Ukraina jednoczy Polaków

Wojciech Szacki: Czy zdemokratyzowana Ukraina powinna wejść do Unii?

Adam D. Rotfełd: Unia powinna na dzień dobry zadeklarować, że Ukraina ma takie samo prawo do europejskich aspiracji jak Turcja. Ukraina i Ukraińcy są integralną częścią Europy i mają prawo oczekiwać, że będą traktowani w stosowny sposób.

Ale Unia nic takiego nie zaoferowała. Przyjęty przez UE plan działania wobec krajów sąsiadujących z Unią daje Ukrainie gorsze perspektywy niż Albanii.

- To prawda. Jest to przejaw urzędniczego myślenia. Kiedy dochodzi do wydarzeń na miarę tych, które obserwujemy od paru tygodni w Kijowie, powstaje nowa jakość. Tak było w 1989 r. w Europie Środkowej, tak jest teraz na Ukrainie. Rozwój wypadków na Ukrainie jest zaskoczeniem dla wielu ludzi w Europie i na świecie, a mam wrażenie, że nawet dla samych Ukraińców. Nikt nie spodziewał się, że proces powstawania dojrzałego narodu będzie tak szybki i będzie przebiegał w tak cywilizowanej formie. Skorzystali na tym wszyscy: Zachód, ponieważ ostatnio rzadko zdarzało się, by jednym głosem przemawiały Unia Europejska i USA; Ukraińcy, ponieważ uwiarygodnili tezę, że są bardzo ważnym partnerem dla Zachodu; Polska, ponieważ z dnia na dzień spontaniczna sympatia odsunęła ponure wspomnienia z lat wojny; Rosja, ponieważ będzie miała u swego boku przyjazne, demokratyczne społeczeństwo.

Nie mówię, że Ukraina ma do Unii wejść z dnia na dzień. Miną lata.

Reakcje Zachodu były z początku powściągliwe. Prezydent Kwaśniewski jechał na Ukrainę trochę na zasadzie: jak się uda, to będzie sukces Unii, a jak nie, to porażka Kwaśniewskiego.

- Są w Europie politycy, którzy rozumieją wagę i znaczenie tego, co się na Ukrainie dzieje, ale jest też pogląd, że Ukraina to peryferie. "Mamy problemy wewnątrz Unii było rozszerzenie o 10 państw, naszym bólem głowy jest Turcja, mamy problemy gospodarcze itd." - takiego myślenia w Europie nie brakuje. Na szczęście Javier Solana i pre-zydencja holenderska w Unii, Joschka Fischer w Niemczech, Valdas Adamkus na Litwie i wielu innych europejskich polityków myśli inaczej. Nie bez znaczenia było też to, że Radę Europy reprezentował przy ukraińskim "okrągłym stole" minister Cimoszewicz sprawujący teraz przewodnictwo w Komitecie Ministerialnym Rady Europy.

Oczywiście, jest też stereotyp, że do państw położonych na wschód od Polski - a nawet na wschód od Odry - należy podchodzić protekcjonalnie, bo to nie są "prawdziwi" Europejczycy. Jest to myślenie prymitywne, ale jego ślady odnajdujemy nawet na łamach tak skądinąd szanowanych pism jak "Le Figaro" i "Le Monde", "Independent" i "Guardian".

Zachód nie rozumie Wschodu?

- Europa Zachodnia traktowała niekiedy kryzys na Ukrainie w kategoriach prawnej kazuistyki, a jest to kryzys polityczny. Wymagał też politycznych rozwiązań. Jak pokazały wybory, instytucje prawa były na Ukrainie często traktowane jak dekoracje. Nie można oczekiwać, że dekoracje, które przedstawiają na scenie zielony sad, nagle zaczną owocować.

Czy ostrożność Zachodu bierze się ze strachu przed Rosją?

- To nie strach. To przekonanie, że Rosja jest mocarstwem światowym, które przeżywa teraz trudny okres. To także założenie, że łączą ją z Ukrainą specjalne stosunki. Obie te tezy są prawdziwe. Ruś Kijowska dała początek Rusi Włodzimiersko-Sudalskiej, a potem Moskiewskiej. Z czasem Ukraina została podporządkowana Rosji. Obecna pomarańczowa rewolucja to świadectwo dojrzałości politycznej narodu i jego wybijania się na pełną niepodległość. Jestem przekonany, że Rosja ułoży sobie z Ukrainą bliskie, ale partnerskie stosunki.

Rosjanie oskarżają Zachód o spiskowanie przeciw Rosji.

- Nie ma żadnego spisku. Główne państwa Zachodu szanują Rosję i jej prezydenta Władimira Putina. Mam na myśli praktycznie wszystkich zachodnich przywódców. Powszechnie wiadomo, jak bliskie stosunki z prezydentem Rosji ma prezydent Francji Jacques Chirac, kanclerz Niemiec Gerhard Schróder i prezydent USA George W. Bush. Wszyscy oni ostatnio rozmawiali z prezydentem Putinem. Mam wrażenie, że nie pozostało to bez wpływu na ewolucję stanowiska Rosji w kwestii Ukrainy. Świadectwem są uzgodnienia dotyczące Ukrainy zawarte w dokumencie Rady NATO - Rosja, który był przyjęty 9 grudnia br. w Brukseli.

Rosja nie zrezygnuje jednak z Ukrainy.

-  Każdy prezydent Ukrainy powinien dbać o dobre stosunki z Rosją. I odwrotnie: Ukraina ma istotne znaczenie dla Rosji. W deklaracji brukselskiej NATO i Rosja potwierdziły, że wspólnie popierają niezależność, suwerenność, integralność terytorialną i demokrację na Ukrainie, a wybory mają wyrażać wolę narodu ukraińskiego.

Niektórzy mówią o odradzaniu się w Moskwie idei imperialnych.

- Z odradzaniem się imperiów jest trochę tak jak z bólami fantomowymi - po amputacji nogi nadal odczuwa się w niej ból, zwłaszcza przy zmianach pogody. Imperia w Europie XXI wieku to fantom. Nie ma w historii przypadku, by imperium, które upadło, powstało ponownie. Myślę zresztą, że Rosja do tego nie dąży.

Na Ukrainę patrzą też Białorusini.

- Białoruś już się zmienia, ale brakuje tam narodowych, niezależnych, demokratycznie myślących elit. Kształtowanie się tam narodu politycznego jest trudniejsze. Procesy zachodzące na Ukrainie zapewne przyspieszą zmiany również na Białorusi. Zapewniam pana: jeśli Ukraińcy będą mieli takiego prezydenta, jakiego sobie sami wybiorą, to wybory na Białorusi w 2006 r. będą klęską obecnego reżimu. Pod warunkiem że nie zostaną sfałszowane. Chociaż j w 2004 r. większość opowiedziałaby się . zapewne za Łukaszenką.

Jak ukraińska rewolucja wpłynie na politykę polską?

- Już wpłynęła. Prawie wszystkie siły polityczne w Polsce przemówiły jednym głosem. Po raz pierwszy od wielu lat były i obecny prezydent - Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski - opowiadali się zgodnie za przywróceniem prawdy i uczciwości na Ukrainie. Na jednej trybunie spotykali się liderzy SdPl, PO i PiS. Politycy opozycji publicznie chwalą to, co robi prezydent Kwaśniewski. To wielka wartość, bo polityka zagraniczna Polski może być tylko wtedy skuteczna, jeśli w sprawach podstawowych główne siły polityczne będą przemawiały jednym głosem.

Po drugie - nowy wymiar zyskały stosunki polsko-ukraińskie. W historii było wiele bolesnych spraw między naszymi narodami. Pojednanie dokonywało się wolno, bo choć padło wiele pięknych słów ze strony polityków, to brakowało zaangażowania zwykłych ludzi. Teraz to się radykalnie zmieniło.

Trzecia sprawa - nagle okazało się, że potrafiliśmy uczynić z Ukrainy temat numer jeden w Unii Europejskiej. Polskę uważa się za lokomotywę polityki wschodniej całej Unii. Tylu komplementów pod adresem Polski, ile w ostatnich dniach, nigdy nie słyszałem. To cieszy - zwłaszcza w porównaniu z poprzednim rokiem, kiedy wielu wieściło, że będziemy w Unii "państwem, które może sprawiać kłopoty".