Wystąpienie Pana Ministra A.D.Rotfelda

podczas narady Ambasadorów

27 czerwca 2005 roku

Polska polityka zagraniczna wobec nowych zagrożeń i wyzwań”

 

Szanowni Państwo,

 

            Tegoroczna narada ambasadorów przypada na okres ważnych wydarzeń w Polsce i w Europie.

            W Polsce za kilkanaście tygodni odbędą się wybory do Sejmu i Senatu oraz wybory Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Jest wysoce prawdopodobne, że w ich następstwie zmieni się rząd, w tym minister kierujący polską polityką zagraniczną. Chciałbym na wstępie podkreślić jedną istotną sprawę. Zależy mi na tym,, aby działania podejmowane w naszej polityce zagranicznej i dyplomacji nie wpisywały się w żadnej mierze w kampanię przedwyborczą. Powtórzę słowa, które wypowiedziałem kilka miesięcy temu w Sejmie: „Interes narodowy Państwa Polskiego nakazuje traktowanie polityki zewnętrznej i instrumentu tej polityki, którym jest dyplomacja, w sposób ponadpartyjny”. Nasza narada i działania służby zagranicznej muszą być potwierdzeniem tej zasady. W ten – i tylko w ten sposób możemy zapewnić skuteczność i ciągłość polityki zagranicznej państwa.

 

Szanowni Państwo,

            Gościmy dziś ministrów Spraw Zagranicznych Francji i Niemiec oraz brytyjskiego Ministra ds. Europejskich. Ze względów logistycznych – i nie tylko logistycznych – nie udało się osiągnąć pierwotny cel, by wspólnie zastanowić się nad problemami i wyzwaniami, przed którymi stoją obecnie nasze kraje. Łączą je Unia Europejska i Sojusz Pólnocnoatlantycki. Mimo to po szczycie Unii w Brukseli górę wzięły rozbieżności dotyczące wizji przyszłej Europy. Niemniej wierzę, że nasze rozmowy z Douglasem Alexandrem, Joschką Fischerem i moje z francuskim ministrem będą pożyteczne.

            Pragnę teraz przedstawić Państwu najważniejsze problemy i zadania, przed którymi stoi polska dyplomacja. Powinny one być głównym przedmiotem naszej refleksji, zarówno w czasie narady, jak i w najbliższych miesiącach.

Szanowni Państwo,

            Kilka słów o Unii Europejskiej. Pierwszy rok członkostwa Polski jest wspólnym sukcesem -  naszym i całej Unii. Zmiany w Europie zapoczątkowane przed 25 laty przez ruch „Solidarności”, następnie rozpad ZSRR, a w ślad za tym koniec systemu dwubiegunowego, rozszerzenie NATO i Unii Europejskiej – wreszcie prace nad nowym Traktatem Unii nadały integracji europejskiej nowy wymiar. Społeczeństwa państw aspirujących, a – od roku – członkowskich, od początku zaangażowane były w przemiany wewnątrz Unii, wykazując w trakcie tego procesu wolę wpływania na kształt Europy i współodpowiedzialności za jej sprawy. Sukcesy reform wewnętrznych w ich krajach, po latach wysiłków i wyrzeczeń, stymulowały proces integracji europejskiej. Mamy dziś rzadką szansę odegrania kreatywnej roli, jako jedna z sił napędowych integracji - w czasie, kiedy dominuje w Europie bezradność i brak koncepcji, jak wyjść z impasu, w którym znalazł się proces europejski.

            Wraz z partnerami europejskimi musimy stawić czoło kryzysowi wywołanemu odrzuceniem przez społeczeństwa Francji i Królestwa Niderlandów Traktatu stanowiącego Konstytucję dla Europy. Niestety, kryzys ten został pogłębiony przez odrzucenie na ostatnim szczycie 27 państw w Brukseli kompromisu w sprawie Nowej Perspektywy Finansowej.

Tych niepowodzeń nie należy dramatyzować. Z drugiej strony nie ma co udawać, że to, co się stało nie jest kryzysem w Unii Europejskiej. To prawda -  nie jest to kryzys instytucjonalny, ale kryzys polityczny. Wymaga więc właściwego rozpoznania, wypracowania optymalnych środków zaradczych oraz woli politycznej dla ich zastosowania. Chciałbym zwrócić uwagę na kilka czynników.

Po pierwsze, deficyt demokracji. Debata przed referendum pokazała, że obywatele niektórych państw unijnych odczuwają, że w unijnym procesie decyzyjnym odnoszącym się do najważniejszych spraw Europy ich stanowisko jest ignorowane. W ich oczach pogłębianie integracji europejskiej i rozszerzenie Unii przebiegało w sposób zbyt szybki, zbyt kosztowny i niezrozumiały - a nadto mało przejrzysty. Dochodziło do tego podsycanie przez przeciwników integracji nieuzasadnionych obaw przed zagubieniem tożsamości narodowej (dotyczy to zwłaszcza Holandii) i utratą podstawowych atrybutów narodowej suwerenności, a także przed zalewem taniej i mało wymagającej siły roboczej z nowych państw członkowskich. Wreszcie zauważalne było demagogiczne obarczanie Unii odpowiedzialnością za wszystkie problemy wewnętrzne. W sumie – generowało to sceptyczne nastawienia, frustracje i lęki u wielu społeczeństw dotychczasowej „15”.

Po drugie, wizja Europy. W wielu społeczeństwach dominuje odczucie, że Unia – a w każdym razie jej kierownicze gremia – nie przedstawiają zrozumiałej wizji rozwoju, rozmieniając ją na biurokratyczne udoskonalenia i administracyjną sprawność. Unia to nie wielonarodowe przedsiębiorstwo, któremu wystarczą sprawni menedżerowie, lecz jest to wielki a zarazem unikalny projekt polityczny, wymagający odważnego, obdarzonego wyobraźnią przywództwa. Takiego przywództwa zabrakło.

Po trzecie, rozszerzenie. W Europie Zachodniej dość powszechne jest przekonanie, że proces rozszerzenia jest praprzyczyną wielu obecnych problemów i należy ten proces zatrzymać. Jaka w tej sytuacji powinna być nasza odpowiedź? I jaka powinna być rola Polski w jej wypracowywaniu?

Wspólnie z partnerami europejskimi musimy zastanowić się, dlaczego u części społeczeństw europejskich bierze górę rozczarowanie i niechęć wobec dalszego rozwoju Unii Europejskiej.

            Postawienie właściwej diagnozy nie jest łatwe. Na proces zwątpienia nakłada się wiele różnych czynników - obiektywnych i subiektywnych. Wraz z zakończeniem zimnej wojny na Zachodzie zyskało na popularności przekonanie, że czas na swoisty relaks i konsumpcję dotychczasowych osiągnięć, w ramach opiekuńczego państwa „socjalnego bezpieczeństwa”. Wzrost dobrobytu, uwarunkowany sprawnością gospodarki wolnorynkowej, zdobycze rewolucji naukowo-technicznej i nowoczesne zarządzanie – przy braku zewnętrznych zagrożeń miały przynieść w nowych pomyślnych okolicznościach – jak wierzono – swoistą „dywidentę pokoju” dla  jednoczącej się na nowo Europy. Zbigniew Brzeziński nazwał to wówczas hołdowaniem „rogowi obfitości”. Postawom tym z natury rzeczy towarzyszy postrzeganie spraw przez pryzmat utrwalania dobrobytu jako celu samego w sobie. Prowadziło to z kolei do zawężenie horyzontu oraz ignorowania nowych problemów, niedostrzegania nowych, niepokojących zjawisk i wyzwań, swoisty powrót czy też zamykanie się w narodowych skorupach. Swego rodzaju ucieczka od nowej rzeczywistości – czyli eskapizm. Dopełnieniem tego były problemy na linii transatlantyckiej, które sprzyjały pokusie rozluźnienia jedności zachodniej – skoro przestały je  scalać wspólne wielkie zagrożenia, jakim była w przeszłości potencjalna agresja radziecka i wysokie prawdopodobieństwo wojny nuklearnej.

Paradoksalnie, ani wyzwania globalizacji – budzące przecież wiele niepokojów również w Europie – ani tym bardziej nowe, nietradycyjne zagrożenia, w szczególności terroryzm i przejawy agresywnego, skrajnego fundamentalizmu islamskiego, nie stały się czynnikiem dostatecznie konsolidującym świat zachodni.

Efektem są zjawiska dezorientacji, a często ślepej kontestacji. Stwarza to podglebie dla rozwijania ruchu alterglobalistów, a co gorsze – powrót do polityki nacechowanej postawą partykularyzmu i narodowego egoizmu. Towarzyszą temu lęki przed „obcymi” w Unii i rewitalizacja stereotypowych wyobrażeń o sąsiadach zza dawnej żelaznej kurtyny. Jednak najpoważniejszym zagrożeniem jest narastanie populizmu. Jest to choroba, która ogarnęła nie tylko środowiska marginesu politycznego, czy też ugrupowania skrajne – prawicowe i lewicowe, ale coraz bardziej zyskuje na znaczeniu w centrum spektrum politycznego. Dopiero na tym tle możemy docenić rangę i historyczną doniosłość NATO i Unii Europejskiej, które zrealizowały śmiały i ambitny program rozszerzenia na wschód. Rok temu sfinalizowany został wielki projekt włączenia do Unii Europejskiej dziesięciu nowych państw, głównie z Europy Środkowo-Wschodniej.

Obecnie rozdźwięki wystawiają solidarność sojuszniczą na poważną próbę. Mam na myśli zarówno stosunek do pro-europejskich aspiracji Turcji, Chorwacji, Ukrainy i innych państw, jak i niechęć do podejmowania ryzyka. Obecne reakcje społeczeństw zachodnioeuropejskich na referendum konstytucyjne oraz bark porozumienia w sprawie Nowej Perspektywy Finansowej postrzegane są w Polsce jako przejaw krótkowzrocznej interesowności. Narodowy egoizm wypiera te wartości, które legły u podstaw Unii Europejskiej. Zgadzamy się, że Unia powinna być „zróżnicowana w jedności”, ale przecież chyba nie chodzi o to, by bogate kraje unijne były jeszcze bogatsze, a biedne stawały się jeszcze biedniejsze. Solidarne wspomaganie słabszych państw w dochodzeniu do poziomu zbliżonego do unijnych parametrów jest w interesie całej Unii. Dziś po pierwszym roku doświadczeń możemy z całym przekonaniem powiedzieć, że pomoc strukturalna, czy bezpośrednie dopłaty dla rolników nie służą polskim chłopom do zwiększonej konsumpcji i petryfikowaniu starych struktur, lecz stały się istotnym zastrzykiem impulsów rozwojowych i modernizacyjnych.

             Z tych względów konsekwentnie opowiadamy się za debatą wewnątrzunijną na temat obecnej kondycji Unii i jej przyszłości. Debata ta powinna mieć zarazem przełożenie na dialog w sprawie relacji transatlantyckich, dotyczy bowiem kluczowych spraw świata zachodniego. W Brukseli zabrakło w ubiegłym tygodniu planu „B” –ale jak mówili liczni mówcy – potrzebny jest plan „D” – debata i dialog. Oczywiście refleksja jest potrzebna, ale konieczne jest też działanie.          

Fundamentalne wartości zachodnie nadal stanowić mogą dla Europejczyków inspirację do działań odważnych i z wyobraźnią. Szczególnie liczymy, że w  swych działaniach wewnętrznych Unia kierować się będzie, tak jak i dawniej, zasadą solidarności – pojęciem, które w Polsce ma wyjątkowe znaczenie.

            W debacie tej zastanowić się trzeba przede wszystkim nad tym, jak przybliżyć Unię obywatelowi, uczynić ją bliską, czytelną, przejrzystą i zrozumiałą. Demokratyczne mechanizmy szczebla narodowego oraz paneuropejskiego powinny wpływać na proces decyzyjny. Nieodzowne jest dowartościowywanie obywatelskich, racjonalnych postaw w społeczeństwach i w elitach – w taki sposób, by formułowanie decyzji w Unii było przyjmowane przez obywateli jako zrozumiały wspólny proces kształtowania ich przyszłości – bez uwłaczających stereotypów i mitów o zagrożeniu „polskim hydraulikiem” lub załamaniu się systemu opieki społecznej w wyniku rozszerzenia Unii.

Tony Blair ma rację, gdy mówi o ekonomicznych mechanizmach Unii, które mają być  zorientowane na innowacyjność, konkurencyjność i otwartość, w tym zwłaszcza na otwartość rynków pracy. Jednak wymaga wyjaśnienia sprawa restrukturyzacji budżetu. Nas interesują głównie te środki, które całą polską gospodarkę, w tym rolnictwo czyniłyby nowoczesnymi i konkurencyjnymi. Na nadrobienie zapóźnień potrzebujemy historycznie krótkiego czasu i odpowiednich środków. Program zorientowany na  nowoczesność powinien stymulować rozwój państw nowo przyjętych i sprzyjać temu, by dorównywały one standardom innych państw unijnych.      

Sprawa Wspólnej Polityce Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Jest to instytucjonalna forma zapobiegania powrotowi do waśni i konfliktów w Europie. Jednakby polityka ta była skuteczna, musi być spójna i oparta na szerokim konsensusie. Decyzje muszą być wynikiem pogłębionych analiz i wspólnych wyborów, w których uwzględniane będą opinie krajów nowo przyjętych. W kilku kluczowych sprawach międzynarodowych, w tym w polityce Unii wobec Rosji, Ukrainy i innych państw obszaru poradzieckiego mamy naturalne prawo oczekiwać, że nasze stanowisko będzie w należyty sposób uwzględnione. Wynika to nie tylko z bliskości geograficznej i doświadczeń historycznych, ale przede wszystkim z pogłębionej wiedzy, czym był komunistyczny system, a radziecki system w szczególności i na czym polegają dylematy oraz trudności w procesie transformacji państw Europy post-radzieckiej. Mamy kompetencje również w sprawach takich krajów jak Chińska Republika Ludowa i Kuba. Wkład Polski do wypracowywanych w Unii decyzji w tych sprawach może być - i powinien być - znaczący.

            Kształtowanie tożsamości unijnej nie pociąga za sobą pytania o jej zasięg i ostateczne granice. To kolejne wielkie zagadnienie, którego oddziaływanie pośrednio dało o sobie znać w debacie i referendach odnośnie do Traktatu Konstytucyjnego. Wymaga ono bowiem odwołania się nie tylko do kryteriów kopenhaskich, ale i do bardziej skomplikowanej materii przynależności cywilizacyjnej. Ta zaś posiada zarówno wymiar obiektywny tworzony przez dziedzictwo historyczno-kulturowe, jak i aspekt subiektywny – świadomego wyboru tej przynależności, wraz z przyjęciem i wdrożeniem zasad i wzorców świata zachodniego. Ilustrują to przypadki Turcji i Ukrainy.

Przed Unią stoi pytanie: na ile te kraje i narody są i mogą być postrzegane jako członkowie rodziny europejskiej. Odpowiedź nie może sprowadzać się wyłącznie do zobiektywizowanych kryteriów ekonomicznych i politycznych, do oceny nielegalnej migracji czy zorganizowanej przestępczości. Jakkolwiek tak często jest formułowana i postrzegana.

Warto zastanowić się nad swoistym testem negatywnym: jaka będzie przyszłość Europy bez przyjęcia tych państw? Czy Unia będzie bezpieczniejsza, czy otoczenie nasze będzie bardziej stabilne? Czy możliwości oddziaływania Unii na świat będą większe czy mniejsze? 

Warto wiedzieć – jakie mogą być negatywne konsekwencje przyjęcia takiej czy innej decyzji. Ideą porządkującą nasze myślenie o świecie jest promowanie zasad demokracji, praw człowieka i dobrego rządzenia. W Europie nie mamy lepszego instrumentu niż pozostawienie drzwi do Unii otwartymi dla tych, którzy tego członkostwa pragną.

            Z wielkim wyzwaniem, jakim jest problem dalszego rozszerzania Unii Europejskiej, powinna zmierzyć się unijna Polityka Sąsiedztwa. W swej polityce dążymy do tego, by zaangażowanie Unii we współpracę sąsiedzką na kierunkach wschodnioeuropejskim oraz południowym, śródziemnomorskim było zrównoważone. Będziemy zabiegać o to, aby Unia Europejska, pomimo obecnych wewnętrznych problemów, nie wykreśliła ze swojej agendy potrzeby politycznej debaty na temat przyszłych stosunków z Ukrainą i perspektywy europejskiej dla tego kraju.

 

Szanowni Państwo !

Zagrożenia i wyzwania w zglobalizowanym świecie wskazują na potrzebę ścisłego współdziałania kluczowych partnerów demokratycznej wspólnoty. Ani Unia ani Stany Zjednoczone mimo ogromnego potencjału ludzkiego i gospodarczego, nie są w stanie same sprostać nowym wyzwaniom. Stąd znaczenie wspólnoty transatlantyckiej i zapewnienie właściwych relacji między Unią Europejską a NATO, a także Europą i USA, szczególnie zaś ich kooperatywności i komplementarności w sprawach bezpieczeństwa.

 

Szanowni Państwo !

 Nie ma tu potrzeby szerzej rozwodzić się nad znaczeniem, jakie 6 lat temu miało trwałe zakotwiczenie Polski w potężnym euroatlantyckim systemie bezpieczeństwa. Z tym większą powagą, troską i zaniepokojeniem odnotowujemy przyjmujemy uwidaczniające się w Sojuszu Północnoatlantyckim rozterki, spory i kontrowersje dotyczące roli, jaką NATO miałoby odegrać w odniesieniu do nowych nietradycyjnych zagrożeń. To prawda, że struktury i instytucje często nie nadążają w swym rozwoju za dynamiką procesu międzynarodowego, zwłaszcza gdy proces ten – jak to miało miejsce po 1989 roku i w szczególności po 11 września 2001 roku – ulega gwałtownemu przyspieszeniu. Sojusz demonstruje w praktyce  zdolność do adaptacji i wykazuje dobre rozpoznanie swoich możliwości i zadań. Nie możemy jednak przejść do porządku dziennego nad faktem, że niektóre mocarstwa europejskie stawiają pod znakiem zapytanie to, czy NATO jest nadal platformą definiowania strategii państw Sojuszu. Odnoszę wrażenie, że niektóre spotkania – zwłaszcza nieformalna debata ministrów spraw zagranicznych w Wilnie  - potwierdzają, że NATO nadal jest ważnym forum do określania wspólnej polityki. Wielokrotnie mówiłem  - i powtórzę to dziś, że coraz ważniejszymi aktorami stosunków międzynarodowych są podmioty pozapaństwowe; że ponadnarodowy terroryzm często powiązany z przestępczością zorganizowaną – jest dziś większym zagrożeniem niż wiele państw. Poligonem czy też schronieniem dla terroryzmu są często państwa „upadłe”, a wsparcie nierzadko uzyskuje w państwach o systemach autokratycznych, nieobliczalnych – zainteresowanych destabilizacją w świecie.

Co łączy te wszystkie państwowe, quasi-państwowe i pozapaństwowe podmioty? Miejsce, ideologia, formy i sposoby działania- Mówimy przede wszystkim o szeroko pojętym Bliskim Wschodzie oraz agresywnym ekstremizmie islamskim. Dodam, że islam jest tylko przykrywką, kostiumem. Najważniejszym spoiwem jest wrogość wobec Stanów Zjednoczonych i całego Zachodu oraz  płynących stamtąd impulsów modernizacyjnych, pojmowanych jako śmiertelne zagrożenie dla tradycyjnej tożsamości muzułmańskiej. Działania  terrorystyczne, które z istoty swej mają charakter bardziej pozamilitarny aniżeli wojskowy.

Jak euroatlantycki system bezpieczeństwa mógłby stawić czoła i chronić świat Zachodu przed tym nowym poważnym  zagrożeniem? Sojusz Północnoatlantycki w ciągu ostatniej dekady odszedł od tradycyjnej interpretacji zapisów Traktatu Waszyngtońskiego i przyjął w praktyce formułę out of area, czyli de facto poza traktatowy obszar działania. Sprawa ta nadal stanowi przedmiot wielu wewnątrzsojuszniczych debat. NATO w swoich zamierzeniach transformacyjnych postawiło zdecydowanie na rozwój nowych, nietradycyjnych zdolności bojowych adekwatnych do nowych zagrożeń. Konflikty wewnątrzpaństwowe na obszarach pozatraktatowych, ważnych dla bezpieczeństwa strefy euroatlantyckiej, uznane zostały faktycznie za sytuacje, w których powinna zapadać decyzja o wojskowym zaangażowaniu NATO. Wymownym przykładem jest obecność sił sojuszniczych w Kosowie, Afganistanie, Iraku i Sudanie.

 

Sprawą dziś kluczową jest wewnątrzsojuszniczy dialog polityczny. Celem takiej debaty jest dostosowywanie NATO do zmieniającego się dynamicznie środowiska bezpieczeństwa. Należy przywrócić w NATO kulturę strategicznego dialogu.

Opowiadamy się za zmianami, ale nie mogą one podważać tradycyjnej roli NATO jako sojuszu obronnego. Co to znaczy? W praktyce oznacza to, że polityka bezpieczeństwa i obrony musi być adekwatna do zagrożeń wobec obszaru euroatlantyckiego, które  mają teraz charakter globalny.

Dialog strategiczny w NATO powinien obejmować m.in. takie zagadnienia, jak ewolucja sytuacji na obszarze postradzieckim, w ramach Szerokiego Bliskiego Wschodu czy Chin. Dialog ten powinien konsolidować a nie różnicować Sojusz. Rozbieżności w NATO nie powstawały w wyniku rozejścia się uznawanych wartości czy fundamentalnych różnic kulturowych i strategicznych. Europa i Stany Zjednoczone podobnie postrzegają problemy związane z modernizacją i demokratyzacją świata, kwestie nieproliferacji broni masowego rażenia czy terroryzmu. Jednak różnice dotyczą konsekwencji, czyli wniosków wynikających z podobnej percepcji. W sprawie sposobu reagowania na zagrożenia różnice między Europą a Stanami Zjednoczonymi są bardzo istotne.

 

Szanowni Państwo !

Kilka słów o dwustronnych kontaktach i współpracy bilateralnej. Ogólnie mogę stwierdzić, że nasze stosunki z kluczowymi państwami Zachodu są dobre lub bardzo dobre. Niedawne spory we wspólnocie transatlantyckiej, szczególnie na temat Iraku należą w zasadzie do przeszłości. Cezurę w tej mierze wyznacza konferencja zwołana pod auspicjami Unii i USA w sprawie Iraku z 22 czerwca br. w Brukseli.

Mamy najlepsze w historii stosunki ze Stanami Zjednoczonymi, Należymy do najbliższych sojuszników USA. O uprzywilejowanym charakterze naszych kontaktów z Waszyngtonem świadczy między innymi zapoczątkowany we wrześniu 2004 roku polsko-amerykański Dialog Strategiczny, którego druga runda przebiegała niedawno w Waszyngtonie.

Dla Polski Stany Zjednoczone są i powinny pozostać mocarstwem „europejskim”, a w naszym interesie jest utrzymanie spoistości transatlantyckiej przy respektowaniu zasad lojalności sojuszniczej i unijnej. Sprzeciwiamy się kształtowaniu europejskiej tożsamości w opozycji do USA, lecz jednocześnie chcemy, by Unia stała się w pełnym tego słowa znaczeniu partnerem USA w polityce globalnej.

 

Stosunki z Niemcami. Jest oczywiste, że Niemcy zajmują i będą zajmować kluczowe miejsce w polskiej polityce zagranicznej. Decyduje o tym bezpośrednie sąsiedztwo, wielowiekowe związki i tragiczne doświadczenia II wojny światowej, a także nowa rola demokratycznych Niemiec w Europie i w świecie. Bliska współpraca naszych państw może być jednym z najważniejszych czynników spoistości i sprawnego funkcjonowania Unii. Możemy wspólnie wpływać na dynamizowanie polityki instytucji europejskich i euroatlantyckich wobec naszych sąsiadów na Wschodnie, w szczególności Ukrainy.

 

W stosunkach dwustronnych priorytetem jest ustanowienie autentycznego polsko-niemieckiego partnerstwa. Powołaliśmy pełnomocników, których działalność już dziś – po kilku miesiącach – świadczy o tym, że partnerstwo oparte na prawdzie, zaufaniu i pojednaniu a równocześnie skierowane w przyszłość może przynieść oczekiwane efekty. Będziemy kontynuować działania na rzecz lepszego poznania i wzajemnego zrozumienia się społeczeństw oraz przezwyciężania negatywnych stereotypów i uprzedzeń. Dążymy też do ostatecznego zamknięcia trudnych kwestii wynikających z II wojny światowej, w tym z powojennych zmian terytorialnych, ludnościowych i własnościowych. Wkład do tego procesu kanclerza Gerharda Schroedera i ministra SZ Joschki Fischera jest trudny do przecenienia.

 

Stosunki z Francją. Samo słowo Francja wywołuje w Polsce wiele pozytywnych skojarzeń. Naszym zadaniem jest to, by w stosunkach dwustronnych utrzymać wysoką dynamikę współpracy, która została wyznaczona podczas pierwszego szczytu polsko-francuskiego na początku tego roku w Arras. Ostatnio prowadzona we Francji debata wpisała niestety do długiej historii stosunków z Francją, obok wielkich nazwisk historycznych, symbolizujących wszystko, co najlepsze – postać polskiego hydraulika – anonimową, ale podobno groźną dla zdobyczy socjalnych przeciętnego francuskiego pracownika. Co z tego wynika? Przede wszystkim potrzeba wzmożenia „pracy u podstaw” w relacjach dwustronnych, zwłaszcza w kształtowaniu wizerunku Polski oraz rozwoju kontaktów społecznych, w tym szczególnie między młodymi ludźmi.

 

Francja, która – jesteśmy o tym przekonani – pozostania jedną z lokomotyw integracji europejskiej, jest dla Polski nie tylko partnerem ważnym, ale kluczowym. Nie potrzebujemy obrazu Polski wyidealizowanego, ale chcielibyśmy, by obraz ten był prawdziwy. Dobrze pamiętamy wsparcie Francuzów dla polskiej „Solidarności” w latach 80-tych. Chcielibyśmy, aby te wartości były również dzisiaj podstawą współpracy dwustronnej w ramach Unii.

 

Współpracą z Francją i Niemcami w ramach Trójkąta Weimarskiego pozostaje ciągle formułą współdziałania o dużym i nie do końca wykorzystanym potencjale. Tym potencjałem jest nie tylko bogactwo naszych doświadczeń historycznych, ale również podzielana przez nasze kraje wizja wspólnej Europy o silnej tożsamości. W 2006 roku minie 15 lat od dnia powołania do Życia Trójkąta Weimarskiego. Musimy pospołu zastanowić się, jak efektywnie rozwijać tę formę dialogu i współpracy.

 

            Stosunki z Wielką Brytanią. Z zainteresowaniem i nadzieją oczekujemy przewodnictwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Jesteśmy gotowi wspierać Tony Blaira w poszukiwaniu sposobów wyjścia z sytuacji powstałej w wyniku ostatnich wydarzeń i niepowodzenia czerwcowej Rady Europejskiej. Odpowiada nam koncepcja wyraźniejszego orientowania Unii na nowoczesność i konkurencyjność. Gdyby w najbliższym półroczu udało się ograniczyć bariery w handlu, przepływie siły roboczej i usług, uprościć legislację czy zwiększyć międzynarodową rolę Unii Europejskiej z naciskiem na zwalczanie terroryzmu i przeciwdziałanie regionalnej niestabilności – funkcjonowanie Unii stałoby się bardziej przejrzyste i efektywne, a przez to lepiej rozumiane przez obywateli. Należałoby zapewne zreformować mechanizmu pomocy strukturalnej – w taki sposób, by zmóc prorozwojową funkcję Unii. W odniesieniu do polskiej wsi Unia tę rolę w znacznej mierze spełnia już dziś.

 

Szanowni Państwo,

Najważniejsze obszary bezpieczeństwa Europy oraz perspektyw rozwojowych Unii Europejskiej i stabilności globalnej są: strefa państw powstałych wskutek rozpadu Związku Radzieckiego oraz region Szerokiego Bliskiego Wschodu.

Na postradzieckim obszarze obserwujemy dziś istnienie dwóch przeciwstawnych tendencji. Z jednej strony nastąpił w kilku państwach zwrot społeczeństw w kierunku demokracji i przemian modernizacyjnych. Mam na myśli Ukrainę i Gruzję oraz w pewnym stopniu Mołdowę. Z drugiej  strony, jesteśmy świadkami nawrotu sił zachowawczych w niektórych państwach Azji Centralnej oraz autokratyzmu, w Rosji i na Białorusi. W miejsce deklarowanych rządów prawa ma miejsce rozciąganie kontroli nie tylko na życie polityczne, ale na inwestycje sądownicze, a zwłaszcza na środki masowego przekazu i na gospodarkę. Skuteczność tej kontroli z reguły jednak nie sprzyja wzrostowi efektywności zarządzania i gospodarowania. Skutkiem jest utrwalanie się modelu gospodarek jednowymiarowych, w istocie surowcowych. Ujawniają się symptomy stagnacji gospodarczej, zahamowany został rozwój społeczeństwa obywatelskiego oraz instytucji państwa prawa. Pojawiły się próby poszukiwania legitymizacji do sprawowania rządów  w ideologiach o charakterze wielkomocarstwowym, towarzyszy temu retoryka antyzachodnia oraz uzasadnianie konieczności powrotu do koncepcji stref wpływów i dominacji (tzw. świat wielobiegunowy)

 

Wybitna rosyjska uczona tak ocenia ostatnie główne czynniki niepowodzenia polityki  Rosji: „Nie można w nieskończoność reorganizować    społeczeństwa przyjmując za podstawę sprzeczne założenia: liberalizm i tradycjonalizm, wielkomocarstwowe ambicje i orientacje przewodzenia, paternalizm i niewrażliwość na kwestie społeczne”. Pisze ona, że istnieją 3 zasadnicze przyczyny odwrotu Państwa od polityki reform i opowiedzenia się za polityką status quo: zachowawcza logika reżimu biurokratyczno-autorytarnego, wznowienie redystrybucji własności i chęć zapewnienia przez Kreml ciągłości władzy.

 

Postrzegamy Rosję taką, jaka ona jest. Nową rzeczywistość na tym obszarze tworzą nie tyle deklaracje i obietnice rządzących, co fakty, czyny oraz realne procesy. Miara rzeczy dla nas jest stosunek Rosji do jej sąsiadów, zwłaszcza do państw unijnych oraz tych, które doświadczyły w historii najnowszej cierpień i upokorzeń ze strony Związku Radzieckiego bezpośrednio przed i po II wojnie światowej. Jest to odpowiedź na pytanie, jakie wnioski Rosja wyciągnęła ze swej historii i jak rozumie ducha naszych czasów.

 

 

 

Dotyczy to w równiej mierze takich faktów, jak uznanie za niebyłe i haniebne Tajnych Protokołów do Paktu Mołotov-Ribbentrop, właściwej politycznej i prawnej oceny zbrodni katyńskiej, aresztowania przywódców Polski Podziemnej i in. Do poważnego problemu w naszych stosunkach z Rosją urosła sprawa Ukrainy. Niektóre wpływowe środowiska polityczne w Rosji oceniły przełom na Ukrainie w kategoriach „gry o sumie zerowej” z Zachodem – i Polską jako jego częścią. Poczucie „utraty Ukrainy” wpłynęło w sposób istotny na kształtowanie się obecnych stosunków polsko-rosyjskich. Na plan pierwszy powróciły stare problemy i kontrowersje. Powtórzę tu w skrócie istotę naszej strategii: nie działaliśmy kierując się motywami antyrosyjskiej polityki, lecz postawy pro-ukraińskiej.

Co więcej, z polskiej perspektywy stabilna, dostatnia i demokratyczna Rosja będzie skuteczniejszym magnesem dla swego otoczenia aniżeli wtedy, gdy występuje w tradycyjnej roli hegemona, czy też nadzorcy „strefy wpływów”.  Pojawiały się sygnały, że przedstawiciele Rosji w różnych środowiskach usiłowali dyskredytować Polskę – jako kraj „opętany rusofobią” a przez to nieobiektywny. Działanie takie prowadzi do efektów odwrotnych od zamierzonych. Podejmujemy próby przywrócenia konstruktywnego dialogu z Rosją (miałem ostatnio w tej sprawie dwie rozmowy z min. S. Ławrowem).

Będziemy zabiegać o to, by podstawę naszej współpracy i dialogu stanowiły uznane wartości, w tym reguły państwa prawa i demokracja, wolność prasy i swobody obywatelskie. Jesteśmy przekonani, że rozszerzenie Unii Europejskiej stwarza możliwość budowania wspartej na standardach unijnych współpracy bilateralnej z Rosją. Z satysfakcją trzeba zresztą wskazać, że „wyładowania atmosferyczne” w górnych, politycznych strefach stosunków polsko-rosyjskich nie odbiły się negatywnie na dwustronnej współpracy gospodarczej. Co więcej - nastąpił wyraźny skokowy wzrost polskiego eksportu do Rosji.

 

Szanowni Państwo,

Ważnym testem polskiej polityki zagranicznej było zaangażowanie w sprawy ukraińskie. Ubiegłoroczny przełom na Ukrainie był wielkim triumfem rodzącego się w tym kraju społeczeństwa obywatelskiego. Był też sukcesem Unii Europejskiej i Polski.

Wierzymy, że nowe władze  Ukrainy będą gotowe i zdolne do podjęcia wielkich wyzwań stojących przed tym krajem. Deklarowane proeuropejskie ukierunkowanie polityki Ukrainy musi znaleźć potwierdzenie w faktach.  Wierzymy, że Ukraina odgrywać będzie konstruktywną rolę w otoczeniu międzynarodowym, w tym w ramach współpracy regionalnej. Konsekwencja w przebudowie instytucji i gospodraki Ukrainy zwiększy jej wiarygodność i pozycję międzynarodową.

Zrozumiałą troskę budzi u nas stan spraw na Białorusi. Łączy nas z Białorusinami nie tylko wspólna granica, ale i więzy natury historycznej, kulturowej i międzyludzkiej.  Popieramy demokratyczne i proeuropejskie aspiracje znacznej części społeczeństwa białoruskiego. Są one jednak brutalnie tłumione przez reżym Aleksandra Łukaszenki, który chętnie sięga do bezprawia, różnych nacisków i represji. Naszą intencją jest nakłonienie władz Białorusi do respektowania reguł prawa. Wspólnie z naszymi partnerami europejskimi i transatlantyckimi staramy się tak współkształtować politykę Zachodu, by siły demokratyczne i wolnościowe tendencje na Białorusi spotykały się ze zrozumieniem, solidarnością i wsparciem. Wierzymy głęboko, że do tych sił należy przyszłość.

 

Szanowni Państwo,

Kraje Szerokiego Bliskiego Wschodu znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie Europy. Mówiłem już, że ten obszar stanowi poważne wyzwanie dla Unii Europejskiej, NATO i stabilności w skali całego świata. Przemiany w tym regionie są ważną częścią procesu modernizacji i demokratyzacji współczesnego świata. Dylematem jest to, w jaki sposób sprzyjać zmianom zachowując stabilizację. Proces  demokratyzacji może i powinien być wspomagany z zewnątrz, jednak demokracja musi wyrastać z tradycji i kultury każdego narodu. Służą temu liczne inicjatywy Unii i Sojuszu, w których uczestniczy również Polska.

Doświadczenia udanej głębokiej transformacji, mogą być przydatne i pomocne w ramach Polityki Sąsiedztwa. Dotyczy to również wsparcia reform polityczno-społecznych, w tym zwłaszcza budowy państwa prawa i zrębów społeczeństwa obywatelskiego, a także transformacji gospodarczej na obszarze Szerokiego Bliskiego Wschodu. Obszarem szczególnego naszego zaangażowania w tej dziedzinie jest Irak. Ostatnia konferencja Unii i Stanów Zjednoczonych w sprawie Iraku (Bruksela 22.06) stanowi swoistą pozytywną ilustrację sprzężenia wewnętrznych wysiłków transformacyjnych i zmasowanej pomocy z zewnątrz w zakresie stabilizacji i modernizacji.

 

 

Szanowni Państwo,

            W tej pobieżnej próbie zarysowania panoramicznego obrazu aktywności naszej polityki zagranicznej zabrakło wielu elementów. Dotyczą one współpracy regionalnej i subregionalnej. Nie omówiłem polskiego przewodnictwa w kilku organizacjach i wyników III szczytu Rady Europy. Muszę jednak odnotować choćby jednym zdaniem, że mamy wszyscy satysfakcję z przebiegu i rezultatów tego pierwszego tej miary spotkania na najwyższym szczeblu w Warszawie. Nie zdołałem zaprezentować ambitnych planów wzmożenia polskich działań politycznych i gospodarczych na obszarze pozaeuropejskim, zwłaszcza wobec krajów Azji ani zarysować przygotowanego i propagowanego przez Polskę nowatorskiego projektu reformy systemu Narodów Zjednoczonych. Powinienem był też wskazać na nasze zamiary i koncepcje w zakresie pomocy rozwojowej.

            Pominąłem też sprawy tak fundamentalne jak promocja Polski w świecie, przeciwdziałanie przeinaczeniom historycznym, przesądom i stereotypom. Na uwagę zasługuje przypomnienie udziału Polaków w walce z totalitaryzmem i ich wkładu w budowę zjednoczonej Europy.

            Zabrakło – co przyznaję ze skruchą – odniesień do nierzadko mało widocznej, ale kluczowej, zwłaszcza dla masowych kontaktów międzyludzkich w dzisiejszym zglobalizowanym świecie, służby konsularnej. W tym kontekście należałoby przedstawić problemy Polonii i polskich mniejszości, zwłaszcza na Wschodzie.

            Omówienia wymagałaby też sprawa ekonomizacji polskiej polityki zagranicznej i zapewnienia jej skutecznych środków realizacji przypisanych zadań. Przed nami pracowity tydzień. Mam nadzieję, że te inne sprawy będą przedmiotem odrębnych sesji.

      

       Szanowni Panowie Ministrowie,

       Szanowne Panie i Panowie Ambasadorowie,

       Szanowni Państwo,

Ograniczyłem się do przedstawienia problemów, które uznałem za kluczowe. Sprawy, które nie zostały w moim wprowadzeniu podniesione, znajdują się na porządku dziennym naszej Narady. Przed nami pięć dni obrad w ramach sesji plenarnych oraz w podgrupach.

 

Życzę Państwu owocnych obrad.