Wystąpienie Ministra Spraw
Zagranicznych Pana Adama D. Rotfelda
na uroczystości wręczenia
Prof. Leszkowi Kołakowskiemu
Dyplomu Specjalnego za wybitne
zasługi dla promocji Polski w świecie
(6 maja 2005 r.)
Szanowni Państwo,
Serdecznie witam Państwa. Przypadł mi dziś zaszczyt i przyjemność
wręczenia profesorowi Leszkowi Kołakowskiemu Dyplomu Ministra Spraw
Zagranicznych za wybitne zasługi dla promocji Polski w świecie.
Z
wielu względów jest to sytuacja wyjątkowa w krótkiej
historii tego wyróżnienia. Po raz pierwszy laureatem dyplomu
jest filozof, człowiek ogarniający swymi rozważaniami sfery odległe -
zadawało by się - od materialnej rzeczywistości. Człowiek wybitny,
uznany w całym świecie myśliciel, historyk myśli filozoficznej,
badacz Spinozy i doktryny liberalizmu, bodaj najwybitniejszy znawca i
krytyk marksizmu, autor esejów o religii i kulturze, a zarazem
pisarz.
Wyjątkowość dzisiejszej uroczystości ma także inną
przyczynę. Wyróżnienie przyznane Leszkowi Kołakowskiemu
skłania do zadania pytania, czy dziedzina refleksji uprawiana przez
Profesora - analiza spuścizny wielkich myślicieli, studiowanie
meandrów wiary i poznania, poszukiwanie odpowiedzi na
podstawowe pytania dotyczące relacji między człowiekiem a
społeczeństwem - jest domeną, w której można kształtować obraz
konkretnego kraju? Mogę odpowiedzieć na to pytanie maksymą: "Spiritus
flat ubi vult" - duch tchnie, kędy chce. Jeśli obraz Polski
tworzy się z nieskończonej mozaiki oddziaływań, to w procesie tym
twórczość Leszka Kołakowskiego stała się - nie mam co do tego
żadnych wątpliwości - narzędziem wyjątkowo skutecznym.
W swych
pracach i wystąpieniach Profesor tylko sporadycznie odnosi się wprost
do naszego kraju. Niemniej, dla nikogo kto zna pisarstwo Pana
Profesora nie ulega wątpliwości, jak bardzo przemyślenia te -
szczególnie dotyczące ideologii komunizmu - zakorzenione są w
polskich doświadczeniach i obserwacjach; jak dalece krytyka Profesora
odsłaniającego podstawowe problemy współczesnych społeczeństw
wyrasta z osobistych doświadczeń aktywnego uczestnika procesu, który
doprowadził w Polsce do podważenia podstaw sprawowania władzy przez
komunistyczną monopartię.
Profesor Kołakowski podkreśla często,
jak istotną rolę w aktywności ludzkiej powinna odgrywać kultura
narodowa. W jednym z tekstów Profesora znaleźć można
następującą opinię: "Kultura narodowa nie jest (...) sztabą
złota, którą można w ziemi zakopać i po latach nietkniętą
wydobyć, nie jest także zabytkiem muzealnym ani biblioteką chwilowo
nieczynną. Jest formą aktualnego trwania narodu. Przechowywać ją
można tylko jako kulturę żyjącą, a więc tylko w oporze przeciw
degradacji mowy publicznej, przeciw redukcji życia do prywatności
powszedniej, przeciw próchnieniu wszystkich spontanicznych
krystalizacji życia zbiorowego nie dekretowanych nakazem. (...)
Kultura narodowa nie przechowywania wymaga, ale obrony czynnej i w
złej wierze żyje ten, kto powiada, iż nie wie, co to znaczy". To
także wskazówka określająca podwaliny intelektualnej
aktywności prof. Kołakowskiego.
Prestiż, jakim cieszy się
Profesor, znalazł swoje odbicie w popularności wśród
czytelników jego prac, ale też w licznych międzynarodowych
nagrodach. Szczególną pozycję zajmuje wśród nich
Nagroda Johna Kluge, swoista Nagroda Nobla w dziedzinie nauk
humanistycznych i społecznych. Jak wiadomo, nauki te z woli Alfreda
Nobla nie są honorowane jego nagrodami. Gremium, które w 2003
roku wybrało profesora Kołakowskiego pierwszym laureatem Nagrody
Klugego, dostrzegło w nim autora najważniejszych pytań stojących
przed naszą cywilizacją, człowieka, którego głos miał
decydujące znaczenie dla losu Polski i Europy.
Szanowni Państwo,
Tygodnik "Polityka" zamieścił w ubiegłym roku na swych
łamach wywiad, który dla wielu środowisk w Polsce stał się
źródłem niezwykłej inspiracji. Profesor Kołakowski przedstawił
w nim swą opinię o tym "co jest w życiu ważne" i
sformułował szereg refleksji, które zyskały określenie
"przykazań" dla współczesnego człowieka. Byłbym
szczęśliwy, gdyby niektóre z owych wskazówek Leszka
Kołakowskiego znalazły zastosowanie w praktyce polskiej polityki
zagranicznej. Zdaję sobie sprawę, że dosłowność w tej sferze wiąże
się z pewnym ryzykiem. Usprawiedliwiają mnie jednak nie tylko
okoliczności dzisiejszego spotkania z prof. Kołakowskim, ale także -
opinia Leibniza, iż filozof, to ktoś, kto daje się nieskończenie
interpretować. A zatem sięgnijmy do sławnej listy "przykazań"
"Po
pierwsze - przyjaciele". Tu żadna egzegeza nie jest potrzebna.
Utrzymywanie przyjacielskich stosunków jest oczywistym celem
każdej polityki zagranicznej. Dodam, że lepiej w polityce
zagranicznej mieć przyjaciół blisko - a wrogów
daleko.
"Chcieć niezbyt wiele". Jeśli uznać, że jest to
wezwanie do racjonalnego oceniania własnych celów, zamierzeń i
priorytetów, to takie zalecenie w Polsce może skłaniać do
pewnego umiaru i skromności.
"Nie pouczać" - tego nikt
nie lubi, nawet jeśli pouczenia pochodzą od mocarstw, a tym bardziej
jeśli państwa średniej wielkości lub małe pouczają wielkich.
"Nie
dbać o sławę" - to już mniej oczywiste, bo czymże innym jak nie
formą rozsławiania jest promocja, za którą honorujemy dziś
Pana Profesora... W odniesieniu do polityki zagranicznej należy tak
działać, by sławili nas inni. W tej mierze możemy uczyć się i brać
przykład ze Szwedów.
Jest kilka przykazań, których
wartość dla osób kształtujących politykę zagraniczną jest
jednoznaczna: "Nie mieć pretensji do świata, że nas nie
docenia", "Mierzyć siebie swoją własną miarą, a nie według
aplauzu innych".
Wreszcie - "Unikać rygoryzmu i
fundamentalizmu". W polityce zagranicznej ceni się raczej
zdolność do pozyskiwania innych do własnych przekonań, a nie
fundamentalizm.
Dostrzegam pełną realizmu postawę w przykazaniu
"Nie wierzyć w sprawiedliwość świata", choć jako człowiek
głęboko przywiązany do idei poszukiwania sprawiedliwych rozwiązań w
świecie międzynarodowych konfliktów odczuwam pewien wewnętrzny
sprzeciw.
Mam problem z zastosowaniem do polityki zagranicznej
państwa wezwania Pana Profesora "Godzić się na miernotę życia".
W tej sprawie nie ma zgody. Uważam, że państwa nie powinny godzić się
na miernotę życia. Byłaby to raczej - Panie Profesorze - wskazówka
dla praktyków dyplomacji.
Szczytne wezwanie by "z
zasady ufać ludziom" - jest dla dyplomacji złożone w praktycznym
zastosowaniu. Jakkolwiek uważam - wbrew utartym poglądom - że
skuteczna dyplomacja wymaga mówienia prawdy. Choć nie zawsze -
pełnej prawdy. Państwa i narody - podobnie jak ludzie - źle znoszą,
kiedy mówi się im przykrą prawdę wprost i w dodatku
publicznie.
A co powiedzieć o wątpliwości co do innej wskazówki,
tej o potrzebie "wyzwolenia się z kultu młodości"? Czy
sądzi Pan, Panie Profesorze, iż uzasadnioną byłaby interpretacja o
potrzebie rewizji opinii o Starym Kontynencie - czy Pańska wskazówka
nie byłaby praktyczną radą dla dyplomacji za Wielką Wodą w Nowym
Świecie za Atlantykiem?
Myślę, że wybaczą mi Państwo tę żartobliwą
próbę wykorzystania wskazówek Profesora Leszka
Kołakowskiego i przeniesienia ich na dziedzinę, do której -
jak wszyscy wiemy - stosują się z reguły inne zasady postępowania.
Byłbym zresztą zobowiązany, gdyby Pan Profesor w wolnej chwili -
jeśli taką znajdzie - napisał ze swoim poczuciem humoru i swobodą w
używaniu różnych konwencji literackich swoisty kodeks zaleceń
dla dyplomatów i polityków.
Panie Profesorze, Szanowni Państwo,
W jednym ze swych tekstów poświęconych przyjaciołom napisał Pan: "Wolno mi doprawdy uważać się za wybrańca losu, iż mogłem tylu ludzi interesujących znać i uczyć się od nich". Pozwolę sobie zauważyć, Panie Profesorze, że to my wszyscy możemy uważać się za szczęśliwców i wybrańców losu, ponieważ było nam dane nie tylko poznać Pana poglądy i korzystać z Pańskiej ogromnej wiedzy, ale spotkać Pana osobiście. Są wśród nas ludzie, którzy są bliskimi Pana przyjaciółmi, są też uczniowie, ale są też tacy, którzy znają Pana wyłącznie z lektury Pańskich dzieł, esejów i humoresek. Dla nas wszystkich jest to wielkie przeżycie i przyjemność być tu dzisiaj i wysłuchać pańskiego wykładu.
Dziękuję Panu i Państwu za uwagę i proszę Pana Profesora o zabranie głosu.