Nie
czas na oko kupca; czas na oko stratega
wywiad
dla „Sygnałów dnia”, 3 czerwca 2005 r.
Krzysztof
Grzesiowski — Dziś naszym Gościem jest Minister Spraw
Zagranicznych Adam Daniel Rotfeld. Dzień dobry, panie ministrze.
Adam Daniel Rotfeld — Dzień dobry.
K.G.
— Panie ministrze, czy po tym, co wydarzyło się w Holandii i we
Francji, proces ratyfikowania traktatu konstytucyjnego, oczywiście
bez względu na wybraną drogę, czyli czy to forma parlamentarna, czy
referendum, powinien być kontynuowany tam, gdzie decyzja jeszcze nie
podjęta?
A.D.R. — W moim przekonaniu bezwzględnie
tak, ponieważ każde państwo powinno mieć prawo do podjęcia suwerennej
decyzji. I ci, którzy są przeciwni temu, to w istocie rzeczy
uważają, że za Polaków decyzję już podjęli Francuzi i
Holendrzy. Tak nie jest, do Unii Europejskiej należy dwadzieścia pięć
państw. Jednym z głównych powodów, dla których
Francuzi i Holendrzy głosowali przeciw, i to jest zgodna opinia
zarówno samych Francuzów i Holendrów, jak i
obserwatorów, jest tzw. deficyt demokracji, czyli poczucie
zwykłych obywateli, że elity podejmują decyzje, nie pytając ich o
zdanie. Otóż ja słyszałem taką dość kuriozalną opinię w
Polsce, że politycy nie powinni zrzucać na społeczeństwo
odpowiedzialności za podejmowanie decyzji w tej sprawie. Wydaje mi
się to nieporozumieniem. Właśnie obywatele powinni podjąć w tej
sprawie decyzję.
(...)
K.G.
— W przypadku holenderskim ciekawe zdanie wypowiedział premier
Balkenende, mianowicie stwierdził on, że są wątpliwości dotyczące
całego procesu integracji.
A.D.R. — To, niestety,
jest problem sam w sobie, polegający na tym, że elity od pewnego
czasu w przyspieszony sposób dokonywały tego procesu, który
moim zdaniem jest w istocie chyba najważniejszym od ponad tysiąca lat
procesem w Europie, jest czymś zupełnie bez precedensu,
eksperymentalnym.
Jest to wielkie
osiągnięcie myśli europejskiej i polityki europejskiej. Ale z drugiej
strony dla bardzo wielu ludzi na całym świecie, a w Europie w
szczególności, te zmiany są zbyt szybkie, zbyt wiele zmian i
mówiąc tak bardzo prostym językiem, ludzie nie przetrawili
wszystkich tych zmian, które wydarzyły się w ciągu ostatnich
kilku lat, a konkretnie w odniesieniu do procesu europejskiego. Rzecz
polega na tym, że dopiero teraz Francuzi i Holendrzy niejako
uświadomili sobie, że nastąpiło z jednej strony rozszerzenie Unii
Europejskiej, a z drugiej strony pogłębienie, czyli zwiększenie
znaczenia wewnętrznych mechanizmów i konsolidacji Unii. I co
ważniejsze, że otwiera się perspektywa na dalsze rozszerzanie. Otóż
tego było za dużo.
Na to się nakładają sprawy wewnętrzne,
mianowicie załamanie systemu socjalnego w całej Europie, ale
zwłaszcza w bogatych państwach Europy. System socjalny, który
dawał ludziom poczucie bezpieczeństwa, zwłaszcza na starość, nie
wytrzymuje tej ilości wydatków, które budżety powinny
ponosić na te potrzeby. Ludzie zaczynają szukać przyczyn i bardzo
często błędnie, a w tym wypadku zdecydowanie błędnie, upatrują tych
przyczyn w tym, że nastąpiło przyspieszenie procesu integracji i
rozszerzenie Unii, nadmierne rozszerzenie Unii w opinii tych
obywateli, Francji i Holandii.
K.G. — No dobrze, jak
to rokuje na przyszłość, panie ministrze? Pan powiada o tym, że
otwiera się perspektywa, natomiast mamy w perspektywie Bułgarię, mamy
w perspektywie Rumunię, i to już z konkretną w miarę datą...
A.D.R.
— Oczywiście, zdecydowanie...
K.G. — No i
przede wszystkim Turcję.
A.D.R. — Tak.
K.G.
— Czy francuskie i holenderskie „nie” dla traktatu
konstytucyjnego będzie miało znaczenie przy ewentualnym kolejnym
rozszerzaniu?
A.D.R. — Niestety, będzie miało, to
znaczy w tym sensie, że opory na rozszerzanie wzrosną. I w moim
przekonaniu jedyną drogą, jedynym sposobem na przezwyciężenie tych
oporów jest przyspieszenie rozwoju Europy, zwiększenie
dochodów, i wtedy nagle okaże się, że Europa przy rozszerzaniu
zyskuje. Ludzie w Europie Zachodniej, w bogatym klubie państw,
uważają, że w wyniku rozszerzania oni tracą, że płacą zbyt wiele na
Unię, ale przecież to rozszerzanie Unii nie jest po to, żeby oni
tracili, tylko żeby zyskiwali. I zwiększa się znacznie rynek,
możliwości działania, Europa staje się bardziej konkurencyjna, Europa
jest w stanie stawić czoła na płaszczyźnie gospodarczo-społecznej
Stanom Zjednoczonym. Otóż jeżeli my ten proces zahamujemy, to,
oczywiście, perspektywy dla Turcji, Chorwacji, a w dalszej
perspektywie Ukrainy zmniejszą się. W naszym interesie jest, żeby ten
proces utrzymać, jego tempo i żeby Europa naprawdę stała się potęgą w
tym sensie, żeby dorównała w rozwoju, również
technologicznym i gospodarczo-społecznym największej potędze świata,
Stanom Zjednoczonym.
K.G. — Chociaż kanclerz Gerhard
Schroeder zaprzecza, że taką propozycję złożył, w rozmowie z
premierem Holandii. To jednak chyba coś jest na rzeczy, to
zacieśnienie współpracy państw-założycieli dzisiejszej Unii
Europejskiej, czyli tej najbogatsze szóstki. Są przykłady
takich ograniczonych obszarów działania, niech to będzie
strefa euro czy strefa Schengen, więc być może będzie i ta strefa
szóstki.
A.D.R. — Niestety, boję się, że coś
w tym jest, bo jest taka normalna tendencja — kiedy powstaje
sytuacja kryzysowa, to państwa nie otwierają się, a zamykają się jak
gdyby w swoich skorupach. W tym przypadku mamy do czynienia z grupą
państw, które są państwami założycielskimi Unii, najbogatszymi
państwami Unii, które będą miały tendencję do zwierania
szeregów, ponieważ uważają, że to jest sposób na
przezwyciężenie dzisiejszych kłopotów. I z tego powodu właśnie
uważam, że referendum przeprowadzone w Polsce wprowadzi Polskę do tej
ważnej grupy państw. W przypadku gdybyśmy w ogóle nie
przeprowadzili tego referendum, to sami marginalizujemy znaczenie
naszego kraju.
K.G. — Za dwa tygodnie szczyt w
Brukseli. Miał być przede wszystkim o budżecie na lata 2007-2013.
Pewnie także będzie, ale jednak sprawa konstytucji europejskiej
będzie tematem numer jeden, czy ratyfikować, czy czekać na lepszy
klimat, czy tak wyciąć fragmenty z tego traktatu, by decyzji nie
musiały podejmować państwa, a mogła to zrobić, nie wiem, na przykład
Komisja Europejska we współpracy z Parlamentem Europejskim,
czy może renegocjować, czy wreszcie kontynuować ratyfikację, to, o
czym pan mówi.
A.D.R. — Ta sprawa
rzeczywiście dzisiaj jest tematem numer jeden wszędzie. Wróciłem
wczoraj ze Stanów Zjednoczonych i miałem rozmowy dotyczące
zupełnie innego kręgu problemów. Odbyło się drugie posiedzenie
w ramach tzw. dialogu strategicznego między Polską a Stanami
Zjednoczonymi i w czasie spotkania z panią sekretarz stanu Condoleezą
Rice pierwsze jej pytanie dotyczyło, co uważam na temat tego, co się
wydarzyło we Francji. I w istocie rzeczy znaczna część tej rozmowy
dotyczyła wszystkich możliwych konsekwencji. I przedstawiłem jej w
zasadzie tę myśl, którą przed chwilą panu wyraziłem.
Co
się tyczy nowej perspektywy finansowej, to mogę powiedzieć, że tu są
różne możliwe podejścia. Z jednej strony jest w Europie strach
przed tym, ażeby skutki referendum we Francji i w Holandii nie były
zbyt bolesne dla Unii i w związku z tym może się paradoksalnie
okazać, że podjęcie decyzji w sprawach finansowych będzie łatwiejsze,
ponieważ do tej pory targowano się o każdy grosz. W tej chwili sprawa
groszy staje się drugorzędna. Ważniejsze jest to, co dalej w ogóle
z Unią. I z tego punktu widzenia myślę, że politycy, mężowie stanu,
którzy mają poczucie odpowiedzialności za przyszłość Europy,
dojdą do wniosku, że trzeba sprawy drobniejsze i takie, bym
powiedział, kupieckie odłożyć na bok i spojrzeć na to okiem
strategów, czy chcemy Europy wspólnej, czy nie chcemy.
Mam wrażenie, że dominuje dzisiaj takie poczucie, że chcemy. I między
innymi społeczeństwo w Polsce po roku przynależności do Unii
Europejskiej jest bodaj bardziej przekonane o tym, że podjęło słuszną
decyzję, i trzeba byłoby, żeby tę decyzję potwierdziło.
K.G.
— Powrócił pan minister ze Stanów Zjednoczonych z
zapewnieniem, że na polską armię zostanie przeznaczonych sto milionów
dolarów. Wydarzyły się pewne rzeczy związane z kwestią wiz dla
Polaków przyjeżdżających do Stanów, czyli wymazanie
danych osób, które działały niezgodnie z amerykańskim
prawem przed 1989 rokiem, mają być nieco lepiej traktowane osoby,
które jadą do Stanów uczyć się i studiować. No i coś,
co pewnie wzbudzi dużo wątpliwości w naszym kraju, tzw. paszporty
biometryczne. Nie dość, że trwa proces wymiany paszportów w
naszym kraju, to już, zdaje się, trzeci model po 1989 roku, to
będziemy mieli czwarty?
A.D.R. — To jest
nieuchronne. Te paszporty biometryczne mogą być kłopotem przy ich
uzyskaniu, ponieważ jest to nowy typ paszportu, ale jest to wynik
tego, co się wydarzyło 11 września 2001 roku, że wszystkie państwa
chcą uszczelnić swoje granice, poddać rzeczywistej kontroli ruch
osobowy. I jak do tej pory, uznano, że te dane biometryczne, czyli
chipy wprowadzane do paszportów, wykluczą możliwość
podrabiania i kradzieży paszportów, które są
najczęstszą formą szmuglowania, przerzucania terrorystów,
siatek kryminalnych na obszar różnych państw. Krótko
mówiąc, tego nie unikniemy. Problem polega na tym, że im
szybciej to zrobimy, tym mamy większą szansę na to, ażeby ten program
bezwizowego podróżowania do Stanów Zjednoczonych został
zrealizowany.
Dla mnie było optymistyczne to, że prezydent
Stanów Zjednoczonych, który na wniosek naszego
prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który był w lutym i
zaproponował, aby do tej mapy drogowej dochodzenia do ruchu
bezwizowego podjąć w miarę możliwości szybko pewne kroki, które
będą jej realizacją. I to się zaczęło. W związku z tym co się tyczy
tych paszportów z danymi biometrycznymi, wydaje mi się, że
jest to w naszym interesie i w rozmowie z premierem będę postulował,
żeby potraktować to jako sprawę bardzo pilną.
K.G. —
Ale tymczasem obowiązuje wciąż amerykańskie 3% odmów i wtedy
ewentualnie schodząc poniżej tego poziomu, moglibyśmy mówić o
pełnym bezwizowym ruchu. Nie zmienili zdania.
A.D.R. —
Ja panu powiem szczerze, że uważam, że w ogóle to jest nie
tylko naturalne, że każde państwo ma prawo oczekiwać, że będzie 100%
przepisów przestrzeganych, więc my stawiamy siebie w dość
trudnej sytuacji, kiedy bronimy takiego stanu rzeczy, gdzie jakiś
odsetek, w przypadku Polski znaczny odsetek osób przekracza
terytorium Stanów Zjednoczonych z zamiarem nieprzestrzegania
obowiązujących przepisów. I nikt by się nie zdziwił w Polsce,
gdybyśmy powiedzieli, że nie będziemy wydawać wiz, jeśli z danego
kraju nadmierna ilość osób chce podejmować nielegalnie pracę
lub przedłużać sobie poza ustalone terminy pobyt.
Otóż
wydaje mi się, myśmy się do tego zobowiązali, że należy przeprowadzić
w Polsce akcję informacyjną, że w interesie polskich obywateli jest
to, aby te przepisy przestrzegać, to jest po prostu norma. Ja bym
powiedział, że jest w pewnym stopniu spuścizną przeszłości w naszym
myśleniu, że byleby się wyrwać, a wtedy już można nie przestrzegać
żadnych ograniczeń. I między innymi postulat prezydenta
Kwaśniewskiego, ażeby wymazać z komputerów dane dotyczące tych
osób, które przed 1989 rokiem przekroczyły przepisy,
był oparty na takiej, bym powiedział, bardzo realistycznej koncepcji,
mianowicie że przed 1989 rokiem to było uzasadnione, ludzie mieli
poczucie, że nie żyją w wolnym kraju. Ale teraz, kiedy żyją w wolnym
kraju, to powinni mieć poczucie odpowiedzialności, że jeśli chcą
wyjechać do innego kraju, to trzeba przestrzegać obowiązujących tam
przepisów.
K.G. — Kiedy możemy spodziewać się
ewentualnie kolejnych kroków na drodze realizacji owej mapy
drogowej?
A.D.R. — Myślę, że jeszcze w tym roku. Po
pierwsze właśnie w zakresie ułatwień dla młodzieży, a po drugie w
odniesieniu do tych paszportów biometrycznych, gdzie nie tylko
Polska, ale również inne, znacznie bogatsze od Polski kraje
mają trudności, w tym również same Stany Zjednoczone, we
wprowadzaniu tych paszportów. I w tym zakresie jeśli
podejmiemy decyzję, mamy szansę, żeby nawiązać z Amerykanami w tej
sprawie współpracę, a być może i dofinansowanie tej zmiany na
paszporty biometryczne.
K.G. — Dziękuję bardzo za
rozmowę. Minister Spraw Zagranicznych Adam Daniel Rotfeld w Sygnałach
Dnia.
A.D.R. — Dziękuję bardzo.