Dlaczego papieżowi należała się Nagroda Nobla?
Wywiad Ministra Adama Daniela Rotfelda dla „Sygnałów Dnia”.
Krzysztof
Grzesiowski — Panie ministrze, swego czasu w jednym z wywiadów
radiowych powiedział pan, że: „Zwrócono się do mnie z
prośbą o wyrażenie opinii, kto powinien otrzymać Pokojową Nagrodę
Nobla”. Kiedy to było?
A.D.R. — W 97 roku.
Otrzymałem telefon z Oslo, wtedy byłem dyrektorem Międzynarodowego
Instytutu Badań nad Pokojem w Sztokholmie. I dla mnie było rzeczą
oczywistą, że w świecie jest jedna osoba, która powinna była
tę nagrodę otrzymać dość dawno i tak powiedziałem. Pytający mnie nie
kontynuował, kogo mam na myśli, więc ja powiedziałem, że to nie ma
większego znaczenia, żebym wymieniał tę osobę, ponieważ z różnych
powodów dla tej osoby to nie ma znaczenia, czy ona tę nagrodę
otrzyma. Byłoby raczej wyróżnieniem dla Komitetu Pokojowych
Nagród Nobla niż dla tej osoby. I wtedy dopiero on zaczął
nalegać, żeby wyjaśnić. Powiedziałem, że Jan Paweł II jest osobą,
która ponad wszelką wątpliwość powinna była otrzymać tę
nagrodę, co w Norwegii i wtedy, i później nie było takie
oczywiste, czego najlepszym dowodem jest fakt, że Komitet Pokojowych
Nagród Nobla tej nagrody nie przyznał, jakkolwiek nie byłem
jedynym, który postulował to.
Poproszono mnie, żebym
wyjaśnił motywy. Po pierwsze — Jan Paweł II był pierwszą osobą,
która zaangażowała się z ogromnym przekonaniem w to, żeby
dokonać pokojowej transformacji świata. My często mówimy o
tym, że On zapoczątkował przemiany w Polsce, ale w istocie rzeczy to
były przemiany nie tylko w Polsce, nie tylko w regionie, w Europie,
ale we wszystkich regionach świata. I trzeba powiedzieć, że dokonał w
tym zakresie rzeczy zupełnie nieprawdopodobnych.
Po drugie —
był wielkim orędownikiem i promotorem filozofii pokoju. Wszystkie
Jego encykliki wydawane z okazji Dnia Pokoju, który ustanowił
1 stycznia każdego roku, składają się w sumie na zupełnie nową
koncepcję i filozofię pokoju.
Po trzecie — był wielkim
promotorem praw człowieka i dał temu wielokrotnie wyraz w różnych
niezwykle ważnych wystąpieniach i w Radzie Europy, i na forum Narodów
Zjednoczonych.
Po czwarte — angażował się w
rozwiązywanie rozmaitych konkretnych konfliktów. Z ostatniego
okresu mogę podać jako przykład fakt, że wiele osób było
zaskoczonych Jego ogromnym zaangażowaniem, podobnie jak zresztą całej
Stolicy Apostolskiej na Jego polecenie, aby nie dopuścić do wojny w
Iraku. On czynił to nie tylko, dlatego, że w ogóle był
przeciwny używaniu przemocy, ale również i dlatego, że to Jego
zaangażowanie sprawiło, że interwencja Stanów Zjednoczonych i
koalicji w Iraku nie jest postrzegana w świecie islamu jako wojna
międzyreligijna. Wszyscy mieli poczucie, że była to wojna przeciwko
dyktatorowi, przeciwko reżimowi, ale nie z powodów
religijnych.
Wreszcie ostatni element i bodajże
najważniejszy: Jan Paweł II wprowadził do polityki międzynarodowej
bardzo istotny element etyki, moralności. Wielu ludzi uważa, że
polityka jest brudna, że polityka nie jest moralna. W moim
przekonaniu skuteczna polityka na dłuższą metę musi być w zgodzie z
zasadami etyki, moralności.
Tak się
złożyło, że potem, w dwa lata później otrzymałem zaproszenie
do Stolicy Apostolskiej i byłem na prywatnej audiencji u Jana Pawła
II. Trwała znacznie dłużej niż oczekiwałem, ponieważ ambasador
Frankiewicz mnie uprzedził, że to będzie trwać nie dłużej niż 10-15
minut, a trwało blisko godzinę. Audiencja była poświęcona dwóm
tematom: po pierwsze — temu, jakie są przyczyny konfliktów
w świecie i jak można im zapobiegać, i po drugie — sytuacji w
Rosji i na obszarze dawnego Związku Radzieckiego.
K.G. —
A nie byłoby tego wszystkiego, panie ministrze, jak mówią
pewne dokumenty, gdyby nie profesor Zbigniew Brzeziński, o którym
mówiło się, że to on był sprawcą wyboru Jana Pawła II na
Stolicę Piotrową, zmontował koalicję kardynałów
amerykańsko-niemieckich i w ten październik 78 roku doprowadził do
wyboru Karola Wojtyły po to tylko, by obalić komunizm w Europie
Wschodniej.
A.D.R. — Oczywiście, to jest żart...
K.G. — Tak zwana spiskowa teoria dziejów?
A.D.R. — ...i kpina. O tym mówił również
Jan Paweł II w rozmowie z Brzezińskim. I Brzeziński do tego się
odnosi z wielką ironią. Ani Brzeziński nie pretenduje do tej roli,
ani Jan Paweł II nie traktował tego jako czegoś poważnego, znaczy
uważał to po prostu za kpinę i żart. Jakkolwiek jest prawdą, że
służby specjalne dawnego obozu radzieckiego, a zwłaszcza KGB, ale nie
tylko, rozpowszechniały taką tezę i kilka innych tez. Tam byli
zamieszani nie tylko ludzie z kręgów władzy w Stanach
Zjednoczonych, służb specjalnych, wywiadu i tak dalej,
amerykańskiego, ale również wielu innych wywiadów
świata. Innymi słowy ci, którzy taką teorię głosili, po
pierwsze chcieli podważyć wielkość i, jak bym powiedział, moralną
siłę Papieża. Chciano Go pokazać jako instrument w ręku jakichś
ciemnych sił spiskowych. Nie miało to w świadomości społecznej w
ogóle znaczenia, nikt w to nie wierzył, nie tylko ci, którzy
to głosili, ale ci, do których to było adresowane. Ta teoria
spiskowa do nikogo nie trafiała. Natomiast jest faktem, że te służby
specjalne obozu radzieckiego, a KGB przede wszystkim, odnosiły się do
Ojca Świętego z nienawiścią, ponieważ słusznie podejrzewały, że ta
zmiana może spowodować fundamentalną przebudowę wszystkiego.
Rozpoznali bardzo prawidłowo, że to jest znak, że jest to początek
końca pewnego systemu. I mam wrażenie, że z tego punktu widzenia tych
sił nie należy nie doceniać.
K.G. — Skoro
przywołujemy osobę profesora Zbigniewa Brzezińskiego, jakby zgadzając
się z tym, co pan minister powiedział przed chwilą, oto co mówi
na temat roli Jana Pawła II w światowej polityce:
”Wpływ
polityczny Papieża był rezultatem Jego absolutnie wyjątkowego wpływu
na świadomość ludzką. To wypływało z Jego nastawienia duchowego i
Jego głębokiej i naprawdę zaraźliwej wiary. To było absolutnie o
wielkim znaczeniu dla świadomości publicznej w okresie, kiedy pewna
część świata była pod dominacją wyraźną systemu
komunistycznego.”
A.D.R. — Ja
mam wrażenie, że profesor Brzeziński ma absolutnie rację, ponieważ
Papież należał do tych wyjątkowych ludzi, którzy zdarzają się
nie tylko rzadko w dziejach, którzy umieją prostym językiem
nazywać pewne rzeczy, które czujemy intuicyjnie, przeczuwamy,
że coś dzieje się nowego, ale nie umiemy tego nazwać. Określenie
pewnego zjawiska, zasygnalizowanie, rzucenie pewnego słowa wywołuje
reakcję, która staje się siłą materialną. Na przykład Jego
głośne zawołanie: „Nie lękajcie się!” albo ta formuła,
która dzisiaj jest obiegowa, o tym, że: „Europa musi
oddychać dwoma płucami”, albo że: „Człowiek jest drogą
Chrystusa”. On miał zdolność bardzo krótkiego wyrażania
pewnych niezwykle złożonych zjawisk. I to trafiało do milionów,
do setek milionów. Jakkolwiek trzeba powiedzieć, że był to
wielki myśliciel, który kiedy pisał swoje traktaty, pisał je
językiem dosyć hermetycznym i niełatwym do zrozumienia. Ale jako
mówca, jako wielki przywódca umiał wtedy oderwać się od
stylu naukowego, a sformułować w sposób, który nie
upraszczał, ale równocześnie był bardzo prosty.