Adam Daniel Rotfeld - gość Jolanty Pieńkowskiej
-
Dziś gościem "Salonu politycznego" Trójki jest
minister spraw zagranicznych Adam Daniel Rotfeld.
- Dzień
dobry.
- Panie ministrze, za 2 godziny rozpocznie się szczyt
Rady Europy. Mówił pan - "Nie należy spodziewać się
przełomowych decyzji". To czego należy się spodziewać?
-
Tego co jest zaplanowane. Z punktu widzenia formalnego ten szczyt
zakończy się przyjęciem kilku dokumentów. Będzie deklaracja
polityczna, która później będzie się określać jako
deklarację warszawską, będzie plan działania, będzie porozumienie
między organizacją bezpieczeństwa i współpracy w Europie, a
Radą Europy podpisane przez przewodniczącego OBWE, którym jest
obecnie minister spraw zagranicznych Słowenii i przeze mnie jako
przewodniczącego komitetu spraw zagranicznych Rady Europy i będą trzy
konwencje - konwencja o zwalczaniu terroryzmu, o zwalczaniu handlu
ludźmi i przeciwdziałaniu "praniu brudnych pieniędzy". Będą
wyłożone do podpisu w Warszawie. Nie wszyscy je podpiszą, bo nie
wszyscy są przygotowani, bo to wymaga potem ratyfikacji - są
procedury. Jakkolwiek intencją jest to, żeby wszystkie państwa stały
się stronami tych konwencji, ale z naszego punktu widzenia ma pewne
znaczenie, że te konwencje będą odtąd nosiły nazwę konwencji
warszawskich.
- No właśnie, ale jaka będzie moc takich
konwencji skoro tak naprawdę zabraknie wielkich Europy - nie będzie
Putina, nie będzie Blura, nie będzie Chiraca, Berlusconiego. Dziś już
wiemy, że nie przyjedzie Pershon, Sapatero, że nie będzie premiera
Francji...
- Pani wymieniła sześciu - natomiast 40 będzie.
Powiem pani szczerze, nie przywiązuję nadmiernej wagi do obecności
tego typu postaci z dwóch powodów - po 1 - ilość tych
szczytów jest ogromna. W tym roku sam uczestniczyłem już w
trzech szczytach, które nie były żadnym przełomem. Spotkania -
np. w Moskwie, w którym nie uczestniczyłem, i nazywano je
szczytem. Byli tam Ci przywódcy i nic z tego nie wynikało
fundamentalnego, to była dekoracja.
- No to, po co
organizować takie szczyty?
- Są różne motywy. Ja
uważam, że te szczyty z jednego punktu widzenia mają istotne
znaczenie, ponieważ one stanowią bardzo ważny element mobilizacji
państw i międzynarodowych instytucji do przygotowania pewnych
dokumentów, które jak gdyby wyznaczają zamknięcie
pewnego etapu. Rada Europy istnieje od 49 roku czyli ponad 55 lat i
to jest trzeci szczyt w jej historii, więc tych szczytów nie
było zbyt wiele. I one mają pewne znaczenie. Otóż ten szczyt
warszawski przybliża Radę Europy do konieczności przemian. Ta
organizacja - podobnie zresztą jak inne, jak ONZ, NATO, Unia
Europejska, OBWE - wszystkie te instytucje wymagają dostosowania do
nowej rzeczywistości.
- No właśnie i pojawia się pytanie czy
Rada Europy jest jeszcze do czegokolwiek potrzebna, bo mówi
się ,że funkcjonuje trochę tak jak ONZ , i że bez gruntownej reformy
niczego do przodu nie popchnie.
- Powiem, że jest bardzo
potrzebna. Ona wyróżnia się tym, że jest to organizacja, która
była powołana do trzech celów - do promowania praw człowieka,
promowania demokratycznego ustroju i dobrego rządzenia. WE wszystkich
tych sprawach odegrała ogromną rolę. Jest ogromna ilość konwencji,
które ona przyjęła i rzecz polega na tym, że ona przede
wszystkim skoncentrowała się na tworzeniu prawa, podczas gdy np. OBWE
zajmuje się głównie implementacja tego prawa, wcielaniem w
życie. W moim przekonaniu obie te sprawy powinny być połączone w tym
sensie, że te dwie organizacje nie tyle muszą podzielić między sobą
zadania, ile bardzo ściśle współdziałać. Jednego nie da się
oderwać od drugiego. Faktem jest, że ta organizacja - jak wszystkie
inne - oddaje ten stan rzeczy, który był w momencie, kiedy ją
powołano do życia. Życie poszło do przodu i ta organizacja wymaga
dostosowania do nowych potrzeb. Oznacza to po 1 - konieczność zmiany
systemu funkcjonowania personelu, tzn jego "odchudzenia".
Ta organizacja w moim przekonaniu ma zbyt duży personel i to zawsze
jest takim problemem, że wtedy organizacja zaczyna żyć własnym życiem
i w gruncie rzeczy państwa są pewnym dodatkiem koniecznym, ponieważ
one zasilają finansowo te organizację, natomiast ona ma na tyle
ogromny aparat, że sekretarz generalny Rady Europy Terry Davis jak
podejrzewam - zajmuje się głównie sprawami personalnymi z
podziałem kompetencji między rozmaitymi organami.
- No i
pieniędzy - panie ministrze - pieniędzy przede wszystkim. A nie
będzie na tym szczycie Władimira Putina, nie będzie tez rosyjskiego
premiera. Rosje będzie reprezentował minister spraw zagranicznych. To
jest kolejny dowód na to, że Rosja nas ingnoruje?
-Nie.
Będzie znacznie więcej ministrów spraw zagranicznych - z tego
co pamietam to jest 18 - często oni towarzyszą prezydentom lub
premierom. W kilku przypadkach oni reprezentują państwo. Otóż
zgodnie z konstytucjami wszystkich państw świata to minister spraw
zagranicznych jest upoważniony do reprezentowania państwa i
podpisywania umów. Tylko w sytuacjach nadzwyczajnych,
wyjątkowych zdarza się, że te czynności są wykonywane przez premierów
lub prezydentów. Więc w odpowiedzi na pani pytanie czy to
będzie miało znaczenie - tak, to ma bardzo duże znaczenie, jakkolwiek
ludzie przywiązują uwagę do takich spektakularnych zdarzeń, że z
punktu widzenia medialnego w telewizji oczywiście ma znaczenie czy to
jest twarz prezydenta, premiera czy mniej znanego ministra spraw
zagranicznych. Tak się składa w przypadku Rosji, że uważam tego
ministra za najbardziej kompetentnego w tych wszystkich sprawach, o
których mówimy. Zresztą będę miał dziś z nim spotkanie
w godzinach południowych, które nie będzie dotyczyć Rady
Europy, a raczej stanu naszych stosunków.
- No
właśnie panie ministrze - co z tymi stosunkami polsko - rosyjskimi,
dlatego, że płacimy za nasze zaangażowanie na Ukrainie, oberwało nam
się w czasie uroczystości 60 rocznicy zakończenia drugiej wojny, w
tej chwili mamy takie poczucie ignorowania przez Rosję. Mamy
poczucie, że Rosja buduje nowy sojusz, nową oś europejską rosyjsko -
niemiecką...
- Pani wymieniła jak gdyby cztery różne
sprawy, a więc mam podobny pogląd jak pani np. to, że Rosja z natury
rzeczy przyjęła bardzo niechętnie fakt, że ktokolwiek się angażuje w
te sprawy, w które mówiąc językiem Kościoła - Kościół
prawosławny uznał terytorium Rosji za kanoniczne terytorium na
obszarze, którego nie powinny działać inne kościoły. Otoż w
przeniesieniu na politykę obecni przywódcy Rosji uznali, że
obszar dawnego ZSRR - być może z pewnym wyłączeniem dawnych krajów
nadbałtyckich - tez jest takim kanonicznym terytorium gdzie inne
państwa nie maja prawa utrzymywać stosunków na zasadzie
normalnej, otoż myśmy nieczego nie zrobili na Ukrainie ponad to, że
ułatwiliśmy pokojowy przebieg tego co było wynikiem rozwoju
wewnętrznego na Ukrainie.
- To jest nasz punkt widzenia -
Rosja ma zupełnie inny punkt.
- Rosja uważa, że ona powinna
dyktować – tzn. w tym sensie, że -zaangażowanie osobiste
prezydenta Rosji na rzecz jednego z kandydatów świadczyło o
tym, że jak gdyby ludzie, którzy jemu doradzają stracili
poczucie rzeczywistości, że dzisiaj społeczeństwa maja zupełnie inną
samoświadomość i to się tyczy nie tylko Ukrainy. Można powiedzieć, że
większości państw.
- Ale wiemy, że te stosunki są niezwykle
napięte w tej chwili.
- Wracam w tej chwili do ważnej sprawy,
która pani poruszyła, że Rosja zamierza ukarać, otóż ja
powiedziałbym, że ta polityka karania to jest polityka z XiX wieku, w
najlepszym wypadku z pierwszej połowy XX, kiedy wielkie mocarstwa
uważały, że maja swoje strefy wpływów, i że one będą jednych
nagradzać, drugich karać. Ja ze zdumieniem przeczytałem wypowiedź
ministra spraw zagranicznych Rosji sprzed dwóch, trzech dni,
który powiedział, że Rosja państwom, z którymi ma
stosunki przyjazne i bliskie będzie dawać uprzywilejowane warunki -
np. na import surowców, a w stosunku do pozostałych będzie
stosować ceny normalne. Innymi słowy - ta polityka kija i marchewki
nie przystoi dzisiaj. Powiem szczerze, że przeczytałem to ze
zdumieniem, bo to często myślenie nie nadąża za zmianami.
-
Panie ministrze - mówi pan nie przystoi, ale ta polityka jest
stosowana wobec nas, ja mam dzisiaj przed sobą wywiad niemieckiego
politologa i historyka profesora Barringa, który mówi:
"Nie ma co udawać. Polacy są przez Putina świadomie ignorowani,
niestety przy naszej - Niemców - biernej postawie".
-
Nie wykluczam, że Barring ma rację, że w Rosji doszli do wniosku, że
Polska w ostatnim okresie zyskała zbyt mocną pozycję i trzeba ja na
różne sposoby ograniczyć, ponieważ znacznie lepiej jest
prowadzić stosunki z państwami, które maja mniejsze rozeznanie
tego, co się w Rosji dzieje. Ja bym powiedział, że polityka rosyjska
jest przede wszystkim wypadkową wewnętrznej sytuacji w Rosji, która
nie jest najlepsza. Innymi słowy - jest taka ocena, że Rosja poniosła
ostatnio szereg niepowodzeń w polityce zagranicznej i ja uważam, że
one są nieporównanie mniejsze. Natomiast wewnętrznie -
rzeczywiście jak pani porówna wystąpienie Putina z 2000 czy
2001 roku, gdzie on określił zadania, co ma zamiar osiągnąć z tym
jego wystąpieniem sprzed kilku tygodni gdzie on powiedział, że rozpad
ZSRR był największa katastrofą geopolityczna XX wieku. A cały jego
tekst jest jeszcze bardziej smutny z tego powodu, że on sam dochodzi
do wniosku, że w Rosji jest bardzo dużo negatywnych zjawisk, które
on obiecał usunąć w swoim czasie. Otóż okazało się to o wiele
trudniejsze niż jemu się wydawało - korupcja, bardzo źle funkcjonują
regiony, biurokracja i syntetycznym wyrazem tego, co świat obserwował
na ekranie była reakcja władz na zamach terrorystyczny w Biesłanie.
Wszyscy widzieli tę bezradność, bałagan, chaos i poczucie braku
odpowiedzialności. Otoż on chce to ukrócić i są różne
metody - albo jest sprawne zarządzanie (mówimy w kontekście
Rady Europy) albo nie.
- No ale ze sprawnym zarządzaniem mu
nie idzie - a co usłyszy dziś minister spraw zagranicznych Rosji od
pana - panie ministrze?
- Jako minister spraw zagranicznych
nie miałem do tej pory okazji rozmawiać bezpośrednio z ministrem
spraw zagranicznych Rosji - jakkolwiek rozmawialiśmy kilkakrotnie
telefonicznie to takiego spotkania dwustronnego nie było. Miałem
kontakty z kilkoma innymi znaczącym politykami rosyjskimi, natomiast
z ministrem Ławrowem spotkam się dziś po raz pierwszy i będę chciał
zadać kilka pytań i usłyszeć odpowiedzi.
- Minister spraw
zagranicznych - Adam Daniel Rotfeld był dziś gościem Trójki,
dziękuje bardzo.