Niekonstytucyjny traktat konstytucyjny
Daniel
Adam Rotfeld
17
VI 2005 07:15
Rozmawiał
Krzysztof Grzesiowski
Krzysztof Grzesiowski: W Brukseli
trwa szczyt przywódców państw Unii Europejskiej.
Specjalnie dla Sygnałów telefonicznie Minister Spraw
Zagranicznych Rzeczypospolitej, pan Adam Rotfeld. Dzień dobry, panie
ministrze.
Adam Daniel Rotfeld: Dzień dobry.
K.G.:
Panie ministrze, czy sądzi pan, że połowa 2007 roku to wystarczający
czas na refleksje nad traktatem konstytucyjnym?
A.D.R.:
Trudno mi powiedzieć. Z jednej strony jest to czas, który może
okazać się wystarczający, ale też może okazać się zbyt długi. Rzecz w
tym, że jeśli do 2007 roku mielibyśmy mieć przerwy, to wtedy wiele
spraw, które dzisiaj jeszcze da się uratować, już za rok czy
dwa stracą na znaczeniu, zostaną po prostu na zawsze zapomniane.
Innymi słowy, jest to sytuacja wyjątkowo nietypowa, ponieważ to
wszystko, co się dzieje, nie ma jakiegoś precedensu z uwagi na to, że
owszem, Unia miała w przeszłości rozmaitego typu sytuacje kryzysowe,
wyzwania, okresy wzlotów i upadków, ale po raz pierwszy
to się dzieje w grupie 25 państw. I w istocie rzeczy nad tym
wszystkim jest wielki cień z jednej strony kryzysu państwa
opiekuńczego czy nadopiekuńczego w niektórych wielkich krajach
Europy, bogatej Europy Zachodniej czy Północnej, i z drugiej –
cień rozszerzania.
Otóż ludzie głosowali przeciwko
rozszerzaniu i przeciwko załamaniu się państwa socjalnego. I wszyscy
mówcy wczoraj na zamkniętym posiedzeniu, wszyscy przywódcy
25 państw podkreślali, że nieważny był w tym wypadku tekst, ale
kontekst, polityczny kontekst. Otóż jeżeli to jest tak, to
trzeba powiedzieć, że tego kontekstu nie da się załatwić odłożeniem
na dwa lata sprawy decyzji. To wymaga działania, czyli innymi słowy
nie chodzi o to, żeby mieć przerwę do namysłu, tylko przerwę na
działanie. I problem polega na tym, że w tej sprawie, jak działać,
zarysowały się dość istotne różnice. Te różnice
wynikają z faktu, że wśród tych 25 państw mamy trzy kategorie
państw. Po pierwsze państwa, które już ratyfikowały traktat,
to jest 10 państw...
K.G.: I te kraje chcą kontynuacji
zatwierdzania traktatu.
A.D.R.: I te kraje chcą
zdecydowanie kontynuacji. Druga grupa – kraje, które
odrzuciły ratyfikację w wyniku referendum, Francja i Holandia, i
Holandia w sposób oczywisty uważa, że dla niej ten problem nie
istnieje, że ten rząd nie podejmie na nowo ratyfikacji. (Ale do tego
za chwilę jeszcze wrócę, co to znaczy, że ten rząd.) Znaczy,
że to jest sprawa wewnętrznych wyborów, że po prostu oni nie
chcą zrobić niczego, co by osłabiło ich wewnętrzną pozycję, co
dotyczy również Francji. I wreszcie jest grupa 13 państw,
które jeszcze nie ratyfikowały, w której opinie są
podzielone; niektóre z nich, na przykład Dania, ulega, bym
powiedział, pewnemu szantażowi, że skoro tak się stało, to trzeba
powiedzieć, że nie możemy ryzykować również u siebie
ratyfikacji, i są inne kraje, zwłaszcza nowe kraje Unii, które
wykazują nieporównanie więcej entuzjazmu dla idei
europejskiej.
K.G.: Ale na przykład Czechy, panie
ministrze, też zamierzają przesunąć termin referendum.
A.D.R.:
Czechy uzależniły swoje stanowisko od naszego stanowiska, to znaczy
że tam są różne opinie, tak zresztą jak i w Polsce są różne
opinie. Jak pan wie, inne stanowisko zajął prezydent Czech, który
zawsze był, mówiąc najdelikatniej, eurosceptykiem, a w istocie
rzeczy przeciwnikiem Unii, i inne stanowisko zajął rząd. I ze strony
rządu mieliśmy i sygnały przed przyjazdem do Brukseli, i tutaj, na
miejscu, że oni czekają na naszą decyzję.
K.G.: Zgoda,
panie ministrze, pan powiada, że ten okres miałby być okresem
działania pewnego, by móc doprowadzić do szczęśliwego końca
traktat konstytucyjny, ale z wypowiedzi prominentnych polityków
nie wynika wcale, że chodzi im o działania. Oni wciąż chcą dowiedzieć
się, poznać powody, dlaczego stało się to, co się stało we Francji i
w Holandii, mimo że to zostało już dość dokładnie opisane.
A.D.R.:
I tak, i nie, bo właściwie obracamy się w kręgu kilku argumentów,
gdzie podejrzewamy, jakie były przyczyny, ale tak do końca Bogiem a
prawdą nie ma jednoznacznej oceny. Nawet wczorajsze wszystkie te
wystąpienia zawierały niejako dwa elementy – po pierwsze próbę
analizy tego, co się wydarzyło, i po drugie, jakie jest z tego
wyjście. I w jednej, i w drugiej była dość duża bezradność. Muszę
powiedzieć, że na mnie to zrobiło pewne wrażenie (i nie ukrywam, że
smutne wrażenie), że główni sprawcy, bym powiedział, tego
zdarzenia przyjechali z brakiem jakiegoś wyraźnego przesłania, że
mamy świadomość, że są u nas z tego i z tego powodu. Mam na myśli, że
zarówno przedstawiciele Francji, jak i Holandii jak gdyby
przerzucają odpowiedzialność na pozostałą część Unii za to, co się w
ich krajach wydarzyło, a co było jak gdyby tym nie tyle czynnikiem
sprawczym, ile zapłonem, bo trzeba sobie powiedzieć, że podobne
nastroje są również w innych krajach, ale w związku z tym
wydawałoby się, że przywódcy tych państw będą mieli koncepcję
na wyjście z tej sytuacji.
K.G.: No, premier Holandii ma
wyjście, znaczy ma koncepcję – za jego kadencji, za jego rządów
nie będzie powrotu do traktatu konstytucyjnego.
A.D.R.:
Trzeba sobie powiedzieć, że to jest wyjście, które polega na
tym, że wyjście z gry, to znaczy można powiedzieć, że tak jak ktoś
przegrywa na boisku i on opuszcza to boisko i powiada, że on dalej
tak bawić się nie będzie, bo jemu reguły, na przykład czy bramka ma
11 metrów, mu to nie odpowiada. Więc ja mogę panu powiedzieć,
że to jest, oczywiście, wyjście.
K.G.: W takim razie,
panie ministrze, co dalej? Czy bez traktatu konstytucyjnego
Dwudziestka Piątka dziś, a kto wie, co za chwilę, może funkcjonować
normalnie?
A.D.R.: To jest paradoks, że może, ponieważ
bezpośrednio po posiedzeniu z udziałem przy zamkniętych drzwiach
przywódców 25 państw odbywało się posiedzenie ministrów
spraw zagranicznych, gdzie omawiane były sprawy bieżące, sprawy
polityki zagranicznej – Bliski Wschód, sprawa Libanu,
sprawa Iranu, sprawa Kosowa. I toczyła się tam debata jak gdyby się
nic nie wydarzyło, to znaczy innymi słowy to jest kryzys polityczny,
ale nie kryzys instytucjonalny. Zupełnie inaczej, niż na przykład
mamy do czynienia w ONZ czy w NATO, gdzie mamy do czynienia z
kryzysem instytucjonalnym, to znaczy instytucje okazują się
niewydolne i wymagają radykalnej zmiany. Tutaj nie, instytucje
funkcjonują bardzo sprawnie. Ja bym powiedział, jednym z powodów
i niechęci społeczeństw do tych instytucji, że one są nazbyt sprawne
i nazbyt, bym powiedział, takie silne, że one narzucają państwom
narodowym w poczuciu obywateli rozwiązania, do których ci
obywatele nie są przygotowani. Więc ja bym powiedział, że z tego
punktu widzenia nie odczuwa się na miejscu, gdyby nie było takiego
wielkiego problemu natury politycznej. I tutaj jest powszechna
świadomość, nikt nie dyskutuje na temat prawnych zobowiązań. Bo
trzeba sobie powiedzieć, że niezależnie od wszystkiego, ten traktat
konstytucyjny jest traktatem. On jest o wiele mniej konstytucyjny, ja
bym powiedział, w ogóle nie jest konstytucyjny. Znaczy
konstytucja to jest coś zupełnie innego i ta nazwa ona również
była jedną z przyczyn wprowadzenia obywateli w błąd, że oni głosowali
przeciwko. Gdyby to był po prostu traktat Unii Europejskiej,
prawdopodobnie opór przeciwko temu dokumentowi byłby znacznie
mniejszy.
K.G.: Nie wzbudzałby takich emocji.
Dobrze,
panie ministrze, pan powiada, że instytucjonalnie Unia w kształcie 25
krajów działa normalnie. Ale będzie rok 2007, Bułgaria,
Rumunia, w kolejce jest Chorwacja, na horyzoncie Turcja ewentualnie
Ukraina. Czy wtedy da się funkcjonować, także instytucjonalnie?
A.D.R.: Ja panu powiem uczciwie, że to, co mnie
najbardziej martwi z dotychczasowych obrad to właśnie że to
rozszerzanie, a zwłaszcza dalsze rozszerzanie jest traktowane jako
jeden z najważniejszych problemów, a zarazem remedium, to
znaczy jeżeli się powstrzymamy od dalszego rozszerzania, to zdołamy
ten problem rozwiązać we własnym gronie. Premier Balkenende nie
ukrywał tego, bo on powiedział, że dla Holendrów było to zbyt
dużo, zbyt wielkie koszty, zbyt dużo zmian i wszystko naraz. Otóż
innymi słowy ten element „zbyt wielkie koszty” jak gdyby
sugerował, że rozszerzanie Unii wiąże się ze znacznymi kosztami i
zbyt dużo państw naraz przyjętych jeszcze ten problem pogłębia. To
jest nieprawda, po prostu Unia nie dlatego stanęła wobec tego
wyzwania, wobec jakiego stoi dzisiaj, i tu również i on sam, i
wielu innych mówiło, że po prostu ten mechanizm brukselski był
traktowany jako wartość sama w sobie, podczas kiedy obywatele nie do
końca rozumieją, co się dzieje i jak gdyby wyalienowanie, wyobcowanie
ludzi w poszczególnych państwach sprawia, że Bruksela jest
postrzegana jako coś obcego, że to nie jest integralna część ich
życia, ich decyzji, tylko uważa się, że daliśmy tym biurokratom zbyt
wiele władzy i właściwie trzeba to ograniczyć.
K.G.: I
druga sprawa, panie ministrze, nie mniej istotna od traktatu
konstytucyjnego, a kto wie, czy z punktu widzenia funkcjonowania
krajów unijnych nie dużo, dużo ważniejsza, czyli budżet na
lata 2007–2013. Mamy do czynienia z czymś, co się nazywa
kompromisem luksemburskim, ale tak na dobrą sprawę to wszyscy
zwracają uwagę na spór toczony między Brytyjczykami a
Francuzami. Do tego dochodzą jeszcze holenderskie żądania obniżenia
składki. Niemcy też nie chcą płacić ani grosza więcej. No i w tym
wszystkim my, którym teoretycznie z tytułu kompromisu
należałoby się nieco ponad 60 miliardów euro. Czy to
przejdzie?
A.D.R.: Trudno mi powiedzieć, chociaż mam taką
nadzieję, że na tle tego sporu fundamentalnego o przyszłość Unii
związanego z traktatem konstytucyjnym, ta sprawa nowej procedury
finansowej – przynajmniej w dniu wczorajszym i w nocy –
znalazła się na planie dalszym. I wielu ludzi, ja również,
uważają, że przywódcy 25 państw mają świadomość, że jeśli
jeden problem da się jeszcze jakoś rozwiązać, to jeżeli nałożą się na
siebie dwa problemy, to znaczy zarówno brak traktatu, jak i
brak budżetu, to to, oczywiście, może w sposób jakościowy
zmienić sytuację. Paradoks polega na tym, że w cieniu tego pierwszego
problemu, ten drugi może być łatwiejszy do rozwiązania. Ale ma pan
rację, że jest kilka państw, Holandia zwłaszcza, która
występuje w roli państwa, które jest gotowe zatrzymać również
i decyzję w tej sprawie. Tutaj ma sojuszników obok tych, które
pan wymienił, to jeszcze bym dodał Włochy, które zupełnie z
innych powodów, ale są sprzymierzeńcem Irlandii. Natomiast nie
wymienił pan Niemiec, które poszukują rozwiązania. I w takiej
woli kanclerza Schroedera upatruję szansę na to, że ten kompromis uda
się osiągnąć, tym bardziej że muszę powiedzieć, że z wczorajszych
wystąpień najciekawszym przemówieniem było wystąpienie
kanclerza Schroedera, który w istocie rzeczy nie mówił
o sprawach szczegółowych, tylko mówił o tym, że ta
Unia, o której mówimy, to jest wielki projekt na rzecz
pokoju i bezpieczeństwa, czy nawet droga Unia jest nieporównanie
tańsza niż konflikty, które wybuchałyby, gdyby tej Unii nie
było. W związku z tym trzeba uświadomić sobie, co tracimy, ze
wszystkim kłopotami, trudnościami, sprzecznościami, to w istocie
rzeczy on był jedynym, który ten element bardzo mocno
wyeksponował.
K.G.: Jeszcze przed wyjazdem do Brukseli w
kwestii właśnie budżetowej Gerhard Schroeder mówił o tym, że
wszyscy muszą wykazać się elastycznościa, ale Brytyjczycy to są
elastyczni wtedy, kiedy mowa o wspólnej polityce rolnej, a
Francuzi wtedy, kiedy mówią o brytyjskim rabacie. Panie
ministrze, Unia Unią, ale czy górą przypadkiem nie są interesy
narodowe w przypadku tego, co ma się dziać w finansach unijnych w
latach 2007–2013?
A.D.R.: W obu sprawach są
interesy narodowe. Bym powiedział, to, co najbardziej rzutuje
negatywnie na rozmowy w Brukseli, że jakkolwiek mówią
przywódcy przy zamkniętych drzwiach, to miałem wrażenie, że
mówią nie tyle do swoich partnerów po drugiej stronie
stołu, ale mówią do swoich własnych społeczeństw, znaczy chcą
się przypodobać społeczeństwom, przywódcy często nie mają
odwagi mówienia rzeczy, wyjaśniania spraw, które są źle
przyjmowane i, krótko mówiąc, jak gdyby przygotowują
sobie kampanię wyborczą czy przedwyborczą. I tutaj i sprawa budżetu,
i sprawa traktatu konstytucyjnego musi być rozpatrywana właśnie w tym
kontekście politycznym, narodowym.
K.G.: Panie ministrze,
dziękuję bardzo za rozmowę. Czy sądzi pan, że szczyt zakończy się
zgodnie z przyjętym terminem, czy zostanie przedłużony?
A.D.R.:
To było jednym z tematów wczoraj. Był apel taki, żeby
uzgodnić. Jeśli da się wynegocjować i da się wypracować kompromis, to
warto siedzieć dłużej, natomiast jeżeli to ma być tylko taka
teatralna próba stworzenia wrażenia, udramatyzowania sytuacji,
to lepiej wyjaśnić sobie to wcześniej i nie wprowadzać jeszcze raz
opinii publicznej w błąd.
K.G.: Wprost z Brukseli
specjalnie dla Sygnałów Dnia Minister Spraw Zagranicznych Adam
Daniel Rotfeld. Dziękuję za rozmowę.
A.D.R.: Dziękuję
bardzo.
J.M.