Rozmowa z Ministrem Adamem Danielem ROTFELDEM

 

Nie pozwolimy na szkalowanie naszego kraju

 

Rzeczpospolita”: W ostatnim wystąpieniu sejmowym mówił pan o często używanym na Zachodzie określeniu "polskie obozy koncentracyjne". Nasza redakcja uważa, że powinna się tym zająć niezależna fundacja, która wytaczałaby używającym takich sformułowań procesy sądowe. Co pan sądzi o Podobnej Inicjatywie?

Adam Daniel Rotfeld: Podoba mi się, że wasza gazeta uważa, iż jest to ważna sprawa, i że rząd samodzielnie nie może jej rozwiązać. Jeżeli bowiem na podobne incydenty reagują przedstawiciele Polski w randze prezydenta, premiera, ministra spraw zagranicznych czy ambasadora, traktowane jest to jako zdawkowa, obowiązkowa uwaga, która nie jest warta publikacji. Reakcja mediów czy też prywatnej fundacji będzie nieporównywalnie skuteczna. List redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" będzie miał dużo większy wpływ na poważne światowe organy prasowe niż list ministra.

Rz”: Czy MSZ i polskie placówki dyplomatyczne poparłyby działania takiej fundacji?

A.D. Rotfeld: Ministerstwo nie pozostawia bez reakcji ani jednego przypadku szkalowania Polski. Taka pozarządowa organizacja czy też środowisko dziennikarskie, które chciałoby się tym zająć - dopóki ja jestem ministrem - może w tej sprawie liczyć na pełne moralne i logistyczne wsparcie resortu. Fundacja niewątpliwie będzie musiała pokonać poważne przeszkody, ponieważ bardzo trudno jest przebić się z prawdą na temat wydarzeń sprzed 60 lat w takich państwach jak Kanada, Stany Zjednoczone, Włochy czy Norwegia. Z jednej strony mamy do czynienia z ignorancją - i to jest ten łatwiejszy przypadek, kiedy trzeba tłumaczyć jak dziecku, że używanie terminu "polskie obozy koncentracyjne" to niedopuszczalne kłamstwo. Z drugiej jednak często w grę wchodzi zła wola. Pod pretekstem, że "chodzi o określenie geograficzne", próbuje się przeinaczać historię i zamazywać prawdę. Przecież nikt - ze względu na to, że w obozach mordowano Żydów - nie określi Auschwitz "żydowskim obozem koncentracyjnym".

Rz”: Komu na tym zależy?

A. D. Rotfeld: Paradoksalnie, bardzo różnym siłom. Zarówno skrajnej prawicy, która chętnie przerzuca odpowiedzialność na kogoś innego, jak i szanowanym przez nas środowiskom, które są w pewnym sensie zmęczone zbrodniami sprzed 60 lat i uważają, że sprawa się już przedawniła, że nie ma po co o niej mówić. Elity w Niemczech mają dość posypywania głowy popiołem. Jak powiedział jeden z niemieckich pisarzy, "mamy dość wymachiwania maczugą Auschwitz". Ta polityka przemilczania, ignorowania, niewprowadzania tego tematu do podręczników doprowadziła jednak do nowego pisania historii, w której sprawcy występują w charakterze ofiar, ofiary zaś są obwoływane sprawcami. Jest to przecież jeden z elementów sporu, jaki wybuchł między Polską a Niemcami w 2003 roku.

Rz”: Dlaczego Polska powinna walczyć z używaniem sformułowania "polskie obozy koncentracyjne"?

A.D. Rotfeld: Ponieważ ci, którzy są do nas nieżyczliwie nastawieni, próbują w ten sposób utrwalić pewien stereotyp. Jeżeli teraz, 60 lat po wojnie - gdy żyją ostatni świadkowie i ludzie, którzy byli w obozach - nie uświadomi się prawdy, to wkrótce obowiązującym poglądem będzie to, że obozy koncentracyjne zbudowali Polacy. W naszym interesie jest, aby przerwać tę zmowę milczenia i powiedzieć prawdę.

 

Rozmawiał: Piotr Zychowicz

 

Rzeczpospolita”, 25 stycznia 2005 r.