierdzi, że
"trzeba być w desperacji, by uciekać się do takich deklaracji
poparcia". Świat ma wiele wątpliwości co do polityki Busha, zmierzającej
do obalenia reżimu w Bagdadzie. Waszyngton nie widzi konieczności przyjęcia
rez. RB, upoważniającej USA i WB do ataku na Irak. To pogwałcenie zasady
nieagresji. Saddam Husajn jest brutalnym dyktatorem, ale takim też dyktatorem
jest np. przywódca Uzbekistanu i jego reżim. Pomyślmy co Rosjanie robią w
Czeczenii, a Chińczycy w Tybecie za naszym cichym przyzwoleniem. Saddam ma broń
masowej zagłady, ale Indie, Pakistan, Izrael i Korea Płn. też ją mają. Jest w
wypowiedziach administracji USA dużo retoryki. Nie ma dowodów, że Irak
dysponuje bronią nuklearną. Bliski Wschód to bardzo ważny region dla USA ze
względu na złoża ropy. Irak zagraża też sojusznikom USA: Izraelowi i Arabii
Saudyjskiej. Ta cała gra toczy się o dominację w regionie. Supermocarstwo, USA,
łamie w tym celu zasady prawa międzynarodowego i postępuje niemoralnie.
Haga
"NRC
Handelsblad" z 30.01. informuje o
odmowie podpisania przez premiera Balkenende otwartego listu ośmiu szefów
rządów państw europejskich, stanowiącego wyraz poparcia dla polityki USA wobec
Iraku. Według Służby Prasowej Rządu motywowane to było pragnieniem
zachowania jedności działań Europy ws. Iraku, czemu sprzyjają bardziej
działania kanałami dyplomatycznymi. Gazeta cytuje fragmenty listu,
opublikowanego z inicjatywy premiera Hiszpanii Aznara w prasie europejskiej i amerykańskiej,
w szczególności następujące zdania: "Stosunki transatlantyckie nie mogą
paść ofiarą podejmowanych przez reżim iracki ciągłych prób zagrożenia
bezpieczeństwu świata. Reżim iracki i jego broń masowego rażenia stanowią
wyraźne zagrożenie dla bezpieczeństwa światowego. Nasza siła leży w naszej
jedności. Musimy pozostać zjednoczeni w domaganiu się, aby reżim Husajna został
rozbrojony." Pismo to zostało generalnie odebrane jako odrzucenie
stanowiska Francji i Niemiec, wyrażających poważne zastrzeżenia wobec
interwencji wojskowej w Iraku. Przywódcy ośmiu państw wyrażają także obawę o
możliwość utraty wiarygodności przez ONZ. Gazeta cytuje w tym kontekście
następujący fragment listu: "Nie możemy pozwolić, aby dyktator
systematycznie naruszał rezolucje ONZ. Jeżeli rezolucje te nie będą
przestrzegane, Rada Bezpieczeństwa utraci swoją wiarygodność, a w efekcie tego
ucierpi pokój na świecie." Rzecznik Służby Prasowej Rządu potwierdził fakt
otrzymania przez rząd KN projektu listu. Podkreślił zarazem, że jego treść
odbiegała od wersji końcowej, opublikowanej w prasie. Gazeta, powołując się na
źródła rządowe, twierdzi, że początkowo list ten był podpisany jedynie przez
premierów Hiszpanii i Wlk. Brytanii. Cytowana jest też wypowiedź rzecznika MSZ,
że Niderlandy nie zamierzają eksponować rozbieżności stanowisk wśród państw
europejskich i nastawione są raczej na "budowanie mostów". Według
rzecznika rządu sprawa pisma nie została poruszona podczas rozmowy
telefonicznej prezydenta Busha z premierem Balkenende, która miała miejsce 27
bm.
"De
Volkskrant" z 31 bm. informuje o przebiegu nadzwyczajnej debaty
parlamentarnej (30 bm.), podczas której premier Balkenende wyraził opinię, że list ośmiu przywódców stanowił ujawnienie
na forum publicznym istniejących podziałów w Europie na tle poparcia dla USA
w kwestii irackiej. Dlatego też odmówił jego podpisania. Stanowisko premiera
zyskało poparcie Partii Pracy, prawdopodobnego członka przyszłej koalicji
rządowej. Według byłego ministra spraw zagranicznych van Aartsena, przedstawiciela
partii liberalnej, premier Balkenende zrobił "niedźwiedzią przysługę"
stosunkom KN z USA. Balkenende wyraził generalnie poparcie dla treści listu, w
szczególności wezwaniu do jedności i spójności działań Europy i USA w obliczu
groźby wojny z Irakiem. Jego zdaniem debata na ten temat nie powinna być jednak
prowadzona w taki sposób. Uznał za istotne przyjęcie w tej sprawie wspólnego
stanowiska UE. Premier Balkenende i minister spraw zagranicznych de Hoop
Scheffer odrzucili zarzuty, jakoby odmowa podpisania listu oznaczała poparcie
dla stanowiska Francji i Niemiec. De Hoop Scheffer wskazał na niezadowolenie
Grecji, sprawującej obecnie przewodnictwo w UE, oraz na ryzyko pogłębienia
podziałów pomiędzy państwami europejskimi wskutek opublikowania listu. Rząd KN
potwierdził gotowość udzielenia pozytywnej odpowiedzi na wnioski USA o
współpracę w działaniach planistycznych związanych z ew. operacją militarną w
Iraku, skierowane w trybie dwustronnym, jak też na forum NATO. Dotyczy to
działań o charakterze obronnym i pomocniczym. Z zadowoleniem odnotowano
stanowisko Partii Pracy, która nie wyklucza możliwości ataku na Irak. Rzecznik
tej partii Koenders powiedział, że nowa rezolucja ONZ byłaby bardzo pożądana,
nie jest jednak warunkiem koniecznym.
"Algemeen
Dagblad" z 31 bm. ocenia, że list
"gangu ośmiu" przyniósł pożądany przez USA efekt: podział wśród
państw Europy oraz szerokie poparcie dla ataku na Irak bez nowej rezolucji Rady
Bezpieczeństwa ONZ. Odnotowano furię, z jaką list otwarty został przyjęty przez
członków UE i państwa kandydackie, które niczego wcześniej nie wiedziały o tej
inicjatywie. Według gazety list został napisany na prośbę "Wall Street
Journal" i stanowi odrębną inicjatywę pięciu państw UE, do których
przyłączyły się Czechy, Polska i Węgry. Podpisu odmówił natomiast premier
Balkenende. W opinii gazety miało to związek z trwającymi obecnie rozmowami na
temat utworzenia koalicji rządowej z Partią Pracy, wykazującą większą rezerwę w
sprawie ew. operacji wojskowej w Iraku. Gazeta zwraca uwagę na oburzenie
Grecji, która nie była konsultowana ws. inicjatywy opublikowania listu. Temat
ten nie został także poruszony podczas spotkania szefów dyplomacji UE (27 bm.)
z udziałem ministra spraw zagranicznych Hiszpanii Palacio. Z kolei państwa
sprzeciwiające się wojnie z Irakiem, takie jak Francja, Niemcy czy Belgia, nie
zostały nawet poproszone o podpisanie listu. Poza Atenami swoją irytację
wyraziły Francja i Niemcy. Gazeta cytuje w tym kontekście wypowiedź Broka
(Niemcy), przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Parlamentu
Europejskiego: "Rozpoczął się wyścig wasali". Według niemieckiej
opozycji opublikowanie listu stanowi bolesne potwierdzenie izolacji, w jakiej
znalazł się kanclerz Schroder jako przeciwnik wojny z Irakiem. Francja podkreśla,
że list podpisało tylko 8 z 25 państw europejskich. Potwierdza zarazem swoje
stanowisko o braku, w chwili obecnej, uzasadnienia dla podjęcia interwencji
zbrojnej w Iraku.
Kopenhaga
W dniu 31.01.2003r.
dziennik Jyllands-Posten opublikował artykuł Per'a Nyholm'a pt. "Gorące poparcie dla Busha w Europie
Środkowo-Wschodniej". Jak pisze N., opublikowany w dniu 30.01. br.
list popierający politykę USA wobec Iraku świadczy o tym, że
środkowoeuropejskie państwa członkowskie NATO są w większym stopniu sojusznikami
USA niż pozostałych państw europejskich. N. przytacza wypowiedź anonimowego
dyplomaty, zdaniem którego, zrozumiałe jest poparcie dla USA ze strony Polski,
którą Amerykanie określają mianem swojego najbliższego sojusznika w Europie:
"Polacy myślą kategoriami historycznymi. Byli atakowani przez Rosjan i
Niemców, lecz nigdy przez Amerykanów. N. podkreśla, iż duże znaczenie do
zacieśnienia współpracy z USA przywiązują także Węgry, które m.in. udostępniły
byłą radziecką bazę wojskową do szkolenia irackich opozycjonistów. Na mniejsze
poparcie Amerykanie mogą natomiast liczyć w Czechach, gdzie listu deklarującego
solidarność z USA nie podpisał Premier V. Spilda, lecz ustępujący Prezydent V.
Havel.
Kopenhaga
W dniu 31.01.2003r. w
Berlingske Tidende ukazał się artykuł Rolf'a Pedersen'a pt. "Fogh krytykowany za wprowadzanie
podziału w Europie". Jak podaje P., ugrupowania opozycyjne
skrytykowały podpis Premiera Danii A. Fogh Rasmussena pod listem otwartym
przywódców europejskich popierającym politykę USA wobec Iraku. Rzecznik Partii
Radykalnych Liberałów ds. polityki zagranicznej N. Helveg Petersen twierdzi, że
list jest sprzeczny z deklaracją przyjętą przez ministrów SZ UE w dniu 27.01.
br.
Przewodniczący Partii
Socjaldemokratycznej M. Lykketoft krytykuje podjętą przez część przywódców
Europejskich inicjatywę, określając ją sygnałem niezgodności panującej w UE.
Londyn
Komentarze brytyjskiej prasy nt. wspólnego oświadczenia
premierów 8 państw europejskich, na podstawie: artykułów zamieszczonych w The
Times, Daily Telegraph i FT
Artykuł stanowiący
deklarację jedności Europy ze Stanami Zjednoczonymi napisany wspólnie przez
premierów ośmiu europejskich państw (Czech, Danii, Hiszpanii, Polski,
Portugalii, Węgier, Wielkiej Brytanii i Włoch) zamieszcza dzisiejszy (30 bm.)
The Times.
FT, informując o
ukazaniu się artykułu równocześnie w 12 dziennikach europejskich, ocenia to
jako zabieg zmierzający do zmobilizowania Starego Kontynentu do udzielenia
poparcia USA w przewidywanym uderzeniu na Irak. FT przypomina, że zirytowany
postawą Paryża i Berlina Sekretarz Obrony USA D. Rumsfeld niedawno wypowiedział
się krytycznie o Francji i Niemczech jako o przedstawicielach "starej
Europy". Publikacja wspólnej deklaracji ma stanowić sygnał dla świata, iż
wbrew sugestiom amerykańskiego polityka Europa stanowi jedną całość. Jednakże
fakt, iż pod treścią artykułu nie podpisali się przywódcy Francji i Niemiec
dowodzi - według FT - pogłębiania się podziału w łonie Europy w odniesieniu do
militarnego rozwiązania kwestii irackiej.
Na brak pod tekstem
deklaracji nazwisk przywódców Francji i Niemiec zwraca uwagę także DT. Zdaniem
dziennika świadczy to o pogłębiającym się rozłamie w łonie Europy. Zarazem DT
konstatuje, że USA i WB nie pozostaną zdane jedynie na siebie w konfrontacji z Irakiem:
publikacja artykułu dowodzi, że mogą one liczyć na poparcie ze strony innych
państw. Wsparcie to nie ogranicza się jedynie do czysto deklaratywnego uznania
racji Ameryki: premier Hiszpanii Aznar nie wyklucza wysłania wojsk w rejon
Zatoki Perskiej, zaś Włochy wyrażają zgodę na wykorzystanie ich baz lotniczych.
DT przewiduje, że zabiegi premiera T. Blaira o uzyskanie poparcia Europejczyków
dla siłowego rozwiązania kwestii irackiej (inicjatorami wspólnej deklaracji są
wg DT T. Blair i J.M. Aznar) mogą wzmocnić obawy Francji i Niemiec, że Londyn
próbuje zbudować przyjazne Ameryce alternatywne europejskie centrum władzy
mające stanowić przeciwwagę dla osi Paryż-Berlin.
Madryt
Dotyczy hiszpańskich komentarzy na temat wspólnego artykułu
ośmiu europejskich szefów rządu. Hiszpańska prasa z 31
stycznia br. zamieszcza komentarze na temat artykułu podpisanego przez ośmiu
europejskich szefów rządu popierającego politykę Stanów Zjednoczonych w sprawie
Iraku.
Dziennik "ABC"
zauważa, że najostrzej krytykuje artykuł opozycja w krajach sygnujących tekst,
podczas gdy Francja, która powinna czuć się najbardziej obrażona wyjaśniła, że
pod wieloma sformułowaniami artykułu mogłaby się sama podpisać. ABC zadaje
pytanie, czy wspólne europejskie stanowisko wobec Iraku, które według
przeciwników artykułu zostało zniweczone, kiedykolwiek istniało i odpowiada, że
w rzeczywistości jedynym jego przejawem była zeszłotygodniowa nota krajów
członkowskich Unii, którą określa jako "pustą i pełną komunałów".
Dziennik podkreśla również, że jeśli publikacja artykułu była "dyskusyjna
i nieodpowiednia", to tak samo można określić postępowanie przywódców z
Francji i Niemiec, którzy ogłosili swoje stanowisko bez konsultacji z
pozostałymi członkami Unii. "ABC" wyraża obawę, że jeśli UE nie jest
teraz w stanie przedstawić jednej propozycji rozwiązania konfliktu, to
osiągnięcie porozumienia po przyjęciu kolejnych 10 państw stanie się zupełnie
niemożliwe.
Ze swej strony
dziennik "El Pais" podkreśla, że artykuł jedynie uwidocznił,
istniejący od momentu jednostronnej deklaracji francusko-niemieckiej, głęboki
podział w Unii Europejskiej wobec kryzysu irackiego. "El Pais"
zauważa, że sygnatariusze artykułu mogą stać się "nową Europą", w
przeciwieństwie do "starej Europy", o której wspominał, mając na
myśli Francję i Niemcy, amerykański sekretarz obrony Rumsfeld. Problem, według
gazety, polega jednak na tym, że kraje te nie są bynajmniej najgorętszymi
zwolennikami rozszerzenia. Dziennik podsumowuje swój komentarz stwierdzeniem,
że jest całkowicie logiczne, iż Waszyngton woli rozmawiać ze swoimi
najwierniejszymi sojusznikami zamiast z całą Unią, ale uważa za "skandal,
że członkowie Unii porzucają dotychczasową drogę wspólnego budowania polityki
zagranicznej, by wykłócać się o poparcie Busha".
Kataloński dziennik "La
Vanguardia" stwierdza, że "wobec międzynarodowego kryzysu Unia
Europejska ujawnia słabość, żeby nie powiedzieć brak, wspólnej polityki
międzynarodowej" i zauważa, że nieporozumienia między głównymi
europejskimi liderami nie pozwalają Waszyngtonowi na znalezienie bezwarunkowego
wsparcia, którego teraz potrzebuje.
Według "El
Periódico de Catalunya" "cały entuzjazm europejski demonstrowany
przez Aznara podczas sześciomiesięcznego przewodnictwa w Unii został zmiażdżony
i zneutralizowany przez podpisanie tego artykułu."
Moskwa
Dot: oświadczenia przywódców ośmiu państw europejskich wobec
Iraku
Dziennik "Wriemia
Nowosti" 31.01. poinformował, iż L.Miller wraz z siedmioma przywódcami
europejskimi w liście opublikowanym na łamach "The Times" wezwał do
poparcia polityki USA odnośnie rozwiązania kryzysu wokół Iraku. "WN"
komentuje, iż nowi członkowie NATO tj.: Polska, Węgry i Czechy swym poparciem
dla działań USA chcą potwierdzić swą transatlantycką solidarność. Autor
podkreśla, iż Warszawa chcąc wzmocnić swoją pozycję jako aktywnego członka
Sojuszu ani na moment nie "zająknęła się" w kwestii udzielenia zgody
na wysłanie swych wojsk do Iraku.
Nairobi
Kenijski dziennik
"Times" z 31 bm. poinformował
o wspólnym oświadczeniu przywódców 8 państw europejskich z 30.01., w tym
Polski, w którym zaapelowali oni o utworzenie jednolitego frontu przeciwko
Saddamowi Husseinowi, udzielając w ten sposób dyplomatycznego wsparcia USA w
działaniach skierowanych przeciw przywódcy irackiemu. Sygnatariusze apelu
oświadczyli m.in., że wiarygodność ONZ zależeć będzie od tego, czy uda jej się
zmusić Saddama Husseina do wypełnienia postanowień rezolucji Rady
Bezpieczeństwa ONZ ws. rozbrojenia Iraku. Przywódcy europejscy podkreślili, że
Saddam Hussein stanowi poważną groźbę dla bezpieczeństwa globalnego oraz
wyrazili przekonanie, że społeczność międzynarodowa powinna doprowadzić do
rozbrojenia reżimu irackiego. Wskazali jednocześnie, że tylko solidarność,
spójność i determinacja wspólnoty międzynarodowej daje nadzieję na osiągnięcie
tego celu drogą pokojową, a jej siła zależy od zachowania jedności.
W materiale zwrócono uwagę, że powyższe
oświadczenie postrzegane jest jako zamierzona reakcja na wspólne wystąpienie
Francji i Niemiec, które wyraziły wcześniej poważne zastrzeżenia wobec wojny w
Iraku. Podkreślono również, że deklaracja przywódców 8 państw europejskich
przychodzi w najdogodniejszej chwili dla administracji USA, a mianowicie w
przeddzień spotkania prezydenta George'a Busha i premiera Tony Blaira,
poświęconego kwestii irackiej.
Paryż
Wypowiedź Ministra Spraw Zagranicznych RF, D. de Villepin w
Senacie, w dniu 30 stycznia 2003 dot. listu ośmiu przywódców państw
europejskich w sprawie Iraku.
Nie chcemy
przeciwstawiać jednej Europy, drugiej. Bronimy tego samego priorytetu: stanowczość
wobec Iraku i troska o znalezienie pokojowego rozwiązania kryzysu w ramach
NATO. Naturalnie będziemy mieć okazję rozmawiać z każdym z naszych przyjaciół
europejskich, w szczególności z naszymi przyjaciółmi z Wielkiej Brytanii, jako
że spotkamy się z nimi za kilka dni, dokładnie w przyszły wtorek, tj. 4 lutego
br., podczas szczytu w Touquet. Cel Francji jest dalekosiężny i wykracza poza
granice Europy. Jest nim zjednoczenie społeczności międzynarodowej.
Zjednoczenie, które wzmacnia znaczenie rezolucji 1441. Tylko to zjednoczenie
może zagwarantować skuteczność, praworządność i odpowiedzialność społeczności
międzynarodowej w obliczu kryzysu. Pragnieniem Francji jest, aby Unia
Europejska mówiła jednym głosem.
Praga
Dot.: listu 8
polityków europejskich "Europa i
Ameryka muszą być zjednoczone".
CzTK i czeskie
dzienniki (30 i 31.01) publikują reakcje na podpisanie przez prezydenta V.Havla
listu, opublikowanego przez "The Times".
Czeski premier
V.Szpidla, do którego zwrócili się inicjatorzy listu o przyłączenie się
stwierdził, iż dla czeskiego stanowiska dot. kryzysu irackiego decydująca jest
uchwała parlamentu i nie potrzeby cokolwiek do tego dodawać. Mandat parlamentu
ws. przyłączenia się do ew. akcji wojskowej uznaje on za w zupełności
wystarczający. Dlatego po przeczytaniu projektu listu zdecydował się go nie
podpisywać. "Stanowisko dot. polityki zagranicznej jest określane
oficjalnymi postanowieniami, a nie gazetami i artykułami przez nie
zamieszczanymi, nawet gdy są podpisane przez znanych ludzi i są to bez
wątpliwości ważne artykuły, wywierające określony wpływ" dodał V.Szpidla.
Decyzja Prezydenta RCz
V.Havla o przyłączeniu się do wspomnianego artykułu jest wyrazem jego
osobistego stanowiska." Szef czeskiej dyplomacji twierdząc, że V.Havel
podpisał artykuł w ramach swoich kompetencji, nie chciał szerzej komentować
tego faktu. Dla dziennika
"Pravo dodał:
"jest to zgodne z logiką działań prezydenta, który chce jasno potwierdzić
nasze partnerstwo z USA, W.Brytanią i pozostałymi państwami. Uznajemy to jako
polityczny przejaw jego działań".
Wiceprzewodniczący KSCzM M.Ransdorf
uważa, iż premier V.Szpidla zachował w kwestii listu pochwały godną
wstrzemięźliwość, dystans i zdrowy rozsądek. Zachowanie V.Havla go nie
zaskoczyło: "Przypominamy sobie jego apele o humanitarne bombardowanie
Jugosławii. Nieoficjalnie twierdzi się, iż V.Havel podpisał list mając także na
uwadze swoje odejście z funkcji prezydenta oraz własny prestiż międzynarodowy.
1. Komentarz P.Maszy "Chwila dla jasnego słowa"
("Lidove noviny", 31.01).
Siedmiu europejskich
premierów poparło postępowanie USA wobec Iraku. Ich artykuł miał podpisać także
i premier V.Szpidla. Ten wszakże nie uważał za potrzebne przyłączyć się do
apelu o jedność ze "wspaniałymi i przezornymi" Amerykanami. W ostatnim
momencie w miejsce premiera wskoczył prezydent Havel. Stało się tak dzięki
wiernemu przyjacielowi Havla i USA, wiceministrowi SZ A.Vondrze. Personel
Białego Domu cieszył się potem,
iż artykuł dał dowód
izolacji Francji i Niemiec na starym kontynencie.
2. Komentarz M.Mocka
pt. "Jesteśmy z Ameryką. Havel i inni politycy popierają USA"
("Mlada Fronta Dnes", 31.01). Autor pisze m.in.: "Popieramy cię
Ameryko! To jest przesłanie ośmiu czołowych polityków europejskich, co oznacza,
że popierają oni co najmniej wojenną retorykę USA. Owszem, Irak jest
niebezpieczny ale nie dlatego, że może być silny i ma broń masowego rażenia, a
dlatego, że świat pozwolił, by iracka gra zaszła zbyt daleko.
Teraz już nie chodzi o
to, kto ma rację, lecz czyj autorytet przeważy. Najlepiej byłoby gdyby to była
ONZ. Trochę gorzej, jeśli USA. Najgorzej jednak, gdyby sukces odniósł
Husajn".
Jest jeszcze inny
powód by akceptować stanowisko ww ósemki - czysto europejski. Za stary
kontynent próbowały przemówić dwa kraje: Niemcy i Francja. Francuzi i Niemcy
mogą oczywiście zabiegać o wspólne stanowisko z innymi państwami, ale nie mogą
go dyktować.
Wypowiedzi ósemki
powinny być dla nich jasnym pouczeniem: chcecie wspólnej polityki, to musi ona
być naprawdę wspólna. "Nie może to być fasada dla decyzji podejmowanych
przez Niemców i Francuzów" .
Rzym
Związany z lewicową
opozycją włoski dziennik "La Repubblica" z 30.01. zamieszcza artykuł
Paolo Garimberti zatytułowany "Filoamerykańska
oś powodem rozłamu UE", w którym autor wyraża swoją opinię nt.
zaistniałych europejskich podziałów ws. kwestii irackiej. Europa Paktu
Atlantyckiego, która przedkłada NATO nad UE i dla ideologii i korzyści gromadzi
pod flagą Union Jack, wzdłuż osi Rzym-Madryt-Lizbona filoamerykańską prawicę i
dawne państwa komunistyczne, dopiero co przyjęte w poczet UE, przeciwstawiła
się wczoraj "starej Europie", jak ją pogardliwie określił amerykański
sekretarz obrony Rumsfeld, kierowanej przez Francję i Niemcy. Uczyniła to za
pośrednictwem dokumentu który , ostatecznie pozbawił wszelkich złudzeń na
szanse wypracowania wspólnego stanowiska Europy zgodnie z dokumentem 15
ministrów spraw zagranicznych z Brukseli. Jednomyślne stanowisko Europy ws.
polityki zagranicznej i bezpieczeństwa jest tylko iluzją. Nowy dokument został
podpisany przez ośmiu przywódców, którzy wspólnie twierdzą, iż "w chwili
obecnej, jak nigdy dotąd, powiązania transatlantyckie są gwarancją naszej
wolności". Innymi słowy: kto jest przeciw Stanom Zjednoczonym jest przeciw
Zachodowi, a kto jest przeciw Zachodowi sprzeciwia się Europie. Włoski minister
obrony Martino, skomentował dokument stwierdzając, iż Włosi nie są
przeciwnikami Europy, natomiast należą do nich Francuzi i Niemcy ponieważ
"są przekonani, że ich decyzja musi być w pełni podzielana również przez innych".
Z ośmiu sygnatariuszy
dokumentu, pięciu należy do UE. Są nimi Wielka Brytania, Hiszpania, Portugalia,
Dania i Włochy, jedyne spośród państw założycielskich EWG. Pozostałe trzy
państwa należą do grupy krajów EŚW, o których akcesji zadecydowano zaledwie dwa
miesiące temu w myśl świętej zasady, że Europa nie może budować muru wobec
tych, które jej potrzebują dla umocnienia demokracji i rynku. Niestety należy
przyznać, że rozszerzenie podczas pierwszej próby na arenie międzynarodowej nie
zdało egzaminu i stworzyło ryzyko stania się koniem trojańskim Stanów
Zjednoczonych, dążącym do osłabienia Europy poprzez jej rozbicie i
uniemożliwienie jej zachowania możliwości stania się przeciwwagą w stosunkach
międzynarodowych.
Głównym celem dawnych
krajów komunistycznych i przyszłych prawomocnych członków UE, przez lata
cierpiących z powodu ograniczeń bloku radzieckiego, jest odnalezienie swojej
tożsamości i obrona narodowej suwerenności. Widzą one w Stanach Zjednoczonych,
a nie w bliższej im Europie, główną gwarancję ich młodej demokracji, punkt
odniesienia dla bezpiecznej i pomyślnej przyszłości. Ich stanowisko ma podłoże
głęboko psychologiczne: Ameryka - dawny, narzucony przez Moskwę wróg, stał się
ich nowym przyjacielem z wolnego wyboru. Jeden z doświadczonych europejskich
dyplomatów z stwierdził, iż "Atlantyk jest dla nich jak Odra". W
udzielonym niedawno wywiadzie prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski mówiąc o
wojnie z Irakiem otwarcie wyznał "Podzielam koncepcje Busha".
Pogodzenie tej wizji z
polityką europejską nie byłoby możliwe gdyby nie istniejąca praktyka stosunków
Madrytu, Rzymu i Londynu z Ameryką. Francuzi i Niemcy bezskutecznie próbowali
ją osłabić. Blair znalazł jeszcze pilniejszych naśladowców w osobie
Berlusconiego i Aznara. Edukacja nowych członków UE w duchu europejskim wymaga
więcej czasu i musi być przeprowadzana w okresie pokojowym. Stan wyjątkowy
Iraku "przetasował karty", narzucając wypaczone przez rozłam UE
decyzje. Eurosceptycy, kierowani egocentryzmem, nadali podziałom Unii charakter
instrumentalny, szukając aprobaty i przeciwstawiając się odrodzonej
francusko-niemieckiej sile.
David Sanger, ekspert
Białego Domu w "New York Times" napisał, iż administracja Busha
zdefiniowała europejskich sprzymierzeńców. Na pierwszym miejscu listy
najwierniejszych Ameryce znajduje się premier Blair, na drugim polski prezydent
A. Kwaśniewski, na trzecim Aznar "najczęstszy rozmówca Busha", potem
Berlusconi i Putin. Najpopularniejsze tytuły prasowe dokonały podziału Europy
na "tchórzliwych" i "odważnych". W ubiegły piątek na
pierwszej stronie "New York Post" znalazło się zdjęcie Chiraca i
Schrodera oraz tytuł "Oś Łasiczek: Niemcy i Francja uciekają z
Iraku". Za to inni biegną do Waszyngtonu.
Rzym
Dot.: Opinie włoskie dotyczące dokumentu 8 państw
popierających stanowisko amerykańskie: Apel 8 przywódców
europejskich o solidarność ze Stanami Zjednoczonymi wzbudził we włoskiej prasie
żywe reakcje. Zdecydowana większość komentarzy negatywnie lub umiarkowanie
negatywnie ocenia postępowanie liderów tych państw, w tym zwłaszcza premiera
Blaira i Aznara. Krytyka włoskiej prasy skupiła się także na osobie
Berlusconiego i włoskim rządzie, który wyraził zgodę na podpisanie dokumentu. W
ten sposób Włochy jako jedyny kraj założyciel UE spośród 8 przyczynia się
bezpośrednio do osłabienia spójności i solidarności Unii, pisze "La
Repubblica". Dziennik ten przytacza słowa Berlusconiego, który podczas
konferencji prasowej w Waszyngtonie miał stwierdzić, że być może należało
poczekać kilka dni z podpisaniem dokumentu o takiej wymowie. Wątpliwości
premiera podziela "Corriere della Sera", który pisze, że UE została
zraniona apelem 8 państw, członków Unii i kandydatów. Z trudem osiągnięta
wspólna linia Unii wobec konfliktu irackiego została zburzona w ciągu kilku
godzin i w praktyce podzieliła UE na połowę. "Il Messagero" stwierdza
natomiast, że ofensywa dyplomatyczna Busha i Powella zaczyna przynosić
konkretne rezultaty, a perspektywa konkretnych zysków w regionie bogatym w ropę
naftową po zakończonej wojnie przekonuje wiele państw do opowiedzenia się po
stronie USA. Dokument 8 przywódców niweczy więc w efekcie pierwsze pozytywne
próby skierowane na znalezienie wspólnej płaszczyzny europejskiej wobec
konfliktu. Dla Włoch podpisanie tego apelu oznacza radykalną zmianę
dotychczasowej polityki zagranicznej, oznacza porzucenie tradycyjnej
solidarności z państwami założycielami UE, na rzecz nowej osi z Brytyjczykami i
Hiszpanami.
Dziennik "Il Sole 24 ore"
pisze, że przywódcy 8 państw Europy, sygnatariusze proamerykańskiego apelu, w
sposób otwarty stawiły wyzwanie odnowionej osi francusko-niemieckiej i jej
zwartości wewnętrznej. Dziennik nazywa "dokument 8" atakiem bez
precedensu na instytucje europejskie podkreślając brak wcześniejszego
zawiadomienia o inicjatywie zarówno prezydencji greckiej, Wysokiego Komisarza
ds. Polityki Zagranicznej Solany, jak również Komisji Europejskiej. Wszystko to
stało się ponadto w toku prac Konwencji UE, zaznacza gazeta.
Prasa włoska przytacza również głosy
włoskich przywódców politycznych, zwłaszcza z opozycji centrolewicowej, którzy
niemal jednomyślnie, choć z różnymi odcieniami, wyrażają swoje oburzenie na
apel podpisany przez liderów 8 państw. Rutelli, D'Alema i Fassino nazywają go
zerwaniem i zburzeniem solidarności europejskiej i akt który idzie po linii
amerykańskich dezyderatów, widzących Europę podzieloną i słabą politycznie.
Sztokholm
W wieczornych
wydaniach wiadomości telewizyjnych z 30.01 oraz w porannych wiadomościach SvT w
wywiadach na żywo Premiera Szwecji Görana Perssona oraz ministra sz Anny Lindh
z 31.01 relacjonowane były ich krytyczne
wypowiedzi dot. podpisania przez szefów rządów ośmiu państw europejskich apelu
popierającego politykę USA wobec Iraku. "Dagens Nyheter" i
Svenska Dagbladet" z 31.01 bardzo szeroko relacjonują wypowiedzi
szwedzkiego Premiera i ministra sz. Zdaniem G. Perssona to smutne, że doszło do
tego apelu. Pokazuje to rozłam w obozie, kiedy istnieje potrzeba wywarcia
maksymalnej presji na Sadama Husseina. Jeżeli ta presja będzie mniejsza, to
inspektorzy ONZ nie będą mieli szansy przeprowadzenia swojej misji, a rozłam
jest na rękę Irakowi. W tak ostrych słowach Premier nie odniósł się do treści
apelu. Natomiast z ostrą krytyką spotkało się postępowanie poszczególnych
krajów i sama procedura: "będziemy bardzo osłabieni, kiedy każde z nas
wybiera własną drogę, to smutne". Szwedzki premier nie był nigdy
konsultowany w tej sprawie. Gdyby go zapytano, odmówiłby.
Premier G. Persson
poinformował też o rozmowie z prezydentem G.W. Bushem, który zatelefonował do
niego 30 stycznia. Według Perssona, rozmowa amerykańskiego prezydenta z szefem
kraju, który nie jest w NATO, jest dobrym sygnałem. Sam fakt, że rozmowa miała
miejsce świadczy, jego zdaniem, że USA chcą pokazać gotowość działania w ramach
mandatu ONZ, a konsultacje mają na celu wywarcie większej presji na Sadama
Husseina. W rozmowie z Prezydentem Bushem G. Persson podkreślił znaczenie
poparcia przez ONZ ew. akcji militarnej.
Krytycznie do faktu
podpisania apelu odniosła się minister sz A. Lindh. "Jestem zawiedziona,
ponieważ apel nie przynosi nic dobrego dla wspólnej polityki zagranicznej
UE". Jej zdziwienie wywołała publikacja 30 stycznia apelu w prasie
angielskiej i amerykańskiej. "Mieliśmy przecież 27 i 28 stycznia unijne
spotkanie w sprawie Iraku. Wielka Brytania i Niemcy przedstawiły różniące się
od siebie stanowiska, natomiast próbowaliśmy dyskutować i wypracować wspólną
linię UE. Nic nie wskazywało na to, że przeprowadzona będzie jakaś nowa
akcja".
"SvD" zwraca
uwagę, że apel podpisali przywódcy pięciu państw członkowskich (Wielka
Brytania, Włochy, Portugalia, Dania i Hiszpania, która była inicjatorem apelu)
oraz szefowie trzech przyszłych członków UE: Czechy, Polska i Węgry. Największe
państwa UE, Niemcy i Francja nie były konsultowane, co świadczy, jak duży
rozłam panuje w UE.
W Unii Europejskiej
można zaobserwować trzy linie, jeżeli chodzi o sprawę Iraku: twardą,
reprezentowaną przez Wielką Brytanię i Hiszpanię, wyrażającą lojalne poparcie
dla USA, co zaważyło na decyzji o podpisaniu apelu przez inne kraje, miękką, na
czele której stoją Niemcy, całkowicie odrzucającą wojskową interwencję oraz
bardziej neutralną, reprezentowaną przez Francję, która nie wyklucza ataku, ale
z mandatem ONZ. Szwedzkie stanowisko zbliżone jest do francuskiego.
Tallin
31.01.03 główne
dzienniki oraz stacje telewizyjne i radiowe odnotowują i cytują treść wspólnego oświadczenia 8 państw
europejskich wyrażającego poparcie dla działań USA odnośnie Iraku. Media
cytują obszerne fragmenty oświadczenia i stwierdzają, że brak podpisów na
oświadczeniu innych państw europejskich nie oznacza ich sprzeciwu, czy też
braku akceptacji dla możliwej akcji antyirackiej. Media podkreślają, że
problemy pomiędzy stanowiącym jądro Unii, Niemcami, Francją i Wlk. Brytanią -
mimo, że czasami przybierały one bardzo ostry charakter - zawsze udawało się rozwiązać.
Zdaniem analityków, oświadczenie 8 państw stanowi "istotne dyplomatyczne
wsparcie" dla działań Stanów Zjednoczonych.
Waszyngton
"The Wall Street Journal" (30.01.) publikuje list
apelujący o jedność transatlantycką, podpisany przez premierów Aznara, Barroso,
Berlusconiego, Blaira, Medgyessego, Millera, Rasmussena oraz prezydenta Havla.
W tym samym numerze
"The Wall Street Journal" zamieszcza tekst Marca Championa (pierwsza
strona) pt. "Osiem Przywódców Europejskich Wyraża Swoje Poparcie dla USA w
Kwestii Irackiej. List Grupy Państw Izoluje Francję i Niemcy oraz Toruje Drogę
ku Wojnie". Ośmiu przywódców - pisze gazeta - wzywa publicznie do jedności
ze Stanami Zjednoczonymi. Powyższe oświadczenie grozi izolacją Niemców i
Francuzów, zarówno w Europie jak i w ramach Rady Bezpieczeństwa ONZ. List
ujawnia głęboki podział pośród sojuszników amerykańskich w Europie, w momencie,
kiedy Europa walczy o jedność w trakcie procesu rozszerzenia. Artykuł
przywódców europejskich odzwierciedla rozróżnienie, które ostatnio poczynił
Donald Rumsfeld, nazywając Francję i Niemcy "starą Europą". Obecnie
trudniej będzie Niemcom, czy Francji powiedzieć, że wypowiadają się oni w
imieniu Europy. Doradcy Busha - pisze gazeta - odnieśli się entuzjastycznie do
listu przywódców europejskich.
W swym komentarzu
redakcyjnym zatytułowanym "Nasi Europejscy Sojusznicy" "The Wall
Street Journal" pisze, że oświadczenie przywódców: Wielkiej Brytanii,
Hiszpanii, Czech, Danii, Węgier, Włoch, Polski i Portugalii jest poparciem dla
wysiłków prezydenta Busha, zmierzających do usunięcia zagrożenia, jakie stanowi
Irak dla cywilizowanego świata. I to by było na tyle - pisze gazeta - jeśli
chodzi o szeroko nagłaśniany "podział" pomiędzy Ameryką i Europą w
tej żywotnej kwestii. Podział istnieje, ale jest to podział pomiędzy Stanami
Zjednoczonymi i Niemcami, które same w sobie nie stanowią oczywiście
"Europy" - podkreśla dziennik. Francja jak zwykle gra swoją grę,
przedkładając swoje interesy nad wspólny interes globalny. Europa to duże
terytorium i obecnie, w sposób oficjalny, zawiera również kraje zza byłej
żelaznej kurtyny, które tak długo pozbawione były głosu w sprawie kontynentu;
trzy z nich dołączyły się do oświadczenia. W sposób oczywisty osiem przywódców europejskich
nie podziela poglądów Gerharda Schrodera czy Jacquesa Chiraca. Są oni, w takim
samym stopniu jak prezydent Bush, zaniepokojeni zjawiskiem terroryzmu,
popieranym przez państwo. Bush w swym orędziu o stanie państwa wyjaśnił
szczegółowo zagrożenie jakie stanowi Irak. Jest oczywiste, że jego obawy
podzielane są przez, mających otwarte oczy, przywódców europejskich. Bush
stwierdził, że Stany Zjednoczone są przygotowane do przewodzenia koalicji
ochotników w celu rozbrojenia Iraku. Jest rzeczą pokrzepiającą, kiedy otrzymuje
on poparcie w formie wspólnego oświadczenia z Europy, którą wielu mędrków
przedstawia jako wroga w stosunku do zamierzeń amerykańskiego prezydenta. Mamy
nadzieję - konkluduje "The Wall Street Journal" w swym komentarzu redakcyjnym
- że ci komentatorzy będą próbowali być bardziej precyzyjni, kiedy przedstawiać
będą poglądy "Europy".
"The Washington
Times" (30.01.) obszernie przedstawia treść listu przywódców europejskich.
Ateny
Greckie środki
masowego przekazu poświęcają wiele uwagi rozdźwiękom między państwami
europejskimi w kwestii irackiej, czego przykładem był list 8-miu liderów (w tym premiera RP). W obszernym artykule
"Tańcząc na linie" n. Konstandaras ("Kathimerini" 1.02.03)
stwierdza m.in.: "Ateny obawiały się, że kwestia iracka może zagrozić
ambitnej greckiej prezydencji w UE, ale nie przewidziały tak poważnego kryzysu
już na samym początku. Jednak premier Simitis nie powinien brać tego osobiście,
problem jest większy, niż Grecja. Grupa "8-miu" zmusiła innych do
zajęcia stanowiska albo obrona (Francja, Niemcy) własnych poprzednich pozycji,
albo - schylając głowy dla dobra UE i transatlantyckiej jedności - dołączyć się
do wasalnego listu". Cytując duże fragmenty owego dokumentu, autor pisze
dalej: "Każdy europejski rząd - będąc uczciwy wobec siebie i własnego
społeczeństwa, mógłby poprzeć treść listu. Ale faktem jest również, że do tej
pory sojusz wolnych państw wokół USA był przymierzem z własnej woli. Teraz po
raz pierwszy kraje europejskie zdecydowały się przekroczyć rezerwę, jaką mają
wobec irackiej kampanii Busha i wyrazić oddanie Stanom Zjednoczonym. Można by
to tłumaczyć, że Blair i Aznar - jako jedyni z liderów UE zrozumieli, iż po 11
września są naprawdę w stanie wojny, na dobre i na złe, podczas gdy wiele europejskich
państw uważało, iż wojny trzeba uniknąć za wszelką cenę. Saddam nie ma z tym
nic wspólnego, los dyktatora ma mniejsze znaczenie, niż współdziałanie w UE i
sojusz z Ameryką. Jeszcze kilka dni temu, kwestią było pytanie - czy istnieje
powód do wojny przeciwko Irakowi. Nagle, po liście "8-miu" pytanie
brzmi: "Czy Europejczycy są razem z USA, czy też nie?" Cały ten
żałosny epizod może jeszcze okazać się pożyteczny, z 3 powodów: - po pierwsze,
prawdopodobnie wymusi utworzenie silnego wspólnego frontu, który przekona
iracki reżim o braku alternatywy dla pełnej współpracy, - po drugie - może dać
Blairowi szanse przekonania Busha o nierozsądku rozpoczynania wojny bez
szerokiej koalicji, - wreszcie - po trzecie - ostatnie zamieszanie może
uzmysłowić liderom i społeczeństwom europejskim, że jeśli chcą być panami
własnej przyszłości, to nie mogą oszukiwać się sami przed sobą, iż mają
cokolwiek do powiedzenia w sprawach świata. Najwyższy czas - stwierdza autor -
by Europejczycy zdecydowali na ile każdy kraj sceduje swojej siły, by mogli
wreszcie - zjednoczeni - uczynić UE poważnym graczem. To z kolei zagwarantuje
tak mocny, jak jest to możliwe, transatlantycki sojusz.
Berlin
Reakcje na list ósemki.
Komentarze:
1. "FAZ",
03.02.03, "Ósemka i inni",
Lothar Rühl
Deklaracja ósemki
obnażyła od dawna narastający kryzys unii politycznej Europy. Fakt utajnienia
deklaracji nie jest dowodem drobnych braków, ale dowodem przepaści, powstałej
na podstawie różnicy traktowania partnera atlantyckiego.
Pierwszą przyczyną
kryzysu są niezgodności co do przyszłej roli NATO i nowych kompetencji. Tego
można jednak uniknąć poprzez wprowadzenie dobrowolnego udziału w misjach
Sojuszu. Drugą przyczyną jest reakcja innych państw na niemiecko-francuską
inicjatywę dot. WPZiB, które przede wszystkim potraktowały te propozycje jako
wyraz myślenia hegemonistycznego. Po trzecie, WPBiZ znajduje się jeszcze w
fazie wstępnej, kluczowe dla rozwoju polityki pomysły jeszcze się nie pojawiły.
Po czwarte, przyszli członkowie UE kierują się interesem politycznym i potrzebą
bezpieczeństwa. Państwa kandydackie nie chcą się uzależniać od Niemiec, lub
Francji jako jedynego pomostu przez Atlantyk. Nato powinno pozostać sojuszem
obronnym z udziałem i wsparciem USA. Tym samym w Europie powstaje nowa
"klientela amerykańska", która wpływa zarówno na UE, jak i na
europejską część NATO. Tym ośmiu państwom zależało przede wszystkim na
pokazaniu się jako europejscy sojusznicy USA.
2. "FAZ",
03.02.03, "Jeden kapelusz, wiele
głosów", Michael Stabenow: Deklaracja ósemki dała impuls do dyskusji
na temat formy WPZiB i Obrony, przede wszystkim na temat jej kształtu
instytucyjnego i sposobu podejmowania decyzji. Zdaniem Broka, przewodniczącego
Komisji ds. Zagranicznych Parlamentu Europejskiego, polityczne zdolności UE
będą dopiero wtedy brane pod uwagę, kiedy ta stworzy wspólne struktury i
mechanizmy decyzyjne.
Dyplomaci unijni są
poirytowani, że pięciu obecnych i trzech przyszłych członków UE złamało zapisy
traktatu UE.
3. "FAZ",
02.02.03, "Ósemka i rdzeń",
Günther Nonnenmacher: Nie jest w zwyczaju, według wszelkich kryteriów
politycznych i dyplomatycznych, aby przedstawiciele państw i rządów zwracali
się do europejskiej społeczności za pomocą ogłoszenia w gazecie. Od końca
zimnej wojny spekuluje się czy sojusz, którego główny przeciwnik przestał
istnieć, ma jeszcze sens trwania. Ale próby przekształcenia NATO z sojuszu
obronnego w interwencyjny też się nie powiodły. W nowej doktrynie amerykańskiej
Europa nie stoi już w centrum zainteresowania, a to wskazuje na zmniejszenie
znaczenia NATO.
4. "FAZ",
01.02.03, "Potwierdzony", Horst Bacia: Podział Europy został
potwierdzony. Nie ma nic bardziej wymownego od sytuacji, kiedy część państw
staje demonstracyjnie po stronie USA, a reszta nawet nie zostaje zapytana o
przyłączenie się. Inicjatywa Aznara i Blaira, podobnie jak kategoryczne
stanowisko Schrödera w sprawie Iraku, nie są dowodem sztuki dyplomatycznej. Dla
zwolenników integracji europejskiej jest ważnym, aby włączyć USA we wspólne
procesy decyzyjne i przez to wpłynąć na USA. Im więcej Europa mówi jednym
głosem, tym większy jest jej wpływ na politykę światową. Tylko, że ważniejszym
od solidarności międzynarodowej jest narodowy interes państw.
5. "Handelsblatt",
03.02.03, "Aznar zaprzepaścił
szansę na lukratywną posadę w Brukseli", Jochen Hoenig: Oznaki kryzysu
zaufania w UE wychodzą coraz bardziej na światło dzienne; W Brukseli mówi się o
niepojętym zdarzeniu", którego skutki dadzą się odczuć latami.
Nie chodzi o to, że
Niemcy i Francja mają inny stosunek do kryzysu irackiego. W wielu stolicach
europejskich narasta niezadowolenie z odrodzenia się osi niemiecko-francuskiej
i strach przed dominacją tzw. dyrektorium. Wielkim przegranym może okazać się
Aznar: w europejskich kręgach dyplomatycznych mówi się o nim, jako o spalonym
politycznie. W podobnym świetle widziany jest i Blair. Kolejnym przegranym może
okazać się Polska, będzie jej teraz trudniej przekonywać do swoich pomysłów
członków UE. Eksperci od prawa europejskiego dopatrują się w deklaracji
złamania artykułu 11.2 Traktatu o UE. Grecka prezydencja ma nadzieję wyjaśnić
sytuację na lutowym nadzwyczajnym szczycie UE w Brukseli, jeśli się uda to z
udziałem także i państw kandydackich do UE.
6.
"Tagesspiegel", 02.02.03, "Szok
nowych granic", Albrecht Meier: Apel ósemki uderza nie tylko we WPZiB
UE, ale i w Parlament Europejski, który pozostaje podzielony. Rzecznik
socjaldemokratycznej frakcji w PE ocenił deklarację jako "krok wstecz o
kilka lat" w europejskiej polityce zagranicznej.
7. "Der
Spiegel", nr 6/ 2003, "Zimna
mgła", R. Beste/ P. Bornhöft/ H. Knaup: Konflikt pomiędzy ministrem
spraw zagranicznych Fischerem a kanclerzem Schröderem przeradza się w konflikt
pomiędzy analitykiem, gaullistą, który nie liczy się z amerykańskim partnerem.
Deklaracja ósemki była
frontowym atakiem w niemieckie stanowisko i mniej tu chodzi o zawartości i
formę, a więcej o to, że ani Schröder ani Chirac nie zostali zapytani o
możliwość przyłączenia się. Nie wydaje się, że istniały problemy w znalezieniu
wystarczającej liczby państw popierających deklarację. Podpis polskiego
premiera ma być rzekomo wyrazem wspólnych wartości.
8. "Der
Spiegel", nr 6/ 2003, "To jest
chuligaństwo", wywiad z byłym kanclerzem federalnym, Helmutem
Schmidtem: W świecie rozprzestrzeniane jest wrażenie, jakoby wpędzono Niemcy w
polityczną izolację w ONZ ze względu na ich stanowisko dotyczące Iraku. A przez
to, że takie wrażenie istnieje, to izolacja ta staje się faktem. Podobnie widzi
to osiem państw europejskich. Tylko, że deklaracja ósemki dotyczy nie tylko
Berlina, ale i Rady Europejskiej; jej istnienie prowadzi do podziału
politycznego w UE.
9. "Der
Spiegel", nr 6/ 2003, "Pomysł
z pewnym listem", Sylvia Schreiber, Michael Sontheimer: Początkowo nie
tylko forma deklaracji nie była znana, ale i okoliczności jej powstania. Domyślano
się "klasycznej operacji z arsenału wojny psychologicznej"
inicjowanej przez USA. "Wall Street Journal" zdecydowanie odrzucił te
pomówienia. Redaktor europejskiego wydania WSJ tłumaczy, że chciał usłyszeć coś
innego niż wspólne stanowisko niemiecko-francuskie. Pierwsze propozycje
skierowano do Włoch i Hiszpanii, potem w Wielkiej Brytanii inicjatywę
rozszerzono o państwa kandydackie. Jedynie Holandia odmówiła podpisania się pod
deklaracją.
10. "FAZ",
01.02.03, "Aznar szuka kluczowej
roli w Europie. Historia 'otwartego listu'", Leo Wieland oraz
"Handelsblatt", 03.02.03, "Jak naprawdę powstał list
ósemki", Bernd Ziesemer: Pierwszy sygnał wyszedł od amerykańskiego
dziennika "Wall Street Journal", który szukał przyjaznego dla Ameryki
głosu z Europy. Jako, że stanowisko Wielkiej Brytanii jest powszechnie znane,
uwagę skoncentrowano na Hiszpanii i Włoszech. Premier Aznar w towarzystwie
Blaira, odpowiedzialnego za kontakty z Europa Wschodnią, podjęli się zadania.
Aznar dlatego
zrezygnował z ponownego kandydowania w wyborach parlamentarnych w Hiszpanii w
2004 r., aby móc być w pełni gotowym objąć stanowisko przewodniczącego Rady
Europejskiej, jeśli to zostałoby utworzone. Do tego potrzebuje wsparcia
członków UE. Pozostaje jeszcze niejasnym czy je otrzyma.
11. "Sueddeutsche Zeitung", 1.03.br., "Hanower, Wersal i z powrotem",
Hans Werner Kilz
Podczas kiedy
działania wojenne Niemców podczas II wojny światowej w przeciągu kilku tygodni
doprowadziły do kapitulacji przeciwników utrwalił się zwrot błyskawicznej
wojny. Brytyjskiemu premierowi Tonemu Blairowi i jego współinicjatorowi Jose
Maria Aznarowi udało się teraz i to w sposób zwracający uwagę również szybko
pokonać Francuzów i Niemców: za pomocą błyskawicznego listu - szybko
skomponowanego wyrazu poddaństwa wobec Amerykanów. Apel nie jest szkodliwy.
Pikantne szczegóły są jednak ukryte w jego przygotowaniu: o podpisanie go
poproszono tylko kilku partnerów UE.
Jakkolwiek by się
wojna przeciwko Irakowi nie rozpoczęła to pomiędzy Amerykanami i Europejczykami
dojdzie do nowych zwyczajów w dyplomacji, które będą przypominać te po II
wojnie światowej. List poparcia to był tylko początek. Jego prawdziwe znaczenie
i skutki będą najpóźniej odczuwalne po decyzji Rady Bezpieczeństwa ONZ.
Czy Blair potrzebuje
sześciu szefów rządów i jednego prezydenta po swojej stronie, aby zwiększyć
presję Europejczyków na Amerykanów? Lub też chce się zaprezentować Waszyngtonowi
jako niezawodny sojusznik, który gotowy jest w poważnej sytuacji udać się razem
z Amerykanami na wojnę? Jak się zachowa w ostateczności Chirac pozostaje ze
względu na jego skłonności do taktycznych finezji ciągle niepewne.
Gaullistowskie marzenie, że silna Europa ze Wspólną Polityką Bezpieczeństwa i
Obrony mogłaby się stać trzecią wyrównującą siłą pomiędzy Ameryką i Rosją
należało już do marzeń z przeszłości za nim jeszcze Blair, Aznar i Berlusconi omówili
swój list.
Amerykanie już dawno
temu zrozumieli, że mogą nie pytając się w Paryżu i Berlinie zawierać sojusze z
europejskimi sojusznikami. Po wojnie na Bałkanach, po której Europejczycy mogli
rozwinąć swoją wojskową tożsamość znowu podzielone zostały role w grze sił w
światowej polityce: Ameryka będzie dominować nad Europejczykami również w
przyszłości, co najmniej pod względem militarnym. A Unia Europejska mimo wspólnej
waluty i dwóch tuzinów państw członkowskich jeszcze długo nie będzie
mocarstwem.
Berlin
Komentarze na temat Polska po stronie USA
"Financial Times
Deutschland", 03.02.03, "Havel
i Miller podpisali w pojedynkę", komentarz Doris Heimann i Reinhold
Vetter:
Korespondenci gazety
piszą o stanowisku Polski, Czech i Węgier wobec USA i wojny w Iraku. W części
poświęconej Polsce donoszą o ewentualnym przeniesieniu amerykańskich baz
wojskowych z Niemiec do "bardziej lojalnej" Polski. Podpisując
deklarację ośmiu państw Polska "ofensywnie zademonstrowała" swoją
pro-amerykańską postawę. Warszawa nie zapomniała o roli USA w obaleniu
komunizmu i nadal obawia się Rosji, przed którą broni jej potęga wojskowa
Stanów Zjednoczonych, a nie Europa, pisze gazeta. Większość polskiego
społeczeństwa przeciwna jest wojnie, lecz rząd tym się nie przejmuje, jako że
nie ma w Polsce liczącej się opozycji. Podając przykład głosu krytycznego wobec
postawy Polski, gazeta cytuje wypowiedź J. Reitera, iż Polsce powinno zależeć
na jedności Nato, a do tego potrzebne są Niemcy i Francja.
"Der
Tagesspiegel", 03.02.03, "Halo
partnerzy", Thomas Roser: Korespondent cytuje prasę polską,
opowiadającą się wg niego tak jak rząd po stronie USA, mimo sprzeciwu polskiego
społeczeństwa wobec ewentualnej wojny z Irakiem. Przypominając o podpisaniu
przez Polskę deklaracji ośmiu państw, pisze, iż największy z kandydatów do UE
jeszcze przed przystąpieniem pożegnał się ze wspólną polityką zagraniczną.
Wspominając o tym, iż Polska może stanowić Alternatywę dla stacjonowania tam
wojsk amerykańskich, cytuje burmistrza Żagania, mówiącego o związanej z tym
"wielkiej szansie" dla jego regionu.
Bruksela
"La Libre
Belgique" oraz "Le Soir" analizują
i komentują list otwarty podpisany przez Prezydenta Czech oraz szefów siedmiu
rządów europejskich: Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Wielkiej Brytanii, Węgier,
Polski i Danii w sprawie ich poparcia dla Stanów Zjednoczonych w walce
przeciwko reżimowi Husseina .
"LLB" i "Le
Soir" donoszą, że podobno list był inspirowany przez dziennikarza "Wall
Street Journal" Europe, który chciał w ten sposób zachęcić rządy
Hiszpanii, Włoch oraz Wielkiej Brytanii do poparcia stanowiska administracji
amerykańskiej Początkowo list zamierzano opublikować tylko w "Wall Street
Journal", ale jak piszą dzienniki, Brytyjski Premier zażądał, aby zamieszczono
go również w "The Times", w rezultacie ukazał się w dwunastu innych
tytułach prasowych, wywołując ogromne poruszenie w kręgach europejskich.
"LLB" dodaje, że ani Premierzy Grecji, ani Francji nie zostali
wcześniej zapoznani z treścią listu "ósemki", również belgijski
Premier Verhofsdadt nie był konsultowany w tej sprawie. Dziennik przytacza
m.in. wypowiedź Armanda de Deckera, Przewodniczącego belgijskiego Senatu, który
podczas czwartkowej debaty nt. wojny z Irakiem, zwrócił szczególną uwagę na
obecność przywódców Czech, Węgier oraz Polski w gronie sygnatariuszy
wymienionego listu. De Decker zaznaczył, że " Polska, Węgry i Czechy,
które w minionych latach były pod okupacją sowiecką i komunistyczną uważają, że
tyko Stany Zjednoczone mogą najskuteczniej zapewnić im bezpieczeństwo, a UE tak
długo dopóki nie wypracuje własnej polityki obronnej, nie będzie miała żadnego
znaczenia w tej kwestii". Dodatkowo Le
Soir zamieszcza rozmowę z czeskim politologiem oraz byłym doradcą
Prezydenta Havla, Jiri Pehe, który wyjaśnia, że proatlantycka postawa
przywódców trzech państw Europy Środkowo-Wschodniej ma związek z historyczną
rolą Stanów Zjednoczonych jaką odegrały w przeszłości, zapewniając Europie bezpieczeństwo
oraz przyczyniając się do obalenia komunizmu oraz z faktem, że te trzy kraje są
już członkami NATO, a ubieganie się o przyjęcie do Sojuszu
Północnoatlantyckiego było znacznie szybsze i łatwiejsze niż ich droga do UE.
Osobiście Pehe żałuje, że incydent z listem jest powodem do oskarżania Polski,
Czech i Węgier o brak lojalności wobec jednego czy drugiego sojusznika. Pehe
dodaje także, że według sondaży 3/4 opinii publicznej w Polsce, na Węgrzech czy
w Czechach jest przeciwna wojnie z Irakiem, a paradoksalne jest to, że zapewne
liczba przeciwników spadnie, kiedy Stany Zjednoczone poproszą je o pomoc.
Delhi
Korespondent 'The
Hindu' pod tytułem "Siedem krajów
deklaruje poparcie dla USA" pisze o apelu jaki podpisały Wielka
Brytania (Tony Blair), Hiszpania (Jose Maria Aznar), Włochy (Silvio
Berlusconi), Czechy (Vaclav Havel), Portugalia J.M.Durao Barroso), Węgry (Peter
Megdyessy), Polska (Leszek Miller) i Dania (A.Fogh Rasmussen).
W bezprecedensowym
hołdzie złożonym Stanom Zjednoczonym - pisze komentator - które w zeszłym
tygodniu skrytykowały postawę państw europejskich jako "niezgodną z duchem
czasu", sygnatariusze apelu podkreślają, iż to dzięki USA Europa pozbyła
się dwóch form tyranii: nazizmu i komunizmu.
Tony Blair, autor
kampanii dyplomatycznej na rzecz poparcia dla amerykańskich planów wojny w
Iraku, zaczyna być postrzegany jako przywódca mniejszych krajów europejskich,
które sprzeciwiły się Francji i Niemcom, po to by bardziej zbliżyć się do
Waszyngtonu. W samej Wielkiej Brytanii jednak opozycja przeciwko prewencyjnej
akcji zbrojnej w Iraku wciąż rośnie - zaznacza komentator.
Londyn
Dot. deklaracji ws. Iraku, podpisanej przez ośmiu przywódców
Państw i Rządów europejskich, w tym Premiera RP Leszka Millera
Na podstawie: 1.
komentarza redakcyjnego w "Financial Times" z 31.01.2003 r.;
2. artykułu Jamesa
Rubina w FT z 31.01.2003 r.;
3. artykułu Judy
Dempsey w FT z 31.01.2003 r.;
4. artykułu Charlesa
Bremnera, Rogera Boyesa i Rosemary Bennett w "The Times" z 31.01.2002
r.;
5. artykułu Ambrose
Evansa-Pritcharda w "Daily Telegraph" z 31.01.2002 r.;
6. komentarza
redakcyjnego w DT z 31.01.2002 r.;
7. artykułu Iana
Blacka w "The Guardian" z 31.01.2003 r.;
8. komentarza
redakcyjnego w G. z 31.01.2002 r.;
9. artykułu Stephena Castle, Andrew Grice'a i Andy
McSmitha w "The Independent" z 31.01.2003 r.
Ad. 1. Wg. FT, UE staje przed wyborem, którego
wielu jej przywódców, nie wspominając o obywatelach, miało nadzieję uniknąć.
Deklaracja przywódców Hiszpanii, WB, Włoch, Portugalii, Danii i trzech krajów
kandydujących do UE (Polski, Czech oraz Węgier) z 30.01. br., zawierająca
wezwanie do jedności z USA ws. Iraku, zwiększa prawdopodobieństwo poważnego
sporu ze "sceptykami", na których czele stoją Niemcy i Francja. W
wyniku tego może ucierpieć polityka zagraniczna UE i proces integracji
europejskiej. Wg. FT "schizma" nie jest jeszcze nieunikniona; w wielu
sprawach (takich jak utworzenie Międzynarodowego Trybunału Karnego czy konflikt
izraelsko-palestyński) państwa członkowskie UE tworzą zwarty front. Państwa
członkowskie UE łączy wyznawanie wspólnych wartości, opartych na
pluralistycznych instytucjach i prawie międzynarodowym. Decyzja ws. ew. ataku
na Irak będzie jednak dla UE najtrudniejszym wyzwaniem z dziedziny polityki
zagranicznej od czasu wojny bałkańskiej, a nawet od czasu zakończenia zimnej
wojny. Wg. FT deklaracja z 30.01. pokazuje, że podział na USA i UE jest zbyt
prosty, a przeprowadzony przez Sekretarza obrony USA Donalda Rumsfelda (DR)
podział na "starą" i "nową" Europę - zbyt powierzchowny. Wg.
FT atlantyckie sympatie krajów EŚW osłabną nieco, gdy kraje te znajdą się w UE.
Wg. FT, widoczna obecnie w UE polaryzacja w kwestii irackiej jest częściowo
wynikiem tego, że zarówno Premier WB Tony Blair (TB), jak i Kanclerz Niemiec
Gerhard Schroeder (GS) zajęli stanowisko w tej sprawie pochopnie i bez
konsultowania się z partnerami z UE. Wg. FT można jeszcze uniknąć ostrego sporu
w tej sprawie. Nowe dowody przeciw Saddamowi Husajnowi (SH), których
przedstawienie USA zapowiedziały na nadchodzący tydzień, mogą okazać się
przekonujące. TB może przekonać Prezydenta USA George'a Busha (GWB), by nie
rozpoczynał ataku na Irak bez "drugiej rezolucji Narodów
Zjednoczonych" i aby dał więcej czasu inspektorom NZ w Iraku. Wiele będzie
tu zależeć od Francji. Jeżeli USA i WB, poparte przez państwa, których
przywódcy podpisali deklarację 30.01., rozpoczną wojnę z Irakiem po ew.
zablokowaniu odpowiedniej rezolucji w Radzie Bezpieczeństwa NZ przez Francję -
to Europa będzie "beznadziejnie podzielona".
Ad. 2. Wg. FT, podczas szczytu w Camp David
31.01. br. TB i GWB powinni byli skupić się w równej mierze na tym, by dać
Prezydentowi Francji Jacquesowi Chirakowi (JC) "ostatnią szansę"
przyłączenia się do koalicji kierowanej przsez USA - jak na tym, by dać SH
ostatnią szansę rozbrojenia się. Zdaniem komentatora FT - w razie wojny z
Irakiem USA i WB tak czy inaczej zwyciężą, ale wykonają swoją misję tym lepiej,
im większym międzynarodowym poparciem i legitymizacją będą dysponować. Wg. FT,
Francja nie udzieliła dotąd odpowiedzi, ile czasu - według niej - należy dać
inspektorom NZ w Iraku i jaki należy tu wyznaczyć ostateczny termin. Po dwóch
latach "niepotrzebnego unilateralizmu" USA - Francji trudno uwierzyć,
że USA chcą przestrzegać porządku międzynarodowego. Stąd tak ważna jest rola TB
w przygotowaniach do działań militarnych w Bośni, Kosowie, Afganistanie i
Iraku.
Ad. 3. Wg. FT, poglądu DR nt.
"starej" i "nowej" Europy nie potwierdzają głosowania w NZ
i stałe poparcie krajów EŚW dla polityki zagranicznej UE. Wszystkie kraje kandydujące,
które mają przystąpić do UE w 2004 r., popierają oświadczenia kierującego
polityką zagraniczną UE Javiera Solany w takich sprawach jak krytyka kary
śmierci w USA, konflikt izraelsko-palestyński oraz (wbrew presji USA)
utworzenie Międzynarodowego Trybunału Karnego. FT przytacza opinię Dyrektora
Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Pradze Jiriego Sledivego, że nastawienie
proatlantyckie krajów EŚW będzie nieco słabło, gdy dojdzie do pełnej ich
integracji z UE. Zdaniem komentatorki FT podobnie uważa się w Polsce i na
Węgrzech - kraje te popierają ideę Wspólnej Europejskiej Polityki
Bezpieczeństwa i Obrony. FT przytacza opinię b. Sekretarza stanu ds. integracji
europejskiej RP Jacka Saryusza-Wolskiego, że w interesie nowych państw
członkowskich NATO jest zajęcie bardziej proeuropejskiego stanowiska, dot.
zwłaszcza jednostronnego podejścia USA do kwestii bezpieczeństwa.
Ad. 4. Wg. T., Francja i Niemcy starają się
umniejszyć rangę deklaracji z 30.01. i jej ew. wpływ na jedność UE. Oba kraje
twierdziły 30.01. br., że deklaracja przywódców ośmiu państw europejskich była
jednym z możliwych wyrazów wspólnego przekonania UE, iż należy dążyć do
rozbrojenia Iraku. Niemniej, wg. T., deklaracja była wstrząsem dla Francji i
Niemiec. T. informuje, że GWB wyraził wdzięczność dla sygnatariuszy deklaracji.
Natomiast Costas Simitis, Premier Grecji przewodniczącej obecnie UE, powiedział
że deklaracja nie sprzyja wypracowaniu wspólnego stanowiska UE w rozwiązaniu
problemu irackiego. Jan-Peter Balkenende, Premier Holandii - skądinąd
popierającej politykę atlantycką - nie podpisał deklaracji nie chcąc zaostrzać
podziałów w Europie. Rzecznik TB stwierdził 30.01., że deklaracja nie miała na
celu wprowadzanie podziałów w UE; dodał jednak, iż nie ma sensu udawać, że cała
UE przemawia jednym głosem. T. przytacza słowa Rzecznika TB: "Jest jasne,
że UE nie składa się już z sześciu państw; liczy ich 15, a wkrótce będzie ich
25 (...). Żaden kraj nie ma wyłączności na reprezentowanie polityki
zagranicznej UE". Natomiast Minister spraw zagranicznych Francji Dominique
de Villepin uznał, że deklaracja jest "przyczynkiem do debaty" ws.
Iraku.
Ad. 5. Zdaniem komentatora DT, deklaracja z
30.01. to akt sprzeciwu wobec duetu Francja-Niemcy, który przez dłuższy czas
kierował polityką zagraniczną UE. Opracowany przez Premiera Hiszpanii Jose
Maria Aznara dokument jest afrontem wobec GS i JC.
Ad. 6. Zdaniem komentatora DT, 30.01.
przypomniano Francji i Niemcom, że nie mogą się wypowiadać w imieniu całego
kontynentu, zwłaszcza ws. Iraku i broni masowego rażenia. DT zwraca uwagę, że
dokument podpisali przedstawiciele rozmaitych opcji politycznych - od lewicy do
prawicy - i rozmaitych regionów Europy; przedstawiciele obecnych i przyszłych
państw członkowskich UE. Komentator DT informuje, że przed ogłoszeniem
deklaracji nie konsultowano się ani z Francją, ani z Niemcami. Wg. DT
stanowisko obu tych krajów ws. Iraku nie jest jednoznaczne. GS wysyła
wyposażenie wojskowe do Kuwejtu; JC pozostawia sobie otwartą drogę wyboru i nie
jest wykluczone, że ostatecznie stanie po stronie USA i jego europejskich
sojuszników. Wg. DT podziały ws. Iraku podkreśliły fakt, że Niemcy i Francja
nie są już kierowniczą siłą Europy.
Ad. 7. Wg. G., Polska, Czechy i Węgry - które
w roku 1999 przystąpiły do NATO, a w maju 2004 r. mają zostać państwami
członkowskimi UE - są instynktownie bardziej proamerykańskie niż niektórzy
starsi stażem sojusznicy USA. Wg. G., przesłanie sygnatariuszy deklaracji jest
takie, że mimo różnic USA i Europa powinny nadal współpracować. G. informuje o sprzecznych
stanowiskach rozmaitych państw członkowskich UE ws. przyszłego kształtu UE;
jeden z czołowych polityków UE miał przyznać, że Wspólna Polityka Zagraniczna i
Bezpieczeństwa UE to "żart". Wg. G., podziały w UE szkodzą też NATO,
gdzie proces decyzyjny jest paraliżowany przez Francję, Niemcy, Belgię i
Luksemburg w takich sprawach, jak wyposażenie Turcji w system obrony
antyrakietowej.
Ad. 8. Zdaniem komentatora G., deklaracja z
30.01. to przydatny, choć "nie całkiem wiarygodny" sygnał, że podczas
szczytu w Camp David 31.01. TB będzie mógł przekazać GWB poparcie Europy ws.
Iraku. Deklaracja może być także postrzegana jako "zemsta" TB na JC
za takie afronty jak planowane zaproszenie przywódcy Zimbabwe na szczyt
francusko-afrykański do Paryża. Komentator G. zwraca jednak uwagę, że nie tylko
Francja czy Niemcy, ale także duża część opinii publicznej w WB i Hiszpanii
jest przeciwna wojnie z Irakiem. Zdaniem komentatora G., podziały ws. Iraku już
wcześniej były widoczne w UE, ale zabranie w tej sprawie głosu przez
proamerykańskie kraje EŚW - Polskę, Czechy i Węgry - wprowadza dodatkowe
komplikacje na europejskiej scenie politycznej.
Ad. 9. Wg. I., deklaracja "gangu
ośmiu" z 30.01. zaprzeczyła wszystkim twierdzeniom o możliwości
osiągnięcia konsensu w Europie ws. Iraku. Cztery państwa członkowskie UE
zasiadające obecnie w RB NZ - Francja, Niemcy, WB i Hiszpania - znalazły się w
dwóch przeciwnych obozach. I. przytacza wypowiedź jednego z Ministrów WB:
"Francja i Niemcy wypowiadały się publicznie ws. Iraku, więc i my nie
powinniśmy się cofać przed robieniem tego samego. Może im się nie podobać to co
robimy, ale zasady są jednakowe dla wszystkich". I. przytacza słowa
jednego z dyplomatów, że deklaracja z 30.01. "najwyraźniej rozwścieczyła
Francję - tak czy inaczej, to bardzo dobry rezultat".
Oslo
Reakcja premiera K.M.Bondevika na list premierów
W wywiadzie dla
"Aftenposten" 31.01 premier K.M.Bondevik stwierdza że
państwa-sygnatariusze listu popierającego prezydenta Busha stanowią wyraźną
mniejszość zarówno w UE jak i NATO. W tym kontekście wyraża on zdziwienie, że
list został wysłany. Zdaniem premiera fakt, iż nie skierowano do niego
zapytania spowodowany jest posługiwaniem się "odmienną retoryką i kątem
spojrzenia" niż ma to miejsce w przypadku państw sygnatariuszy.
Ottawa
Dot. listu europejskich przywódców w sprawie poparcia dla
USA wobec Iraku.
"The Ottawa
Citizen" z 31.01.2003 zamieszcza tekst listu popisanego przez Havla,
Madgyssy'ego, Barroso, Aznara, Blaira, Berlusconiego, Rasmussena oraz Leszka
Millera. List, zamieszczony wcześniej w "The Financial Times" oraz
"The Wall Street Journal", został w kanadyjskim dzienniku opatrzony
tytułem "Europejscy liderzy do świata: jesteśmy zjednoczeni" .
"The
Gazette" z tego samego dnia zamieszcza korespondencję Bruce'a Wallace'a z
Londynu pt. "Europejski list wspiera USA" . Autor opisuje wizytę T.
Blaira w Waszyngtonie, gdzie brytyjski premier przywiózł list poparcia
podpisany przez przywódców krajów europejskich: Wlk. Brytanii, Czech, Danii,
Węgier, Włoch, Polski. Portugalii oraz Hiszpanii. Autorzy listu wzywają RB ONZ
do zachowania wiarygodności poprzez zapewnienie pełnego wywiązania się Iraku z
rezolucji ONZ. Gazeta podkreśla, że listu nie zaoferowano do podpisu przywódcom
Niemiec, Francji oraz Grecji, która przewodzi obecnie Unii Europejskiej. Kraje
te pozostają w opozycji wobec amerykańskiego zniecierpliwienia w kwestii
inspekcji ONZ w Iraku. Autor podkreśla, że list poparcia pozwala również
Blairowi łatwiej stawić czoła krytyce wewnątrz Wlk. Brytanii.
Paryż
Le Figaro, 31.01.2003,
artykuł Luc de Barochez p.t. "Ośmiu
Europejczyków gromadzi się pod banderą Busha.": Europa potwierdziła
podział w dobie kryzysu Irackiego. W otwartym liście ośmiu przywódców
europejskich poparło amerykańskie stanowisko wobec Iraku. Stanowi to
jednocześnie zakamuflowany sprzeciw wobec hipotetycznego wybuchu wojny
przeciwko Irakowi. Pierwszą ofiarą jest wspólna polityka zagraniczna UE. Po
prawej, Ośmiu "sokołów" (faucon) podpisało wczoraj wspólny list, w
którym potwierdzili swoje poparcie dla Stanów Zjednoczonych. Z drugiej strony,
dwa "gołąbki", Francja i Niemcy próbują zgromadzić jak najwięcej
państw wokół stanowiska iż, ONZ powinna kontynuować inspekcję. Sygnatariusze
listu wchodzą w skład klubu najbliższych sprzymierzeńców europejskich USA.
Mniejszościowa ósemka "szeroko otwiera szczelinę" polityki
potwierdzonej w zeszły poniedziałek przez piętnastu Ministrów Spraw
Zagranicznych UE. Ósemka ośmiesza Javiera Solane, który kilka godzin przed
publikacją listu zaapelował do piętnastki o znalezienie konsensusu. Deklaracja
popierająca Stany Zjednoczone jest jednocześnie przeciwstawieniem się Niemcom i
Francji, które w ostatnich tygodniach zachęcały Europę do sprzeciwu wobec
"celów amerykańskich" w Iraku. Pretensjonalność Chiracka i Schrödera
mówiących w imieniu Europy wydaje się na razie porażką. To nie pierwszy raz,
kiedy trójkąt Londyn-Madryt-Rzym, proamerykański i liberalny poszukuje
przeciwwagi do porozumienia francusko-niemieckiego. Niedawne pobudzenie
współpracy Paryż Berlin dodało wigoru Brytyjczykom w próbach podkreślania ich
przywództwa w Europie. Szczyt francusko-angielski, który odbędzie się w
przyszłym tygodniu, w Touquet, będzie okazją do interesującego " twarzą w
twarz" Blaira i Chiracka
Administracja
amerykańska gra na różnych płaszczyznach. Wykorzystuje słabości Rosji, potrzeby
finansowe Turcji, oraz interesy reżimów arabskich dla stworzenia "koalicji
wolontariuszy".
Paryż
Le Figaro, 31.01.2003,
publikacja komentarza redakcyjnego Jean de Belot p.t. "Koniec spójności europejskiej?"
Deklarację poparcia
Stanów Zjednoczonych złożyły Wielka Brytania , Hiszpania, Włochy i 5 pięć
innych państw Starego kontynentu tworząc opozycję przeciw wspólnemu stanowisku
Niemiec i Francji. Tony Blair - pierwszy zwolennik Buscha jest zwycięzcą
zaistniałej sytuacji. Pytanie zatem kieruje się wobec Paryża i Berlina- czy
zawiązując układ dwustronny np. przy projekcie wspólnej przyszłości instytucji
europejskich jak i w sprawie konfliktu irackiego te dwa państwa nie zapomniały
o swoich partnerach? Czy ich współpraca nie jest zbyt bliska? Każdy kraj ma swoje
ambicje związane z przyszłością Europy. Pojawia się zatem szereg pytań. Czy
przyszłe państwa członkowskie wchodzą do Unii by być w Europie czy by stać się
częścią wielkiego rynku? Czy dążą do stworzenia europejskiej siły militarnej? Czy
więź niemiecko-francuska np. w sprawie Iraku występująca przeciwko spójności
unijnej nie wpłynie negatywnie na współpracę europejską? Jakie są główne cele
działań wspólnotowych- potęga czy rynek?
Kolejny etap nastąpi 5
lutego br, kiedy to USA mają przedstawić dowody przeciwko Irakowi. Paryż do
końca będzie opowiadał się przeciw wojnie jednak idea spójności europejskiej
została pokonana.
(opr.M.Szałankiewicz)