Jaki wpływ miała akcesja do Unii Europejskiej na polskie społeczeństwo?
Wejście Polski do UE otworzyło nowy rozdział w polskiej historii. Często porównujemy datę 1 maja 2004 roku z datą przyjęcia chrześcijaństwa przez pierwszego polskiego władcę Mieszka I w 966 roku. Był to wybór wówczas strategiczny, cywilizacyjny, który określił miejsce Polski na nadchodzące Tysiąclecie. Dziś na trwałe Polska zakotwiczyła się w instytucjach unijnych. Potwierdziła swój wybór strategiczny na XXI wiek. Członkostwo w Unii to impuls dla rozwoju i modernizacji kraju. To konsolidacja państwa prawa i uporządkowanie spraw związanych z zadłużeniem i deficytem budżetowym, dobrymi wynikami gospodarczymi, których wyrazem są inwestycje zagraniczne, to szybki wzrost eksportu i silna narodowa waluta. To się już dzieje, liczby nie kłamią. Bezzasadne okazały się obawy wiązane z wejściem Polski do Unii. Formułowali je przeciwnicy Unii w Polsce - ale również niektórzy unijni partnerzy. Jest prawdą, że zabiegaliśmy o nasze sprawy twardo. Nie tracimy jednak z pola widzenia wspólnych interesów Unii. Unia to kultura politycznego kompromisu. Dotyczy to w równej wierze perspektywy finansowej na najbliższe lata, co podejmowania działań na rzecz ratyfikacji Traktatu Konstytucyjnego.
Jakie są priorytety polityki zagranicznej Polski jako członka Unii Europejskiej?
Pozycja Polski na arenie międzynarodowej zależy dziś w pierwszym rzędzie od jakości naszego członkostwa w UE. To z kolei uzależnione jest od tempa rozwoju gospodarczego, jakości rządzenia i zarządzania, atrakcyjności inwestycyjnej oraz nakładów na edukację i badania. W dłuższej perspektywie to przygotowanie do wejścia w strefę euro, przystąpienie do układu z Schengen, współpraca w sprawach obronnych. Naszym priorytetem są bliskie stosunki z sąsiadami i wszystkimi państwami regionu oraz bardzo dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Są one atutem naszego kraju w Unii. Więzi transatlantyckich i umacniania NATO nie postrzegamy jako alternatywy czy też przeciwwagi do Unii. Przeciwnie chcemy odgrywać i już odgrywamy w Unii Europejskiej rolę na miarę naszego potencjału i znajomości regionu. Dotyczy to zwłaszcza relacji z Ukrainą i Białorusią. Popieramy budowanie partnerskich stosunków z Rosją z poszanowaniem deklarowanych wspólnych takich wartości, jak demokracja, rządy prawa i prawa człowieka.
Czy Polska zamierza prowadzić w UE lobbying na rzecz przystąpienia Ukrainy do Wspólnoty?
Zaangażowanie w sprawy ukraińskie było dla Polski i Polaków sprawą naturalną i oczywistą. Przełom na Ukrainie był wielkim triumfem rodzącego się w tym kraju społeczeństwa obywatelskiego. Był też naszym wspólnym europejskim sukcesem. Nie bez znaczenia było osobiste zaangażowanie mediacyjne Prezydenta RP, co w istotnym stopniu zapobiegło użyciu siły, a także przyczyniło się do unieważnienia sfałszowanych wyników wyborów prezydenckich na Ukrainie.
Ukraina jest już innym krajem, mimo że wiele jej dawnych problemów pozostało. Zmiany polityczne na Ukrainie oraz proeuropejskie ambicje tego państwa stanowią wielki potencjał. Wspieramy Ukrainę w jej prozachodnich aspiracjach, doceniamy je, służymy przyjacielską radą. Dzielimy się doświadczeniami. Służyła temu również moja i ministra Joschki Fischera wizyta w Kijowie 21 marca. Pytani przez panią premier Julię Tymoszenko, gdzie Ukraina znajdzie klucz do drzwi Unii Europejskiej odpowiedzieliśmy zgodnie: należy go szukać na Ukrainie, klucz ten jest w rękach samych Ukraińców.
Bezpośrednio z Bukaresztu udaje się Pan do Kiszyniowa. Czego oczekuje Pan od wizyty w Republice Mołdowy?
Do Kiszyniowa udaję się tym razem w charakterze Przewodniczącego Komitetu Ministrów Rady Europy. Mołdowa jest członkiem Rady Europy od 1995r. Podstawowym celem Rady Europy jest obrona praw człowieka, demokracji pluralistycznej i praworządności. Termin wizyty nie jest przypadkowy - 6 marca odbyły się wybory parlamentarne, kilka dni temu Mołdawski Trybunał Konstytucyjny potwierdził ważność wyborów, a międzynarodowi obserwatorzy Rady Europy i OBWE uznali, niezależnie od niektórych uchybień, że wybory zostały przeprowadzone zgodnie z podstawowymi standardami demokratycznych wyborów Rady Europy.
Byłem w Mołdawie ponad 10 lat temu jako Osobisty Przedstawiciel Przewodniczącego OBWE w poszukiwaniu pokojowego uregulowania konfliktu. Przedstawiłem stosowny Raport, którego istota jest podstawą również obecnie poszukiwanych rozwiązania.
Republika Mołdowy jest w trakcie tworzenia podstaw demokratycznego państwa i Rada Europy ma za zadanie wspierać ten proces w zakresie swoich kompetencji, głównie w postaci instrumentów i procedur prawnych. Oczekujemy, że demokratycznie wyłoniony parlament wybierze Prezydenta Republiki i że zostanie utworzony nowy Rząd zgodnie z obowiązującymi demokratycznymi przepisami.
W trakcie pobytu w Mołdowie pragnę również odwiedzić Naddniestrze i przeprowadzić rozmowy w Tiraspolu. Rada Europy jest zaniepokojona sytuacją w tej części Mołdowy, nad którą władze w Kiszyniowie nie sprawują, suwerennej kontroli. Niestety łamane są podstawowe prawa człowieka. Potwierdza to wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Ilascu i problemy w funkcjonowaniu szkół łacińskich /latinscript schools/ w regionie. Rada Europy może pomóc w zażegnaniu konfliktu wewnętrznego na gruncie swojego dorobku prawnego. Szczególną rolę w tym zakresie mogliby spełnić eksperci Komisji Weneckiej Rady Europy.
Reasumując, można powiedzieć, że wizyta ma na celu wsparcie młodej mołdawskiej demokracji.
Jak określiłby Pan stosunki pomiędzy Rumunią i Polską? Czy istnieją możliwości zacieśniania współpracy?
Między Polską a Rumunią nie ma jakichkolwiek kwestii spornych. Współpracę należy ocenić jako wyjątkowo dobrą. Polityczny dialog jest znakomity. Nasza współpraca gospodarcza ma wysoki poziom, a wymiana handlowa przekroczyła w 2004 r. 1 miliard dolarów. Nie oznacza to, że nie ma już rezerw. Potrzebny jest dalszy wysiłek obu stron na rzecz rozszerzania kontaktów gospodarczych i wzajemnych inwestycji. Nie jest w pełni wykorzystany potencjał turystyczny obu naszych krajów. Co prawda, z roku na rok co raz więcej Polaków odwiedza Rumunię, to jednak jest ich wciąż jeszcze mniej niż mogłoby być, gdyby uruchomiono wszystkie mechanizmy współpracy. Chcielibyśmy gościć u siebie naszych rumuńskich przyjaciół, którzy - jak na razie - chętniej podróżują do krajów śródziemnomorskich, mimo że Polska posiada wspaniałe zabytki i znakomite zaplecze turystyczne.
Stosunki dwustronne, powinny rozszerzać się poprzez współdziałanie instytucji i organizacji lokalnych, pozarządowych, społecznych i zawodowych np. dziennikarzy. Są też nowe możliwości - zwłaszcza w perspektywie członkostwa obu naszych państw w Unii Europejskiej. Ważną rolę spełnia promocja bogatej kultury, dzięki której nasze narody mogły zachować swoją tożsamość mimo swojej trudnej historii.
W rozszerzonej Europie Polska i Rumunia mają wiele wspólnych interesów i możliwości współdziałania. Jednym ze wspólnych wyzwań jest budowanie więzi z państwami leżącymi na wschód od naszych krajów oraz promowanie demokratycznych wartości i naszego dorobku w tym zakresie. Ważny będzie również nasz wkład w budowanie przyszłej Europy i jej instytucji. Polska i Rumunia są stosunkowo dużymi państwami i mogą mieć realny wpływ na przyszły podział środków unijnych.
Postrzegamy Rumunię jako ważnego partnera w Europie Środkowej, a także jako państwo spełniające kluczową wręcz rolę dla stabilizacji Bałkanów i Basenu Morza Czarnego. Cieszymy się z aktywnego członkostwa Rumunii w NATO. Wartością trudną do przecenienia jest współdziałanie naszych i rumuńskich żołnierzy w procesie stabilizacji Iraku.
Polska przygotowuje się do wycofania swoich wojsk z Iraku. Kiedy nastąpi powrót polskich żołnierzy do domu?
Zgodnie z zapowiedzią po irackich wyborach zmniejszyliśmy nasz kontyngent do 1700 żołnierzy.
Konsekwentnie, wespół z sojusznikami z koalicji w Iraku, realizujemy harmonogram działań wynikający z rezolucji 1546. Mogę powtórzyć to, co już wielokrotnie Polska deklarowała: wycofamy swój kontyngent z Iraku wtedy, kiedy sami Irakijczycy będą w stanie samodzielnie przeciwstawiać się siłom terroru i anarchii oraz skonsolidować państwo. Mam nadzieję, że stanie się tak w możliwie nieodległej przyszłości.