Strona główna | International version | Biuletyn Informacji Publicznej | Wersja tekstowa
Strona główna Polityka zagraniczna Exposé Ministra Expose 2002 Wystąpienia klubów...


Wystąpienia klubów i kół poselskich



Informacja ministra spraw zagranicznych o podstawowych kierunkach polityki zagranicznej Polski
4 kadencja, 16 posiedzenie, 2 dzień (14.03.2002)
Stenogram debaty


Wystąpienia klubów i kół poselskich oraz zapytania posłów

Poseł Jerzy Jaskiernia:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Sojuszu Lewicy Demokratycznej z głęboką uwagą wysłuchał dzisiejszego wystąpienia pana ministra spraw zagranicznych dr. Włodzimierza Cimoszewicza. Exposé w sprawie polityki zagranicznej jest zawsze ważnym wydarzeniem w Sejmie, jest okazją do ustalenia, co w polityce zagranicznej jest stałe, co się zmienia, jakie są jej uwarunkowania. Klub Parlamentarny Sojuszu Lewicy Demokratycznej popiera to przedłożenie. Dostrzegamy w nim konsekwencję w odniesieniu do tego, co zapowiedział pan premier Leszek Miller w exposé wygłoszonym u progu kadencji rządu SLD­UP­PSL.
Wysoka Izbo! Ostatnie lata udowodniły, że w zakresie polityki zagranicznej stać nas w Polsce na konsens, na porozumienie, na porozumienie ponad podziałami. Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest dzisiaj głównym ugrupowaniem rządzącym, ale również gdy byliśmy w opozycji, także w okresie działalności Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej wypowiedzieliśmy się po stronie opcji euroatlantyckiej, członkostwa Polski w Unii Europejskiej i nie była to postawa taktyczna, doraźna, podyktowana jakimiś kalkulacjami. Był to wyraz postrzegania polskiej racji stanu. Z perspektywy kilku lat, które upłynęły, jeszcze wyraźniej dostrzegamy trafność tego podejścia. I tak, jak wówczas do nas apelowano o wsparcie tej polityki, tak dzisiaj my zwracamy się do wszystkich sił politycznych, abyśmy w tym przełomowym, historycznym dla naszego narodu momencie skupili się wokół tego, co jest dla polskiej racji stanu najistotniejsze, a co wiąże się z kwestiami bezpieczeństwa narodowego i tworzenia trwałych podstaw dla pomyślności naszej ojczyzny.
Pan minister Cimoszewicz wiele dziś mówił o terroryzmie. To rzeczywiście nowe zagrożenie. Wydarzenia z 11 września 2001 r., które miały miejsce w Nowym Jorku, w Waszyngtonie, uzmysłowiły nam, że wkraczamy w wiek XXI ze świadomością istnienia nowego typu zagrożeń. To ważne, że Polska znalazła się w koalicji antyterrorystycznej, że nie było w tej sprawie wątpliwości i nasze działania zostały poparte przez Wysoką Izbę ponad podziałami. To ważne, że już za kilka dni polski kontyngent dotrze do miejsc konfrontacji. Będzie to skromny, być może symboliczny, ale jednak realny udział państwa polskiego w koalicji antyterrorystycznej, pokazujący, że Polska stała się członkiem NATO, nie dlatego że chce własnego bezpieczeństwa, ale dlatego że poczuwa się też do zapewnienia bezpieczeństwa innym. Tak więc zastosowanie art. 5 paktu jest tutaj w pełni uzasadnione.
Z uznaniem dostrzegliśmy w wystąpieniu pana ministra Cimoszewicza pogłębioną analizę zjawiska terroryzmu. To nie był akt jednostkowy, to jest bardzo skomplikowana, złożona struktura, w tym przypadku potrzebny jest długofalowy wysiłek. I aczkolwiek zdajemy sobie sprawę z ograniczeń finansowych, budżetowych naszego państwa, wszystko to, co będzie służyło walce z terroryzmem, spotka się z poparciem naszego klubu. Niewątpliwie bowiem jest to dzisiaj jeden z najistotniejszych czynników rzutujących na efektywność polskiej polityki zagranicznej.
Wysoka Izbo! Pan minister Włodzimierz Cimoszewicz powiedział, że w sferze polityki zagranicznej są trzy obszary: kontynuacja, jeśli chodzi o NATO, o Unię Europejską; dynamizacja, jeśli chodzi o kontekst polityki zagranicznej w obszarze stosunków gospodarczych; wreszcie kreatywność, inicjatywa, jeśli chodzi o postrzeganie skutków globalizacji, nowych uwarunkowań polityki zagranicznej. Podzielamy to myślenie. Fakt, że Polska jest członkiem NATO, tworzy zasadniczą przesłankę bezpieczeństwa naszego narodu. Popieramy działania rządu w zakresie możliwości poszerzenia paktu. Oczekujemy, że na konferencji w Pradze stosowne decyzje zostaną podjęte. Zarazem jednak zwracamy uwagę na to, że pakt musi spełniać swoje funkcje. Pakt nie może się stać zwykłym paneuropejskim systemem bezpieczeństwa. W związku z tym nowi kandydaci powinni spełniać warunki członkowskie stosownie do tego, co zostało wytyczone przez organy paktu. Podkreślamy zarazem, że umacnianie paktu musi oznaczać nową politykę w stosunku do Rosji. To jest jakość, której nie można zlekceważyć. Ważne jest więc, że rząd dostrzega tę sprawę, że bardzo silnie eksponuje partnerstwo polsko-ukraińskie. Jest w żywotnym interesie bezpieczeństwa państwa polskiego, by Ukraina była demokratyczna, by wiązać ją ze strukturami militarnymi Zachodu, tworząc nową podstawę bezpieczeństwa w tym regionie. Odnotowaliśmy również złożony, ale istotny element stosunków z Białorusią. Oczywiście wiele zależy od rozwoju wewnętrznego w tym państwie, niemniej jednak nie można dopuścić do tego, aby ten nasz sąsiad znalazł się poza zasięgiem zainteresowania polskiej polityki zagranicznej, przynajmniej w obszarze spraw gospodarczych, gdy partnerska współpraca może być czynnikiem przyczyniającym się do rozwiązywania również problemów natury demokratycznej praworządności, ochrony praw człowieka, które tutaj silnie akcentujemy.
W tym kontekście, Wysoka Izbo, bardzo wyraźnie stawiamy problem integracji z Unią Europejską. Oceniamy, że w 2002 r. problem zakończenia negocjacji o członkostwo na korzystnych dla Polski warunkach jest sprawą o strategicznym znaczeniu. Sojusz Lewicy Demokratycznej jednoznacznie od lat opowiada się za integracją europejską. Jednocześnie podkreślaliśmy i podkreślamy ­ na korzystnych dla polski warunkach. Jesteśmy przekonani o tym, że rząd RP tak poprowadzi ostatnią fazę negocjacji, aby wszędzie tam, gdzie jest to możliwe, wynegocjować najlepsze, optymalne warunki. Zarazem jednak potrzebna jest tutaj precyzyjniejsza polityka informacyjna. Do opinii publicznej dociera szereg sprzecznych sygnałów. Ludziom często trudno jest wyrobić sobie obiektywny pogląd na to, co jest strategią, co jest grą, co jest emocją, a co jest polską racją stanu. Oczekujemy, że w odniesieniu do kwestii rolnictwa, zakupu ziemi, dzierżawy, i w odniesieniu do kwestii podatkowych, m.in. VAT-u na budownictwo, i w odniesieniu do innych zagadnień, które są przedmiotem negocjacji, rząd pokaże całokształt uwarunkowań. To prawda, że szczegóły są istotne, każda kwestia jest ważna, żadnej kwestii nie można zlekceważyć, wszędzie tam, gdzie ta poprzeczka negocjacyjna może być podniesiona, powinna być podniesiona. Przyjdzie jednak moment, najprawdopodobniej na jesieni, kiedy Komisja Europejska będzie musiała odpowiedzieć na pytanie, które kraje kwalifikują się, by znaleźć się w grupie państw, które uzyskają członkostwo 1 stycznia 2004 r. I byłoby wielką szkodą, wielką stratą, wielkim problemem, gdyby w tej grupie państw Polska się nie znalazła. A słyszymy docierające do nas z niektórych stron tego typu stwierdzenia, że to jest oczywiste, że Polska będzie, że przecież na tym Unii zależy, że Unia tylko nas straszy. Oczywiście to są bardzo złożone negocjacje. Chcielibyśmy, aby rząd bardzo precyzyjnie pokazał społeczeństwu, co można było ugrać i co się ugrało, jakie są efekty tych negocjacji, jaki jest sumaryczny rachunek, bo przecież członkostwo w Unii to jest suma szans i zagrożeń. Nie jest bowiem tak, że jest to jednostronny proces ­ tylko korzystny, tam są również zagrożenia. I o nich też trzeba społeczeństwu bardzo wyraźnie powiedzieć.
Zarazem jednak zwracamy się do sił politycznych, które kwestionują kierunek integracji bądź które dla celów doraźnych korzyści, walki politycznej nadmiernie eksponują pewne kwestie szczegółowe, mobilizują opinię publiczną przeciwko integracji, żeby wzięły na siebie odpowiedzialność za sytuację, gdyby Polska nie znalazła się w pierwszej grupie państw bądź gdyby skala sprzecznych sygnałów nadawanych do opinii publicznej bardzo skomplikowała proces przygotowań do referendum europejskiego, prowadząc do ryzyka odrzucenia członkostwa w Unii Europejskiej. Ci więc, którzy podejmują te działania, bez względu na to, jaka jest ich motywacja, powinni mieć świadomość odpowiedzialności za powagę sytuacji, w jakiej się państwo polskie znalazło. Byłoby historycznym paradoksem, gdyby w momencie, kiedy jest szansa na trwałe przezwyciężenie podziału postjałtańskiego, kiedy Polska ma szansę znaleźć się w klubie najbogatszych państw europejskich, realizować wspólną politykę gospodarczą, zagraniczną, bezpieczeństwa, w logicznym powiązaniu z członkostwem w NATO, gdyby w tym momencie zabrakło wyobraźni i spory, wyraźne przepychanki mogły ten proces zakłócić. Jeszcze raz podkreślamy: nie jest to z naszej strony zachęta do pójścia drogą na skróty. Rząd musi mówić o wszystkich kwestiach językiem otwartym. Eurosceptycy powinni mieć szansę prezentowania swoich argumentów w publicznych środkach masowego przekazu. To nie może być coś dane na wiarę, to musi być wyraz bardzo precyzyjnego rozeznania wszystkich argumentów, które składają się na proces integracji europejskiej.
Wysoka Izbo! Kolejny fragment exposé określony obszarem dynamizacji dotyczy kontekstu spraw gospodarczych. Podzielamy stanowisko rządu w tym zakresie. Pamiętamy, że premier Miller mówił w exposé o ekonomizacji polityki zagranicznej. Nie może być tak, że kraj ma dobrą politykę zagraniczną i złą sytuację gospodarczą. To, co jest celem tego rządu, tej większości parlamentarnej, a sądzę, że i całego parlamentu, to jest dobrobyt naszego społeczeństwa, przezwyciężenie kryzysu gospodarczego, ożywienie gospodarki, zmniejszenie bezrobocia, zmniejszenie zadłużenia zagranicznego, ofensywność na wszystkich możliwych rynkach, na których mamy szansę coś zaoferować. I pozytywnie odbieramy to w wystąpieniu pana ministra Cimoszewicza, że nawiązywał do tego zagadnienia w kontekście wizyty prezydenta Władimira Putina w Warszawie. To dobrze, że były akcenty polityczne, to dobrze, że były inicjatywy historyczne, to dobrze, że był przełom emocjonalny, to tworzy nową perspektywę dla tych stosunków, ale to, co będzie rzutowało na ocenę tej wizyty i tego zbliżenia, to fakt, czy w stosunkach gospodarczych zrobimy realny krok naprzód.
Odnotowaliśmy również to, co pan minister mówił w odniesieniu do stosunków gospodarczych ze Stanami Zjednoczonymi ­ naszym najważniejszym sojusznikiem, z Wielką Brytanią, z Niemcami, z Francją. Oczywiście istotne jest poparcie dla procesu integracji europejskiej, to ważne, ale ten rząd i ten minister spraw zagranicznych w wysokim stopniu będzie oceniany, na ile te instrumenty wspomagania gospodarki narodowej w polityce zagranicznej zostaną dotrzymane. To będzie pewien efektywny pomiar tego, na ile ta polityka jest skuteczna.
Wreszcie, Wysoka Izbo, trzeci obszar ­ kreatywności, inicjatywności. Jest szereg zagadnień, o których mówił pan minister, a do których chcemy nawiązać. Białoruś, Rosja, Ukraina ­ tak, musimy wprowadzić wizy, to wynika z postanowień związanych z członkostwem w Unii Europejskiej, ale zróbmy wszystko, aby nie zakłóciło to dobrosąsiedzkich stosunków między naszymi narodami. Oczekujemy, że rząd w taki sposób zrealizuje obowiązek wizowy, by był on jak najmniej uciążliwy, że utworzy szansę wiz wielorazowych tak dystrybuowanych, aby tego zakłócenia nie było. Bardzo czekamy na to, aby ten akcent w exposé premiera Millera dotyczącym nowej polityki wschodniej, a więc aprobata dla opcji euroatlantyckiej owocował w zakresie ożywienia gospodarczego, tworzenia gwarancji dla naszych eksporterów, rozwoju infrastruktury bankowej, tego wszystkiego, co może w dniu dzisiejszym oznaczać szansę na postęp. Ludzie ze ściany wschodniej w Polsce ­ producenci owoców, warzyw, wiele zakładów, które były zorientowane na współpracę ze Wschodem ­ na to oczekują. Po okresie zamrożenia stosunków jest czas na to, aby zrobić tutaj bardzo realny krok.
Wysoka Izbo! Z zainteresowaniem odnotowaliśmy w exposé informację, że rząd chce dokonać przeglądu strategii bezpieczeństwa Polski. Mielibyśmy prośbę, żeby pan minister w swoim końcowym słowie zechciał sprecyzować, jakie nowe wyzwania się tutaj pojawiają. Niewątpliwie są wyzwania związane z terroryzmem, z nową polityką NATO w stosunku do Rosji, być może są jeszcze jakieś inne wyzwania. Chcielibyśmy wiedzieć, w jakim zakresie strategia bezpieczeństwa Polski musi być modyfikowana i w oparciu o jakie przesłanki.
Dużą wagę przywiązujemy do wspólnego komitetu Polska­Rosja w przekonaniu, że te zapowiedzi, pojawiające się również na spotkaniu prezydenta Putina z polskimi członkami parlamentu, znajdą bardzo realny wyraz.
Wysoka Izbo! Sojusz Lewicy Demokratycznej jest przekonany, że główne kierunki polskiej polityki zagranicznej wyłożone dzisiaj przez ministra Cimoszewicza są trafne. Minister ma rację, gdy mówi, że sytuacja gospodarcza rzutuje na możliwości polskiej polityki zagranicznej. Ubolewamy nad tym, że Polska nie może się wywiązać z obowiązku opłacenia składek w niektórych organizacjach międzynarodowych. Sądzę, że powinno to być przedmiotem zainteresowania Komisji Spraw Zagranicznych i Komisji Finansów Publicznych. Trudno na dłuższą metę to tolerować. To obniża autorytet naszego państwa.
Z zainteresowaniem odnotowaliśmy również te inicjatywy, które zmierzają do modyfikacji pracy ośrodków kultury. Pan minister przytoczył na forum Komisji Spraw Zagranicznych dane, że często 70­80% środków idzie na płace, na kwestie techniczne. Powoduje to, że na to, co powinno być istotą działalności tych ośrodków ­ na promowanie polskiej kultury i nauki, pozostaje niewielka część tych środków. Tu, być może, będzie potrzebne bardziej dynamiczne i nowatorskie spojrzenie.
Odnotowaliśmy wreszcie inicjatywy dotyczące Polonii i Polaków za granicą. Komisja Spraw Zagranicznych i komisja polonii rozpatrzyły ostatnio projekt ustawy o ustanowieniu dnia 2 maja dniem Polonii i Polaków za granicą. Jest to być może gest symboliczny. Tu jest kontynuacja. Na forum Komisji Spraw Zagranicznych ktoś powiedział, że w tym nie ma innowacyjności, ale przecież stosunki z Polonią są trwałym elementem polskiej polityki zagranicznej i trudno było się spodziewać, że trzeba będzie tutaj szukać jakichś zupełnie nowych inicjatyw.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Klub Parlamentarny Sojuszu Lewicy Demokratycznej popiera przedłożenie pana ministra Cimoszewicza. Uważamy, że jest ono logiczne, konsekwentne, odpowiada na najważniejsze wyzwania, które stanęły przed polską polityką zagraniczną. Oczekujemy, że rząd będzie konsekwentny w realizacji tego przedłożenia i wyrażamy przekonanie, że w Wysokiej Izbie te główne kierunki polityki zagranicznej będą podstawą konsensu, porozumienia. Są to sprawy o zasadniczym znaczeniu dla Polski, dla polskiej racji stanu i zasługują na poparcie szersze niż tylko koalicji rządowej. Jesteśmy przekonani, że takie poparcie w tej Izbie i w tym społeczeństwie się pojawi. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Krzysztof Filipek:
Panie marszałku, w imieniu Klubu Parlamentarnego Samoobrona RP proszę o 30 minut przerwy.
(Głos z sali: Prosimy do mikrofonu.)
Poseł Maciej Płażyński:
Nie może pan poczekać, aż ja wystąpię? (Wesołość na sali, oklaski)
(Głos z sali: Po jednym wystąpieniu?)
Poseł Krzysztof Filipek:
Panie Marszałku! Ponieważ pan poseł Płażyński już został przez pana wywołany, więc może zróbmy przerwę po wystąpieniu, jak prosił pan Płażyński.
Poseł Maciej Płażyński:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Szanowny Panie Ministrze! Z dużą uwagą wysłuchałem wystąpienia pana ministra Cimoszewicza. Zdaję sobie sprawę z pewnego kanonu tego typu wystąpień. W podobnym tonie, jeśli chodzi o pewne sformułowania, były wystąpienia pana znamienitych poprzedników: pana ministra Geremka, pana ministra Bartoszewskiego. Tak pewnie musi mówić minister spraw zagranicznych każdego kraju, a szczególnie Polski. Niewątpliwie cieszy to, co jest kontynuacją naszej polskiej polityki zagranicznej. Jako człowieka ˝Solidarności˝ cieszy mnie szczególnie wizja Polski zakotwiczonej w strukturach europejskich, Polski współpracującej z Rosją, z Ukrainą. Jest to wizja, która przebijała się przez lata, która nie zawsze była powszechnie akceptowana, a teraz jest jednym z podstawowych elementów, kanonów polskiej polityki zagranicznej. Ten element kontynuacji, o której pan wspominał, jest oczywiście bardzo ważny i warto go podkreślać bez względu na to, jak bardzo jest on oczywisty. Oczywiste jest też to, że bardzo ważne są sformułowania dotyczące naszej polityki regionalnej, bilateralnej, podkreślanie szczególnej wagi kontaktów ze Stolicą Apostolską, podobnie jak kwestie odnoszące się do Polonii. Za te słowa ­ niewątpliwie ważne ­ należy się panu uznanie. Ale to, co chyba jest jeszcze istotniejsze w pana wystąpieniu ­ wystąpieniu bardzo obszernym, skierowanym chyba jednak przede wszystkim do dyplomatów, można by nawet powiedzieć złośliwie, że trochę noworocznym ­ to sprawy, których zabrakło. Albo były one pominięte, albo nie tak wyeksponowane, jak na to zasługują, szczególnie w roku 2002. Myślę przede wszystkim o kwestii integracji europejskiej, ale wcześniej może odniosę się do kwestii ­ też podstawowej, naturalnego priorytetu każdego rządu, każdego państwa ­ czyli bezpieczeństwa narodowego, oczywiście w Polsce, w kontekście NATO i tych wszystkich wyzwań, które stoją przed światem, a więc również przed nami, po 11 września 2001 roku. Niewątpliwie NATO musi znaleźć odpowiedź na te wyzwania, niewątpliwie również są to wyzwania stojące przed nami. Jak ostre, chyba najbardziej obrazowo pokazują to nasze problemy z wysłaniem, w sumie niewielkiego, oddziału do Afganistanu. Właściwie chodzi tu o całą dyskusję, dyskusję publiczną, która oczywiście nie buduje ani prestiżu państwa, ani też nie buduje prestiżu naszej armii ­ perypetie czy nasi żołnierze mają jechać koleją, czy w końcu pożyczonym samolotem. I trudno uciec od oceny, której dokonuje każdy Polak słuchając o naszych zamierzeniach, patrząc na nasze takie trochę czasami mocarstwowe podejście do tych bardzo ostrych realiów. W takim punkcie jesteśmy, takie mamy kłopoty. Nie mówię tego w kontekście obarczania pana rządu odpowiedzialnością wyłączną za to miejsce, w którym jesteśmy. W każdym razie na te wojskowe wyzwania nie jesteśmy niewątpliwie przygotowani.
Drugi kontekst związany przecież z kwestią odpowiedzi na terroryzm to jest jednak polityka wewnętrzna, bezpieczeństwo wewnętrzne, to wszystko, co jest związane ze szczelnością granic, ze sprawnością wymiaru sprawiedliwości, policji, a więc też z możliwościami sprostania wymogom z Schengen. Chcielibyśmy mieć przekonanie, że rząd ma program i jest w stanie wszystkie te wymagania zrealizować, ponieważ one mają też swój kontekst europejski, są niewątpliwie elementem bycia w tej pierwszej lidze europejskiej. Ale w dyskusji: NATO, wyzwania płynące z nowej sytuacji, w tym kontekście też dialog z Rosją, chyba bardzo istotnie dla nas jest podkreślanie bardzo wyraźnie, że w dalszym ciągu oczekujemy od NATO podstawowej sprawy ­ realizacji art. 5 traktatu, a więc skutecznej obrony terytorium członków NATO, bez względu na wyzwania w świecie. To jest podstawowy element naszego zainteresowania, naszej odpowiedzialności. W tym kontekście oczywiście musimy podkreślać to, że pierwszorzędną wagę ma obecność wojskowa, amerykańska, w Europie i że w podstawowym interesie Polski jest podkreślanie tego i przeciwdziałanie realizacji jakichkolwiek pomysłów, żeby Pakt Północnoatlantycki zmierzał w stronę rozmycia, że będą obawy o to, że oto kieruje się w stronę innej formy OBWE. NATO musi pozostać podstawowym paktem obronnym, z pełną gwarancją realizacji art. 5. Taki jest nasz interes i dobrze będzie, jeśli w każdym ważnym wystąpieniu polski premier, polski minister będzie to podkreślał.
Główna jednak kwestia, która dominuje nad polską polityką zagraniczną w tym roku, to niewątpliwie integracja europejska. Trochę dziwi, że pan minister poświęcił jednak stosunkowo mało uwagi temu w kontekście obszernego wystąpienia. Nie chodzi o sformułowania bardzo ogólne, tego typu, że Polska musi być w Unii Europejskiej, że będziemy negocjować możliwie korzystne warunki, bo w tym roku trzeba mówić jednak dużo konkretniej. Można by powiedzieć, że pan poświęcił chociażby problemowi rolnictwa, wsi, a więc sprawie dotyczącej 40% Polaków, tyle samo miejsca co Mołdawi; jeśli chodzi o liczbę ludności, to na polskiej wsi pewnie mieszka ich dużo więcej.
Nie da się mówić o integracji europejskiej, nie da się mówić o polityce zagranicznej w tym kontekście bez wchodzenia nie w szczegóły, tylko do jednego szczebla niżej, bo wtedy zostajemy właściwie na poziomie takim, w jakim się mówi do dyplomatów, a nie w jakim przekonuje się Polaków.
Rząd pana premiera Millera po objęciu władzy zapowiadał przełom. Przyspieszenie w kwestiach negocjacji europejskiej, zamykania poszczególnych obszarów. Tak jak w wielu innych dziedzinach skrytykowaliście państwo absolutnie wszystko to, co było do tej pory, mówiliście: teraz będzie szybciej, w kontekście: też lepiej. Ja nie jestem zwolennikiem tego typu wyścigów, jakiejś takiej dyscypliny, kto szybciej zamknie następne rozdziały, bo tak na dobre przecież nie o to chodzi, chodzi o to, co jest zawartością tych rozdziałów, ale skoro tak, no to trzeba jednak zapytać. Pięć miesięcy działania. Z chwilą kiedy obejmowaliście władzę było 17 plus 1 to jest 18 rozdziałów, a teraz jest 20. Niespecjalnie jest się czym poszczycić, tym bardziej że w tej kwestii mieliście przygotowaną ekipę urzędników, było wypracowane polskie stanowisko. Pan mówił o kontynuacji, a nie sądzę, że wszystko trzeba było zaczynać od początku. To na pewno nie powoduje żadnej radości, a na dodatek nie daje żadnej satysfakcji, chyba też państwu, dwa rozdziały na pięć miesięcy to zdecydowanie za mało. To jest jedna kwestia.
Druga kwestia wiąże się z pewnym wrażeniem z tych negocjacji, wrażeniem przeciętnego Polaka. Sądzę, że to wrażenie jest jednak słabe. Tyle wizji twardego negocjowania, twardej obrony polskich interesów, a jest raczej chaos, nieprzejrzystość, a czasami niestety też wygrywanie interesów poszczególnych koalicjantów, żeby nie powiedzieć ­ poszczególnych polityków. Sądzę, że cała dyskusja w bardzo ważnej kwestii obrotu ziemią nie powinna być tak przedstawiana, jak to widzieliśmy, żeby w końcu komisarz Unii był arbitrem. Mam nadzieję, że skutecznym. Rodzi się takie podejrzenie, że państwo tak na dobre w rządzie promujecie raz jednego polityka, raz drugiego. Teraz będzie problem VAT w budownictwie i pewnie tym walczącym bardzo mocno politykiem będzie, oby skutecznie, pan premier Pol. Generalnie chodziłoby o to, żeby ta skuteczność w negocjacjach nie miała takiej formy, żeby to nie spór w łonie rządu między jednym, drugim wicepremierem, a premierem, między poszczególnymi koalicjantami budował ostatecznie nasze stanowisko, przy którym arbitrem okazuje się ktoś z Brukseli. To tworzy po prostu zły obraz całych negocjacji i podważa wiarygodność, a muszę powiedzieć też, że zachęca część opozycji do tego, żeby brać udział w takim wyścigu radykalizacji. Nie dziwcie się państwo w związku z tym, że będą się pojawiały głosy po stronie niepopierającej koalicji, że w takim razie również może warto zaostrzać, w imię popularności, skoro z samego rządu płyną również takie sygnały.
Następna kwestia to obiecywana dyskusja z partnerami społecznymi, a przede wszystkim z opozycją. Jeszcze przed wyborami podpisywaliśmy pakt o integracji europejskiej, podpisywany przez ówczesnego szefa SLD, obecnego premiera Millera, podpisywany również przeze mnie i jeszcze kilku innych polityków. Trzeba przyznać, że ten pakt pozostaje na papierze. Te wszystkie konsultacje z opozycją są jak na razie fikcją, podobnie jak konsultacje z partnerami społecznymi. I to nie jest dobry sposób na budowanie siły polskiego stanowiska, ani jeśli chodzi o stronę merytoryczną, ani jeśli chodzi o przebicie się do opinii publicznej. To robi wrażenie takiego trochę wygrywania partyjnego bardzo ważnej kwesti, kwestii strategicznej dla Polski jako całości i to nie tylko w bieżącym roku, ale również wielu lat następnych.
Kwestią niewątpliwie zasadniczą w odniesieniu do integracji europejskiej jest nasze stanowisko negocjacyjne, przede wszystkim w sprawach gospodarczych, finansów, w tym również i rolnictwa. Pan uciekł od dyskusji. Być może powie pan, że to nie jest debata na temat integracji europejskiej, chociaż uważam, że w tym roku polityka zagraniczna to jest kwestia przede wszystkim integracji europejskiej. My jesteśmy oczywiście zdecydowanymi zwolennikami obecności Polski w Unii w 2004 roku, w pierwszej lidze, mówiąc językiem pana premiera Belki, a nie gdzieś tam w innych rozgrywkach. Przekonanie o tym, że te negocjacje są skuteczne, jest konieczne, raz, żeby dać szansę na wygranie referendum, bo przecież to Polacy przez pryzmat korzyści finansowych, tego bilansu zysków i strat z punktu widzenia finansów, będą głosować: tak albo nie. Druga kwestia jest oczywista: pierwszych lat w Unii nie chcemy poświęcać na nadrabianie zaległości z powodu źle prowadzonych negocjacji w poszczególnych obszarach. Do tej pory takiego wrażenia ­ twardych, precyzyjnych negocjacji ­ nie mamy.
Trudno się nie odnieść do kwestii stanowiska w sprawie rolnictwa jako bardzo ważnego problemu, dotyczącego nie tylko tych, którzy mieszkają na wsi, ale dotyczącego podstawowych interesów gospodarczych i nie tylko gospodarczych Polski. Stoimy na gruncie takiego stanowiska negocjacyjnego, polskiego, które mówi o równouprawnieniu polskich i unijnych obywateli, równouprawnieniu podmiotów gospodarczych, a więc również i naszych rolników. Jest oczywiste, że ta forma dopłat bezpośrednich, jej wysokość, sposób przekazywania i czas są dla nas nie do przyjęcia. Odpowiedzią naszą na takie stanowisko musiałoby być albo wprowadzenie ceł ochronnych, co burzy jednolity rynek, albo wprowadzenie dopłat z naszego budżetu, co jest ze względów finansowych po prostu niemożliwe. Tutaj oczekujemy jasnej odpowiedzi, jakie jest stanowisko rządu w tak podstawowej jednak, dla nas wszystkich, nie tylko dla rolników, kwestii. Sądzimy, że te stanowiska negocjacyjne, stanowiska przedstawiane przez Komisję Europejską, są jednak początkiem. Mamy nadzieję, że rząd potrafi je zmieniać, chodzi o kwestię rolnictwa, ale również o kwestię składki unijnej i oczywiście kwestię VAT dla budownictwa. To jest następny, bardzo ważny problem dotyczący milionów Polaków, wynikający jakby wprost z państwa wcześniejszych programów, też bardzo nagłośnionych, tego ostatniego programu, dotyczącego infrastruktury, ale i wcześniejszych zapewnień o przyspieszeniu uzyskania mieszkania przez przeciętnego Polaka. 22% VAT w budownictwie to klęska dla polskiego budownictwa. Na dodatek nikt nie zmuszał nas do zajęcia takiego stanowiska. Mówi się, że takie było stanowisko wcześniejsze, stanowisko rządu premiera Buzka, to prawda, tylko to państwa nie zobowiązuje do tego, żeby podtrzymywać błędne stanowisko poprzedniej ekipy. Wręcz przeciwnie, skoro z taką satysfakcją zmieniacie wiele postanowień tamtej ekipy, to akurat w tej kwestii wręcz należało je zmienić. Mówienie, że zamykacie ten rozdział po to, żeby go otworzyć, jest po prostu niezrozumiałe. Niewątpliwie Platforma Obywatelska będzie podnosiła tę kwestię i będzie się starała nakłonić Polskę do zmiany stanowiska negocjacyjnego, rozumiejąc efekt 22-procentowego VAT jako uderzenie w branżę, upadek wielu firm, ograniczenie miejsc pracy i, tak na dobre, szeroki wzrost bezrobocia.
Kwestią bardzo istotną, której również nie było w pana wystąpieniu, jest miejsce Polski po wejściu do Unii Europejskiej, a więc w takim trochę dłuższym planie. Jesteśmy przekonani, że nasza obecność w Unii musi być obecnością pierwszoplanową, a więc, oprócz bycia w Unii, trzeba tam jeszcze być pierwszorzędnym członkiem. Żeby tak było, trzeba spełniać kryteria Unii Monetarnej, a więc mieć szansę w stosunkowo krótkim czasie znaleźć się w strefie euro, a to wymaga innej polityki finansowej już teraz, to wymaga tego, co my nazywamy reformą finansów publicznych, a co pani poseł Zyta Gilowska za każdym razem, i bardzo słusznie, podkreśla. U państwa tego nie widać ani w tym programie rozwoju gospodarczego ­ wręcz przeciwnie, jest to koncepcja zadłużania i zwiększania deficytu państwa, ani też w jakichkolwiek wypowiedziach, co będzie z Polską po wejściu do Unii Europejskiej, czy mamy szansę na wejście do strefy euro i czy będziemy faktycznie w pierwszej lidze europejskiej, bo do tego to się sprowadza.
Kwestia niepodnoszona, a przecież podstawowa dla nas, to jest to, co się kryje w sformułowaniu: płatnicy netto do Unii, a tak na dobre chodzi o to, żeby mieć jasność, że polityka negocjacyjna pana i rządu przez pana reprezentowanego doprowadzi do tego, że Polska w pierwszym roku obecności w Unii nie będzie płaciła więcej niż dostanie. Rzecz podstawowa dla każdego z nas, bo przecież to z naszych pieniędzy. Powiedzenie, że będziemy dążyć do tego, żeby środki płynące w 2003 r. i 2004 r. były przynajmniej takie same, sądzę, jest jednak minimalizmem. Oczekujemy, że wejście do Unii poprawia wyraźnie naszą sytuację i daje szansę na szybszy rozwój, bo przecież taki też jest cel integracji europejskiej.
Te kwestie, sądzę, są podstawowe, podstawowe w tym roku, bo w tym roku muszą zapaść decyzje, trzeba je rozstrzygać, ale ich rozstrzygnięcie będzie wpływało na wszystkie następne lata będące przed Polską, przynajmniej w perspektywie tego dziesięciolecia. Odpowiedzi na te pytania, nawet wspomnienia o tym, w pana wystąpieniu w ogóle nie było. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy wynikało to z obaw o to, że są one trudne, czy też z innego spojrzenia ministra spraw zagranicznych, chociaż sam pan przyznawał, że czas na politykę zagraniczną mocno związaną z gospodarką, bo taki jest realny wymiar polityki zagranicznej jako realizacji interesów narodowych.
Kwestia, na którą chciałbym zwrócić uwagę, szczególnie, że pan poseł Jaskiernia też o tym mówił ­ nowa polityka wschodnia. Państwo bardzo chętnie w poprzedniej kadencji krytykowali poprzednią ekipę za brak polityki wschodniej, sugerując w kontekście, że: jak my przyjdziemy, może przez większą wspólnotę korzeni, na pewno zmienimy politykę, będzie przełom.
(Poseł Anna Bańkowska: Bez przesady, o korzeniach nie mówiliśmy.)
Tym przełomem, według propagandy, była wizyta premiera Putina. Mnie się wydaje, że czas już nie tyle cieszyć się z wizyty, jakkolwiek ważnej, nie tyle cieszyć się z tego, że oto przyjeżdża inteligentny, sympatyczny polityk, prezydent Rosji, ale oceniać rezultaty tej wizyty. Rezultatów w tych wszystkich kwestiach, które są podnoszone od wielu lat jako problemy polsko-rosyjskie, nie ma. Jest to chociażby kwestia umowy o ochronie inwestycji, kwestia umowy na dostarczanie gazu czy chociażby wspomniana przez pana ministra kwestia odszkodowań dla tych Polaków, którzy spędzili dużą część życia w łagrach. Bo nie możemy mieć satysfakcji, że prezydent Rosji mówi do swego urzędnika: niech pan się tym zajmie. To po prostu razi naszą dumę narodową. Oczekujemy, i wtedy powinna być satysfakcja, kiedy będą rezultaty, że pan powie: to i to zostało rozwiązane. Na razie nie ma z czego się cieszyć, na razie nie ma o czym mówić, jeśli chodzi o przełom, gdyż nie ma żadnego przełomu w stosunkach polsko-rosyjskich. Jak będzie, to będę pierwszym, który panu pogratuluje, i publicznie wyrażę satysfakcję.
W czasie wizyty premiera Millera na Ukrainie było podkreślanie wagi stosunków polsko-ukraińskich. Z kolei pana rozmowa z ministrem spraw zagranicznych Białorusi ­ tutaj pominięta ­ rodzi oczywiście pytania: Jaki był sens i cel tej rozmowy, o co chodziło w tej rozmowie? Pan w swojej wypowiedzi to pominął, a to jest rzeczywiście nowa jakość w polskiej polityce wschodniej, bo przez 10 lat, może krócej, bo przez kilka lat, takiego spotkania nie było. Wyłamujemy się z pewnego frontu wszystkich właściwie krajów wobec prezydenta Łukaszenki, tylko chcielibyśmy wiedzieć, o co chodzi, czy to jest w zgodzie z naszymi narodowymi interesami.
Panie ministrze, cieszy to, co jest kontynuacją i na pewno Platforma Obywatelska będzie zawsze tym klubem, tą partią, która to, co jest podstawową racją stanu polskiej polityki zagranicznej, będzie popierała. Jednak bardzo martwi pomijanie bardzo ważnych kwestii polskiej polityki zagranicznej, bo to po prostu źle wróży.
Moi koledzy, pan poseł Klich, pan poseł Komorowski, uzupełnią, poszerzą moją wypowiedź. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Minister Obrony Narodowej Jerzy Szmajdziński:
Panie Marszałku! Pan marszałek Płażyński zaczął tę wyliczankę różnych problemów od perturbacji związanych z wyjazdem polskich żołnierzy do Afganistanu i przytoczył za gazetami problemy: kolej, samolot, a może statek, a może coś jeszcze. Chciałem poinformować pana przewodniczącego Płażyńskiego, że polscy żołnierze jadą do Afganistanu w momencie wyznaczonym i uzgodnionym z dowództwem operacji antyterrorystycznej w Tampie na Florydzie, i ani dzień później, ani dzień wcześniej się tam nie udają. To pierwsza informacja. Czyli zaczynamy ten wyjazd w najbliższą sobotę w godzinach popołudniowych.
Informacja druga. Problemy z transportem nie są specjalnością polskiej armii. To są tak naprawdę problemy wszystkich armii, oprócz dwóch: ukraińskiej i amerykańskiej. Żeby przewieźć 500 ton sprzętu, niegabarytowych pojazdów, samochodów, trzeba dysponować największymi transportowymi samolotami. Tylko te dwa państwa nimi dysponują. Niemcy, którzy dokonali tego przerzutu w jakiejś części, skorzystali z 60 rejsów samolotów ukraińskich i rozważali, i dalej rozważają razem z Amerykanami, możliwość uruchomienia wahadłowego przejazdu kolejowego przez terytorium Rosji i innych państw, żeby za mniejsze pieniądze, bo transport samolotowy jednocześnie jest potwornie drogi, sześciokrotnie droższy niż kolejowy, takie wahadło kolejowe uruchomić. Polscy żołnierze polecą ukraińskimi samolotami. Wszystko, co trzeba wziąć, co może dać pewność zrealizowania w możliwie najbezpieczniejszych warunkach zadań, które zostały przed nami postawione, całe wyposażenie zostanie przewiezione, więc nie ma z tym problemów, oprócz jednego problemu państw NATO-owskich ­ aby wspólnie być może zrealizować projekt wyposażenia jednostek w samoloty transportowe. Polska korzystać będzie z umowy, którą podpisał poprzedni rząd, i od połowy przyszłego roku będą się pojawiać pierwsze egzemplarze samolotów, ale średniej klasy transportowej.
Jeśli chodzi o to, czy jesteśmy w stanie sprostać wyzwaniom wojskowym, to całe nasze siły zbrojne nie są w stanie, ale każdego roku większa ich część jest w stanie dobrze wykonywać swoje zadania w ramach takich misji jak misje w Bośni i Hercegowinie, Macedonii, na wzgórzach Golan, i w operacji afgańskiej. Program modernizacji i przebudowy technicznej sił zbrojnych, który jest realizowany od ubiegłego roku, daje nadzieję, że w 2006 r. trzecia część polskich sił zbrojnych bez problemów będzie mogła osiągnąć standardy NATO-wskie i wypełniać również bez zarzutu zadania poza granicami kraju, bo dzisiaj o bezpieczeństwo nasze nie wystarczy zabiegać w gronie i na terenie państw NATO. Trzeba również mieć zdolność do udziału w operacjach poza terenem działania NATO. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Kazimierz Michał Ujazdowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Debatujemy nad kierunkami polskiej polityki zagranicznej w 12. roku niepodległości III Rzeczypospolitej i w nowej, ukształtowanej przez dramatyczne wydarzenia, sytuacji międzynarodowej. W drugiej połowie wieku XX wielkim zadaniem polskiej polityki było odzyskanie niepodległości i zdolności do suwerennego kształtowania bytu państwowego. W tamtych czasach jako naród zdaliśmy swój historyczny egzamin. Dzięki polskim aspiracjom wolnościowym, sile tradycji narodowej, wysiłkowi Kościoła, wolnościowemu ruchowi ˝Solidarność˝ odzyskaliśmy niepodległość i przyczyniliśmy się do upadku komunizmu w naszym regionie Europy. Wiele narodów Europy Środkowej dzięki polskiej wolności może korzystać z niepodległości. Wielki przyjaciel Polski, historyk i pisarz polityczny George Weigel nie bez racji napisał, że każdy, komu na sercu leży słowo: wolność, ma dług wobec Polaków.
Dziś stajemy w lepszej sytuacji, przed całkowicie odmiennymi zadaniami. Rzeczpospolita jest krajem niepodległym i cieszącym się bezpieczeństwem. W chwili obecnej wielkim celem polskiej polityki jest budowa silnej Rzeczypospolitej, wiernej swej tradycji, chrześcijańskiemu dziedzictwu, zdolnej do współpracy z narodami Europy, zdolnej do walki o wysokie miejsce na arenie międzynarodowej. Polska respektująca ład społeczny, prawa człowieka i prawa rodziny, z nowoczesnymi instytucjami ustrojowymi odegrać może pożyteczną rolę na arenie międzynarodowej jako współuczestnik pokoju i obrońca wartości, które ukształtowały cywilizację chrześcijańskiego Zachodu.
Dyskutujemy o kierunkach polityki zagranicznej w momencie wielkich zmian na arenie międzynarodowej; mówili o tym minister Włodzimierz Cimoszewicz i moi przedmówcy. Terroryzm o niespotykanej dotąd skali stanowi wielkie zagrożenie dla świata i wszystkich narodów żyjących w wolności. Walka z terroryzmem wymaga podjęcia działań o nadzwyczajnym charakterze. Polska jako uczestnik koalicji antyterrorystycznej ma też nowe zobowiązania. W tej chwili uświadamiamy sobie ponadpartykularny wymiar polityki zagranicznej. Trzeba pamiętać nie tylko o aspekcie militarnym, ale również o ciążących na narodach europejskich obowiązkach usuwania wszystkich źródeł konfliktów zagrażających rozwojowi rodziny ludzkiej, w tym nędzy i dysproporcji społecznych. Te źródła są najdobitniej identyfikowanie w dokumentach Stolicy Apostolskiej.
W ostatnich latach doszło również do gruntownej zmiany profilu stosunków międzynarodowych i czynników decydujących o pozycji państw na arenie międzynarodowej. Obok czynników stanowiących dotąd o międzynarodowej pozycji narodów, takich, jak: ludność, terytorium, siła militarna, pojawiły się nowe ­ efektywność gospodarcza, dostęp do nowoczesnych technologii, siła państwa, sprawność systemu politycznego, administracji, poziom edukacji czy upowszechnienie kultury. Polityka zagraniczna Rzeczypospolitej musi zapewnić naszemu krajowi bezpieczeństwo oraz realny wpływ na procesy polityczne i gospodarcze zachodzące we współczesnym świecie. Działania o charakterze dyplomatycznym nie są izolowaną aktywnością, ale muszą w kształtowaniu polityki zagranicznej współbrzmieć z działaniami na rzecz unowocześnienia struktur państwowych i gospodarczych, z działaniami na rzecz obrony i promocji polskiej nauki i kultury.
Z tej perspektywy warto ujmować główne cele i obszary polskiej polityki zagranicznej. Cel pierwszy to bezpieczeństwo i aktywny udział Polski w NATO. Jednym z największych sukcesów polityki zagranicznej niepodległej Rzeczypospolitej było przystąpienie trzy lata temu do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Program przystąpienia Polski do NATO ­ to krótka polemika z nieobecnym na sali przewodniczącym Jaskiernią ­ nie był wymyślony przez Sojusz Lewicy Demokratycznej. Pojawił się po raz pierwszy w programie rządu Jana Olszewskiego. Uważamy, że obecność Polski w Sojuszu Północnoatlantyckim jest fundamentem naszego bezpieczeństwa. Polska po raz pierwszy w swej historii wchodzi w skład sojuszu obronnego demokratycznych państw, organizacji obronnej o olbrzymej sprawności, potędze, zdecydowaniu w działaniach.
Warunkiem dobrego funkcjonowania NATO jest harmonijna współpraca państw europejskich ze Stanami Zjednoczonymi. Jesteśmy przeciwni takim działaniom, niezależnie od tego, z jakich pobudek wychodzącym, które by prowadziły do wycofania wojsk amerykańskich z naszego kontynentu. Przypomnieć wypada, że obecność armii amerykańskiej na naszym kontynencie trzykrotnie w wieku XX okazała się zbawienna dla uchronienia go przed dyktaturą i totalitaryzmem. Byłoby zatem pochopne przedwczesne rezygnowanie z tej osłony. Stosunek Polski do europejskich inicjatyw w dziedzinie obronnej nie powinien abstrahować od tego faktu.
Uważamy, że Polska powinna prowadzić politykę otwarcia Sojuszu na przyjęcie do niego nowych europejskich członków, którzy podzielają wartości, jakie legły u podstaw jego powstania, oraz spełniają polityczne i gospodarcze kryteria obecności w NATO; przede wszystkim chodzi o członkostwo państw bałtyckich. Polska powinna okazywać szczególne wsparcie dla ich członkostwa w Sojuszu. Żadne mocarstwo nie może stać na przeszkodzie takiej decyzji suwerennych państw NATO. Pakt Północnoatlantycki powinien być również otwarty na współpracę z innymi państwami, o ile jest to zgodne z interesem jego członków. Jednocześnie powinniśmy być zdecydowanie przeciwni takim formułom współpracy z państwami nienależącymi do NATO, które mogłyby zagrozić jego spoistości oraz zdolnościom obronnym lub umożliwić wpływ na jego decyzje państwom, które nie reprezentują wartości przyświecających utworzeniu Sojuszu. NATO powinno zachować swój realny, militarny i obronny charakter ­ tych dobitnych słów zabrakło mi w wystąpieniu pana ministra Cimoszewicza. Tylko takie NATO ­ realne, obronne, wierne swojej genezie ­ jest czynnikiem pokoju na świecie i w naszym regionie. Występujące niegdyś w obozie lewicy idee rozmiękczenia paktu, osłabienia jego realnego znaczenia, idea NATO jako przetworzonego OBWE, o której mówił pan marszałek Maciej Płażyński, pozostają w sprzeczności z bezpieczeństwem kraju i z polskim interesem.
Polska powinna być aktywnym współtwórcą polityki Sojuszu, dlatego też zwracamy uwagę na militarny aspekt naszego zaangażowania. Za rzecz ogromnej wagi uważamy wzmocnienie armii, w tym zakup nowoczesnego sprzętu dla lotnictwa i sił lądowych. Przede wszystkim należy zapewnić polskim żołnierzom mobilność i zdolność do szybkiego reagowania w przypadku jakichkolwiek zagrożeń. Ze względu zarówno na interes własny, jak i na zobowiązania sojusznicze, polska armia nie może być militarnym skansenem Europy.
Współczesne zagrożenia dla Polski nie mają, jak kiedyś, charakteru bezpośredniej politycznej agresji. W większym stopniu są to zagrożenia dla bezpieczeństwa ekonomicznego kraju. Dlatego uważamy, że obowiązkiem każdego polskiego rządu, bez względu na jego barwę polityczną, jest zróżnicowanie dostaw surowców i materiałów o znaczeniu strategicznym dla gospodarki i obronności. Chcę w imieniu Klubu Parlamentarnego Prawo i Sprawiedliwość wyraźnie powiedzieć, że w tej dziedzinie polityka rządu Leszka Millera zasługuje na bardzo surową ocenę, ponieważ na ołtarzu lobbystycznych interesów poświęca sprawę bezpieczeństwa narodowego. Nie ma naszej zgody na uzależnienie się od rosyjskich dostaw gazu ze względu na interesy jednej firmy, choćby to była firma bardzo przyjazna prezesowi Rady Ministrów. Państwo polskie musi własne bezpieczeństwo cenić wyżej od lobbystycznych interesów. W tej dziedzinie sięgniemy po wszystkie środki konstytucyjne po to, by przywrócić suwerenną politykę państwa w kwestii bezpieczeństwa energetycznego.
Kwestia druga ­ polska polityka europejska. Polska przez przyjęcie chrześcijaństwa stała się tysiąc lat temu uczestnikiem rodziny narodów europejskich, spadkobiercą cywilizacji śródziemnomorskiej. Jesteśmy przekonani, że wspólnota wolnych narodów, jaka została zapoczątkowana przez europejskich mężów stanu związanych z chrześcijańską demokracją, jest dobrym faktem w historii naszego kontynentu. Polska może wnieść do wspólnej Europy swój dorobek kulturowy narodu o długiej tradycji chrześcijańskiej, wnosi też ideały ruchu ˝Solidarność˝ oraz potencjał dynamicznego rozwoju w ciągu ostatniego 10-lecia. Nie ma jednak w polityce zagranicznej grzechu większego niż doktrynerstwo, niż ideologiczne przesądy. Takie doktrynerstwo zawarte jest w stanowiskach i euroentuzjastów, i tych, którzy są zagorzałymi przeciwnikami Unii Europejskiej. Ich stanowiska nie odpowiadają realnym pytaniom polskiej polityki, realnym, praktycznym interesom państwa polskiego. Ideologiczne okowy nie wyjaśniają istoty polskiej polityki wobec Unii Europejskiej, istoty problemów, przed którymi stoi polska polityka.
Unia Europejska jest rzeczywistością polityczną i ekonomiczną. Jest szczególnym związkiem państw narodowych. Wiele, a właściwie wszystko wskazuje na to, że nie spełnią się ani marzenia federalistów, ani obawy zagorzałych przeciwników Unii. Unia nie będzie nowym państwem federalnym, pozostanie związkiem państw o strukturze narodowej.
Najważniejsze jest jednak to, że w polskiej polityce wobec Unii Europejskiej powinniśmy się kierować realizmem, a nie doktrynerstwem. Nie możemy myśleć, że po wejściu do Unii Europejskiej czy po referendum w sprawie Unii Europejskiej skończy się światowa historia.
Przed jakimi pytaniami, jakimi okolicznościami stoimy? Unia jest dodatkowym czynnikiem polskiego bezpieczeństwa, dodatkowym w stosunku do Paktu Północnoatlantyckiego. Wybór trwałej egzystencji poza politycznymi strukturami Europy to jest wybór miejsca zależnego od Rosji. Kiedyś przedstawiono w Wysokiej Izbie ideę Polski jako pomostu między Zachodem a Wschodem. Każdy, kto realnie ocenia geopolityczne położenie Polski, wie, że idea pomostu jest fikcyjna, że możemy znaleźć się raczej pod mostem Unii Europejskiej i wielkiego wschodniego sąsiada.
Są też możliwości cywilizacyjne i gospodarcze. Mówimy wyraźnie, że są to możliwości, a nie gwarancje. Te możliwości zależą od postawy polskiej polityki, od determinacji, od stopnia twardości w negocjacjach z Unią Europejską. Unia Europejska ma wady, o których wszyscy realistyczni politycy i wszystkie realistyczne siły polityczne powinny dyskutować i które powinny oceniać. To są kwestie biurokratyzacji, socjaldemokratyczne tendencje do osłabiania państwa narodowego, wreszcie obecna w polityce europejskiej tendencja do używania Unii do celów destrukcji tradycyjnego ładu społecznego. Te kwestie powinny być przedmiotem oceny polskiej polityki.
Uważamy, że państwo polskie stać na politykę ambitną, która da nam wysokie miejsce w Europie, da nam miejsce godne aspiracji dużego środkowoeuropejskiego narodu. To jednak zależy od postaw, determinacji i jakości polityki rządowej. I właśnie z tej perspektywy politykę rządu Leszka Millera należy ocenić surowo. Sojusz Lewicy Demokratycznej traktuje bowiem Unię Europejską raczej jako przedmiot polityki partyjnej, a nie przedmiot polityki państwowej. Dlaczego tak się dzieje? Wydaje mi się, że można tu mówić o dwóch względach. Myślę tu o względzie historycznym ­ SLD dokonał wyboru proatlantyckiego i proeuropejskiego wówczas, gdy stało się już jasne, że Polska odchodzi ze Wschodu. Decydujące znaczenie ma jednak co innego ­ to, co można nazwać ustawieniem rządu Leszka Millera. Mam wrażenie, że nie jest on zdolny, tak jak w latach 1993­97, do przekroczenia wąsko pojmowanych interesów partyjnych. W dalszym ciągu punktem odniesienia polityki SLD jest w większym stopniu współdziałanie z socjaldemokratycznymi partnerami z Europy Zachodniej, umieszczenie SLD w europejskiej przestrzeni karier i instytucji, a także obsługa ekonomicznego zaplecza Sojuszu niż to, co jest pierwotnym obowiązkiem polskiej polityki, czyli ostra batalia o pozycję Polski w Unii Europejskiej.
Mamy wielki problem z uzależnieniem polityki rządu w zakresie bezpieczeństwa energetycznego od lobbystycznych interesów. Mam wrażenie, mam obawę ­ ma ją także Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość ­ że ten model zależności zostanie przeniesiony na stosunki Polski z Unią Europejską. W tej postawie upatrywałbym przyczyn miękkiego stanowiska rządu co do najważniejszych elementów polskiego członkostwa w sprawie ziemi. Przypomnijmy historię tych ustępstw. Jeszcze przed exposé premiera Leszka Millera zapowiadane były ustępstwa w sprawie ziemi, podawano taki oto argument, że te ustępstwa otworzą nam drogę do lepszych warunków w dwóch ważnych dziedzinach polityki europejskiej: w kwestiach funduszy strukturalnych i Wspólnej Polityki Rolnej. Stało się jednak inaczej. Ustępstwa w sprawie ziemi nie spotkały się z wzajemnością europejskiego partnera. Dziś wiemy, że Unia Europejska daje nam bardzo skromny udział w mechanizmach Wspólnej Polityki Rolnej i także niewielki udział w programach strukturalnych. Niestety, miękkość polityki rządu wydała bardzo niedobre owoce i sądzę, że zadaniem ministra spraw zagranicznych jest szczere przedstawienie opinii publicznej sposobów wyjścia z tej sytuacji.
Nie możemy się zgodzić na to, żeby jeden z najważniejszych programów związanych z obecnością Polski w Unii Europejskiej, tzn. dostęp do funduszy strukturalnych, był traktowany jako element kampanii wyborczej SLD przed rokiem 2005. Oczekujemy na dokładne informacje, jak ze względu na interes kraju rząd zamierza wykorzystać te fundusze.
Zagadnienie trzecie ­ polityka wobec najbliższych sąsiadów. Chodzi w pierwszej kolejności o politykę animującą inicjatywy Grupy Wyszehradzkiej i politykę wschodnią. Za naszych najbliższych i geograficznie, i kulturowo partnerów uważamy państwa Grupy Wyszehradzkiej. Sądzimy, że rola grupy nie powinna się zakończyć wraz z rozstrzygnięciem kwestii obecności Polski w Unii Europejskiej. Uważamy, że nadal nie jest wykorzystany potencjał współpracy gospodarczej i współpracy w dziedzinie nauki, edukacji i kultury.
Ważną funkcję w umacnianiu związków środkowoeuropejskich powinien pełnić Fundusz Wyszehradzki. Oczekujemy pomysłów, idei ożywiających ten fundusz.
Polska jest połączona silnymi historycznymi i kulturowymi związkami także z Litwą, Ukrainą i Białorusią, choć sytuacja w ostatnim z tych krajów jest nadzwyczajna i na razie uniemożliwia prowadzenie aktywnej i partnerskiej polityki z tym sąsiadem. Misją polskiej polityki jest wsparcie aspiracji państw bałtyckich do członkostwa w strukturach NATO, wsparcie przemian politycznych i gospodarczych na Ukrainie oraz niezależności i silnej pozycji Ukrainy w naszej części regionu.
Za ważny element współpracy Polski z Litwą i Ukrainą trzeba uznać zapewnienie godnych warunków rozwoju i pielęgnowania tożsamości narodowej mniejszości polskiej na tych terenach. Uważamy, że polski rząd powinien domagać się zapewnienia w tych krajach takiego poziomu ochrony mniejszości polskiej, jakim cieszą się odpowiednie mniejszości narodowe w Polsce. Na podobnych zasadach polski rząd musi domagać się poszanowania dla zabytków kultury polskiej znajdujących się na tych terytoriach. Mamy prawo oczekiwać od rządu wypracowania pełnego, ofensywnego programu współpracy z Polakami za granicą i Polonią.
Historia nie szczędziła Polsce trudnych doświadczeń. Zmiany granic, wojny i przymusowe wysiedlenia, represje polityczne i trudności gospodarcze sprawiły, że wielu Polaków mieszka dziś poza granicami kraju. Dla wielu z nich wiązało się to lub nadal wiąże z trudną sytuacją bytową i upokorzeniami. Tym wszystkim ludziom niepodległa Rzeczpospolita jest winna pamięć i wsparcie, co potwierdza konstytucja. Ze szczególną wdzięcznością powinniśmy odnosić się do tych ludzi na emigracji, którzy uporczywą walką oraz wsparciem politycznym, intelektualnym i finansowym współtworzyli polską niepodległość. Wielką wdzięczność jesteśmy winni również tym, którzy pielęgnują polskie tradycje narodowe na obszarze dawnej Rzeczypospolitej. Polska ma obowiązek wspierania działań służących podtrzymaniu tożsamości narodowej przez naszych rodaków. Polska ma również obowiązek wspierania tych wszystkich instytucji, które powstały na emigracji i przez dziesiątki lat świadczyły pomoc i wspierały sprawę niepodległości Polski. Naszym obowiązkiem jest także troska o zachowanie polskiego dziedzictwa kulturowego na obszarze I i II Rzeczypospolitej. Rolę realizatora wszystkich działań prowadzonych na rzecz Polonii i Polaków za granicą powinna odgrywać doświadczona i zasłużona instytucja ­ Wspólnota Polska. Uznaję za pewną pomyłkę aspiracje ministra spraw zagranicznych do przejęcia tych kompetencji i zadań w warunkach nieistnienia programu rządowego w tej dziedzinie.
Jesteśmy także przekonani, że polityka polska musi dbać o dobrą współpracę z Rosją. Z zadowoleniem witaliśmy nowy styl i klimat wizyty prezydenta Putina w Warszawie. Współpraca wymaga jednak od obu państw partnerskiej postawy. Uważamy, że po obu stronach istnieje możliwość rozszerzenia współpracy gospodarczej, na którą jednak nie można patrzeć wyłącznie z perspektywy interesów lobbystycznych. Istnieje także duży obszar wspólnych projektów kulturalnych i naukowych. W tej kwestii ­ zwracamy na to uwagę ­ szczególnie potrzebne jest poczucie podmiotowości polskich elit i polskiej dyplomacji.
Wreszcie zagadnienie czwarte, związane z koniecznością wpisania do programu polskiej polityki zagranicznej tego, co można nazwać atutami cywilizacyjnymi. Konkurencyjna gospodarka, dobry system oświaty i promocja kultury nabierają coraz większego znaczenia w określaniu pozycji narodów. Brak całościowej, państwowej strategii rządowej przynosi niedobre skutki dla Polski. Cięcia w wydatkach na promocję kultury, wstrzymanie programu reformy ­ to wszystko składa się na ujemny potencjał Polski na arenie międzynarodowej, choć te kwestie wydają się odległe od klasycznie pojmowanej dyplomacji.
We współczesnym świecie coraz większej wagi nabiera również promocja wizerunku państw i promocja kultury. Kultura polska jest znakomitym orężem, znakomitą kartą wizytową polskiej polityki zagranicznej. Daje możliwości promocji gospodarczej i turystycznej. Uważamy, że w ciągu ostatnich czterech lat Polska dokonała w tej dziedzinie wyraźnego przełomu. Odniosła sukcesy w czasie targów hanowerskich, Międzynarodowych Targów Książki we Frankfurcie czy belgijskich Europaliów. To są nazwy imprez, które miały wielkie znaczenie dla budowania nowego wizerunku naszego kraju.
Uważamy, że polityka promocji wymaga lepszej koordynacji, która jednakże nie może prowadzić wprost do unifikacji realizujących ją instytucji, a taki pomysł znalazłem w wystąpieniu pana ministra Cimoszewicza. Chciałbym, żebyśmy na zasadzie ciągłości pracy państwowej korzystali z najlepszych wzorców, ze sprawdzonych środowisk i instytucji. Uważam za przejaw bardzo niedobrych obyczajów odwołanie dyrektorów Instytutu im. Adama Mickiewicza, którzy jeszcze parę tygodni wcześniej byli chwaleni za sukcesy w promocji kultury polskiej poza granicami kraju. Powoływanie na zastępcę dyrektora osoby, która nie potrafi powiedzieć ani słowa w języku obcym, jest całkowitym nieporozumieniem.
Pan minister mówił o ważnym konsensusie w polskiej polityce zagranicznej. Jednym z jego formalnych elementów był szacunek dla nominacji ambasadorskich, które potwierdził prezydent Rzeczypospolitej oraz które miały zagraniczne agrément. Niestety, zerwano z tym dobrym obyczajem. Odwołano mianowanych i przyjętych za granicą ambasadorów Rzeczypospolitej. To są działania sprzeczne z autorytetem naszego państwa na arenie międzynarodowej.
Oczywiście przyjmujemy wezwanie do współdziałania w zakresie polskiej polityki zagranicznej, bo to jest konieczny obszar konsensusu między rządem a opozycją, ale pod takim warunkiem, iż polityka zagraniczna rządu Leszka Millera będzie polityką państwową, że będzie polityką, która nie jest widziana wyłącznie z perspektywy interesów jednego stronnictwa, że będzie polityką budującą silną pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Jeśli rząd wznowi politykę idącą w tym kierunku, to może liczyć na wsparcie opozycji. Jeśli pozostanie przy polityce defensywnej, wyznaczanej przez interesy lobbystyczne i interesy aparatu partyjnego, to opozycja może zrobić więcej, wywołując presję społeczną na rząd, by powrócił on do prowadzenia polityki odpowiadającej interesom wolnej Rzeczypospolitej. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Andrzej Lepper:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kolejny minister spraw zagranicznych przedstawił dzisiaj kierunki polityki zagranicznej naszego państwa. Kierunki, można powiedzieć, niezmienne od 12 lat, które ­ musimy powiedzieć prawdę z tej trybuny ­ doprowadziły do takiego stanu naszej gospodarki, jaki mamy dzisiaj. Czy słuszne? Oczywiście 12 lat pokazuje, że są to kierunki niesłuszne. Kolejny minister spraw zagranicznych łudzi nas nadzieją i liczy na wielką pomoc Zachodu. Liczy na to, że ktoś da nam coś za darmo.
Klub Samoobrona jest bardzo rozczarowany wystąpieniem ministra spraw zagranicznych. Jest rozczarowany ze względu na to, że idzie ono w kierunku Unii i w kierunku Zachodu. Idzie ono w tym kierunku, który od 12 lat przedstawiają i wdrażają w życie kolejne rządy. To taki kierunek, że Polska ma być, a w większości już jest, rynkiem zbytu dla nadwyżek produkcyjnych Zachodu. Samoobrona się na to nie zgadza. Chcemy chronić naszą polską, rodzimą produkcję ­ produkcję naszego przemysłu. Chcemy wykorzystać moce produkcyjne naszego przemysłu i naszego rolnictwa. Jeżeli tego nie będzie, nie będziemy popierać takiego kierunku. Musimy sobie w końcu powiedzieć prawdę z tej trybuny.
Wysoka Izbo! Dwanaście lat karmimy i faszerujemy społeczeństwo sloganami i demagogią. Mówimy, że już, że jeszcze rok, jeszcze pół roku, jeszcze dwa lata i będzie lepiej, a co się okazuje? Że ratujemy kapitalizm. Tak, ratujemy jako Polska. Powiedzmy sobie w końcu prawdę, że w latach 80. nie socjalizm spadał. Naprawdę nie chcemy do niego powrotu, ale gospodarczo to nie socjalizm spadał, a kapitalizm. Ktoś powie, że to niemożliwe. Właśnie, że możliwe. Mieli lepszą technikę, lepsze technologie ­ z tym się zgadzamy. Mieli jednak także jeden problem: nadwyżkę towarów, nadwyżkę produkcji. Nie mieli gdzie jej sprzedać, a nadwyżka produkcji przy braku rynków zbytu jest gorsza niż niedobór produkcji. To dlatego zohydzono nam poprzedni system, do którego nie ma powrotu. Samoobrona nie chce powrotu do tego systemu, który był, ale prawda jest właśnie taka. Nie karmmy dzisiaj zakłamaniem i oszustwami naszej polskiej młodzieży, której się wpaja, że poprzedni system był do niczego, że liczy się tylko i wyłącznie kapitalizm.
Wszyscy powołują się na Ojca Świętego, największą postać w dziejach Polski i w dziejach świata. Mówią, że Ojciec Święty służy za wzór. Co mówi Ojciec Święty? Wysoka Izbo, proszę zajrzeć do książki ˝Przekroczyć próg nadziei˝. Ojciec Święty mówi, że ani jeden, ani drugi system nie jest dobry. Trzeba szukać nowych rozwiązań, trzeba szukać nowej drogi. Takiej drogi, która na pierwszym miejscu stawia człowieka, rodzinę, pracę i godne życie. Wartości te dzisiaj nie tylko są zagrożone, ale są deptane, i to przez 12 lat. Przedstawione w sprawozdaniu kierunki nie zmierzają ku temu, aby w najbliższym czasie rodzina polska mogła żyć normalnie, aby rodzina polska i gospodarka polska były stabilne. Gospodarka nadal ma służyć Zachodowi. O ile zmniejszyliśmy produkcję naszego przemysłu, prowadząc taką politykę zagraniczną, produkcja stali chociażby, tekstylii, produkcję rolną to już całkowicie niszczymy dzisiaj. I my mówimy, że trzeba iść w tym jednym kierunku. Samoobrona absolutnie z tym się nie zgadza. Również nie powiedziano prawdy, minister chyba to ukrywa przed całym społeczeństwem, o zadłużeniu państwa, jaki dzisiaj mamy dług. Mieliśmy dług tzw. gierkowski ­ oburzenie, Gierek zadłużył kraj. W 1990 r., ze źródeł oficjalnych wiadomo, dług wynosił ok. 48 mld dolarów, dzisiaj jest ok. 65 plus długi firm w bankach prywatnych, to jest prawie 100 mld dolarów. Pytamy jako Samoobrona w imieniu społeczeństwa, na co poszły te pieniądze, po co Polska bierze kredyty, skoro padają kolejne działy, gałęzie naszej produkcji, pada przemysł ciężki, lekki, pada rolnictwo? Piękne hasło: bierzemy kredyty na restrukturyzację hutnictwa czy górnictwa. Pytam: A co pod tym się kryje? Likwidacja, a nie restrukturyzacja. Aby Zachód mógł produkować, utrzymać swoją produkcję, do likwidacji naszych zakładów pracy, my jako Polska, musimy jeszcze dopłacać, zaciągamy kredyty. Jest to po prostu nie do przyjęcia.
Polska ziemia ­ jakże mało miejsca minister poświęcił sprawie ziemi polskiej. Czyżby nie była ona ważna, czyżby polska ziemia była niczyja? Czy za tę ziemię nasi przodkowie nie przelewali krwi, czy nie walczyli? Czy dzisiaj, my jako Polska, mamy oddać ziemię? Bo już ta zgoda jest, okresy przejściowe 3 lata, 7 lat, i co później? Ustawą zabezpieczymy? Dzisiaj nie wolno ziemi polskiej sprzedawać, żeby to wszyscy wiedzieli, a już prawie 0,5 mln ha jest w posiadaniu obcokrajowców, z tego znaczna część to Niemcy. My fobii antyniemieckiej nie chcemy, ale historię znamy, musimy pamiętać, nie możemy o niej zapominać. To nie przesada, jak się powie, że Hitler, aby zdobywać naszą ziemię, produkował czołgi, samoloty i karabiny, dzisiaj wystarczy euro i dolar, nie trzeba w ogóle zbrojnie wchodzić. A czy czasy plebiscytów to taka odległa przeszłość? A czy osiedlenie się Niemców to jest niemożliwe? A czy ich pęd, ziomkostw i wypędzonych na tereny Polski zachodniej, północnej, Warmii i Mazur, to jest fikcja, to jest zmyślone, czy są to fakty? Odniesienia do tej sprawy, niestety, nie było.
Dzisiaj w Polsce mamy do czynienia ze zniewoleniem ekonomicznym. Nie tak dawno, bo tydzień temu ­ rząd zadowolony, dostanie pieniądze na autostrady. Tylko dlaczego nie mówi się dokładnie wszystkim, całemu społeczeństwu, na jakich zasadach musimy się zgodzić na to, aby tiry unijne mogły wjeżdżać na nasze drogi, tiry o ładowności 42 t, a wiadomo, że są one zawsze przeładowane. Tu już nie chodzi, Wysoka Izbo, tylko o nasze drogi, bo one są w stanie fatalnym, ale o miejsca pracy, o polski transport. Nasz transport absolutnie nie wytrzyma z transportem unijnym. Nasi transportowcy, nasi przedsiębiorcy mają ciężarówki o nośności 20­25 t, wejdą te ok. 40 t. I pytanie: Czy wytrzyma to nasz transportowiec? Nie wytrzyma, po prostu będzie musiał ogłosić upadłość. Ile miejsc pracy znowu, ile bankructw, ile nieszczęść. O tym też należy wiedzieć, nie można zapominać.
Mamy do czynienia ze zniewoleniem ekonomicznym i to na każdym kroku, to wszyscy widzą, i my przeciwstawiamy się temu. My chcemy przede wszystkim odbudować dobrosąsiedzkie stosunki z krajami Wschodu, opowiadamy się za tym zdecydowanie. Mówimy dzisiaj: do Unii ­ nie, dlatego że nie widzimy partnerstwa, to już nie jest partnerstwo, to jest klękanie na kolana, to jest czołganie się na takich zasadach, jakich chce Unia. A te zasady i warunki przystąpienia Polski do Unii są coraz gorsze, ale rząd się godzi. W imię jakich interesów, pytam, czyjego dobra ­ przyszłych pokoleń? Nie tego pokolenia, nie przyszłego, a następnych? Już takich, którzy tak przewidywali i zawiedli się było dużo w dziejach Polski. I ten rząd również zawiedzie się na tym, dlatego że to nie da miejsc pracy dla naszej młodzieży, absolutnie w to nie wierzymy.
Stosunki dobrosąsiedzkie, partnerskie, ze Wschodem to szansa dla Polski, z krajami Unii również. I jeżeli już Unia, to pełne partnerstwo, pod żadnym innym warunkiem Samoobrona się na to nie zgodzi. Dlatego z wielkim rozczarowaniem przyjmujemy informację ministra spraw zagranicznych i Samoobrona nie udzieli jej poparcia. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Janusz Dobrosz:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Nowy wiek, nowe tysiąclecie to dobra okazja, by ocenić perspektywy polskiej polityki zagranicznej, nie ograniczając się do krótkoterminowej perspektywy jednego roku. Dziś może jaskrawiej niż kiedykolwiek widać, że problemy polskiej polityki zagranicznej są swoistym zwierciadłem prawdy o Polsce i świecie.
Klub Polskiego Stronnictwa Ludowego jest przekonany, że nie można prowadzić odpowiedzialnej dyskusji o polskiej polityce zagranicznej w oderwaniu od sytuacji społeczno-ekonomicznej naszego kraju oraz od tendencji politycznych panujących w stosunkach międzynarodowych. Ponieważ rząd, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, partie polityczne od lewa do prawa, deklarują, że polskim wspólnym dobrem jest niepodległe polskie państwo oraz służąca mu polityka zagraniczna, warto uzmysłowić sobie, czym w istocie jest nowa i coraz szerzej upowszechniana w świecie ideologia globalizmu. W jednej z wizji globalnego świata mieści się przekonanie, że droga do jej realizacji wiedzie przez likwidację państw narodowych, wyniszczanie świadomości narodów i wartości cywilizacji łacińskiej, a następnie utworzenie czegoś w rodzaju rządu światowego. Pod władzą tego rządu jedynym prawem i bóstwem będzie rynek i pieniądz przewrotnie poprzedzany sztandarem nieograniczonej wolności. Czy aby nie ma innej drogi, czy to, co się forsuje w masowej propagandzie, często za wielkie pieniądze koncernów zagranicznych, nie jest swoistym determinizmem? Czy aby tak jest na pewno, czy taka jest przyszłość świata, czy inaczej, świat międzynarodowy musi poszukiwać humanistycznej alternatywy?
Nowe czasy są również okresem przemian majątkowych, gdy warstwy społeczne, całe kraje bogate i silne jeszcze bardziej się bogacą i wzrastają w siłę, a biedne są coraz biedniejsze i słabsze, gdzie władze państwowe zastępują koncerny, ich prywatne siły zbrojne i przemoc, czego najlepszym dowodem jest tragiczny los większości krajów afrykańskich.
Klub Parlamentarny PSL uważa, że koalicja i opozycja wspólnie powinny poszukiwać intelektualnych propozycji dla polskiego stanowiska sprzeciwiającego się niebezpiecznym tendencjom dominującym na świecie. Tylko wtedy zlikwidujemy przyczyny terroryzmu, tragedii Nowego Jorku, narodu afgańskiego, Palestyńczyków, Izraelczyków, Kurdów i wszystkich innych. Świat uzmysłowi sobie, że samo słowo ˝odwet˝ w stosunkach międzynarodowych jest wielkim zagrożeniem dla przyszłości naszej planety.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! W maju 2001 r., podczas odczytu w Nowym Jorku w Departamencie Rozwoju ONZ, prof. Kazimierz Poznański trafnie zauważył, że Polska staje się krajem coraz biedniejszym, bo transformacja ustrojowa, inspirowana głównie przez zagranicznych ideologów i doradców, doprowadziła do wyprzedaży w zagraniczne ręce polskiego majątku narodowego, a zwłaszcza bankowości. Większość przedsiębiorców zagranicznych w Polsce realizuje import w gigantycznej skali, niewiele eksportując. Wywłaszczone z majątku narodowego państwo polskie i naród są coraz słabsze nie tylko w stosunkach wewnętrznych, ale w dużej mierze również międzynarodowych. Musimy zatem w tym zarysowanym wyżej kontekście społeczno-ekonomicznym odnieść się do podstawowego pytania tej debaty: Czy nasz polski rząd oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych mogą prowadzić w 2002 r. w pełni polską suwerenną politykę zagraniczną i w jakich obszarach? Czy dziś można upowszechniać opinię o dobrych stosunkach partnerskich z państwami Zachodu i Wschodu? Nasz kraj ma z większością tych krajów ujemny bilans handlowy. Być może z punktu widzenia zagranicznych wierzycieli stosunki z Polską są na zadowalającym poziomie, ale czy my, Polacy, miliony biednych i bezrobotnych, możemy ocenić je jako dobre z naszego, polskiego punktu widzenia? Skuteczną dyplomację służącą interesom naszego kraju w stosunkach z innymi można realizować dopiero wtedy, gdy jest zapewnione przestrzeganie zasady wzajemności w stosunkach handlowych, kulturalnych, w polityce narodowościowej.
Przypominaliśmy kolejnym rządom, że Polska będzie coraz słabszym partnerem dla Unii Europejskiej, poszczególnych jej państw, im bardziej będzie bez wzajemności otwierać swój rynek, i że aktywność Zachodu w Polsce winniśmy widzieć na tyle ewolucyjnie, na ile my możemy aktywnie działać na rynkach krajów ościennych. Niestety nasze głosy w I, II czy III kadencji Sejmu RP, postulujące respektowanie tej zasady, były bądź całkowicie lekceważone, bądź poddawane nieustannej krytyce. Unia Europejska osiągnęła po 1991 r. w Polsce tyle korzyści ­ wielokrotnie to podkreślałem ­ że, jak wiele na to wskazuje, może nas czekać ewentualne członkostwo, ale nie tej pierwszej kategorii.
Wielu naszych rodaków w szczerych rozmowach mówi wprost: Unia Europejska nie musi w Polsce się wysilać, gdyż posiada u nas zastępy agitatorów przygotowanych do objęcia europejskich posad bez liczenia kosztów, które muszą zapłacić naród i państwo polskie. To surowa ocena, ale czy pozbawiona podstaw? Przez lata usłużna propaganda roztacza głównie przed młodzieżą miraże legalnej i atrakcyjnej pracy we Francji, Niemczech, Austrii. Dziś wiadomo, że po ewentualnej akcesji czekać będziemy tam aż 6 lat. Polska ustąpiła i zgodziła się na propozycje Unii Europejskiej. W nagrodę ­ oczywiście w cudzysłowie ­ polskim rolnikom zaproponowano po wejściu do Unii Europejskiej o 75% mniejsze dopłaty bezpośrednie do produkcji oraz bardzo ograniczone limity i kontyngenty produkcyjne, co dla polskich rolników, dla Polskiego Stronnictwa Ludowego, gdyby to tak miało zostać, jest absolutnie nie do przyjęcia.
W ramach negocjacji bardzo trudna była rola wicepremiera Kalinowskiego. Dziś przyjęte przez rząd polskie warunki nabywania ziemi przez cudzoziemców u jednych wywołują atak ­ że Stronnictwo ustąpiło za bardzo, otwierając unijnym dzierżawcom furtkę do przejmowania polskiej ziemi kosztem polskich rolników, a z kolei w środowiskach liberalnych stanowisko wicepremiera i twarda postawa Brukseli powodowały atak i zarzuty, że jakoby ˝antyeuropejski˝ PSL ryzykuje członkostwo Polski w Unii Europejskiej, stawiając wygórowane żądania. Polskojęzyczny dziennikarz ˝Newsweeka˝ Antoni Pawlak twierdzi, że propozycje Unii Europejskiej w tej materii były wielkoduszne, a obrońcy polskiej ziemi tańczą chocholi taniec w takt ­ cytuję ­ najbardziej grafomańskiej pieśni ­ żeby Wysoka Izba dobrze to usłyszała ­ ˝Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród˝. Temu panu nie przeszkadza fakt, że już tysiące hektarów na polskich ziemiach odzyskanych są we władaniu Niemców i Holendrów, że to tajemnica poliszynela, iż istnieją umowy sprzedaży zawarte w Niemczech, że z polskiego rolnika usiłuje się zrobić parobka, że doprowadzeni do skrajnej nędzy polscy rolnicy, głównie z ziem zachodnich, po skonsumowaniu gospodarstw sprzedanych kolonistom z Zachodu powiększą po prostu armię bezrobotnych.
W swej istocie propozycje negocjatorów z Unii Europejskiej niestety daleko odbiegają od szczytnych, wspaniałych idei jej twórców: generała de Gaulle'a czy Schumana. Po Maastricht idee europejskie ulegają pewnej erozji, a że nie ma już przeciwnika w postaci Związku Radzieckiego, państwa Europy Środkowej i Wschodniej mogą odegrać, co bardzo prawdopodobne, rolę nie partnerów, a wykonawców unijnych interesów.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Klub Parlamentarny PSL popiera euroatlantyckie aspiracje Polski. Mamy jeszcze nadzieję, że partnerzy z Unii Europejskiej zmienią stosunek do nas i docenią nasze wyrzeczenia, a swoje korzyści. Ale integracja nie jest dla nas celem samym w sobie. Gdy negocjacje doprowadzą do niekorzystnych rozstrzygnięć, będziemy z narodem, a nie z elitami. A dziś wzywamy wszystkie ugrupowania parlamentarne do popierania ustawy o obrocie nieruchomościami rolnymi, która może znacznie ograniczyć ekspansję nowożytnych kolonistów ­ bo inaczej, gdyby naród zaakceptował integrację, jaką będziemy mieli sytuację, czy nie będziemy bezbronni?
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dla Polskiego Stronnictwa Ludowego jest nie do przyjęcia koncepcja Europy sfederalizowanej, Europy zjednoczonych państw na wzór Stanów Zjednoczonych. Taki scenariusz przyszłej Unii Europejskiej pisze się już obecnie w Berlinie. Bardzo przypomina on ogłoszony wkrótce po wybuchu I wojny światowej projekt polityczny ówczesnego kanclerza Rzeszy Niemieckiej Bethmanna-Hollwega. Tam dla Polski była przypisana rola zaplecza dla mocnej, silnej, zjednoczonej, ale pod niemiecką batutą, Europy. Co o współczesnej koncepcji Joschki Fischera mogą dzisiaj sądzić Polacy, skoro jest jej przeciwna Francja, wzbudza zaniepokojenie Wielkiej Brytanii? W Polsce winna się odbyć poważna debata polityczna o tym, jaka ma być wizja ustroju Unii Europejskiej i jakie ustępstwa wobec jej żądań mogą zaakceptować Polacy.
Musimy również podjąć narodowy wysiłek intelektualny i określić, jaką koncepcję i strategię polskiej polityki zagranicznej mieć będziemy, kiedy z różnych względów w Unii Europejskiej się nie znajdziemy. Już dziś jednak można z całą odpowiedzialnością stwierdzić, że obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych na naszym kontynencie, nie tylko pod szyldem NATO, jest elementarnym polskim interesem narodowym. Trudna zatem do pogodzenia z tym aksjomatem będzie planowana budowa organizacji wojskowej Unii Europejskiej. To przecież jest ze sobą sprzeczne, a te wszystkie plany mogą spowodować, że Stany Zjednoczone wycofają się z Europy pod względem militarnym, a to przecież może przynieść niepowetowane szkody, tym bardziej że Stany Zjednoczone pokój w Europie ratowały już wielokrotnie.
Stany Zjednoczone, to absolutne dziś mocarstwo światowe, tradycyjnie były Polsce bliskie i Polakom przychylne. Miliony Polaków oraz Amerykanów polskiego pochodzenia mieszkających w Stanach Zjednoczonych to wspólny polski i amerykański atut. Gdyby wreszcie dla Polaków mieszkających w Stanach Zjednoczonych naprawdę zapalono zielone światło w ich starej ojczyźnie, to mogłaby powstać prawdziwa harmonia gospodarki i kultury naszych państw i narodów. Na tym tle odnosimy wrażenie, że niedoceniana jest pozytywna rola Kongresu Polonii Amerykańskiej i jego demokratycznie wybranego prezesa Moskala czy wielu innych organizacji amerykańskich Polaków.
Klub Parlamentarny Polskiego Stronnictwa Ludowego od lat opowiadał się za aktywną polityką wobec Wschodu. Z zadowoleniem odnotowujemy dużą aktywność na tym polu rządu, prezydenta i Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Przerwano wreszcie swoiste tabu stosunków polsko-rosyjskich. Dziś nawet ci, co do niedawna bezpodstawnie traktowali każdą próbę stymulowania aktywniejszej polityki gospodarczej wobec Rosji jako wyraz rusofilstwa i komunistycznych sentymentów PSL ­ tak to było odczytywane ­ uśmiechają się do prezydenta Putina. Może trochę za późno. Przywrócenie obecności polskich towarów i usług na rynkach wschodnich jest uzależnione od istnienia strategii współpracy gospodarczo-kulturalnej ze Wschodem. Program strategiczny w tej dziedzinie powinien obejmować instrumenty prawno-traktatowe, gwarancje finansowe, strukturalne i inne niezbędne środki służące do promocji polskiej obecności kulturalno-gospodarczej w Rosji, na Ukrainie, na Białorusi. Zachęcamy zatem rząd do powołania w trybie pilnym rady do spraw współpracy gospodarczej. Szczegóły można ustalać już w rozmowach bezpośrednich.
Nasza polityka wschodnia doznała już głębokiej porażki. Prymitywne rozgrywanie karty Ukrainy wobec Rosji skończyło się popsuciem stosunków z Rosją i nie doprowadziło do zrealizowania naszej strategii wobec Ukrainy. Minister spraw zagranicznych Ukrainy oficjalnie oświadczył, że Polska nie jest partnerem strategicznym Ukrainy, lecz Rosja i Stany Zjednoczone. Elity w polskiej polityce zagranicznej wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew ówczesnemu stanowisku PSL majaczyły ciągle, że nie możemy działać wbrew interesom Ukrainy, a Ukraina kolejny raz załatwiła sobie korzystne warunki dostaw gazu i jego transport na Zachód. Polskich strategów i idealistów wystrychnęła na przysłowiowego dudka, pozbawiając Polskę milionów dolarów zysku i szybszego rozwoju gospodarczego.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Klub Parlamentarny PSL liczył bardzo na coraz większą współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Niestety ostatnie oświadczenia premiera Węgier Orbana, domagającego się rewizji dekretów premiera Benesza, napawają nas niepokojem. Jesteśmy przekonani, że Czechy miały prawo bronić swojej suwerenności terytorialnej i gospodarczej. Takie oświadczenie to woda na młyn tych środowisk w Niemczech, które nigdy nie pogodziły się z wynikami wojny, kwestionowały zarówno dekrety Benesza, jak i powrót Polski na piastowskie ziemie. A prowokacyjna ostatnio propozycja pani Steinbach i Związku Wypędzonych, aby we Wrocławiu powstało tzw. Centrum Wypędzonych, to tak jakbyśmy dzisiaj zaproponowali, żeby we Lwowie czy w Wilnie powstało polskie centrum wypędzonych. Dlatego powinniśmy w pełni popierać stanowisko południowych sąsiadów. Zacieśniać współpracę, tę rzeczywistą, a nie tylko na papierze, bo to jest nasz wspólny interes.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Polskie Stronnictwo Ludowe za bardzo ważne uważa stosunki polsko-niemieckie; jest autentycznie szereg przykładów na dobrą współpracę w obszarze gospodarki, kultury, wymiany młodzieży. Wielu naukowców współpracuje z niemieckimi kolegami i tę współpracę uważa się za rzecz zupełnie oczywistą. Pamiętamy o pomocy udzielanej Polsce w trudnych dniach powodzi tysiąclecia, o pomocy szpitalom, szkołom, zwykłym ludziom, o gestach sąsiadów wobec sąsiadów. Ale też będziemy przypominać, że nadal oczekujemy od strony niemieckiej jasnej deklaracji co do nienaruszalności polskiej indywidualnej własności na ziemiach odzyskanych, zmiany kontrowersyjnego art. 116 Konstytucji niemieckiej, który jest sprzeczny z konwencją wiedeńską i traktatem polsko-niemieckim, oraz doprowadzenia do sytuacji, w której Polacy uzyskują status mniejszości narodowej, tak jak Niemcy w Polsce mają poważny taki status.
Tradycyjnie nasz klub parlamentarny wspiera współpracę naszego kraju z krajami skandynawskimi. Uważamy, że oczywiście w ramach bilateralnych stosunków jeszcze aktywniej powinniśmy działać na linii współpracy z Włochami, Wielką Brytanią, Francją, krajami Półwyspu Iberyjskiego, Bułgarią, Rumunią. Oczekujemy również znacznie intensywniejszej współpracy z Turcją, która od lat czeka na łaskawe przyjęcie do Unii Europejskiej, a jest krajem wielkim, a Polsce wielce przychylnym ­ i dużym rynkiem.
Za niewystarczające należy uznać dotychczasowe wysiłki naszej dyplomacji, jeśli chodzi o nieszczęścia Afryki i współpracę z krajami afrykańskimi. Pan minister Cimoszewicz zaznaczył tu pozytywny kierunek. Jeśli chodzi o Amerykę Łacińską, to również jest dobra droga.
Od wielu lat nawołujemy do poważnego traktowania Chin. Mimo wielu kontrowersji politycznych, trzeba powiedzieć, że to bardzo rozwijający się potężny kraj. Zachowujemy się w stosunkach z tym krajem pragmatycznie i powinniśmy się tak zachowywać; czynią tak Francuzi, Niemcy czy Amerykanie.
Aby Polska mogła być na arenie międzynarodowej skuteczna, musi mieć wielką strategię promocji naszej gospodarki, produkcji, rolnictwa i kultury. Do tego potrzebna jest wielka ofensywa, profesjonalna. Od wielu lat nawoływaliśmy, aby między dyplomacją fraków a promocją Polski zaistniała logiczna, harmonijna współpraca, do której realizacji jest konieczna pewność jutra jej polskich promotorów, zarówno naszych dyplomatów, jak i przedsiębiorców, we wszystkich zakątkach naszego globu. Ale musimy też pamiętać o tym, że aby nasza dyplomacja była skuteczna, potrzebna jest dobra opinia w świecie o państwie i narodzie, o jego kulturze i historii. Niestety, jeśli chodzi o tę opinię, następuje przekształcenie symbolicznego oblicza Polski. Zamiast męczennika i ofiary, swoistego ˝Chrystusa Narodów˝, Polska zaczyna przybierać postać współsprawcy zagłady Żydów. To nie są tylko lapsusy językowe, gdy zaczyna się upowszechniać takie określenia, jak np. ˝polskie obozy koncentracyjne˝. Nieprzypadkowo pisze się w analizach dotyczących holocaustu o zbrodniach nazistowskich, hitlerowskich czy faszystowskich, zamiast o zbrodniach niemieckich, bo tak to się mówi tylko o zbrodniach polskich. Ale czy można mieć pretensję tylko do zagranicznych fałszerzy historii, gdy w polskich mediach wszelkiej maści moraliści mówili o tragedii żydowskiej w Jedwabnem w taki sposób, jak gdyby to miasteczko znajdowało się w wolnym, a nie okupowanym przez Niemców kraju, jakby nie znajdowało się ono w sieci tajnych i jawnych służb hitlerowskich. My, Polacy nie żądamy od politycznych przedstawicieli narodu żydowskiego przeprosin za zbrodnie popełnione na Polakach przez różnych oprawców narodowości żydowskiej, nie oczekujemy przeprosin za zbrodnie Morelów, Różańskich, Raczkiewiczów popełnione w Polsce na Polakach, ani za zbrodnie ich pobratymców, którzy mordowali Polaków w Związku Radzieckim. (Oklaski)
To nie są zbrodnie, za które powinien odpowiadać naród żydowski. Za zbrodnie nielicznych Polaków popełnionych na Żydach nie ponosi odpowiedzialności naród polski. Za to zgodnie z wszelkimi materiałami dowodowymi nieustannie winniśmy przypominać światu, tak jak ludowiec Stefan Korboński, ilu Żydów z narażeniem życia własnego i rodzin ocalili Polacy, podczas gdy bezpieczni amerykańscy czy angielscy Żydzi nie kiwnęli nawet palcem. (Oklaski) Winniśmy naszym izraelskim partnerom nieustannie to wyjaśniać.
Tragedia żydowska XX w. jest niestety wykorzystywana w celu poróżnienia Polaków z Żydami. Prof. Ludwik Hirszfeld, wielki uczony, patriota polski żydowskiego pochodzenia w swej autobiografii ˝Historia mojego życia˝ napisał proroczo: ˝Przyjdą czasy, gdy Niemcy zechcą godzić się ze światem. Trzeba będzie odrobić te miliony zamordowanych. Najlepiej to załatwią sami niemieccy Żydzi. Będą ci pozostali może radzi, że zlikwidowali sprawę żydowską. Niemcy będą mieli lekkie wyrzuty sumienia. Takie wyrzuty sumienia mają swoją wartość. Można je zamienić na gotówkę lub wpływy... Powiedzieć można: ten Hitler to wariat. Nie można za niego winić całego narodu. I powiedzą może sami Żydzi: ciszej nad tym grobem. Otóż ja tego nie chcę.˝ Tak powiedział śp. prof. Hirszfeld.
Myślę, że i my tego dzisiaj nie chcemy, bo honor i prawda o naszej przeszłości nie ma ceny. Brak tego to również klęska naszej dyplomacji.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Klub Parlamentarny PSL w dzisiejszej debacie skoncentrował się na sprawach trudnych. Przyświecała nam troska o godną rolę i przyszłość Polski w Europie i świecie, o suwerenność państwa polskiego. Mimo że Polskie Stronnictwo Ludowenie ma żadnych personalnych wpływów w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, żeby zdementować tę pazerność Polskiego Stronnictwa Ludowego, słuszne cele naszej polityki zagranicznej i polityki ministerstwa będziemy wszędzie popierać i realizować.
Wiele zgłoszonych dziś problemów wykracza poza tę kadencję i poza kadencję ministra spraw zagranicznych. Dlatego myślimy tak, powtórzmy za Wincentym Witosem: ˝Polska winna trwać wiecznie˝. Niech jej służy polska polityka zagraniczna, mądra, dalekosiężna, suwerenna i samodzielna. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Roman Giertych:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Pan minister był łaskaw stwierdzić, że nie ma alternatywy dla Europy. To prawda, panie ministrze, ale Europa to nie tylko Unia Europejska. Polska od tysiąca lat jest w Europie, od tysiąca lat tworzy dziedzictwo kulturowe, cywilizacyjne naszego starego kontynentu i twierdzenie, że Europa to jest Unia Europejska i wyłącznie Unia Europejska, jest nieporozumieniem.
Pan minister był łaskaw wielokrotnie w swoim wystąpieniu stwierdzić, że strategicznym celem polityki rządu Leszka Millera jest przystąpienie Polski do Unii Europejskiej. Było to zawarte we wstępnej części wystąpienia, było to podkreślane wielokrotnie później. Był pan minister również łaskaw stwierdzić, iż logiczną konsekwencją układu stowarzyszeniowego, który zawarła Polska z krajami Unii Europejskiej 10 lat temu, jest właśnie przystąpienie do Unii Europejskiej.
Otóż przyjrzyjmy się tym konsekwencjom układu stowarzyszeniowego, gdyż one rzeczywiście odzwierciedlają tę przyszłość, którą nam panowie szykujecie w Unii Europejskiej. Przez ostatnie 9 lat, jak wynika z danych Ministerstwa Gospodarki, w handlu Polski z krajami Unii Europejskiej wystąpił deficyt w wysokości 63 mld dolarów. W ciągu ostatnich 10 lat obowiązywania układu stowarzyszeniowego nastąpiła wyprzedaż majątku narodowego na rzecz podmiotów z krajów Unii Europejskiej. Nastąpiła wyprzedaż banków. Nastąpiło przejęcie handlu przez wielkie sieci supermarketów, które już dzisiaj wypierają polskich drobnych kupców. Nastąpił gwałtowny wzrost bezrobocia, które obecnie przekracza już 3 mln osób i zwiększa się, tak że prawdopodobnie na koniec roku będziemy mieli 1/4 zdolnych do pracy obywateli bez pracy.
I wreszcie są takie zjawiska kulturowe, jak chociażby fakt, iż na ziemiach zachodnich, gdzie przecież graniczymy z krajami Unii Europejskiej, jest obecnie więcej agencji towarzyskich dla przybyszów z Niemiec niż przedsiębiorstw i sklepów, firm z polskim kapitałem.
(Poseł Tadeusz Iwiński: Bez przesady.)
Stąd już dzisiaj widać, że wejście do Unii Europejskiej będzie rzeczywiście konsekwencją układu stowarzyszeniowego.
Jakie jednak będą skutki tego wejścia, już było wiadomo po pierwszych informacjach czy po zamykaniu kolejnych rozdziałów negocjacyjnych, wiadomo również, że wyprzedamy własną ziemię. A przypomnijmy, panie ministrze, że pański rząd, demokratycznie wybrany, winien realizować wolę społeczną. Z ostatnich sondaży wynika, że ponad 80% Polaków jest przeciwko sprzedaży ziemi cudzoziemcom. A mimo to zgodziliście się na to, aby w bardzo krótkim czasie po ewentualnym przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej sprzedawać obcym polską ziemię. Tę ziemię, którą obroniliśmy z takim wysiłkiem przez okres zaborów, przez czasy II wojny światowej i przez czasy komunistycznej kolektywizacji. Dzisiaj będzie się ją wyprzedawało z powodów ekonomicznych. I to jest zasługa tego rządu.
Wreszcie widzimy już dzisiaj, że pierwsze lata po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej nie przyniosą nam żadnych wielkich funduszy, raczej ­ są to już oficjalne dane ­ przez pierwszy rok na pewno będziemy płatnikiem do kasy Unii, przy czym będą to wpłaty w wysokości przynajmniej 2 mld dolarów. Jak będzie później, nie wiadomo, bo budżet unijny dalej jest niewiadomą i będzie dookreślany dopiero ok. roku 2005.
Wprowadzimy podwyższony VAT w budownictwie ­ dzisiaj 7%, po wejściu do Unii będzie to 22%. Gratulacje, panie ministrze. To rzeczywiście jest wiekopomny pomysł, zważywszy na fakt, że budownictwo obecnie jest w stanie katastrofalnym, a kryzys w tym obszarze gospodarki generuje również inne kryzysy i inne bardzo trudne sytuacje gospodarcze. Po wejściu do Unii Europejskiej zostanie wprowadzony podatek katastralny, który będzie naliczany od wartości nieruchomości. Wizy ­ to dotyczy w bardzo istotny sposób polityki zagranicznej wobec Wschodu, wizy dla obywateli takich krajów, jak Ukraina, Białoruś, Rosja, również dla Polaków tam mieszkających. Odetniemy się żelazną kurtyną od Polaków, którzy nigdy stamtąd nie wyjeżdżali, np. od Polaków z Grodzieńszczyzny, którzy żyli tam od pokoleń i w których przypadku tylko granica się przesunęła. Dzisiaj zaciągniemy żelazną kurtynę i będziemy od nich domagali się drogich, krótkookresowych wiz na wjazd do własnej ojczyzny, bo tego wymaga układ z Schengen, bo takie są wymagania i warunki Unii Europejskiej. Wreszcie oddajemy cały szereg atrybutów suwerenności, począwszy od Narodowego Banku Polskiego po możliwość prowadzenia polityki celnej i własnej polityki podatkowej.
Powiedział pan, panie ministrze ­ str. 3 tekstu pańskiego wystąpienia ­ iż należy za wszelką cenę uniknąć wrażenia, że to jedynie prezydent, rząd, parlament i elity wchodzą do Unii Europejskiej. Nie da się uniknąć takiego wrażenia, panie ministrze. Wiemy, że chcielibyście uniknąć takiego wrażenia, ale nie da się go uniknąć, bo po prostu taka jest prawda, a prawdy nie da się uniknąć. Macie zagwarantowane kilkanaście tysięcy miejsc pracy dla osób, które będą wskazane przez rząd ­ ten, który wprowadzi Polskę do Unii Europejskiej ­ i te kilkanaście tysięcy miejsc, stanowisk pracy stanowi wasz bonus. Natomiast tego wrażenia, że na wejściu do Unii zależy przede wszystkim elitom, i być może wyłącznie elitom, nie da się uniknąć.
Jaki powinien być program pozytywny polityki zagranicznej? Przede wszystkim polska polityka zagraniczna powinna się skupić na budowaniu związków z krajami Europy Środkowej. Co mamy zamiast tego? Jeden z liderów Sojuszu Lewicy Demokratycznej, najwyższy godnością przedstawiciel państwa polskiego, prezydent Aleksander Kwaśniewski wypowiedział się niedawno, porównując prezydenta Republiki Czechosłowackiej do Hitlera, podważając dekrety, które były wydane w słusznej sprawie i na podstawie decyzji państw alianckich ­ nie samego rządu i parlamentu Czechosłowacji, tylko na podstawie decyzji państw alianckich, które wygrały II wojnę światową i przecież w ten sam sposób podjęły decyzję o przesunięciu granicy Polski na Odrę i Nysę Łużycką i o wysiedleniu Niemców mieszkających na tych obszarach do Niemiec, również Niemców z Polski. Podważanie dekretów Benesza jest podważaniem możliwości decydowania przez państwa alianckie po II wojnie światowej, jest kwestionowaniem wyników II wojny światowej. To jest taki cios w plecy naszego południowego sąsiada, jakim był rok 1938, i do tego można to porównać. A porównywanie prezydenta Benesza z Hitlerem jest zupełnym nieporozumieniem. Hitler był największym zbrodniarzem, jednym z największych zbrodniarzy XX w., a prezydent Republiki Czechosłowackiej wykonywał decyzje państw alianckich, które miały prawo po II wojnie światowej dookreślać kwestie związane z przebiegiem granic i z przepływami ludności.
Europa Środkowa to współpraca z Ukrainą, Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią, Słowenią czy Bułgarią. Panowie zamiast jeździć co 5 minut do Brukseli i kłaniać się tam w pas, powinniście zabrać się za budowanie związków z tymi krajami i za budowanie Europy Środkowej, która może stać się pomostem między Wschodem i Zachodem, pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a dawnymi krajami Związku Radzieckiego, która może stanowić pomost i bardzo stabilny podmiot budujący przyszłość Europy. (Oklaski)
Wreszcie trzeba wykorzystać potencjał zgromadzony na całym świecie przez Polaków mieszkających w różnych krajach. 20 mln Polonusów i Polaków poza granicami kraju stanowi wielki potencjał, jeśli chodzi o nasz naród. 1/3 narodu mieszka poza granicami naszego kraju. A pan, panie ministrze, nie był łaskaw, będąc w Stanach Zjednoczonych, spotkać się nawet z przedstawicielem głównej organizacji Polaków w Stanach Zjednoczonych panem Edwardem Moskalem, prezydentem Kongresu Polonii Amerykańskiej. Był pan natomiast łaskaw powiedzieć w swoim wystąpieniu w dniu dzisiejszym, że będziemy dążyć do aktywniejszego przezwyciężania wzajemnych negatywnych stereotypów oraz uprzedzeń między społeczeństwem polskim i Amerykanami polskiego pochodzenia a amerykańskimi środowiskami żydowskimi.
(Głos z sali: Wstyd!)
Był pan łaskaw tak powiedzieć, czyli widzi pan problem związany z tym konfliktem, ale spotyka się pan nie ze środowiskami polskimi, tylko ze środowiskami żydowskimi. To jest tak, panie ministrze, jakby minister spraw zagranicznych Izraela przyjechał do Stanów Zjednoczonych i nie spotkał się z przedstawicielami środowisk żydowskich, tylko z prezydentem Moskalem. Wie pan, jaki byłby jego koniec? 2 dni później byłby odwołany. (Oklaski) Przecież Kongres Polonii Amerykańskiej i przedstawiciele Polonii w Stanach Zjednoczonych mają wielkie zasługi dla Polski. Byli oni głównymi promotorami i być może uruchomili jedyny prawdziwy mechanizm, który doprowadził do tego, że Polska wstąpiła do NATO. Przecież to oni dzisiaj są proszeni, np. przez przedstawicieli państwa litewskiego, o pomoc w tym, aby Litwa również znalazła się w NATO. A państwo nie znajdujecie czasu na spotkanie z rodakami za oceanem, mimo że są oni jednym z dwóch na świecie bezinteresownych sojuszników naszego państwa ­ mówię o Stolicy Apostolskiej i o Kongresie Polonii Amerykańskiej oraz środowisku Polaków. Nie znajdujecie czasu...
(Poseł Marek Suski: Ale nie kochają komunistów i dlatego nie chcieli się spotkać.)
Europa Środkowa i Polska winny stanowić pomoc pomiędzy Wschodem i Zachodem, co do tego, wydaje się, nie ma wątpliwości. Lecz pomost ten musi obejmować wszystkie kraje świata. My nie mamy złych reminiscencji kolonialnych, możemy współpracować z całym światem. Możemy współpracować z Rosją, z krajami środkowej Azji, z Japonią, z Dalekim Wschodem, z Brazylią ­ nie tylko z Unią Europejską. Czym na przykład zasłużył sobie ambasador Polski w Iranie pan Waszczykowski na nagłe odwołanie? Na pewno wpłynie to na relacje w stosunkach z tym państwem. Również bilateralne stosunki z krajami Unii Europejskiej są warte kontynuowania. Nie tylko Komisja Europejska, nie tylko pan Verheugen, ale również takie kraje, jak Włochy, Francja, Wielka Brytania ­ nasi tradycyjni sojusznicy. Te relacje winny być kontynuowane.
I wreszcie, panie ministrze, czy pański rząd ma alternatywę na wypadek, gdyby się okazało, że naród w referendum opowie się przeciwko przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej? Czy macie panowie alternatywę w odniesieniu do sytuacji, w której całe wasze plany, cały wasz cel strategiczny, główny priorytet polskiej polityki legną w gruzach? Czy państwo polskie jest pozbawione alternatywy? Jesteśmy skazani na Unię Europejską? Wypowiedział pan nawet zdanie, które mnie zupełnie zaskoczyło, że nasza polityka w stosunku do krajów Bliskiego Wschodu i Afryki jest podporządkowana w sposób bardzo istotny polityce krajów Unii Europejskiej czy uzgodniona z tą polityką. To już Polska nie ma własnej polityki? To już musimy wszystko podporządkowywać?
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Plują nam w twarz, a wy mówicie, że deszcz pada. Pan komisarz Verheugen powiedział o politykach polskich: kryminaliści. I co? I nic. Całuję rączki, uśmiech. (Wesołość na sali, oklaski)
Pan komisarz Verheugen, komisarz niemiecki, mówi, że dekrety Benesza są nieważne, kwestionując tym samym istotę możliwości decydowania przez państwa alianckie co do wyników po II wojnie światowej. I co? I nic. Żadnej reakcji. Pańskie ministerstwo nie wydało żadnego oświadczenia, więc pytam pana: Jakie jest stanowisko Ministerstwa Spraw Zagranicznych w sprawie dekretów Benesza? Niech pan nam powie: Jakie jest stanowisko rządu polskiego w sprawie dekretów Benesza i możliwości stanowienia przez państwa alianckie o wynikach II wojny światowej? Bo to nie jest błaha sprawa.
W konstytucji Republiki Federalnej Niemiec w art. 116 jest zapis, że Republika Federalna Niemiec istnieje w granicach z roku 1937. Co to oznacza? To oznacza, że zgodnie z najwyższym prawem niemieckim takie nasze ziemie, jak Śląsk, Pomorze Zachodnie, Warmia i Mazury znajdują się w granicach Republiki Federalnej Niemiec. Mam pytanie: Czy pańskie ministerstwo w jakikolwiek sposób zwróciło się do Republiki Federalnej Niemiec o wykonanie obowiązku przewidzianego w traktacie 2 + 4 co do zmiany tego przepisu? Czy podjęliście jakąś interwencję, czy po prostu przyjeżdżacie tam i dajecie się poklepywać po plecach i zaspokoić obietnicą, że Niemcy są naszym adwokatem na drodze do Unii Europejskiej, tego strategicznego, głównego celu państwa polityki?
(Poseł Zygmunt Wrzodak: Z wężem w kieszeni.)
Jeżeli wejdziemy do Unii Europejskiej, a ten zapis nie będzie zmieniony, to będziemy mieli sytuację, gdy w ramach Unii będą się znajdować dwa kraje, które w swoich przepisach wewnętrznych będą miały nasze ziemie odzyskane w swoich granicach. Jak pan myśli, kto wygra konfrontację o te ziemie, Polska czy Niemcy ­ z tymi możliwościami ekonomicznymi, politycznymi, militarnymi, które są teraz nierównoprawne dla naszego kraju?
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Po 11 września 2001 r. świat się zmienił. Jednakże ta zmiana świata idzie w bardzo ciekawym kierunku. Uchwała Rady Bezpieczeństwa ONZ z ostatnich dni jest tego może bardzo wyraźnym symbolem. Czasami mam wrażenie, że tezy pana ministra o tej Unii Europejskiej, które wygłasza jak katarynka, są tak przestarzałe jak popieranie ZSRR w roku 1990. (Oklaski) Z tego powodu, Wysoki Sejmie, w imieniu Klubu Parlamentarnego Ligi Polskich Rodzin wnoszę o odrzucenie informacji przedstawionej przez ministra spraw zagranicznych. Dziękuję uprzejmie. (Oklaski)
Poseł Aleksander Małachowski:
Panie Marszałku! Szanowni Państwo! Wysoka Izbo! Gdyby tak się zastanowić nad przeszłością i pomyśleć sobie: Jak to wyglądało w XVIII w., kiedy umierała Rzeczpospolita wielu narodów? Tak właśnie jak dzisiaj tutaj wyglądają nasze przemówienia! (Wesołość, gwar na sali) To był ten sam stopień nienawiści do państwa polskiego, który wy, panowie, reprezentujecie. (Poruszenie na sali)
(Głosy z sali: Szkoda czasu.)
(Posłowie Klubu Parlamentarnego Ligi Polskich Rodzin opuszczają salę obrad)
To, co powiedział tu pan poseł Giertych, to jest właśnie dokładnie to, co się działo w XVIII w. i co skończyło się rozbiorami. Możecie się śmiać, rechotać, chichotać, ja się nie wyprę tego, co tu powiedziałem. Jest to skandaliczna sytuacja, w której poseł za posłem wstaje i pluje na własne państwo. Jeden marszałek Płażyński ­ ale to wielkiego formatu, jak się okazało dawniej już, człowiek ­ potrafił swoją krytykę przedstawić w sposób kulturalny, cywilizowany.
Proszę państwa, pan minister, ongiś premier, Cimoszewicz przywiązał wielką wagę do sprawy terroryzmu. Chcę temu parę słów poświęcić. Bardzo się boję, że my tu ulegamy pewnej amerykańskiej presji. Terroryzm w Ameryce stał się hasłem, które ma obronić administrację amerykańską przed niebywałą klęską, jaką ten kraj poniósł, spowodowaną przez małą grupkę bojowników islamskich. 20 chłopców zaatakowało Pentagon, zburzyło potężne gmachy, prawdopodobnie omal nie zniszczyło Białego Domu. Na tym tle rośnie propaganda mająca wykazać, że to jest straszna sytuacja, że świat stanął przed grozą wielkiego terroryzmu. W moim przekonaniu ­ a znaczna część mojej rodziny mieszka w Ameryce, mam te kontakty ­ to jest obliczone na zatarcie tego fatalnego wrażenia, że oto kilkadziesiąt miliardów dolarów idzie na służby specjalne, a 20 chłopców potrafi zadać tak straszny cios, który jest porównywany do Pearl Harbor.
Jeśli w ogóle mówimy o terroryzmie, to trzeba pamiętać, że ten terroryzm jest w dużej mierze konsekwencją konfliktu palestyńskiego. Bardzo nie lubię, kiedy tych chłopców z Palestyny, bojowników o państwo palestyńskie, nazywa się terrorystami. Im odebrano ojczyznę. Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że w pewnym momencie ojczyzna została zabrana Palestyńczykom, zostało tam wprowadzone inne państwo, inny naród. I oni rozpaczliwie walczą o tę swoją ojczyznę. Dlatego bardzo niechętnie nazywam to terroryzmem, bo sam należę do pokolenia, które robiło podobne rzeczy. To moje pokolenie szło w ten sam sposób, jak idą tamci, na barykady Warszawy, ginęliśmy całymi batalionami. Maszerowaliśmy, na wschód także, w wielkich kolumnach, z których nikt prawie nie wrócił. Byłem jednym z tych nielicznych, którzy wrócili, ale spora część moich kolegów tam została. Otóż walka o ojczyznę jest jednak rzeczą świętą i trzeba bardzo ostrożnie się do tego odnosić. Myślę, że bardzo wiele dla uniknięcia grozy terroryzmu uczyniłyby te państwa i te kraje ­ i to jest pytanie pod adresem pana ministra Cimoszewicza ­ które by mogły jednak doprowadzić do tego, co już w ONZ zostało zapoczątkowane, jak dzisiejsza prasa donosi, żeby jednak Palestyńczycy mogli odzyskać choćby okrojone, ale jednak swoje państwo.
Unia Pracy bardzo dobrze odebrała przemówienie pana premiera, pana ministra Cimoszewicza. Mam tu mało czasu, chcę podkreślić, że jedną z najważniejszych rzeczy, jakie zostały dokonane w tych kilku przecież miesiącach, jest przywrócenie dobrych stosunków z Rosją. To ważna sprawa, ponieważ to jest jeden z elementów wiarygodności Polski wobec Zachodu ­ posiadanie dobrych stosunków z Rosją, z którą prawie że graniczymy, choćby formalnie tylko na małym obszarze, ale przecież jesteśmy państwem, które odgradza Europę od Rosji, jeśli nie liczyć stosunkowo słabej i małej Białorusi.
Tu chciałbym odpowiedzieć panu marszałkowi Płażyńskiemu, który tak zaniepokojony był, dlaczego Polska inaczej się odnosi do Białorusi niż inne państwa świata. Panie marszałku ­ nie ma go tutaj, szkoda ­ mamy 300 tys. Polaków na Białorusi i 300 tys. Białorusinów mieszka w Polsce; byłem długie lata posłem z tamtych terenów. Myślę, że to sprawia, że nasz stosunek do Białorusi musi być inny niż tych państw, które nie mają nikogo na tamtym obszarze. A my tam mamy szkoły polskie, mamy kościoły, silny dosyć kościół polski, chyba najsilniejszy na całym obszarze posowieckim, mamy tam zabytki kultury polskiej. Myślę, że to jest powód, dla którego musimy iść drogą nieizolowania Białorusi tak bardzo, jak sobie na to mogą pozwolić inni.
W ogóle koncepcja nieizolowania tych krajów przyświecała nam, działaczom Rady Europy, kiedy walczyliśmy o to, aby Rosję przywrócić do kręgu prawnej cywilizacji europejskiej. I oto z początku, kiedy zaczęliśmy działać, żeby Rosję przywrócić do wolnej Europy ­ Rosję, Ukrainę ­ krytykowano nas, mówiono: czyście oszaleli, przecież to dziki kraj, przecież to barbarzyństwo, totalitaryzm itd., itd. A jednak w kilka lat potem, jakeśmy zaczęli gospodarować i wtrącać się do tego, jakie są prawa w Rosji, jak się traktuje więźniów, jaka jest rola policji ­ przyszedł Putin, przyszła zupełna zmiana sytuacji i dzisiaj Rosja w dużej mierze staje się sojusznikiem Zachodu. O tym nie wolno zapominać.
Jeszcze jedną sprawę muszę poruszyć, mimo że pan marszałek zaraz mi pewnie zwróci uwagę, że już czas mija. Chodzi mianowicie o powracający stale w naszych debatach motyw, że musimy twardo negocjować z Unią Europejską.
Wysoka Izbo! Twardo może negocjować ten, kto ma dochód narodowy na poziomie zbliżonym do dochodu narodowego Szwajcarii. My mamy dochód narodowy czy przychód brutto ­ to się różnie teraz nazywa ­ na innym poziomie, bardzo niskim w porównaniu z bogatymi państwami europejskimi. I o żadnym twardym negocjowaniu tutaj nie ma mowy...
(Poseł Marian Piłka: Na kolanach.)
Nie na kolanach, tylko trzeba po prostu zachowywać się sprytnie i rozsądnie. Nie wolno w sytuacji, w której...
Wiele lat pracowałem wśród polityków Zachodu jako członek Rady Europy. Nie mamy tam dobrej opinii. Nie jesteśmy traktowani jako poważny kraj, który warto przyjmować z otwartymi rękami. Nie, jesteśmy krajem biednym, zacofanym, krajem, który może rodzić kłopoty. To z perspektywy tych polityków. Nie mówię, że taka jest prawda, ale oni nas widzą jako kraj, z którym będzie więcej kłopotów niż pożytku. Trzeba sobie z tego zdawać sprawę. Gdybyśmy byli silnym, bogatym, mocnym narodem, mocnym państwem, nie mielibyśmy tych kłopotów, na które dzisiaj natrafiają nasi politycy. Dlatego mówienie, że tu sprzedali polską ziemię itd., jest pewnym nieporozumieniem. Jeżeli chcemy uzyskać te korzyści, które takie państwa, jak Grecja, Portugalia ­ też słabe i biedne narody ­ Hiszpania swego czasu, osiągnęły, wchodząc do Unii Europejskiej, to musimy także tak jak one szukać pewnych kompromisowych rozwiązań. Jeżeli nie będziemy ich szukać, jeżeli będziemy się kierować tutaj ambicjami, jeżeli będziemy ciągle wyolbrzymiać te jakieś rzekome szykany, jeżeli będziemy ciągle bełkotać: na kolanach, na kolanach, na kolanach... Na żadnych kolanach. Na tych warunkach, jakie nam dyktuje poziom naszego dochodu narodowego, jakie nam dyktuje poziom rozwoju gospodarczego naszego państwa, ale nie tylko gospodarczego, cywilizacyjnego, lecz także poziom polskich polityków. To, cośmy dzisiaj usłyszeli, też nie zachęca.
Wreszcie ostatnia rzecz. Pan poseł Giertych mówił tutaj nieprawdę. Nie po raz pierwszy i nie jedyną w tej sprawie, ale chciałbym do tego powrócić. Pan zaatakował prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
Notabene, a propos, panowie, jak wchodzi prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, to się wstaje z miejsc, czy się jest za nim, czy się jest przed nim. To nie jest kwestia polityki, to kwestia dobrego wychowania, panie pośle Kotlinowski, bo pan jest przewodniczącym tego klubu. (Oklaski) To jest kwestia dobrego... Panowie dzisiaj nie wstali z miejsc, kiedy wszedł prezydent Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, wybrany przez siedemdziesiąt parę procent Polaków. I to jest hańba waszego klubu. A także hańba Polski. To jest jedna z przyczyn, dla których właśnie nie mamy takiej pozycji... minister spraw zagranicznych nie ma takiej pozycji w Brukseli, jaką mógłby mieć. Tam swoich szanują, nawet jeżeli są innych przekonań. Nikt panu nie każe kochać prezydenta, ale to jest prezydent, na którego siedemdziesiąt parę procent Polaków oddało swoje głosy, i obowiązkiem pańskiego klubu jest wstać z miejsca, jak prezydent wchodzi!
Przepraszam za zdenerwowanie, ale szlag mnie trafia, jak takie rzeczy widzę.
(Głos z sali: Spokojnie.)
Wysoka Izbo! Myślę, że jeżeli będziemy mówili... Aha, pan tutaj zaatakował prezydenta Kwaśniewskiego. Otóż, panie mecenasie, jest pan przecież adwokatem, powinien więc pan być przywiązany do prawdy choćby z racji zawodu. Pan skłamał ­ dlatego że to przemówienie prezydenta Kwaśniewskiego (poproszę pana marszałka czy premiera Oleksego, który był przy tym, żeby potem wyjaśnił państwu, jak było naprawdę z tym przemówieniem) zostało sfałszowane przez prasę niemiecką. I pan o tym świetnie wie.
(Głos z sali: Szkoda czasu.)
Tylko że to była okazja, to było uzupełnienie tego chamskiego gestu, w którym wyście nie wstali. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)
Poseł Ireneusz Niewiarowski:
Panie Marszałku! Panie, Panowie Posłowie! Panie Ministrze! Wystąpienie w debacie nad informacją o podstawowych kierunkach polityki zagranicznej jest dla posła ugrupowania opozycyjnego niewdzięcznym zadaniem. Nie wszyscy potrafią udawać nowo narodzonych.
W ciągu ostatnich 12 lat, pomimo zmieniających się rządów i opcji politycznej, podstawowe strategiczne kierunki polskiej polityki zagranicznej, sformułowane w 1989 r. przez rząd Tadeusza Mazowieckiego, nie zmieniły się w istotny sposób. Takie podejście do realizowania polityki zagranicznej zaowocowało niewątpliwymi sukcesami polskiej dyplomacji oraz umocnieniem roli Polski na arenie międzynarodowej. Historyczne pojednanie z Niemcami, a także przystąpienie do Układu Północnoatlantyckiego są kamieniami milowymi w budowaniu pozycji i bezpieczeństwa naszego państwa.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Z satysfakcją odnotowujemy w pana wystąpieniu zamiar kontynuowania polityki zagranicznej wytyczonej przez pana poprzedników. Z takimi kierunkami działań nie sposób się nie zgadzać. Zgadzamy się również co do nowych wyzwań, jakie stanęły przed polską polityką zagraniczną w związku z tragicznymi wydarzeniami z 11 września 2001 r. W nowym świetle stawia to udział Polski w Pakcie Północnoatlantyckim i narzuca nowe formy aktywności w Sojuszu.
Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe ­ Ruch Nowej Polski, mając pełną świadomość ciężaru podjętych decyzji, w pełni popiera udział Polski w koalicji antyterrorystycznej.
Drugim, szczególnym wyznacznikiem polskiej polityki zagranicznej w ostatnim czasie są negocjacje w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Rację ma pan minister, wymieniając integrację ze Wspólnotą Europejską jako jeden ze strategicznych celów polskiej polityki zagranicznej, a zakończenie tych negocjacji i przystąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 r. jako cel priorytetowy.
Niepokój nasz budzi jednak sposób prowadzenia przez rząd Leszka Millera negocjacji w tak drażliwych i ważnych społecznie tematach, jak obrót ziemią, rolnictwo czy podatki. Wydaje się, że tak gwałtowna zmiana stanowczej formy negocjacji, w jakiej prowadził je rząd Jerzego Buzka, i akceptacja szeregu niekorzystnych postulatów strony unijnej powoduje wzrost nastrojów niechętnych integracji. Wydaje się, że takie działania prowadzą właśnie do powstania opinii, iż jedynym beneficjentem udziału Polski w Unii Europejskiej są elity polityczne.
Komisarz Fischler potrafi przyjechać do Polski i bronić 400 dzierżawców holenderskich, a rząd lekko rezygnuje z interesów setek tysięcy rolników. To jest niedopuszczalne. Należy w tym miejscu wyrazić nadzieję, że ten sposób negocjowania zostanie zmieniony, z korzyścią dla polskiej polityki, a szczególnie dla polskiego społeczeństwa i polskiej wsi.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Wśród deklarowanych przez pana celów nowego rządu w ramach polityki zagranicznej wymienił pan konieczność zdynamizowania polskiej polityki w zakresie promocji polskiej gospodarki. Nie jest to nowa teza. Czekamy na fakty, na dokonania, a słyszymy tylko ogólne zapowiedzi. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, obserwując poczynania rządu SLD­Unia Pracy­PSL w tej dziedzinie, że łatwiej jest o słowa niż o fakty.
Wbrew szumnym zapowiedziom wizyta prezydenta Putina w Polsce nie przyniosła przełomu w stosunkach gospodarczych między Polską a Federacją Rosyjską. Jest wiele problemów w naszych kontaktach z Federacją Rosyjską, które wymagają szybkiego uregulowania. Mówiono tu już o kilku. Wymienię następny. Na przykład brak umowy gwarantującej wzajemne inwestycje. W informacji pana ministra nie znaleźliśmy żadnej wzmianki na ten temat.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że przedstawione przez pana ministra pomysły na promocję polskiej gospodarki, zwłaszcza w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, opierają się na życzeniowym myśleniu i pozbawione są konkretów. Należy zastanowić się, czy zapis wchodzącej w maju ustawy o służbie zagranicznej przekazujący wydziały ekonomiczno-handlowe pod nadzór Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest słuszny. Ministerstwo Gospodarki wydaje się mieć większe doświadczenia w umiejętności promocji gospodarki.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Określone przez pana kierunki działań wobec krajów Unii Europejskiej, z podkreśleniem sąsiedztwa Niemiec, działania wobec Ukrainy, krajów bałkańskich, Grupy Wyszehradzkiej są kontynuacją dotychczasowej polityki i nie budzą kontrowersji.
Z zadowoleniem odnotowujemy kontynuację polityki dobrych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi, zarówno dwustronnych, jak i w ramach Układu Północnoatlantyckiego. Uważamy, że prowadzenie takiej polityki ma i będzie miało w przyszłości duże znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa politycznego Polski, jak i dla jej pozycji na arenie gospodarczej i politycznej.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Koło Parlamentarne Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego Ruch Nowej Polski z wyjątkami, a szczególnie z wyjątkiem dotyczącym sposobu prowadzenia negocjacji z Unią Europejską, uznaje działania w ramach głównych kierunków polskiej polityki zagranicznej. Istnieje jednak cały szereg problemów i być może uchybień, które wymagają wyjaśnień. Z powodów czasowych wymienię trzy szczegółowe kwestie.
W okresie rządów pana profesora Jerzego Buzka rząd RP aktywnie zabiegał o zagwarantowanie warunków współpracy naukowej między uczelniami. Chodziło między innymi o możliwości studiów za granicą. Mam wrażenie, że aktywność w tej dziedzinie ustała, a współpraca Ministerstwa Spraw Zagranicznych z Ministerstwem Edukacji Narodowej jest niedostateczna. Polscy zdolni studenci mają duże trudności w podejmowaniu studiów za granicą, z otrzymywaniem stypendiów. Oczekujemy na działania ministerstwa ułatwiające nawiązywanie takiej współpracy.
Innym ważnym zagadnieniem dotyczącym polskich studentów jest nostryfikowanie polskich dyplomów. Być może kraje Unii Europejskiej nie są zainteresowane tą kwestią, ale Polsce powinno na tym zależeć. Ważne jest, aby w okresie wchodzenia do Unii dyplomy polskich uczelni i nie tylko uczelni były uznawane. Inaczej nasi obywatele staną przed barierami i utrudnieniami. Prasa pisze o polskich pielęgniarkach, które czekają miesiącami na nostryfikację polskich dyplomów.
Niezwykle ważną kwestią jest stosunek państwa do Polonii. W informacji ministra spraw zagranicznych odnotowaliśmy plany ministerstwa zmierzające do podniesienia rangi i znaczenia Polonii w życiu politycznym, społecznym, gospodarczym w kraju zamieszkania. Wymaga jednak wyjaśnienia pomysł przekazywania środków finansowych na linii budżet-Senat-konsulaty. Obawiają się tego organizacje polonijne mające przykre doświadczenia z przeszłości, co prawda z przeszłości bardzo odległej. Polegało to na próbach wasalizacji niektórych organizacji polonijnych poprzez oddziaływanie finansowe. Myślę, że nie należy pomniejszać roli Senatu i Wspólnoty Polskiej w tym dziele.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polska polityka zagraniczna jest dobrem wspólnym, na rzecz którego powinny pracować wszystkie opcje polityczne. Tylko takie działania zapewnią Polsce silną pozycję na arenie międzynarodowej. Od takiej współpracy nie uciekamy. Liczymy jednak, że głosy krytyczne płynące ze strony opozycji będą uwzględnione. Podkreślam raz jeszcze znaczenie negocjacji z Unią Europejską, a szczególnie w obszarze rolnictwa. Dziękuję bardzo.
Poseł Antoni Kobielusz:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoki Sejmie! Dobrze się stało, że na temat podstawowych kierunków polityki zagranicznej dyskutujemy już w marcu, a nie, jak dotychczas bywało, w maju. Do końca roku będzie można jeszcze sporo wdrożyć. Z zadowoleniem stwierdzam, że pan minister Cimoszewicz, podkreślając potrzebę kontynuacji, przedstawił w dużym stopniu nową koncepcję polityki zagranicznej. Jeden z przedmówców mówił, że jest to od 13 lat ta sama polityka. Chciałbym więc odnotować takie nowe elementy, jak: ekonomizacja polityki zagranicznej, nowa polityka wschodnia, w tym poprawa stosunków politycznych i ekonomicznych z Rosją, zracjonalizowanie rządowego stanowiska negocjacyjnego wobec Unii i dążenie do członkostwa na warunkach korzystnych dla Polski. Pan poseł Giertych był uprzejmy powiedzieć, że 80% Polaków jest przeciwko sprzedaży polskiej ziemi, ale nie powiedział ważniejszego, że na dzień dzisiejszy 54% Polaków chce wstąpienia do Unii Europejskiej i to jest chyba podstawowy argument.
Następnym elementem tej nowej polityki jest zapewnienie bezpieczeństwa poprzez wypełnianie obowiązków członka NATO w nowych warunkach, ale z równoczesną modernizacją armii i dbałością o własny przemysł obronny. Mogłoby się wydawać, że właśnie te elementy nowej polityki powinny budzić uznanie, w tym również oponentów tego rządu i tej koalicji.
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Chciałbym przez chwilę skupić uwagę państwa na wybranych problemach Polonii i Polaków poza granicami kraju. Działania poprzedniego rządu w tej materii były chaotyczne i niekonsekwentne. Spore nadzieje i oczekiwania rodaków na całym świecie rozbudziła przygotowywana przez poprzedni Senat Karta Polaka. Z drugiej strony w kraju powstały wątpliwości, czy będą środki na jej wdrożenie, czy nie doprowadzi to do niejednakowego traktowania cudzoziemców i czy osoby z niej korzystające nie będą miały kłopotów i trudności w kraju zamieszkania. Te i inne wątpliwości zdaje się potwierdzać doświadczenie z Kartą Węgra. Dziś trzeba będzie zadbać o to, aby spełniając wymagania z Schengen, nie zamknąć ponad miarę dostępu Polaków i Polonii do ojczystego kraju. Doceniam działania obecnego rządu w tym zakresie. Trzeba również wyjść naprzeciw tym, którzy żyjąc poza granicami naszego państwa, czują się mocno związani z ojczyzną i oczekują jakiejś formy przywileju ojczyźnianego. Dobrym rozwiązaniem może się okazać przygotowywana przez Komisję Łączności z Polakami za Granicą ustawa o stwierdzaniu pochodzenia polskiego osób zamieszkujących poza granicami kraju i uprawnieniach im przysługujących. Także uchwalenie ustawy o ustanowieniu 2 maja Dniem Polonii i Polaków za Granicą byłoby spełnieniem postulatu środowisk polonijnych, zapisanego w uchwale 2. Zjazdu Polonii i Polaków z zagranicy z maja ubiegłego roku.
Część Polaków żyjąca poza granicami chciałaby powrócić do kraju. Istniejące przepisy dają taką możliwość, ale przeznaczenie na ten cel zbyt małych środków stanowi poważną przeszkodę. Tak czy inaczej większość Polaków zamieszkujących poza granicami kraju tam pozostanie. Rodzi się więc pytanie, co możemy zrobić, aby umocnić ich pozycję w kraju zamieszkania. Dziś ich wykształcenie, udział w działalności gospodarczej, politycznej, kulturalnej są bardzo zróżnicowane. Dysponując ograniczonymi środkami, wydaje się, że najwięcej możemy zrobić w zakresie nauki i kultury. Potrzebne są w działalności Polaków za granicą zespoły regionalne, ale jeszcze bardziej potrzebne są arcydzieła polskiej kultury. Film, teatr, muzyka, malarstwo i rzeźba na najwyższym światowym poziomie przez ostatnie 50 lat określały pozycję naszą wśród narodów świata. Te dzieła powinny być dostępne Polonii i Polakom za granicą, stąd rola ministerstwa kultury i telewizji Polonia. Należy też zmienić model funkcjonowania polskich instytutów i placówek kulturalnych za granicą. W najbliższych latach bardzo wzrośnie znaczenie Internetu. To właśnie za sprawą Internetu możemy spełnić marzenie wieszcza, aby książki trafiły pod strzechy. Będą w postaci elektronicznej i trafią do wszystkich Polaków tych w kraju i tych za granicą, trzeba jednak stworzyć bibliotekę narodową książek w postaci elektronicznej.
Od lat obserwuję działalność organizacji polonijnych. Imprezy, często podniosłe i patriotyczne, dużo ceremoniału i mało młodzieży. Są oczywiście wyjątki. Dla młodych ważna jest nowoczesność, dzień dzisiejszy i przyszłość. Kraj ojców chcą widzieć jako nowoczesny i dobrze zorganizowany. Historia jest dla nich ważna, ale chcą być dumni z dzisiejszej Polski. Z tego punktu widzenia nie zgadzam się w pełni z oceną zaprezentowaną przez posła Ujazdowskiego odnośnie do działalności Wspólnoty Polskiej, chociaż oczywiście to stowarzyszenie ma swój niekwestionowany dorobek.
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Ponieważ nie uczyniły tego poprzednie rządy ani poprzednie parlamenty, pragnę zwrócić się do Wysokiej Izby, do Senatu, do pana prezydenta i do rządu o opracowanie długookresowej koncepcji polityki Rzeczypospolitej Polskiej wobec Polonii i Polaków za granicą. Przyjęta na zasadzie zgody większości sił politycznych koncepcja mogłaby być realizowana przez wiele następnych rządów i koalicji. Początkiem prac nad taką koncepcją mogłaby być debata parlamentarna poświęcona w całości problemom Polonii i Polaków za granicą. Składam państwu taką propozycję. Dziękuję za uwagę. (Oklaski)
Poseł Roman Giertych:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Przed 15 minutami byliśmy świadkami tego, że jeden z posłów Unii Pracy, pan Aleksander Małachowski, z tej mównicy stwierdził, iż dopuściłem się kłamstwa w swoim wystąpieniu.
Otóż, chciałbym oświadczyć, że podana przeze mnie informacja na temat tego, iż prezydent Aleksander Kwaśniewski w wywiadzie porównał prezydenta Czechosłowacji Benesza z kanclerzem Niemiec Hitlerem, jest prawdziwa. Zawarta ona została w czasopiśmie ˝Die Welt˝ z 5 marca 2002 r. Choć Kancelaria Prezydenta w małym sprostowaniu stwierdziła, iż oprócz porównania do Hitlera było również porównanie do Stalina i Roosevelta, nie zmienia to zasadniczo postaci rzeczy. Przed chwilą natomiast otrzymałem informację, pan Gerard Gnauck, korespondent ˝Die Welt˝, poinformował, że tekst wywiadu prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego opublikowany 5 marca 2002 r. był autoryzowany przez Kancelarię Prezydenta. W związku z tym zarzut pana Aleksandra Małachowskiego jest nieprawdziwy. Bardzo się cieszę, że nie jest on członkiem Komisji Etyki Poselskiej, będzie miał bowiem przyjemność występować jako podsądny tej komisji, ponieważ tego typu zarzut spotka się z wnioskiem o pociągnięcie do odpowiedzialności. Dziękuję uprzejmie. (Oklaski)
Poseł Zdzisław Jankowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Ponad 200 lat po ostatniej likwidacji polskiej państwowości, abdykacji Stanisława Augusta, po wielu krwawych wysiłkach przywrócenia tej państwowości w odpowiednich granicach i osiągnięciu tego celu w wieku XX Polska znów doznaje druzgocących ciosów. Pod pretekstem reform i wyzwolenia się spod wpływu Rosji uderzono w fundamentalne podstawy egzystencji narodowej. Dokonano rozdarcia ekonomicznego narodu, część narodu została amputowana do żywego organizmu społeczno-gospodarczego, to bezrobotni wraz z rodzinami, reszta wegetuje w ramach ekonomii bazarowej. To znaczy, że 20% osób korzysta z dobrodziejstw nowej ery, daje sobie radę, 2% żyje w dobrobycie, pozostałe 80% wegetuje.
Przemysł polski i jego zaplecze techniczno-rozwojowe zostały zdruzgotane. Całość procesów ekonomiczno-społecznych sprowadzono do rozmiarów kilkunastomilionowego państwa, do rozmiarów nowej Generalnej Guberni. Temu rozmiarowi społeczno-gospodarczemu państwa odpowiada m.in. dzisiejszy budżet. Nic dziwnego, że nie może on podołać socjalnym ciężarom i utrzymaniu sfer obsługi społecznej: oświaty, kultury, zdrowia blisko 40-milionowej ludności Polski. Ta podstępnie przeprowadzona amputacja ekonomiczna doprowadziła do sytuacji, w której biologicznie jeszcze stanowimy społeczność o dość dużych rozmiarach, a ekonomicznie jesteśmy już tylko tworem połowicznym, bez żadnych perspektyw rozwoju w ramach porządku, jaki reprezentuje obecnie Unia Europejska, nastawioną na maksymalizację zysków kultury cywilizacji, konsumpcji, którą Jan Paweł II nazwał kulturą cywilizacji śmierci.
Ponad 200 lat po abdykacji Stanisława Augusta ­ symbolu utraty suwerenności kraju ­ w obecnie opracowanej konstytucji sugeruje się zapisy oznaczające abdykację narodu jako suwerena swego losu, przewidując wcielenie Polski do tzw. zjednoczonej Europy pozostającej pod oczywistą hegemonią Niemiec. Naród polski został umiejętnie poprzez oddziaływanie propagandowe, poprzez sprzedajnych politykierów politycznie uśpiony. O Polsce mają teraz decydować bezpośrednio nie jakieś wyraźnie określone państwa zaborcze, ale ponadnarodowe instytucje, w których losy naszego kraju poddawane będą pod głosowanie w imię interesów najsilniejszych państw Europy, a więc tych samych, które niegdyś inspirowały rozstrzygnięcia Kongresu wiedeńskiego, Jałty i wielu innych wydarzeń szkodliwych dla Polski.
Surowa cenzura nie dopuszcza do głosu rozumiejących tę sytuację, utrzymuje społeczeństwo w nieświadomości śmiertelnego niebezpieczeństwa. Niski poziom umysłowy, nieudacznictwo i polityczne zaślepienie obecnych elit, doprowadzonych do władzy w ramach historycznego oszustwa lat 80., wspierają ten proces amputacji i rozkładu polskiej państwowości. Inteligencja polska zachowuje się nieprzytomnie, zapatrzona w głód ziemi obiecanej na Zachodzie Europy. Wielu sprzedaje swoje sumienie cynicznym politykierom, oddając się na ich usługi. Ludzie wierzący nie słuchają polskiego papieża i jego nauki społecznej, która zresztą jest ukrywana przed polską społecznością, ukrywany jest negatywny stosunek papieża do ˝cywilizacji śmierci˝, do której polscy reformatorzy na siłę zapędzają naród polski. Kto w tej sytuacji jest w stanie wyrwać z letargu polski naród? To my, członkowie Samoobrony, mamy odwagę mówić o tym wszystkim jasno i odważnie, pan Lepper zresztą też. A jeśli będzie trzeba, to będziemy krzyczeć do utraty tchu, nie zważając na prześladowania i represje.
I odwołam się tutaj do historii, nawiązując do mojego przedmówcy, że pierwszy rozbiór Polski odbył się zgodnie z prawem, za pieniądze Prusaków i Rosjan, przegłosowany przez polski parlament. W podobnej sytuacji jesteśmy dzisiaj, tylko niektórzy Polacy nie zdają sobie z tego sprawy. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Marian Piłka:
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Polityka to przede wszystkim odpowiedzialności za przyszłość narodu, także polityka zagraniczna. Dlatego też niezwykle istotne jest przedstawienie długofalowych perspektyw dla polityki polskiej, miejsca Polski we współczesnym świecie, a zwłaszcza polskiej wizji współczesnej Europy. Tego wszystkiego w wystąpieniu pana ministra zabrakło. Niemniej z dotychczasowych działań nowego rządu wyłania się pewna wizja naszego miejsca we współczesnej Europie. Niestety nie jest to wizja zachęcająca. Jest to wizja członkostwa drugiej kategorii. Daleko idące ustępstwa w kwestii zakupu ziemi, które spotkały się z odpowiedzią ze strony Unii, z propozycją jedynie 1/4 dopłat dla polskich rolników. Zabrakło natomiast propozycji ze strony polskiego rządu okresu przejściowego, jeżeli chodzi o stawki VAT w budownictwie. To są wszystko działania, które są w istocie wymierzone przeciwko szybkiemu rozwojowi ekonomicznemu naszego kraju, przeciwko rozwojowi budownictwa, przeciwko rozwojowi polskiego rolnictwa. To wszysko jest szalenie niepokojące, dlatego że koncepcja członkostwa drugiej kategorii w przypadku Polski budzi powszechny niepokój. I w zasadzie żaden z poprzednich rządów nie zrobił tyle, ile obecny rząd, żeby powiększyć eurosceptycyzm w naszym kraju. Ta polityka może być rzeczywiście groźna, bo w przypadku referendum integracyjnego, to referendum może być przegrane. Chciałbym powiedzieć, że w tym kontekście rząd niestety nie wykazuje poparcia dla naszych rzeczywistych sojuszników. Myślę tutaj przede wszystkim o sytuacji Czech, dekretach Benesza i o Niemcach sudeckich. Jest to sprawa, która ma dla Polaków zasadnicze znaczenie, a brak reakcji rządu, brak poparcia rządu polskiego dla stanowiska rządu czeskiego i narodu czeskiego jest karygodnym zaniedbaniem, traktat polsko-niemiecki bowiem też nie obejmuje ­ tak to niestety zostało sformułowane ­ kwestii indywidualnej własności. A zatem próby podważenia dekretów Benesza to w dalszej perspektywie groźba podważenia naszej obecności na ziemiach zachodnich i północnych. To jest zjawisko szalenie niebezpieczne. Dlatego też moim zdaniem rząd polski powinien zająć w tym przypadku zdecydowane stanowisko i wesprzeć stanowisko rządu czeskiego. Chciałbym też dodać, że orientacja w procesie negocjacyjnym wyłącznie na Niemcy jest nieporozumieniem. Polityka Niemiec z punktu widzenia interesów Polski rozczarowuje. To Niemcy w gruncie rzeczy doprowadziły do tego, że Unia Europejska postawiła wymóg 7-letniego okresu przejściowego, jeśli chodzi o możliwość podejmowania przez Polaków pracy w państwach Unii Europejskiej. To Niemcy odmawiają zwrotu polskich dóbr kultury zagrabionych w czasie wojny. Także w innych sprawach, jak np. kwestia dopłat bezpośrednich dla rolnictwa, duży udział w podejmowaniu decyzji miało państwo niemieckie. W związku z tym myślę, że nasza polityka, która tak orientuje się na Niemcy, jest po prostu nieporozumieniem. Polityka niemiecka nie sprzyja polskim interesom. Z tego trzeba po prostu wyciągnąć zasadnicze wnioski.
Na zakończenie chciałbym odnieść się do skandalicznego wystąpienia pana posła Małachowskiego, wystąpienia niestety pozbawionego osobistej kultury. Otóż chyba wszyscy posłowie prawicy gotowi byliby oklaskiwać prezydenta Kwaśniewskiego, prezydenta pochodzącego z ugrupowania nawet najdalszego nam ideowo; niemniej prezydent, który podpisuje ustawę zezwalającą na zabijanie Polaków nienarodzonych, najmłodszych dzieci nienarodzonych, najmniejszych naszych obywateli, prezydent, który podpisując ustawę, odbiera groszowe dodatki dla kombatantów walk niepodległościowych, ludzi, którzy walczyli o niepodległość naszego kraju, po prostu nie szanuje swojego urzędu. Tak więc oczekiwalibyśmy od prezydenta Kwaśniewskiego przede wszystkim szacunku dla własnego urzędu. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
(Poseł Bogdan Lewandowski: Nie ma co mówić, wstyd pozostał... Nie ma znaczenia.)
Poseł Tadeusz Samborski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Debata nad kierunkami polityki zagranicznej jest ważnym wydarzeniem w parlamentach wielu państw. Podobnie jest w Sejmie Rzeczypospolitej. Ograniczę swoje z konieczności krótkie wystąpienie do kilku zaledwie kwestii i ocen. Na wstępie z pewną uzasadnioną dozą optymizmu pragnę podkreślić, iż rząd pana premiera Leszka Millera spełnia obietnicę, którą usłyszeliśmy tu, w tej Izbie, na starcie działalności tego rządu. Zapowiedź nowych akcentów i nowego podejścia do polityki wschodniej naszego państwa znajduje swoje spełnienie, co jest zauważalne nawet dla niewtajemniczonych w sprawy stosunków z Rosją, Ukrainą i Białorusią. Sądzę, że głównym osiągnięciem aktualnej polityki zagranicznej koalicyjnego rządu jest odideologizowane i zdecydowanie bardziej niż za poprzedniego rządu pragmatyczne podejście do konkretnych kwestii współpracy z państwami za wschodnią granicą. Dotyczy to zwłaszcza Federacji Rosyjskiej. W mniejszym stopniu można mówić o powodzeniu w przypadku Ukrainy i o zupełnie o niewielkim postępie, jeśli chodzi o nasze kontakty z Białorusią. W przypadku Ukrainy nie potrafiliśmy niestety na razie wyjść poza krąg skądinąd górnolotnych, może nawet słusznych twierdzeń o partnerstwie strategicznym obu państw. Nasi mężowie stanu lubią prezentować to w rozmowach z ukraińskimi politykami i wobec polskiej opinii publicznej. Nasuwa się pytanie, czy tak samo uważa strona ukraińska. W oficjalnych wystąpieniach polityków ukraińskich często słyszymy o partnerstwie strategicznym z Rosją i Stanami Zjednoczonymi, ale nader rzadko wymienia się wtedy Polskę. Odnosi się wrażenie, że Polska i kontakty z nią są traktowane w Kijowie niekiedy wręcz instrumentalnie. Doceniamy rolę prezydenta Rzeczypospolitej Aleksandra Kwaśniewskiego osobiście głęboko zaangażowanego w promowanie ścisłej współpracy z Ukrainą, w dialog z prezydentem Kuczmą. Powstaje jednak pytanie o konkretne wyniki tego dialogu, w tym zwłaszcza jeśli chodzi o realizację słynnej deklaracji o pojednaniu obu narodów, podpisanej w 1997 r. Sami często bijemy się w piersi za nieprawości polityki Warszawy w ramach akcji Wisła. Ale ze strony ukraińskiej nie słyszymy ani słowa przeproszenia za tragiczne dla Polaków wydarzenia na Wołyniu, Podolu, ziemi lwowskiej i stanisławowskiej. Zamieszanie wokół Cmentarza Orląt Lwowskich wskazuje, że w społeczeństwie ukraińskim też są siły niezbyt zainteresowane pojednaniem obu narodów. I co gorsza, te siły może nie tyle liczne, ile bardzo hałaśliwe w pewnych kręgach politycznych Polski były i są nadal postrzegane jako najbardziej proeuropejskie, prozachodnie w przeciwieństwie do tzw. zsowietyzowanej znacznej części społeczeństwa Centralnej i Wschodniej Ukrainy. Tymczasem trudno zrozumieć, iż w sytuacji strategicznego partnerstwa i w świetle uprawnień prezydenta Ukrainy bohaterskie ˝orlęta lwowskie˝ mogą ciągle być pretekstem do tworzenia okresowych napięć w stosunkach między obu narodami i państwami. Jako gorący zwolennik zbliżenia polsko-ukraińskiego wierzę, że pojednanie między naszymi bardzo bliskimi sobie narodami jest możliwe we wszystkich niemal aspektach naszych wzajemnych relacji, głównie w wymiarze współczesności, a z czasem także w wymiarze historycznym. Wydaje się, że przed rządem Rzeczypospolitej i polską dyplomacją stają pilne zadania dokonania pewnych przewartościowań w realizacji naszej polityki wobec Kijowa, co w żadnym wypadku nie powinno oznaczać odejścia od słusznej linii ścisłej współpracy i współdziałania z niezależną Ukrainą.
Jeśli chodzi o Białoruś, to nie należy mieć większych złudzeń zwłaszcza po ostatnich wyborach prezydenckich. Ciągle jednak powinna towarzyszyć nam świadomość, że prezydenci odchodzą, a narody zostają. Ale trzeba też dostrzec i to, że polityka polska w ścisłym współdziałaniu z Unią Europejską, OBWE, Stanami Zjednoczonymi wobec tego państwa poniosła fiasko. Dotychczasowa polityka Polski wobec Mińska polegała przede wszystkim na ścisłym wykonywaniu zaleceń naszych zachodnich partnerów. Nie próbowaliśmy, niestety, przedstawić własnej wizji tych stosunków, chociaż wiele osobistości na Zachodzie zachęcało nas do tego. Dobrze byłoby więc, aby polska dyplomacja podjęła to wyzwanie. Najważniejsze byłoby przekonanie partnerów Polski z Unii Europejskiej, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, o potrzebie odejścia od polityki stosowania podwójnych standardów. Jest przecież wiele państw, w tym na przestrzeni postradzieckiej, gdzie przestrzeganie zasad demokracji, praw człowieka, wolności mediów niewiele różni się od tego, co widzimy na Białorusi. W wielu przypadkach jest nawet znacznie gorzej, a przecież z tymi państwami prowadzony jest normalny dialog polityczny. Izolując Białoruś, nie osiągniemy niczego. Sami pozbawimy się wpływu na rozwój wydarzeń w sąsiednim, bliskim nam państwie.
Z życzliwą uwagą śledzimy próby szefa polskiej dyplomacji nawiązania dialogu politycznego z Mińskiem i zachęcamy do większej konsekwencji i uporu w realizacji tych zamierzeń. Rozumiemy, że oznaczać to powinno uzyskanie określonych ustępstw ze strony władz w Mińsku, jeśli chodzi o przestrzeganie standardów demokratycznych. Niezależne państwo białoruskie i jego umocnienie ma niebagatelne znaczenie dla polskiej racji stanu.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Z powyższego wynika, że polska polityka wschodnia musi być integralna, ale musi też uwzględniać specyfikę poszczególnych państw, wtedy dopiero będzie skuteczna. Oznacza to np., że nasza polityka wobec Federacji Rosyjskiej nie może być na żadnym etapie rozwoju sytuacji mniej ważna niż stosunki z naszymi najbliższymi sąsiadami. Rozwiązywanie bieżących problemów, z którymkolwiek z sąsiadów nie może zakłócać całości spraw na Wschodzie.
Polityka wschodnia, jak zresztą cała polityka, musi się opierać na trwałych zasadach i trafnej ocenie realiów. Nie można tej polityki budować na mylnych ocenach i na życzeniach wobec innych krajów. Właśnie stosunki z Białorusią pokazują, że nierealistyczna polityka prowadziła do nieporozumień. My wierzyliśmy w zwycięstwo opozycji, ruchu demokratycznego, a nie znaliśmy rzeczywistych postaw społeczeństwa. Postawy społeczeństw czy też ich części należy dobrze rozpoznawać. To jedno z zadań dyplomacji. Nie tylko dyplomacji profesjonalnej, ale także dyplomacji społecznej, w której to dziedzinie wyraźne i bardzo potrzebne z punktu widzenia polskiej racji stanu na Wschodzie sukcesy odnosi Stowarzyszenie Współpracy Polska-Wschód, będące swego rodzaju federacją wielu stowarzyszeń, jak Polska-Rosja, Polska-Ukraina, Polska-Białoruś, Polska-Estonia, Polska-Łotwa, Polska-Litwa. To dzięki działalności także takich organizacji, jak wspomniane Stowarzyszenie Współpracy Polska-Wschód i wielu innych podmiotów o podobnym charakterze, dyskusje elit polskich i innych państw nie przebiegają w oderwaniu od społecznych opinii i oczekiwań.
W tym kontekście warto odnotować, że na Litwie pojawił się ostatnio nurt intelektualny, sprzyjający i życzliwy Polsce i Polakom. Ruch gotowy do zasadniczej zmiany na ogół negatywnej oceny naszej wspólnej polsko-litewskiej przeszłości, nurt gotowy na otwarcie się w wielu trudnych, historycznych tematach. Takie postawy służące zbliżaniu narodu polskiego i litewskiego witamy z radością i należnym uznaniem.
Jednocześnie ostatnie decyzje Ministerstwa Oświaty i Nauki Litwy w ocenie znawców zagadnienia mogą spowodować dyskryminację polskich szkół i języka polskiego. Konstatują oni, że szkolnictwo polskie na Litwie jest poważnie zagrożone. Czyż nie dziwnym i bolesnym zarazem jest fakt, że w Wilnie, gdzie w Zaułku Bernardyńskim, w salach wykładowych słynnego Uniwersytetu Wileńskiego, na dziedzińcu myśliciela i humanisty Sarbiewskiego, w celi Konrada czy na wileńskiej Rosie, żyje nadal duch Adama Mickiewicza, Słowackiego, Syrokomli, Skargi, Lelewela. Jednocześnie Polacy ze swoimi posłami do Sejmu Republiki Litewskiej zmuszeni sytuacją w dniu jutrzejszym organizują wiec w obronie oświaty polskiej na Litwie. Pragnę podkreślić, że posłowie Klubu Parlamentarnego Polskiego Stronnictwa Ludowego solidaryzują się z nimi w ich trosce o przyszłość polskiego języka, polskiej tożsamości narodowej i tradycji. Z tej oto mównicy sejmowej my posłowie ludowcy wyrażamy im uznanie za przywiązanie do wartości, które w każdym narodzie uważane są za najwyższe i najcenniejsze.
Sprawy Polonii i Polaków rozsianych po całym świecie powinny być zdaniem Polskiego Stronnictwa Ludowego jednym z priorytetów polskiej polityki zagranicznej. Ta problematyka nie może być w żadnym wypadku spychana na margines.
Szczególną uwagę powinniśmy kierować na sprawy Polaków na Wschodzie. Należy im się serdeczna troska ze strony państwa polskiego, jego wszystkich agend specjalistycznych, różnego rodzaju organizacji społecznych i osobistości życia publicznego. Zbliżenie z Polonią i Polakami za granicą, stała współpraca z nimi to ważne zadanie w kontekście długofalowych zamierzeń państwa polskiego. Służba dyplomatyczna i konsularna muszą być rozliczane z tego, co zrobiły na rzecz naszych rodaków za granicą, zwłaszcza Polaków w krajach Wschodu, najbardziej dotkniętych przez los i okrutne wyroki historii.
Niestety, w tej dziedzinie aktywności...
Poseł Tadeusz Samborski:
Już, panie marszałku.
Niestety w tej dziedzinie aktywności naszej służby dyplomatyczno ­konsularnej jest jeszcze zbyt wiele sformalizowania, biurokratycznych czynności lub niewiele znaczących gestów. A bywa i tak, że pod różnymi, często dziwnymi pretekstami odwołuje się konsulów, którzy bardzo aktywnie angażują się w pomoc Polakom i ich organizacjom w utrwalanie polskiej tożsamości narodowej, a pozostawia się na placówkach osoby, które w tej materii można najdelikatniej określić jako nijakie. Nie twierdzę, że jest to reguła, są to raczej sytuacje wyjątkowe, które powinny być wyeliminowane z praktyki dyplomatyczno­konsularnej. Z uznaniem witam zapowiedź działań polskiej dyplomacji zmierzającej do pozyskania Polonii i Polaków na całym świecie do promowania Polski i do wspierania jej polityki zagranicznej.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Program międzynarodowej aktywności Rzeczypospolitej Polskiej przedstawiony przez pana ministra Włodzimierza Cimoszewicza uwzględnia realia przestrzeni geograficzno­historycznej, w jakiej funkcjonuje nasze państwo. Jest to program konstruktywny, dynamiczny, stwarzający naszemu państwu i narodowi szansę na ułożenie sobie właściwych stosunków z najbliższymi i dalszymi sąsiadami, na zapewnienie Polsce bezpieczeństwa poprzez integrację z Unią Europejską, co jest zadaniem priorytetowym, godnego miejsca wśród innych narodów świata. Realizacja przedstawionych w informacji pana ministra spraw zagranicznych kierunków i zamierzeń polskiej polityki zagranicznej będzie ­ naszym zdaniem ­ dobrze służyć polskiej racji stanu. Z powyższych względów popieramy wniosek o przyjęcie i akceptację informacji ministra spraw zagranicznych. Dziękuję, panie marszałku. (Oklaski)
Poseł Maciej Giertych:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Pan poseł Małachowski był łaskaw obrazić nasz klub sugerując analogie z wiekiem XVIII, z targowaniem Polską, z prywatą ówczesnego okresu. Na pewno historycy długo jeszcze będą się spierać na temat powodów rozbiorów Polski, na temat polskich win w tym zakresie. Wiemy jak wielką rolę w owym czasie w Polsce odgrywał ambasador rosyjski Repnin i ambasador Prus Lucchesini. Ich rola polityczna wynikała z tego, że mieli polską klientelę, że wśród elit polskich byli Polacy, byli ludzie gotowi ulegać podszeptom tych obcych ambasadorów. Niech historycy się spierają, którzy to Polacy są najbardziej winni, ale w świadomości narodu okres ten kojarzy się z terminem Targowica. Targowica rozumiana jako program handlowania Polską pod obcy dyktat.
Panie Ministrze! Wczoraj na posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych powiedział pan, że nasze stanowisko jest dla popularności politycznych. Dzisiaj nie było tego w pańskim expose, ale słowa te powiedział pański kolega partyjny pan poseł Jaskiernia, mówiąc, że działamy dla korzyści partyjnych, promując program opozycji wobec wejścia do Unii Europejskiej. Jest to ten sam zarzut prywaty. Jest to próba obrażenia nas, ale przede wszystkim jest to próba zaakcentowania, że prawdziwi mężowie stanu to są tylko zwolennicy Unii Europejskiej. Pan wie, panie ministrze, że we wszystkich krajach Unii Europejskiej są przeciwnicy integracji. We wszystkich krajach, w których były referenda na ten temat, duża część społeczeństwa była przeciwna integracji. Przez 11 lat próbowaliście udowadniać, wykazywać, że w Polsce nie ma sprzeciwu wobec integracji z Unią Europejską. My weszliśmy do Sejmu z programem głoszenia sprzeciwu wobec tej integracji. Głosimy ten sprzeciw, dlatego że w niego wierzymy. Nie pod publikę, nie dla interesów partyjnych, tylko dlatego, że wierzymy, że nie jest to w interesie Polski.
Jeżeli wierzyć sondażom, to program SLD jest pod publikę, bo sondaże ciągle mówią, że większość społeczeństwa jest za wejściem do Unii Europejskiej. My nie działamy pod publikę. My chcemy kształtować opinię publiczną, uświadamiać ją, dlaczego program wchodzenia do Unii jest niekorzystny dla Polski. Chcemy demaskować brak argumentacji, która wskazywałaby na to, że dla Polski to wejście jest korzystne. I robimy to. Bardzo Was denerwuje, że nasza opinia, nasze stanowisko jest zauważane i że w sondażach coraz wyraźniej zaznacza się sprzeciw wobec Unii Europejskiej. Nas cieszy ten fakt i będziemy działać dalej na rzecz sprzeciwu wobec wchodzenia do Unii Europejskiej. Dziękuję. (Oklaski)
(Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Donald Tusk)
Poseł Jan Olszewski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Debata nad polityką zagraniczną Polski to jedna z najważniejszych debat, jakie powinny toczyć się w polskim Sejmie. Jeżeli ta debata przebiega dzisiaj w atmosferze dalekiej od rzeczowości, jeżeli padają określenia, które rzeczywiście mają mało wspólnego z parlamentaryzmem, to muszę powiedzieć, że odpowiedzialność za to w znacznej mierze ponosi pan, panie ministrze, i rząd, i Prezydium, i marszałek Sejmu. Ta debata naprawdę powinna być przygotowana w taki sposób, aby Sejm, abyśmy my wszyscy mogli odnieść się rzeczowo do propozycji rządowej polityki. Takich warunków Izbie nie stworzono. Termin tej debaty był znany co najmniej od miesiąca, ona nie wybuchła nagle. Ale jeśli ten dokument, który jest podstawą dzisiejszej dyskusji, ma być poważny, to z konieczności, z natury rzeczy musi być pisany językiem dyplomacji ­ językiem, w którym niuanse grają bardzo istotną rolę, w którym każde zdanie coś znaczy i miejsce każdego słowa w zdaniu ma określoną wymowę. Do takiego dokumentu nie można się odnieść mając dwie godziny, które nam, posłom dał łaskawie pan marszałek. Ale na usprawiedliwienie pana marszałka Borowskiego trzeba powiedzieć, że ten dokument, który przecież musiał być opracowany odpowiednio wcześniej, został, panie ministrze, z podpisem szefa pana sekretariatu przekazany nam z dzisiejszą datą i ze stwierdzeniem, że zostanie przedstawiony na posiedzeniu plenarnym Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej przez pana ministra Włodzimierza Cimoszewicza w dniu 14 marca 2002 r. A więc stało się tak, jakbyśmy go rzeczywiście otrzymali, tak jak powinniśmy otrzymać ­ z odpowiednim wyprzedzeniem, a nie wtedy, kiedy pan będzie później ten dokument referował wprowadzając do debaty. Tymczasem otrzymaliśmy go w toku pańskiego przemówienia. Te dwie godziny, które nam łaskawie dano na zapoznanie się z tym dokumentem, to są po prostu, przepraszam bardzo, kpiny z Sejmu. To jest sprawa bardzo poważna. Osobiście żałuję, że nikt z występujących do tej pory przedstawicieli klubów tej sprawy nie podniósł. To nie jest rzecz nowa w tym Sejmie. W poprzedniej kadencji wielokrotnie się zdarzało, że ówczesny rząd usiłował traktować tę Izbę rzeczywiście w sposób, powiedziałbym, daleki od powagi. Otrzymywaliśmy niejednokrotnie bardzo ważne dokumenty rządowe z wyprzedzeniem 24-godzinnym. Było to wtedy wielokrotnie podnoszone na posiedzeniu Konwentu Seniorów. Ja sam występowałem w tej sprawie, robiłem wyrzuty panu marszałkowi Płażyńskiemu, który był za to odpowiedzialny. Przedstawiciele klubu Sojuszu Lewicy Demokratycznej bardzo aktywnie brali wówczas w tym udział. Ale to, co się teraz dzieje, to naprawdę jest już zupełnie nowa jakość. To jest powrót do zwyczajów PRL, to jest traktowanie Sejmu w duchu tamtej epoki. I przeciwko temu trzeba zgłosić stanowczy protest. Myślę, że dojrzewamy do tego, i oby to nastąpiło szybko. Okoliczności tej debaty stwarzają dobrą okazję do tego, żeby wszystkie kluby parlamentarne zajęły stanowisko w tej sprawie. Nie można tego nowego obyczaju, który nam się narzuca, traktować jako rzeczy oczywistej, tak jak to się dzieje, jeśli chodzi o dzisiejszą debatę.
O ile Sejm został potraktowany przez pana resort, panie ministrze, i przez rząd w sposób daleki od poszanowania dla konstytucyjnych uprawnień organu, który także odpowiada za podstawowe kierunki polityki zagranicznej, o tyle mogę z satysfakcją stwierdzić, że inny naczelny organ Rzeczypospolitej znalazł w pana wystąpieniu wiele wyrazów uznania, może trochę ponad konstytucyjny stan rzeczy. Wielokrotnie w tym dokumencie odwoływał się pan, panie ministrze, do roli prezydenta Rzeczypospolitej w prowadzeniu, wspomaganiu, kształtowaniu polityki zagranicznej państwa. W tej formule, która tu jest użyta, nie ma nic złego, tyle tylko, że trzeba jednak mieć na uwadze formułę konstytucyjną. Za politykę zagraniczną Rzeczypospolitej odpowiada rząd Rzeczypospolitej, minister spraw zagranicznych i premier tego rządu. Generalne jej zasady ocenia i kształtuje swoimi uchwałami parlament, Sejm Rzeczypospolitej. Rola prezydenta może być bardzo ważna i bardzo pomocna, jednak pod jednym warunkiem ­ że jest to polityka ściśle skoordynowana z linią rządu. Co do tej sprawy jestem może szczególnie uczulony, bo przyszło mi sprawować funkcję premiera w innym stanie konstytucyjnym, kiedy resort spraw zagranicznych podlegał tzw. podwójnemu podporządkowaniu. Przynosiło to takie rezultaty, że na przykład w danym momencie rząd ­ a sprawa była, jak chyba wszyscy się zgadzamy, zasadnicza dla przyszłości Polski ­ deklarował gotowość przystąpienia do Paktu Północnoatlantyckiego, a nazajutrz oświadczenia prezydenta proklamowały dążenie Polski do NATO-bis i bardzo długo musieliśmy tę formułę rozplątywać, tłumaczyć.
Państwo z lewej strony Izby zapewne powiecie, że to był inny czas, inny człowiek i inny stan konstytucyjny. I to jest prawda. Ale w samej rzeczy coś się tutaj jednak powtarza. Z przykrością będę musiał, mimo że nie jestem członkiem klubu Ligi Polskich Rodzin, zdenerwować pana posła, pana marszałka Małachowskiego, dlatego że to, co się stało w ostatnich dniach w związku z wywiadem udzielonym przez pana prezydenta Kwaśniewskiego pismu ˝Die Welt˝, rzeczywiście wymaga natychmiastowego i jednoznacznego wyjaśnienia. Nie może być tak, żeby były jakieś niejasności co do tego, iż stanowisko Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie tego sporu może budzić jakiekolwiek wątpliwości. Była więc okazja, by, jeżeli ˝Die Welt˝ przekręcił ­ ja w tej chwili nie chcę zajmować stanowiska wobec tego, kto ma rację w tym sporze i jakie są fakty ­ albo pan prezydent czy autoryzująca tekst kancelaria popełnili błąd, wydać natychmiast oświadczenie dezawuujące stanowisko ogłoszone przez ˝Die Welt˝ albo prostujące ten błąd. Dzisiaj, przy okazji tej debaty, była niepowtarzalna okazja do tego, by to zrobić. Pan, panie ministrze, z upoważnienia prezydenta Rzeczypospolitej i w jego obecności powinien to sprostować. To się nie stało. I to jest również fakt polityczny, który będzie dla polskiej polityki szkodliwy.
Jedną z najczarniejszych kart II Rzeczypospolitej była dramatyczna sprawa Zaolzia. Nie porównuję tu niczego, bo to jest oczywiście zupełnie nieporównywalne. To jest tak, jak kiedyś powiedział ­ akurat w tym wypadku rzeczywiście słusznie ­ Karol Marks, że pewne sytuacje, które kiedyś były dramatem, powtarzają się wyłącznie jako pewien dowcip historii.
(Poseł Bogdan Lewandowski: Tragedia i farsa.)
Tak, jako farsa. Bo mamy tu do czynienia z czymś bliskim farsy. Powinno to być natychmiast przecięte, panie ministrze. I to, że nie słyszymy w tej sprawie oficjalnego wyjaśnienia, że tą sprawą zajmuje się tylko pan poseł Małachowski, który nas odsyła do pana Oleksego jako świadka, podczas kiedy rzecz dotyczy bardzo poważnych kwestii, jest dla polskiej polityki zagranicznej szkodliwe.
Poseł Jan Olszewski:
Jeżeli pan marszałek pozwoli... Rzeczywiście nie potrafię się w tym momencie odnieść do tego dokumentu, który został przedstawiony, a który traktuję bardzo poważnie. Ale uważam za konieczne poruszyć jedną sprawę, bardzo krótko, na zakończenie. To jest sprawa traktowania polskich środowisk polonijnych i środowisk Polaków na Wschodzie w proklamowanej tutaj polityce MSZ. Jeżeli pisze się, że ma to być działanie inspirujące te środowiska, tych Polaków do wspierania polskich interesów narodowych i udziału w realizacji ważnych zadań polskiej polityki zagranicznej, to jest to po prostu deklaracja intencji w pewnym sensie manipulacyjnego wykorzystania polskich środowisk za granicą do doraźnych celów politycznych polskiej polityki zagranicznej. Tak nie wolno traktować Polonii, tak nie wolno traktować 1/3 polskiego narodu ­ polskiej światowej diaspory.
Uważam, że stało się bardzo źle, iż inicjatywa, którą w zeszłej kadencji parlamentu podjął Senat Rzeczypospolitej, proponując uchwalenie Karty Polaka, została zaniechana i odrzucona. Ona miała szereg oczywistych wad, niedoskonałości, ale trzeba do niej wrócić. Polacy z zagranicy muszą znaleźć odpowiednią formę uznania polskiej państwowości, odpowiednią formę ich udziału. Tego nie unikniemy i do tego, jak powiadam, wrócić trzeba; nie zastąpimy tego uchwalaniem dla nich 2 maja Dniem Polonii. Nie zastąpi to konkretnych rozwiązań prawnych, o które zabiegają. Te ich potrzeby powinny być zaspokojone. Dziękuję bardzo za uwagę. (Oklaski)
Poseł Zbyszek Zaborowski:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Świat po 11 września jest faktycznie inny, tak jak mówił pan minister Cimoszewicz. Są nowe wyzwania. Pan minister proponował dokonać analizy doktryny i zdolności obronnej państw członkowskich. Myślę, że taka refleksja jest potrzebna, ale to jest przede wszystkim domena rządu i z tej strony, jak sądzę, trzeba oczekiwać propozycji. Ale cała dyskusja wokół kampanii antyterrorystycznej i naszego udziału w koalicji antyterrorystycznej nie może zmieniać istoty rzeczy, czyli tego, że Polska jest zainteresowana umacnianiem NATO i jego spoistością. W nowej sytuacji art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego jest nadal dla Polski najważniejszy. Zgadzam się z przedmówcami, że nie wolno rozmywać celów, do których organizacja Paktu Północnoatlantyckiego została powołana. Warto też wyraźnie mówić, że jesteśmy za rozszerzeniem paktu, zwłaszcza o kraje sąsiedzkie, a więc o Słowację, o kraje bałtyckie, jako kraj sąsiedzki można chyba traktować również Słowenię. Ale szczególnie chodzi o Słowację, o kraj bardzo nam bliski. Myślę, że przed szczytem w Pradze polska dyplomacja powinna to mówić wyraźnie, tym bardziej że jako parlament podjęliśmy decyzję o ratyfikacji ustawy powołującej wielonarodową brygadę polsko-czesko-słowacką, która ma niejako wzmocnić NATO-wskie aspiracje Słowacji, naszą współpracę z tym krajem i bezpieczeństwo w naszym regionie.
Minister Cimoszewicz mówił również o potrzebie współpracy przemysłów obronnych, tworzeniu trwałych związków przemysłowych i kapitałowych z partnerami zagranicznymi oraz włączaniu polskich przedsiębiorstw działających w branży zbrojeniowo-obronnej w struktury konsorcjów zbrojeniowo-lotniczych w Unii Europejskiej i USA. To jest dobry kierunek. Ale właśnie teraz mamy najlepszą okazję do tworzenia tych związków, a w konsekwencji umocnienia i unowocześnienia potencjału obronnego. Tą okazją są oczywiście wielkie przetargi na dostawy dla polskiej armii samolotu wielozadaniowego, kołowego transportera opancerzonego, przeciwpancernego pocisku kierowanego, sprzętu łącznościowego. Offset dla polskich zakładów to oczywiście dopiero drugi cel, po modernizacji armii, ale cel bardzo ważny i jednocześnie ogromna szansa na zastrzyk nowoczesnej technologii i umocnienie naszych związków z sojusznikami. Myślę, że rząd powinien także dokonać przeglądu tzw. listy negatywnej, ograniczającej eksport polskiej broni i sprzętu wojskowego. W tej sprawie jesteśmy bardziej papiescy nie tylko od ONZ, ale również od Czech, Słowacji, a nawet naszego głównego sojusznika ­ Stanów Zjednoczonych. (Oklaski)
Pan minister Cimoszewicz mówił o wspólnym ze Stanami Zjednoczonymi działaniu na rzecz skuteczności i spójności NATO oraz o dążeniach do uzyskania poprzez współpracę z USA odpowiedniego wpływu na politykę NATO wobec krajów Europy Środkowej i Wschodniej, a także na rozszerzenie NATO i partnerstwo z Rosją. To jest słuszna strategia. Mówił również o potrzebie utrwalenia wizerunku Polski jako głównego sojusznika USA w regionie i jednego z jego najważniejszych partnerów w Europie. Taki wizerunek w Europie, zwłaszcza we Francji, już mamy. Wydaje mi się, że w toku negocjacji przedakcesyjnych warto również zadbać o naszą europejską twarz. W roku 2002 mamy zakończyć negocjacje akcesyjne z Unią Europejską. Jesteśmy jeszcze przed najważniejszymi rozdziałami. Pomijam 6 rozdziałów, które mamy rozstrzygnąć do końca pierwszego półrocza, bo pozostaną nam najtrudniejsze tematy, a więc rolnictwo, finanse, budżet i polityka regionalna. Wynik tych negocjacji będzie stanowił o korzyściach Polski z wstąpienia do Unii Europejskiej.
(Poseł Bogdan Pęk: Albo o braku tych korzyści.)
Trzeba będzie dokonać bilansu. Wydaje mi się, że minimalny warunek jest taki, aby przepływ środków finansowych netto w naszym kierunku był wyższy niż przepływ funduszy przedakcesyjnych w roku 2002 czy 2003. Polska z faktu wstąpienia do Unii Europejskiej i udziału w tym integracyjnym, gospodarczym ugrupowaniu powinna czerpać takie korzyści, które ułatwią jej przeskoczenie trudnej bariery związanej ze zniesieniem wszystkich ochron celnych polskiego przemysłu. Moment przekroczenia Rubikonu zawsze jest trudny, więc myślę, że musimy razem z naszymi partnerami z Grupy Wyszehradzkiej uświadomić politykom z Brukseli i z krajów członkowskich Unii Europejskiej, że w tym przypadku wysiłek Unii powinien być nieco większy niż to, o czym do tej pory mówiono.
Podczas tej debaty próbowano również szukać alternatywy wobec integracji z Unią Europejską. Pan poseł Giertych pytał wprost, czy rząd tworzy plan strategiczny, czy ma alternatywę. Taką alternatywę przedstawił dzisiaj z tej trybuny pan poseł Lepper. Jest to w zasadzie poprawa stosunków z krajami Europy Wschodniej i oparcie na nich polskiej polityki i współpracy gospodarczej. Z uwagi na obecny stan rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego obawiam się, że może to być jedynie kierunek uzupełniający. Zresztą świadczą o tym dotychczasowe rozmowy, również nowego gabinetu. Podstawowym kierunkiem powinna być dla nas integracja z głównym centrum cywilizacyjnym i próba budowania wspólnej Europy wokół tego trzonu, który od kilkudziesięciu lat kształtował się w Europie Zachodniej.
Myślę, że dzisiejsza debata, choć niewolna od emocji, jest konstruktywna. Żeby była do końca konstruktywna, trzeba jednak unikać wzajemnych oskarżeń. Dyskusja o tym, że atmosfera tej sali przypomina schyłek wieku XVIII i czas rozbiorów, jest co najmniej dziwną debatą historyczną. Myślę, że trzeba ze zrozumieniem przyjmować argumenty wszystkich ugrupowań politycznych i wierzyć głęboko w to, że wszyscy starają się o dobro Rzeczypospolitej, że patrząc na to dobro, wszystkie poważne, duże ugrupowania w tym parlamencie akceptują kierunki polskiej polityki zagranicznej przedstawione przez ministra spraw zagranicznych. Dziękuję bardzo za uwagę. (Oklaski)
Poseł Wojciech Mojzesowicz:
Panie Marszałku! Panie i Panowie Posłowie! Panie Ministrze! Polityka zagraniczna jest rzeczywiście delikatnym instrumentem i trzeba ją w sensowny sposób prowadzić ­ czy pan chce, panie ministrze, czy nie chce ­ razem z polskim parlamentem. W swoim wystąpieniu wyraźnie pan zaznaczył, że będzie się konsultował ze wszystkim, a na końcu z parlamentem. Jest to niepokojące. Jeżeli minister spraw zagranicznych podczas zagranicznych wyjazdów będzie bez konsultacji z polskim parlamentem wypowiadał bardzo znaczące i ważkie słowa ­ tak było w sprawie sprzedaży ziemi ­ to trudno, żeby politycy opozycji zachowywali się w sposób, delikatnie mówiąc, taki, jak przystało na politykę zagraniczną.
Pan minister Cimoszewicz bardzo dużo mówił o terroryzmie. Czy pan minister jako znany, światowy polityk nie zauważył, że terroryzm z czegoś wynika, z czegoś powstaje? Nie jest tak, że nagle część złych ludzi na świecie chce niszczyć tych innych.
(Poseł Gabriel Janowski: Tych dobrych.)
Tak nie jest, panie ministrze. Myślę również, że po 11 września świat się obudził. Wydarzyła się tragedia, ale świat się obudził.
Panie ministrze, mamy wstąpić do bloku państw bogatych i rozwiniętych, ale z liczb i z nazw widać, że nie wszyscy się w nim znajdą. Możemy to uznać za normalne, ale musimy sobie zdawać sprawę, że za resztę świata pośrednio my, może w małej części, a przede wszystkim Stany Zjednoczone muszą wziąć odpowiedzialność. Jeżeli odizolujemy się murem, to prędzej czy później ludzie umierający z głodu i biedujący na świecie będą tak reagować. Chodzi o odpowiedzialność za to, co się dzieje.
Co do integracji z Unią Europejską, to panowie bardzo często cieszycie się, że szczególnie mocno wspierają nas Niemcy i ja po części to rozumiem. Niemcy zawsze w historii chcieli mieć duże znaczenie na świecie. Niemcy są silnym państwem. W Europie ilościowo i gospodarczo są potęgą, ale w skali świata mimo wszystko są niewielkie, nie znaczą tak dużo. Integracja państw, które mają wejść do Unii Europejskiej, spowoduje, że Unia Europejska zamiast 300 mln ludzi będzie miała ponad czterysta oraz zwiększy się jej potencjał gospodarczy. Komu to służy, panie ministrze? O tym także trzeba mówić. Służy to tym, którzy będą kierować Unią Europejską. My jako Polska będziemy jednym z wielu mniej znaczących państw. W Unii Europejskiej gospodarczo i politycznie będą dominować Niemcy. Pośrednio wspieramy więc ich pozycję na arenie międzynarodowej.
Chcę jeszcze powiedzieć, panie ministrze, o tych sukcesach międzynarodowych. Mam mało czasu, szkoda. Pan premier Olszewski słusznie zauważył, że to poważna debata, że powinniśmy mieć czas na spokojną analizę. Na pewno nie życzymy źle polskiemu rządowi, jakikolwiek by nie był, ale oczekujemy, że przede wszystkim będzie on dbał o nasze interesy. Chcę w kilku zdaniach powiedzieć, że dotychczasowe sukcesy polskiego rządu i kierowanego przez pana Komitetu Integracji Europejskiej są zatrważające, jeżeli chodzi o integrację polskiej wsi i polskiego rolnictwa. Powtarzam, zatrważające, panie ministrze. Jeżeli mówi się, że polska wieś, która ma wejść do Unii Europejskiej, jest zacofana i ma ponosić koszty ­ pan minister może nie czytał tych dokumentów, ale ja je bardzo dokładnie przeczytałem ­ a następnie, że Unia Europejska proponuje nam niższe limity produkcji i kwoty niż to, co dzisiaj produkujemy, to w jaki sposób ­ może pan minister mi to powie ­ mamy się rozwijać i iść do przodu? Jaką mamy szansę na wolnym rynku w warunkach konkurencji? Myślę, że są to pytania, na które trzeba sobie wyraźnie odpowiedzieć.
Na koniec powiem, panie ministrze, że na pewno na dyplomacji, na świecie zna się pan lepiej niż wielu z nas i oczywiście lepiej niż ja. Nie znaczy to jednak, że musi pan tak często okazywać nietolerancję i być niegrzecznym w stosunku do parlamentarzystów, którzy mają prawo pytać pana i polski rząd, co będzie z Rzecząpospolitą, jaka będzie przyszłość? Mamy do tego prawo, panie ministrze, a pan bardzo często nam je odbiera. Dziękuję, panie marszałku. (Oklaski)
Poseł Kazimierz Zarzycki:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Chcę powiedzieć o wycinku polskiej polityki zagranicznej. Jakkolwiek wszystko to, co wielkie, co ważne, co dotyczy stosunków z mocarstwami, z Europą musi być wypowiedziane przy takiej, jak dzisiejsza, okazji, to jednak chciałbym zacząć od przypomnienia zasady, że nie trzeba szukać, nie należy szukać przyjaciół daleko, a wrogów blisko. To jest tytuł książki prezydenta Finlandii Uhro Kekkonena. To jest w ogóle zasada, jakiej warto w życiu hołdować, bo wśród tych najbliższych sąsiadów albo się można rozwijać, albo tracić wielkie szanse.
Myślę, że z treści dzisiejszego wystąpienia ministra spraw zagranicznych wynika, że wracamy do równowagi i sąsiadów zaczniemy zauważać, a jeszcze bardziej upoważnia do takiego wniosku przebieg dzisiejszej dyskusji, gdzie bardzo wiele mówiono o znaczeniu współpracy z naszymi sąsiadami, głównie wschodnimi.
Widząc to ogromne znaczenie polskiej ściany wschodniej, polskiej granicy wschodniej, chciałbym jednakże do tego dołożyć także potrzebę patrzenia na południe. Polskę odgradzają od Słowacji i od całej południowej Europy Karpaty. Jest to naturalna granica uznana przez nas, jak się wydaje, za przeszkodę nie do przebycia. Niedawno w rozmowie ze Słowakami usłyszałem taki zarzut, pytanie ekonomiczne: Czy wy nie widzicie, że co roku kupujemy 5 mln ton węgla na Ukrainie i gdzieś tam jeszcze? Dlaczego polski węgiel nie przedostaje się przez tę granicę? Czy nie widzicie, że kupujemy również energię? Dlaczego z polską energią nie ruszacie w naszą stronę?
Nawiązuję do tego, ponieważ pan minister użył w pewnym momencie sformułowania, że Polska dyplomacja musi wspierać polską politykę gospodarczą. Jest to, myślę, jeden z tych celów, który można by sobie wyznaczyć, żeby w ślad za tym, co już się działo i co się może dziać, jeśli chodzi o państwa, z którymi graniczymy na wschodzie, by zostało ukierunkowane również na południe. A swoją drogą szkoda, że 8­10 mld dolarów wpływu, jaki mieliśmy jeszcze przed 4 laty z handlu przygranicznego z krajami wschodnimi, z Białorusią, Ukrainą, a także pewnie z krajami bałtyckimi, obróciło się wniwecz, przepadło i nawet nikt nie wspomni, że to było bardzo poważne zasilenie polskiej kiesy państwowej.
A południe to przecież nie tylko Słowacja, to dalej Węgry. Osobiście ucieszyło mnie to jedno ciepłe zdanie, które się tam znalazło, o Jugosławii. To był kraj nam przyjazny, przyjaźnie nastawiony do Polski i Polaków, i bez względu na dramatyczne, tragiczne okoliczności, to, co się tam wydarzyło, trzeba tę Jugosławię dostrzegać i sięgnąć do współpracy z tym krajem.
Ukierunkowanie na południe to jest także większa motywacja do rozbudowy komunikacji, sieci dróg. W tej chwili sprzyja temu koniunktura międzynarodowa i obiecana pomoc organizacji międzynarodowych. Te trzy drogi, które będą przecinać polską granicę w Cieszynie, w Zwardoniu, i, daj Boże, w Korbielowie, o czym zaczęto teraz mówić, to po prostu żyły złota, to szansa dla polskiej turystyki, dla współpracy gospodarczej, dla wszystkiego, co można wykorzystać, jeśli chodzi o dalej leżące kraje, również kraje basenu Morza Śródziemnego czy Morza Czarnego. To jest ożywienie gospodarki wzdłuż tych tras, to jest ożywienie terenów przygranicznych. Pokonajmy Karpaty także za pomocą polskiej polityki zagranicznej wspierającej nieśmiało tlące się nadzieje gospodarcze, że to można zrobić.
Jeśli chodzi o całość, osobiście mam wrażenie, że to było wystąpienie dobre i komunikatywne, wyważone, zgodne z interesem narodowym, ale także z zapowiedziami przedwyborczymi.
Wracając do pierwszego wątku, te międzynarodowe aspiracje, wielkie, światowe, 40-milionowego narodu są uzasadnione, ale jeszcze raz, panie ministrze, zwracam uwagę na to, że powinny być wsparte bardzo owocnymi i energicznymi działaniami w stosunku do najbliższej zagranicy. Dziękuję bardzo.
Poseł Wacław Klukowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Szanowni Zaproszeni Goście! Mam zaszczyt tylko uzupełnić stanowisko Samoobrony Rzeczypospolitej na temat informacji ministra spraw zagranicznych o podstawowych kierunkach polityki zagranicznej Polski. Otóż polska polityka zagraniczna winna odpowiadać znaczeniu ekonomicznemu, militarnemu i społecznemu Rzeczypospolitej w Europie i świecie. Powinna także odpowiadać naszym aspiracjom i realnej sile. Polska była uczestnikiem układów ekonomiczno-militarnych i zapłaciła ogromną cenę za stabilizację sytuacji politycznej w Europie. Była także animatorem i uczestnikiem przemian w Europie, za które także zapłaciła ogromną cenę.
Dzisiaj jesteśmy członkiem NATO i za sojusz oraz bezpieczeństwo granic zapłacimy wyznaczoną cenę, choć rachunki zaczynamy płacić, i to z przykrością muszę stwierdzić, zaciągając kolejne pożyczki. Kandydujemy jako kraj do Unii Europejskiej i zdaniem władz nie ma alternatywy. Ale rachunek, jaki administracja Unii Europejskiej Polsce zaproponowała, jest nieuczciwy, nie do przyjęcia. Jestem przekonany, że naród nie wyrazi zgody na jego zapłacenie.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Od daty podpisania umowy stowarzyszeniowej Polski z Unią Europejską zmienia się sytuacja gospodarcza Polski, sytuacja wewnętrzna, ale także sytuacja zewnętrzna. Wewnątrz Polski dzień po dniu, rok po roku padają przedsiębiorstwa i wzrasta bezrobocie. Mit o napływie zagranicznego kapitału się rozwiewa. W miejsce polskich fabryk powstają zagraniczne magazyny i hurtownie. Wystarczy przejechać Polskę wzdłuż i wszerz, aby zobaczyć powybijane okna i porzucone hale polskich fabryk oraz jednocześnie nowoczesne terminale przeładunkowe dla zagranicznych towarów. Kraj, który nie produkuje, to wyraźnie podkreślam, umiera, szerzy się w nim korupcja, o której nie tak dawno z tej właśnie trybuny mówił pan marszałek Andrzej Lepper, dokładnie 29 listopada roku ubiegłego i 25 stycznia roku bieżącego.
Na zewnątrz Polski miesiąc po miesiącu, rok po roku utrwala się deficyt w handlu zagranicznym i, co jest dziwne, głównie z krajami Unii Europejskiej. Trwale finansujemy w Unii Europejskiej ponad 1,4 mln miejsc pracy i zwalniamy jednocześnie naszych robotników. Ten bilans to wynik nie tylko nieudolności polskich polityków, elit i negocjatorów, to także wynik lekceważenia problemów Polski ze strony rządów krajów Unii Europejskiej. Ich zgoda na ekspansję do Polski często prymitywnego, drapieżnego kapitału spekulacyjnego ukształtowała w Polsce obraz zagranicznego biznesmena oszusta. Dobre wzorce są nieliczne i za ich brak odpowiadają władze krajów Unii Europejskiej i ich przedstawicielstwa dyplomatyczne w Polsce.
Rzeczpospolita Polska to nie XVIII-wieczny Czarny Ląd i o tym, panowie dyplomaci, powinni niestety pamiętać. My, Polacy, mamy wieloletnią bogatą historię, godność i dumę narodową. Potrafimy znaleźć swoje miejsce w świecie, bez potrzeby karmienia szarej strefy, rzekomego biznesu pochodzącego z krajów Unii Europejskiej. To trudne wyzwanie, ale my, Polacy, wokół trudnych wyzwań potrafimy się zjednoczyć i skutecznie rozwiązywać problemy.
Dziś bardziej niż kiedykolwiek indziej w przeszłości nasza polityka zagraniczna jest skierowana na integrację z Europą. Czy to dobrze, czy źle, odpowiedzą kolejne miesiące i lata. Dziś bardziej niż w przeszłości zaczynamy wierzyć w mity o potędze Polski pod patronatem Unii Europejskiej. Jakie to przykre, iż kolejne niepowodzenia naszych negocjatorów zmuszają nas do coraz to nowych ustępstw, a jednocześnie są przekazywane społeczeństwu jako nasze spektakularne sukcesy negocjacyjne. Ileż było mowy o zabezpieczeniu ziemi rolnej i leśnej przed spekulacyjnym wykupem przez obcy kapitał. Stanowisko Polski w tej kwestii jest niestety nie do przyjęcia. Co ma znaczyć chęć zabezpieczenia ziemi dzierżawionej po trzyletnim okresie dzierżawy w województwach wschodnich i po siedmioletnim okresie dzierżawy w Polsce zachodniej i północnej, oczywiście ograniczonego tylko do osób fizycznych? Bezsprzecznie zasłoną dymną są tu obwarowania typu wykształcenie, samozatrudnienie, zamieszkiwanie przez pewien okres w Polsce wobec celowo wprowadzonego wyłomu ­ podkreślam: wyłomu ­ i dopuszczenia przekazywania ziemi dzierżawionej przez spółki prawa handlowego w drodze cesji osobom fizycznym. Jest to równoznaczne z możliwością wykupu w momencie akcesji wielu tysięcy hektarów gruntów rolnych i leśnych przez obcy kapitał. Przy czym niewątpliwie pomocne jest tu liczenie okresu dzierżawy od momentu podpisania umowy dzierżawnej.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Tylko w jednym województwie zachodniopomorskim, w moim województwie, ten niby-mały wycinek związany z obrotem ziemią dzierżawioną przez kapitał obcy dotyczy ponad 110 tys. ha gruntów rolnych. Problem więc nie jest, panie ministrze, problemem marginalnym.
Nie bez znaczenia są zbyt niskie limity produkcyjne, które my zaproponowaliśmy Komisji Europejskiej. Jednak to, co proponuje nam Unia w tym względzie, to tylko hańba. Zastanawiam się osobiście, czy to będzie także nasz kolejny sukces negocjacyjny.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Śmiem zapytać: Czy ktoś zadbał o niedyskryminowanie interesów naszych producentów rolnych, hutników, lekarzy, rybaków, rencistów? Można by tak długo, długo wymieniać. Czy propozycja 25-procentowych dopłat do produkcji rolnej przedstawiona przez Komisję Europejską to dyskryminacja czy też nie? Czy propozycja 10-letniego okresu dochodzenia do dopłat pełnych to dyskryminacja czy też nie? Czy skandaliczne, przytoczone tu już wyżej, propozycje Unii Europejskiej dotyczące limitów produkcyjnych to dyskryminacja czy też nie? Czy propozycja zastąpienia polskich leków generycznych o około 3,5 razy droższymi ­ podkreślam: 3,5 razy droższymi ­ lekami pochodzącymi z krajów Unii Europejskiej jest w interesie ludzi chorych? Czy jest to dyskryminacja czy też nie?
Panie marszałku, proszę jeszcze o chwilę.
Poseł Wacław Klukowski:
Czy zapis, iż producenci leków z krajów Unii Europejskiej będą mieli swoje interesy w Rzeczypospolitej zabezpieczone w sposób specjalny to pomyłka czy też nie? A jeżeli nie, to o co tu właściwie chodzi?(Oklaski)
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zaproszeni Goście! Często frapuje mnie jedno pytanie. Czy kiedykolwiek przedstawiciele MSZ powiedzą społeczeństwu, skąd biorą się pieniądze w budżecie Unii? Ile wydaliśmy środków płatniczych od początku negocjacji właśnie na negocjacje? Ile zyskały kraje Unii Europejskiej w 12-letnim okresie reformacji Rzeczypospolitej poprzez przejęcie polskiego rynku, firm, przedsiębiorstw oraz banków? Ile kwotowo pieniążków będziemy wpłacali do budżetu Unii Europejskiej, choćby pochodzących z VAT? Bo jest to ściśle powiązane z wielkością VAT płaconego przez polskie społeczeństwo. Czy to przypadek, czy też może zamierzone działanie, iż nie ma ustawy o obrocie polską ziemią i zabezpieczeniu jej przed wykupem i spekulacją, a ostateczne stanowisko negocjacyjne w tej sprawie już jest? Zaznaczam, iż to wszystko dzieje się nie przy cichym zezwoleniu rządu i szefa MSZ, lecz przy ich współudziale.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Resort pana ministra Cimoszewicza ma spore osiągnięcia w pewnej drobnej kwestii, o czym pewnie nie wszyscy wiedzą. A mianowicie w momencie wejścia Samoobrony Rzeczypospolitej Polskiej do parlamentu nasze stanowisko na temat wejścia Polski do Unii Europejskiej było jasne. Byliśmy eurorealistami i podkreślaliśmy, iż warunki muszą być partnerskie, przejrzyste i równe, w co także wierzyliśmy. Dzisiaj wyżej wymieniony i jego działania odarli nas na szczęście ze złudzeń.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Zabrakło w informacji ministra spraw zagranicznych oceny, dlaczego utraciliśmy na przykład rynki uzbrojenia i wyposażenia wojskowego i co w zamian otrzymaliśmy? Dlaczego utraciliśmy rynki maszyn rolniczych i co w zamian otrzymaliśmy? Dlaczego tracimy rynki finansowe i co w zamian otrzymujemy? Reasumując...
Dziękuję za czas.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! W informacji ministra spraw zagranicznych zrezygnowano z przedstawienia polityki realnej na rzecz polityki wirtualnej i z tych względów Klub Parlamentarny Samoobrona będzie głosował za jej odrzuceniem. Dziękuję bardzo.(Oklaski)
Poseł Joanna Nowiak:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Pan prezydent, pan premier, minister spraw zagranicznych, a także członkowie Wysokiej Izby niejednokrotnie mówili, jak ważną częścią polityki państwa jest polityka zagraniczna. Warto spojrzeć na politykę zagraniczną Polski z perspektywy tzw. nowego regionalizmu. Z dużą satysfakcją odnotowałam w wystąpieniu ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza informacje o zamiarze intensyfikacji kontaktów Polski z państwami nordyckimi, pięcioma krajami usytuowanymi na północy Europy, tym bardziej że do tej pory pan minister, pełniąc swoje funkcje, odwiedził niemal wszystkie kraje nordyckie. Zapowiedź intensyfikacji kontaktów z krajami nordyckimi to bardzo istotny akcent, który powinniśmy zauważyć i docenić, bo mimo odmienności języków, różności kultur, różnych stopni zaawansowania procesów gospodarczych, a nawet różnych stref klimatycznych mamy jako społeczeństwa i kraje poczucie bliskości. Dwa z tych państw, Finlandia i Szwecja, są członkami Unii Europejskiej, do której Polska pretenduje. Warto skorzystać z ich doświadczeń, by w naszej drodze do struktur unijnych nie tracić czasu na tzw. politykę wyważania otwartych drzwi.
We wrześniu 1997 r. Finlandia przedstawiła inicjatywę określaną jako północny wymiar polityki europejskiej, inicjatywę bardzo znaczącą, dotyczącą bowiem obszaru obejmującego państwa nadbałtyckie, Norwegię, zachodnią część Rosji i Kaliningrad. Region ten liczy ponad 50 mln mieszkańców. Inicjatywa ta zakładała, że Unia Europejska będzie angażować się we wszystkie przemiany zachodzące na tym obszarze. Koncepcja obejmuje wypracowanie instrumentów, które umożliwią i zapewnią utrzymanie stabilności w tej części kontynentu, oraz działania na rzecz stworzenia warunków sprzyjających jej rozwojowi społecznemu i gospodarczemu. Północy wymiar to stabilność regionu nordycko-bałtyckiego, to działania na rzecz ochrony praw człowieka. Służy on także umacnianiu zasad demokracji, praworządności i wolnego rynku, ponadto wzrostowi dobrobytu, utrzymaniu wysokiego poziomu zatrudnienia oraz rozwojowi współpracy gospodarczej. Zaznaczono, że wzrost gospodarczy nie może godzić w interesy człowieka i środowiska naturalnego. Inne cele obejmują łagodzenie istniejących nierówności w poziomie życia oraz przeciwdziałanie ich narastaniu, a także udział w zapobieganiu zagrożeniom i likwidacji ich skutków. Czasami zagrożenia te mają źródła za granicą, jak na przykład silnie akcentowany w ostatnim okresie terroryzm.
W szczególny sposób Polskę i region nordycko-bałtycki łączy pytanie o Bałtyk. Polska, leżąc nad Bałtykiem, nie wykorzystuje możliwości, jakie ten obszar poprzez swoje unikalne położenie stwarza. Państwami bezpośrednio zainteresowanymi współpracą są państwa członkowie Unii Europejskiej takie, jak: Finlandia, Dania, Niemcy i Szwecja, państwa niebędące w Unii: Norwegia i Rosja oraz państwa kandydujące do Unii: Estonia, Litwa, Łotwa i Polska. Jakie to ma znaczenie? W najbliższej perspektywie Morze Bałtyckie stanie się wewnętrznym szlakiem żeglugowym Unii Europejskiej. Jest to praktycznie przesądzone, biorąc pod uwagę fakt zainteresowania członkostwem w Unii Europejskiej takich państw, jak Litwa, Łotwa, Estonia oraz Polska, pamiętając jednocześnie o układzie o współpracy pomiędzy Rosją a Unią, regulującym wzajemne stosunki, podpisanym w grudniu 1997 r.
Bardzo ważne jest, co konsekwentnie zresztą podkreślają politycy nordyccy, że tylko kwitnące partnerstwo z Rosją będzie gwarantowało spokojną żeglugę w akwenie bałtyckim. To z kolei generuje ekonomiczne i polityczne reperkusje wybiegające daleko poza interesy regionu. Unia już od dawna stawia bardzo silne akcenty na znaczenie północnego wymiaru w realizacji długofalowej polityki wobec Rosji.
Wykorzystajmy to, że już dzisiaj obszar wokół Bałtyku jest w Europie jednym z priorytetowych obszarów współpracy. Sąsiadami są tu kraje o różnym stopniu rozwoju gospodarczego i o różnych tradycjach. Jest to więc swoiste laboratorium, gdzie można przedstawiać pomysły i je weryfikować. Mamy tu wspólne interesy. Chodzi przecież o to, aby wszystkim żyło się tu zasobnie i bezpiecznie. To, co jest codziennością, stanowi zarazem dziedziny współpracy ­ gospodarka, energetyka, ekologia, kultura, nauka, transport czy turystyka. Popularyzowanie północnego wymiaru ma na celu kreowanie dobrych warunków do rozszerzenia Unii o kraje kandydujące z tego regionu, tak by wykluczyć możliwość tworzenia nowych, normatywnych i socjoekonomicznych linii podziału w Europie. Polska powinna to wykorzystać.
Państwa nordyckie, szczególnie Finlandia, jako przykład i wzorzec, mogą być w wielu aspektach inspirujące. Warto iść śladem doświadczonych, pragmatycznych członków Unii Europejskiej. Dialog polityczny i płaszczyzny wzajemnego zaufania to dziedziny, na które nordycy kładą szczególny nacisk. Polityka ta jest zorientowana na faktyczne wyzwania, ale przede wszystkim na możliwości realnej współpracy w regionie. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Bogdan Lewandowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Polityka zagraniczna Polski jak każdego państwa skierowana jest na obronę takich wartości, jak suwerenność, integralność terytorialna, bezpieczeństwo. To tradycyjny, klasyczny punkt widzenia, który wciąż jest żywy, aktualny. Świat jednak nie stoi w miejscu i te kategorie, które tu przedstawiłem, podlegają określonym przeobrażeniom. Dzisiaj rzeczywiście trudno przyjmować jako obowiązujące spojrzenie na suwerenność, jakie w odległych czasach przedstawiał Jean Bodin. Trzeba dostrzegać i odczytywać właściwie te znaki czasu. Szczególnie zaś należy podkreślić wzrastającą rolę gospodarki w polityce zagranicznej. Można zaryzykować twierdzenie, że polityka zagraniczna staje się przedłużeniem polityki gospodarczej. Nawet w Polsce doświadczaliśmy takich działań, kiedy ambasadorem USA był pan Nicolas Rey, który bardzo aktywnie wspierał interesy gospodarcze Stanów Zjednoczonych Ameryki.
W tych szczególnych warunkach, w których obecnie znajduje się Polska ­ schłodzenia, niemal zamrożenia polskiej gospodarki ­ ta formuła łączenia polityki zagranicznej z gospodarką staje się szczególnie paląca. Dlatego warto, panie ministrze, zwrócić uwagę na jakość działań w tym zakresie podejmowanych przez nasze służby dyplomatyczne; również one powinny zdać sobie sprawę z tego niezwykłego okresu, w jakim przyszło nam żyć. I z tego punktu widzenia także nasze placówki dyplomatyczne powinny wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za rozwiązanie naszych kwestii gospodarczych.
Bardzo dużą uwagę w wystąpieniu pana ministra przykuwała istotna sprawa terroryzmu. Mówiłem już o dynamizmie zjawisk współczesnego świata; terroryzm także tutaj podlega tym uwarunkowaniom. Oczywiście wcześniej znaliśmy terroryzm z doświadczeń RAF w Niemczech, Czerwonych Brygad we Włoszech, Czarnego Września i wielu innych organizacji terrorystycznych. Były one jednak niejako tylko częścią pewnego układu geograficznego; nie odnosiły się do całego świata. Dzisiaj, po 11 września, sytuacja uległa w tym zakresie zmianie. Terroryzm rzeczywiście jest bardzo blisko, również granic Rzeczypospolitej. I na te problemy trzeba patrzeć bardzo wnikliwie, uważnie, przede wszystkim unikając jakichś ekscesów ideologicznych.
Mówię o tym w kontekście chociażby doświadczeń z poprzedniej kadencji, kiedy w Sejmie została utworzona Parlamentarna Grupa Polsko-Czeczeńska. Czeczenia oczywiście nie była suwerennym państwem, ale robiono to tylko w imię jakiejś antyrosyjskiej fobii. Tymczasem dziś wiemy, że Czeczenia była bazą terrorystyczną, jest to udokumentowane i znajduje potwierdzenie w wielu bardzo negatywnych, tragicznych wręcz zjawiskach. W związku z tym warto nieraz powstrzymać jakieś swoje zapędy w imię szerszego spojrzenia na świat i właściwego odczytania racji stanu Polski.
Pan premier Olszewski podniósł kwestię wywiadu z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim. Otóż, panie premierze, prezydent Kwaśniewski jest człowiekiem powszechnie uznanym w świecie, szanowanym, który wyświadczył wiele dobra, również w zakresie polityki zagranicznej.
(Poseł Wojciech Mojzesowicz: Ale Wałęsa też był głową państwa.)
Pan kierował rządem w innym czasie, kiedy funkcję prezydenta sprawował Lech Wałęsa. Otóż warto chociażby zdać sobie sprawę z jakości działań w zakresie polityki zagranicznej, które podejmował prezydent Wałęsa, a czyni prezydent Kwaśniewski. I nie można, panie premierze ­ przeciwko temu bardzo gorąco protestuję ­ budować oceny na podstawie zdania wyrwanego z kontekstu. Jest to szkodliwe, zwłaszcza jeżeli dotyczy głowy państwa. Znajdujemy się w parlamencie, na co słusznie pan zwrócił uwagę, i powinniśmy w związku z tym szanować każde zdanie, każde słowo, jakie wypowiadamy.
Wreszcie w dyskusji znalazła się także kwestia Unii Europejskiej. Otóż można powiedzieć, że sprawa wejścia Polski do Unii Europejskiej zdecydowała się prawie 10 lat temu. Dzisiaj wszelkie próby zawracania Polski z tej drogi są szkodliwe, wręcz niepoważne. O tych kwestiach można było szeroko dyskutować, szukać jakiejś alternatywy przed wielu laty; dzisiaj to może być tylko coś w rodzaju ˝Alternatywy 4˝, jeślibyśmy odwołali się do znanego serialu telewizyjnego ­ po prostu realnie nie ma takiej możliwości. Jest natomiast kwestia, na jakich warunkach Polska znajdzie się w Unii Europejskiej. I te dywagacje, które czasami słyszymy, mają trochę irracjonalny wyraz, są przejawem pewnego fundamentalizmu, który, jak stwierdziłem wcześniej, mówiąc o terroryzmie, zawsze jest punktem wyjścia. Oczywiście wiem, że my w Polsce mamy również swoich talibów...
(Poseł Bogdan Pęk: A ty jesteś Szaron.)
...ale chodzi o to, żeby ten głos nie znajdował szerokiego rezonansu, bo po prostu na to nie zasługuje.
(Głos z sali: A znajduje?)
I jeszcze jedna kwestia, którą podniósł pan premier Olszewski. Otóż słusznie powiedział, że druki sejmowe powinny być doręczane z należytym wyprzedzeniem...
(Głos z sali: Ale nie są.)
To prawda, panie premierze, taka powinna być praktyka. Ale powiedział pan, że to właśnie dzisiaj o czymś świadczy i od razu pan wszedł na jakieś tory ideologiczne powrotu do PRL. Jeżeli tak miałoby być, panie premierze, to przecież w czasie poprzedniej kadencji mieliśmy do czynienia właśnie z taką praktyką, że tych druków sejmowych nie mieliśmy na czas. Na pewno pan doskonale pamięta te czasy, a więc po prostu bez tego rodzaju wycieczek. Myślę, że warto zwrócić uwagę, ja również przyłączam się do tego, ale myślę, że te dalsze dywagacje były nie na miejscu. Generalnie oceniając dzisiejszą informację, trzeba podkreślić, że jest ona zwarta, przejrzysta, logiczna, tezy są jasno wyartykułowane i z tego punktu widzenia chciałbym bardzo serdecznie podziękować panu ministrowi Cimoszewiczowi. Dziękuję bardzo za uwagę. (Oklaski)
Poseł Jan Olszewski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Pan poseł Lewandowski zarzuca mi, że przekręciłem, jak rozumiem, sens wystąpienia czy sens tego, co powiedział pan prezydent Kwaśniewski. W takim razie cytuję już nie z ˝Die Welt˝, tylko ze sprostowania, to brzmiało w ten sposób, czytam dosłownie: Gdyby cienie przeszłości, decyzje Hitlera lub Benesza miały blokować drogę naszych państw do Unii Europejskiej, znaczyłoby to, że znajdujemy się w schizofrenicznym świecie.
Otóż, panie pośle, od razu mówię, Benesz nie jest bohaterem mojego romansu, ale to porównanie z Hitlerem jest po prostu obraźliwe dla naszych sąsiadów, dla narodu czeskiego. Rozumiem, może ponieść temperament. Pan prezydent, prostując, powiada, że ˝Die Welt˝ pominął jedną frazę z tego zdania, mianowicie że w rzeczywistości powiedział: Gdyby cienie przeszłości, decyzje Hitlera lub Benesza czy też decyzje Roosevelta, Churchilla i Stalina... ­ dalszy ciąg jak poprzednio. Otóż rzeczywiście jesteśmy w jakimś świecie politycznej schizofrenii, dlatego że w pierwotnej wersji opublikowanej w ˝Die Welt˝ mamy do czynienia z tekstem obraźliwym dla Czechów, natomiast w tym rozwiniętym, sprostowanym tekście mamy jednocześnie ustawienie polskiej sytuacji w analogicznym układzie, jak sytuacja Czech, sytuacja z Niemcami sudeckimi spowodowana dekretami Benesza. Ponieważ pan prezydent Kwaśniewski, nie zauważając sensu tego, co mówi, ustawił jednocześnie w tej samej płaszczyźnie decyzje wielkiej trójki jałtańskiej, czy tego chcemy, czy nie, to na podstawie tych decyzji przyznano nam jako rekompensatę za terytoria utracone na Wschodzie tzw. ziemie odzyskane i została wysiedlona ludność niemiecka.
Rozumiem, że nie jest to rzeczywisty wyraz stanowiska pana prezydenta Kwaśniewskiego, że nastąpiło po prostu przesłowienie, tylko wtedy natychmiast trzeba to sprostować. Nie może pozostać cień wątpliwości. Ja o tym mówiłem i do tego wracam. I apeluję w dalszym ciągu do pana ministra Cimoszewicza, żeby ta sprawa została przecięta na samym początku, bo będzie przynosiła szkodę polskiej polityce. (Oklaski)
Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP Dariusz Szymczycha:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jestem tutaj w związku z dzisiejszą debatą o polityce zagranicznej, by przekazać państwu informację o tym, jaka naprawdę była treść wywiadu.
W dzisiejszej debacie poselskiej pan poseł Roman Giertych z Ligi Polskich Rodzin, teraz pan premier Jan Olszewski w sposób wątpliwy interpretują i cytują wywiad prezydenta Kwaśniewskiego dla dziennika ˝Die Welt˝. W debacie poselskiej pan poseł Roman Giertych powiedział m.in., że jeden z liderów SLD, najwyższy godnością przedstawiciel państwa polskiego, prezydent Aleksander Kwaśniewski wypowiedział się niedawno, porównując prezydenta Republiki Czechosłowackiej do Hitlera. Pan poseł Giertych powiedział też, że podważanie dekretów Benesza jest podważaniem możliwości stanowienia przez państwa alianckie decyzji po II wojnie światowej. Panie pośle, Wysoka Izbo, to jest nadinterpretacja. W wywiadzie, jakiego udzielił pan prezydent dziennikowi ˝Die Welt˝, nie ma takich stwierdzeń. Proszę czytać całą treść odpowiedzi, a nie tylko jedno zdanie. W dniu 5 marca Polska Agencja Prasowa nadała fragmenty tego wywiadu i przeczytajmy całość. Prezydent powiedział: Musimy wyraźnie oddzielać przeszłość od teraźniejszości. Istnieją oczywiście pewne pozostałości, są robotnicy przymusowi, którzy obecnie otrzymują odszkodowanie, są wypędzeni, którzy mają nadzieję na honorowy gest. Istnieje też problem dóbr kultury przemieszczonych w obu krajach podczas wojny. Z pełną determinacją mówię jednak, tych kwestii nie wolno łączyć z poszerzeniem Unii Europejskiej. Gdyby cienie przeszłości ­ tu wracamy do państwa cytatu ­ decyzje Hitlera lub Benesza czy też decyzje Roosevelta, Churchilla i Stalina miały zablokować drogę naszych państw do Unii Europejskiej, znaczyłoby to, że znajdujemy się w schizofrenicznym świecie. Te problemy trzeba rozwiązywać inaczej. W Unii Europejskiej można je łatwiej rozwiązać wspólnie, ponieważ nie będziemy mieli już do czynienia z dawnymi podejrzeniami i obawami.
Ta wypowiedź, ten tekst znajduje się w depeszy Polskiej Agencji Prasowej z 5 marca tego roku. Nie było więc w wywiadzie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego dla ˝Die Welt˝ zrównywania Hitlera z Beneszem, nie było podważania dekretów Benesza. W dzienniku ˝Die Welt˝ ukazał się tekst wywiadu gazety z panem prezydentem. Tekst wywiadu wydrukowany przez tę redakcję nie zawiera ważnych stwierdzeń. Dzisiaj korespondent gazety ˝Die Welt˝ w Warszawie pan Gerhard Gnauck skierował list do pana prezydenta, w którym pisze:
Szanowny Panie Prezydencie! Z wielką przykrością przyjąłem do wiadomości, że część pańskiej odpowiedzi na czwarte pytanie w wywiadzie dla ˝Die Welt˝, której nasza gazeta w żaden sposób nie chciała eksponować, po wydrukowaniu zaczęła jakby żyć własnym życiem. Wyrażam ubolewanie z powodu nieporozumień powstałych na skutek niefortunnego skrócenia pańskiej wypowiedzi, w której pan wymienił nazwiska pięciu postaci historycznych. Ja ze swej strony dołożę wszelkich starań, aby uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości i mam nadzieję, że ten przypadek nie będzie ciążył nad współpracą naszej gazety i naszego wydawnictwa z panem i pańską kancelarią. Z wyrazami najwyższego szacunku Gerhard Gnauck.
Pominięcie zatem nazwisk Roosevelta, Churchilla, Stalina jest to sprawka redakcji. Proszę więc nie dokonywać tych błędnych interpretacji, proszę nie kontynuować sprawy, bo ona nie znajduje uzasadnienia w treści wywiadu.
Chcę też przypomnieć państwu, że w czasie wizyty pana prezydenta Kwaśniewskiego w Republice Federalnej Niemiec w siedzibie Fundacji im. Friedricha Eberta pan prezydent wygłosił wykład pod tytułem: Polska i Niemcy, partnerzy w zjednoczonej Europie. Po wykładzie były normalne rutynowe pytania i odpowiedzi. Na jedno z pytań prezydent Aleksander Kwaśniewski odpowiedział następująco: Są niewątpliwie problemy, które wynikają z II wojny światowej. Są swoistymi remanentami do dzisiaj nierozstrzygniętymi, ale w moim przekonaniu powinniśmy uczynić wszystko, aby te sprawy odseparować. Czym innym jest proces rozszerzania Unii Europejskiej, a czym innym jest załatwianie spraw, które są spuścizną II wojny światowej.
Prosiłbym, byśmy wszyscy pamiętali o tych słowach i nie wyciągali złych wniosków ze złych skojarzeń. Dziękuję bardzo za uwagę. (Oklaski)
Poseł Bogdan Pęk:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Dwa pytania do pana ministra.
Panie ministrze, powiedział pan zupełnie słusznie, że kluczowym problemem polskiej polityki zagranicznej jest wprowadzenie Polski do Unii Europejskiej, odpowiednio do jej znaczenia i położenia, na niedyskryminacyjnych warunkach, na równych zasadach konkurowania. W związku z tym pytam, co zamierza pan zrobić, jakie przedsięwziąć kroki w negocjacjach z Unią Europejską wobec stanowiska Unii Europejskiej w sprawach rolnych, które można określić jako astronomicznie nie do przyjęcia. Po prostu przyjęcie tego stanowiska oznaczałoby dla Polski dzisiaj, że przykładowo ze sprzedaży zboża w Polsce uzyskalibyśmy przy tych warunkach 117 euro, w tym 15,5 euro dopłaty, a rolnik w Unii Europejskiej, np. w Niemczech, dostałby 277 euro, w tym 126 euro dopłaty. Dopłata do 1 ha w krajach piętnastki wynosiłaby 240 euro, w Polsce 30 euro. Ponieważ upowszechnia się pogląd, taki jaki wygłosił tutaj przede mną pan poseł Lewandowski, jakoby wszyscy ci, którzy mają wątpliwości, byli postaciami skrajnymi, oświadczam, że takie potraktowanie Polski oznaczałoby kompletne załamanie najlepszej części polskiego rolnictwa z wtórnym skutkiem dla całej gospodarki, bowiem nastąpiłoby załamanie popytu wewnętrznego w wypadku 1/3 ludności Polski, i spowodowałoby gwałtowne zwiększenie się kryzysu gospodarczego, w żaden sposób niezrekompensowane częściowymi dopłatami, które i tak są sumarycznie mniejsze niż składka Polski i straty wynikające z przyjęcia takiego stanowiska.
Pytanie: Co pan zamierza zrobić? Jest to pytanie fundamentalne, w wystąpieniu o tym nie było mowy.
I drugie pytanie. Znaczną część swego wystąpienia poświęcił pan walce z terroryzmem, i słusznie, bo jest to jeden z ważniejszych problemów w dzisiejszym świecie. Czy nie obawia się pan, że pod pretekstem walki z terroryzmem przyjdzie nam niedługo realizować np. współudział w ataku na jakieś suwerenne państwo ­ nie wymieniam tutaj celowo nazwy ­ bez zgody Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych czy w ogóle niezgodnie z obowiązującym polskim prawem ­ i co wtedy Polska powinna zrobić?
Poseł Cezary Stryjak:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Chciałbym wyrazić wielką satysfakcję z deklaracji rządu o wsparciu niektórych krajów Dalekiego Wschodu konieczną pomocą humanitarną, mamy przecież wiele nadwyżek niektórych płodów rolnych. Dwa i pół roku temu nawiązaliśmy po 12 latach przerwy współpracę między parlamentami Polski i Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej. Był to okres gorący i pozytywny w zbliżeniu się pomiędzy Koreą północną i Republiką Korei. Doszło do spotkania na najwyższym szczeblu obu przywódców, a Koreę północną odwiedziły zagraniczne delegacje wysokiego szczebla, w tym Rosji i USA. W ubiegłym roku zaś delegacja parlamentu Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej odwiedziła Polskę w ramach rewizyty. Strona koreańska zadeklarowała możliwość nawiązania konkretnej współpracy gospodarczej, a w szczególności jest zainteresowana sprowadzeniem do Korei północnej sprzętu ze zlikwidowanych polskich kopalń. Zatem mam pytania: Czy Polska będzie prowadzić politykę bierną czy też dynamiczną wobec Korei? Czy podziela pan zdanie, iż możemy stanowić pewną awangardę w tej części Europy w kontaktach gospodarczych z Koreą północną, podobnie jak kraje zachodnie? Dziękuję.
Poseł Stanisław Gudzowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Za kilka miesięcy u naszego zachodniego sąsiada odbędą się wybory parlamentarne, ale już teraz środowiska ziomkowskie wyraźnie akcentują problem naszych ziem zachodnich i północnych w kontekście ważności zapisów ksiąg wieczystych i aktów notarialnych z 1937 r. Chciałbym znać stanowisko rządu wobec tych roszczeń, zwłaszcza w kontekście wypowiedzi pana ministra, że Polska staje się koneserem nowego ładu w Europie i negacji układu terytorialnego, jaki został zapisany przez wielką trójkę po II wojnie światowej.
W związku z tym chciałbym też zapytać o politykę wobec naszych rodaków za granicą wschodnią. Czy zgodnie z wygłoszoną tezą pana ministra o likwidacji podziału pojałtańskiego rząd będzie podejmował albo już podejmuje jakieś działania, aby tereny należące do Polski przed II wojną światową zostały ponownie włączone w granice Rzeczypospolitej Polskiej? Dziękuję.
Poseł Leszek Murzyn:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Według oświadczenia Komisji Europejskiej, przedstawionego rządowi w dniu 30 stycznia 2002 r., rolnicy polscy są kokietowani, jakoby mieli otrzymać po wstąpieniu do struktur Unii Europejskiej dopłaty w wysokości od 20 do 25% dopłat przekazywanych rolnikom unijnym w ramach wspólnej polityki rolnej. Czy może pan minister zapewnić, że kwota wyrażona tymi procentami nie doprowadzi do całkowitej nieopłacalności produkcji rolnej, a w konsekwencji do zagłady i likwidacji polskich gospodarstw rolnych? Na przykład polskie gospodarstwo 70-hektarowe może otrzymać rocznie dopłatę w wysokości około 15 tys., a takie samo 70-hektarowe gospodarstwo na ziemiach polskich, ale prowadzone przez obcokrajowca, otrzyma rocznie około 75 tys. zł dopłaty ­ 60 tys. na niekorzyść polskiego rolnika. Z analizy powyższych danych, przy uwzględnieniu zniesienia barier celnych pomiędzy Polską a państwami Unii Europejskiej, wynika, że gospodarstwa naszych rolników w krótkim czasie zostaną zlikwidowane i w konsekwencji wykupione za bezcen przez unijną konkurencję.
Panie ministrze, czy integracja z Unią Europejską warta jest ceny, jaką przyjdzie nam zapłacić? Czy warta jest utraty suwerenności i własnej ziemi, stopniowej likwidacji polskiej wsi? Dziękuję za uwagę.
Poseł Jerzy Czerwiński:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kluczem do zrozumienia idei, głównej myśli zawartej w nieco przydługiej informacji ministra spraw zagranicznych, jest pojęcie skrzętnie ukryte w środku wystąpienia: ˝polsko-niemiecka wspólnota interesów˝. Przy żadnym innym państwie nie określono w ten sposób stopnia rozwoju wzajemnych stosunków z Polską. To samo pojęcie wystąpiło w exposé premiera Leszka Millera. Jego użycie teraz nie jest więc przypadkowe. Wobec tego mam do pana ministra pytanie natury ogólnej.
Czy w działaniach polskiego MSZ, rządu Leszka Millera występuje kategoria ˝polskich interesów˝ czy też już tylko ˝polsko-niemieckiej wspólnoty interesów˝? I żeby uniknąć w pana odpowiedzi histerycznego oburzenia, jak w ogóle można o to rząd podejrzewać, proszę o odpowiedź na konkretne pytanie, szczegółowe, a posłowie i naród sami sobie wyrobią odpowiedź na postawione pytanie ogólne.
Pytanie pierwsze: Jakie kroki poczynił polski rząd, aby doprowadzić do zrównania praw Polaków w Niemczech z tymi, które mają Niemcy w Polsce ­ w szczególności: kiedy Polacy w Niemczech uzyskają status mniejszości narodowej? Kiedy polski rząd doprowadzi do sytuacji, że polskie dziecko będzie mogło w siedmioosobowym oddziale klasowym za pieniądze niemieckiego podatnika uczyć się w Niemczech z otrzymanych za darmo podręczników polskiego języka i polskiej historii? Jeśli rozmowy z Niemcami o powyższych problemach były przez MSZ prowadzone, to proszę powiedzieć konkretnie: gdzie, kiedy i jakie są ich efekty? Jeśli nie, to dlaczego takich rozmów pan nie podjął?
I drugie pytanie. Czy długo jeszcze polski rząd będzie tolerował nazistowskie ekscesy mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie, ostatnio napisy na pomniku w miejscowości Szczedrzyk sławiące największego zbrodniarza minionego wieku Adolfa Hitlera słowami: ˝z miłością i wdzięcznością mieszkańcy Hitlersee˝? Czy członkowie tej mniejszości nie muszą z racji tego, że posiadają potężnego protektora, przestrzegać polskiego prawa, w tym konstytucji, która zakazuje istnienia organizacji odwołujących się w swoim działaniu do nazizmu?
Poseł Bronisław Dutka:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Mam pytanie do pana ministra. Czy resort bądź rząd w długofalowym planowaniu polityki zagranicznej przewiduje sytuację, jaka może się wytworzyć, kiedy referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej wypadnie negatywnie? Czy pozostaniemy na gruzach tej polityki, którą w tej chwili prowadzimy, czy mamy jakąś alternatywę przygotowaną przez rząd?
Kolejne dwa pytania, o charakterze bardziej gospodarczym, dotyczą pracy placówek dyplomatycznych i zwłaszcza ich agend gospodarczych. Czy będą podjęte działania w celu poprawienia sytuacji, w której każdy urzędnik ambasady ­ każdy czy też wielu ­ podejmujący się pomocy naszym firmom za granicą będzie traktowany podejrzliwie? Normalnie placówki dyplomatyczne innych państw robią to ciągle w interesie gospodarczym swojego kraju. Chodzi o to, żeby nasze również były nastawione na tę pomoc i żeby za to ten urzędnik był wynagradzany, a nie karany, żeby to była chwała, a nie nagana.
Kolejne pytanie. W jakim stopniu nasze związki gospodarcze i militarne z krajami zachodu wpłyną na stosunki gospodarcze z krajami wschodu, czy tu nie nastąpi pogorszenie i czy nie będziemy mieli z tego powodu problemów gospodarczych w kontaktach ze wschodem?
I ostatnie pytanie. W jakim stopniu wejście do Unii Europejskiej spowoduje ograniczenie naszej swobody w układaniu stosunków zagranicznych Polski? Dziękuję.
Poseł Irena Maria Nowacka:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! W pańskiej wypowiedzi zwróciłam szczególną uwagę na taki fragment, w którym mówi pan, że w stosunkach z Litwą będziemy dbać o skuteczne zabezpieczenie ważnych i uzasadnionych interesów polskiej mniejszości w tym kraju. I w związku z tym proszę o wyjaśnienie pewnych kwestii.
Otóż w ubiegłym roku odbyło się posiedzenie komisji międzyrządowej, która stwierdziła, że oba kraje przygotują strategię rozwoju oświaty mniejszości litewskiej w Polsce i polskiej na Litwie. Strona polska z tego zobowiązania wywiązała się, taka strategia została przyjęta przy akceptacji związków i organizacji Litwinów w Polsce. Natomiast po stronie litewskiej zostały przyjęte tylko założenia do strategii rozwoju oświaty mniejszości. Tam Polska została potraktowana jako jedna z wielu mniejszości, więc oczywiście nie możemy znaleźć odpowiedzi na pytanie, jak będą finansowane szkoły polskie na Litwie, jak będzie wyglądała ich sieć, jak będzie wyglądało zabezpieczenie tychże szkół w podręczniki. W związku z tym mam pytanie do pana ministra, czy możliwe jest rozwiązanie tego problemu w najbliższym czasie i czy możemy oczekiwać, że taki dokument, jaki przygotowała strona polska, zostanie również przedłożony przez stronę litewską?
I drugie pytanie również związane z Litwą. Od wielu już lat jak bumerang wraca problem pisowni imion i nazwisk. Wiem, że służby dyplomatyczne w tym roku znacznie nasiliły działania związane z rozwiązaniem tego problemu. Chciałabym więc prosić pana ministra, by zechciał pan nam odpowiedzieć: czy jest możliwe rozwiązanie tego problemu w tym roku, jeśli tak, to w jaki sposób? Dziękuję bardzo.
Poseł Marek Kuchciński:
Dziękuję.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Moje pytania będą dotyczły stosunków polsko-ukraińskich w odniesieniu do polityki wschodniej Polski. Ukrainę umieszcza pan minister w Europie Wschodniej, a nie, jak mówiono dotąd, w Europie Środkowo-Wschodniej. Czy jest to świadoma zmiana terminologii i czy, po pierwsze, wynika ona z uwarunkowań międzynarodowych? Mam na myśli skutki owego słynnego 11 września. I, po drugie, czy zmiana nazewnictwa oznacza, że rząd godzi się z wyraźnym zbliżeniem Ukrainy do Rosji, które ogłosił minister spraw zagranicznych Ukrainy w styczniu ubiegłego roku ­ jak to pana ministra partner polityczny z PSL już wcześniej słusznie powiedział ­ stwierdzając też, iż Ukraina ma dwóch strategicznych partnerów: Rosję i Stany Zjednoczone, a nie Unię Europejską i nie Polskę? Czy zmiana ta oznacza, że rząd przyznaje się do porażki polskiej polityki wschodniej przynajmniej w umacnianiu prozachodniego kierunku Ukrainy, czyli także i propolskiego?
Pytanie następne. Jak należy rozumieć użytą przez pana ministra formułę rozwoju strategicznego partnerstwa Polski z Ukrainą i jego pogłębianie, skoro dla Ukrainy Polska właśnie takim partnerem nie jest, o czym minister Złenko mówił przed rokiem?
Panie ministrze, czy rządu nie stać na to, by przekonać Ukrainę przynajmniej do kilku przyjaznych gestów? Już nie mówię o wyrównywaniu pomocy dla mniejszości polskiej, blisko 2-milionowej, na Ukrainie, choćby w takim stopniu, w jakim mniejszość ukraińska otrzymuje taką pomoc w Polsce. Panie ministrze, do łatwiejszych gestów: co z Muzeum Słowackiego w Krzemieńcu? Już dawno miało być otwarte, a mamy tam jedynie Izbę Pamięci. Co z muzeum Conrada w Berdyczowie? Największego pisarza świata. Co z Cmentarzem Obrońców Lwowa? Panie ministrze, to przecież drobne sprawy. My nie oczekujemy pieniędzy od Ukrainy, wielkich inwestycji, ale drobnych gestów dotyczących naszych wspólnych, choć tragicznych czasami, ale wspólnych dziejów I Rzeczypospolitej, Polski Jagiellonów. Czy to tak wiele dla polskiej polityki wschodniej? Czy to tak wiele dla strategicznego partnerstwa, dla strategicznego partnerstwapolsko-ukraińskiego?
Słusznie mówił pan minister o niedostatecznym poziomie współpracy regionalnej i przygranicznej polsko-ukraińskiej i o pełnej możliwości wzmocnienia jej. Czy więc zgadza się pan minister z tym, że jednym z najprostszych i najważniejszych elementów ułatwienia tej współpracy jest poprawa obsługi ludzi przekraczających granicę polsko-ukraińską w obie strony. I to ze strony obu służb granicznych. To dotyczy ministerstwa spraw wewnętrznych, ale ma wpływ na polską politykę zagraniczną i na promocję Polski poza granicami. Tej poprawy, czyli przestrzegania dobrego obyczaju, oczekują, panie ministrze, na granicy nie tylko nasi przedsiębiorcy, ale i zwykli ludzie. A wiadomo przecież, że grzeczność nic nie kosztuje, a niegrzeczność psuje wizerunek państwa. Psuje wizerunek państwa i dlatego rosną ogromne koszty promocji Polski za granicą. Czy rząd widzi w tym właśnie element bezpłatnej promocji państwa polskiego? I jakie rozwiązania tego problemu widzi pan minister, biorąc pod uwagę owo strategiczne partnerstwo, skoro w budżecie państwa, panie ministrze, na rok 2002 rząd nie zwiększył środków na przejścia graniczne nie tylko na granicy polsko-ukraińskiej?
Panie ministrze, panie marszałku, jeszcze jedno pytanie. Dotyczy to przygotowania do wprowadzenia wiz dla Ukraińców. Na jakim etapie są owe przygotowania, czy trwają? Mam na myśli inwestycje, które, jak mówił pan minister, także dotyczą placówek polskich na Ukrainie.
(Głos z sali: Czas.)
Tak? No nic, dziękuję bardzo.
Poseł Gabriel Janowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Gdybyśmy w pańskim wystąpieniu zastąpili niektóre pojęcia czy słowa ­ takie na przykład jak Unia Europejska, Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, NATO, pakt warszawski a imperializm, może nawet z dopiskiem ˝amerykański˝ zamiast terroryzmu, którego to słowa pan dzisiaj tak używał ­ to odniósłbym wrażenie, że wysłuchałem wystąpienia sekretarza partyjnego i jego stanowiska w części dotyczącej polityki zagranicznej. Przepraszam, panie ministrze...
(Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz: Niech pan nie przeprasza, niech się pan zachowuje kulturalnie, to wystarczy.)
Przepraszam, panie ministrze, że mówię tak...
(Minister Spraw Zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz: Proszę tego spektaklu nie kontynuować za każdym razem. Dlaczego tu się używa obelg, insynuacji osobistych i personalnych?)
Ja jeszcze nie skończyłem...
Otóż, panie ministrze, według pana użyłem dosyć ostrych sformułowań, ale to tylko po to...
(Głos z sali: Jak zawsze.)
...żeby uzmysłowić nam powagę sytuacji. Otóż oczekiwaliśmy od pana i od rządu, że przedstawicie prawdziwą wizję polityki zagranicznej na miarę XXI wieku i tych wyzwań, które przed Polską i Europą stoją. A pan po prostu mówi o schematach, bo pan chce być za wszelką cenę poprawny.
(Głos z sali: Tak jest.)
Mówię tak dlatego, by szczególną uwagę zwrócić na to, że stanowiska, które panowie przyjęliście w sprawie integracji z Unią Europejską ­ stanowisko w kwestii kapitału i rolnictwa w szczególności ­ po prostu są dla nas nie do przyjęcia. I w związku z tym mam tylko jedno pytanie: Czy pan, panie ministrze, ma świadomość odpowiedzialności, jaką pan wziął na siebie, takie stanowisko forsując? Bo to stanowisko jednoznacznie oznacza ­ o czym tu mówili niektórzy przedmówcy ­ zagładę polskiego rolnictwa i pozbawienie Polski części jej terytorium, oczywiście na inną modłę niż XIX-wieczna, po prostu w drodze ekonomicznego podboju.
Dziękuję. Kropkę nad ˝i˝ postawiłem. (Oklaski)
Poseł Witold Tomczak:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Czy nie dostrzega pan, panie ministrze, rzeczywistych zagrożeń dla stosunków Polski z państwami byłego Związku Radzieckiego, wywołanych tzw. uszczelnieniem wschodniej granicy na żądanie Unii Europejskiej mocą traktatu z Schengen? Czy potrafi pan określić straty i konsekwencje związane z restrykcjami granicznymi dla wymiany gospodarczej, jak i ruchu osób, w tym Polaków zamieszkałych na Wschodzie, którym utrudniono kontakt z macierzą poprzez wprowadzenie wiz?
Omawiając politykę wobec Polonii jako priorytet wskazuje pan ˝przyspieszenie procesu adaptacji do wymogów Unii Europejskiej˝. Czy nie uważa pan, że przedmiotem troski polskiego ministra spraw zagranicznych powinno być przede wszystkim respektowanie polskich wymogów i interesów Polaków zamieszkałych zarówno w ojczyźnie, jak i na obczyźnie? Całe pańskie wystąpienie było zdominowane ideą dostosowania do obcych standardów, spełnienia wymogów, wykonania zobowiązań niekoniecznie broniących polskich spraw. Użył pan nawet wyrażenia ˝imperatyw˝ ­ imperatyw zakończenia negocjacji akcesyjnych, aby znaleźć się jak najszybciej w Unii Europejskiej. Przed laty wypełniał pan wraz z innymi towarzyszami inny imperatyw, też jedynie słuszny, dostosowując Polskę do wymogów wschodniego sojusznika. Wiemy wszyscy, jak to się skończyło. Teraz wskazuje nam pan nowego sojusznika i mocodawcę. Jak na męża stanu to zbyt duża chwiejność nastrojów. A co z pańską wiarygodnością?
Panie ministrze, czy weźmie pan wreszcie pod uwagę imperatyw służby polskiej racji stanu opartej na suwerenności państwa polskiego? Czy nie dostrzega pan ciągle malejącego poparcia społeczeństwa dla integracji z Unią Europejską? Czy raczy pan uwzględnić opinię narodu i czy zechce pan zapytać Polaków, czy chcą kroczyć proponowaną przez pana drogą kolejnego zniewolenia?
Panie ministrze, czy w swej gorliwości europejskiego apostoła zechce pan nawracać również Szwajcarię i Norwegię do integracji z Europą, jak pan zadeklarował to w stosunku do Jugosławii?
(Głos z sali: Panie marszałku...)
Czyżby te państwa, nie będąc członkami Unii, pozostawały poza Europą? A może to nowa dyrektywa brukselska z zakresu geografii? Dziękuję.
Poseł Antoni Stanisław Stryjewski:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Zacznę od tego, że złożę protest przeciwko wyrażeniu, że mamy swoich talibów. Dosyć obrażania innych narodów i innych ludzi w polskim Sejmie.
A teraz pytania. Dlaczego elity polityczne dążące do zintegrowania Polski z Unią Europejską podpierają się wybiórczo wypowiedziami Jana Pawła II? Wybiórczość ta polega m.in. na pomijaniu tych wypowiedzi Ojca Świętego ­ a takie są prawie wszystkie ­ które mówią o warunkach jedności Europy, nie Unii Europejskiej ­ Europy. Suwerenne narody, suwerenne państwa układające swe stosunki na fundamencie Ewangelii to są warunki jedności Europy. Na jakich więc podstawach ideowych i etycznych chce układać stosunki międzynarodowe w Europie rząd pana Leszka Millera? O tym w pana wizji polskiej polityki zagranicznej, panie ministrze, nie ma mowy.
Mimo upływu lat i wydarzeń historycznych istnieje dużo urazów, konfliktów i stereotypów w stosunkach pomiędzy narodem polskim a narodami sąsiadującymi i mniejszościami narodowymi w Polsce. Kiedy możemy spodziewać się przygotowania bilansu zysków i strat w stosunkach pomiędzy chociażby Polakami a Niemcami, Polakami a Żydami, Polakami a Litwinami, Czechami, Rusinami, zysków i strat w ciągu naszych tysiącletnich dziejów? Bo wydaje się, że dopiero w tej perspektywie będzie można ułożyć sprawiedliwe i przyjazne stosunki międzynarodowe i stosunki między mniejszościami a narodem polskim.
I ostatnie pytanie: Jakie kroki rząd polski już podjął i podejmie w najbliższym czasie, by wpłynąć na władze niemieckie, aby te poskromiły wszelkie agresywne zachowania ziomkostw niemieckich? Dziękuję pięknie.
Poseł Krystyna Grabicka:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Wyjaśnienia pana ministra Szymczychy dotyczące porównania przez Aleksandra Kwaśniewskiego Edwarda Benesza do największego ze zbrodniarzy, Adolfa Hitlera, właściwie niczego nam nie wyjaśniły.
(Głos z sali: Pytanie!)
Chciałabym zapytać, czy polski rząd zamierza przeprosić władze czeskie i naród czeski za prezydenta Kwaśniewskiego? I czy pan minister uważa, że słowa pana Kwaśniewskiego to jest właściwy sposób prezentowania polityki polskiej? Dziękuję.
Poseł Gertruda Szumska:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Mam kilka pytań. Pierwsze: Czy rząd polski podejmie jakieś działania, aby Polacy zamieszkujący w Niemczech ­ jest ich ok. 2 mln ­ uzyskali status polskiej mniejszości narodowej, podobnie jak uzyskali swój status Niemcy mieszkający w Polsce? Kiedy rząd zrealizuje zobowiązania wynikające z klauzuli ratyfikacyjnej konwencji o mniejszościach narodowych, zgodnie z którą miano zawrzeć nowe umowy regulujące sytuację mniejszości polskiej w Niemczech i niemieckiej w Polsce?
Pytanie drugie. Czy rząd polski czyni starania, aby z konstytucji niemieckiej został wykreślony art. 116, który kwestionuje przynależność ziem odzyskanych do Polski? Mowa jest tu o obywatelstwie niemieckim w ramach granic państwa niemieckiego z 31 grudnia 1937 r., mimo traktatu poczdamskiego z sierpnia 1945 r. oraz układów granicznych pomiędzy Polską a Niemiecką Republiką Federalną z dnia 7 grudnia 1970 r., 14 listopada 1990 r. i traktatu z 17 kwietnia 1991 r.
Pytanie trzecie. Panie ministrze, czy rząd polski zaprotestuje przeciw istniejącemu antypolonizmowi w Ameryce, głoszonemu głównie przez niektóre środowiska niemieckie, które na obóz Auschwitz-Birkenau mówią: polski obóz koncentracyjny?
Pytanie ostatnie. Powiedział pan, że Polska będzie utrzymywać stosunki dobrosąsiedzkie z Ukrainą. (Już kończę.) To bardzo dobrze, ale czy można budować przyjaźń między narodami polskim i ukraińskim bez potępienia przez oba rządy ludobójstwa na ludności polskiej dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich z OUN i UPA na kresach wschodnich w latach 1939­1947? Tylko na Wołyniu udokumentowano, że było ok. 70 tys. pomordowanych. Był to terror dziesięciokrotnie okrutniejszy niż atak terrorystyczny 11 września 2001 r. w Stanach Zjednoczonych. Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Andrzej Markowiak:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Dwie kwestie chciałbym poruszyć.
Pierwsza dotyczy pańskiej informacji, w której wymienił pan wiele krajów objętych naszym zainteresowaniem, polityką zagraniczną, nie ukrywam, że egzotycznych, natomiast przyznam szczerze, że brakło mi w tej pańskiej informacji i w planach polskiej polityki zagranicznej miejsca dla moim zdaniem jednego z najważniejszych naszych partnerów, tj. Republiki Czeskiej. Wprawdzie wymieniono ją w tej informacji, kiedy mówił pan o pewnych niesnaskach w ramach Grupy Wyszehradzkiej, i ewentualnie można się pośrednio domyślać, że kiedy przewidywał pan położenie nacisku na rozwój współpracy transgranicznej, to mógł pan myśleć również o Republice Czeskiej, chociaż zaraz potem sprostował pan, że raczej naciski będziemy kładli na granicę wschodnią. Dlatego chciałbym zapytać, czy to jest przypadek. Mam nadzieję ­ ale chciałbym, żeby pan to potwierdził ­ że to bardzo niewielkie w pańskiej informacji skierowanie się na Republikę Czeską nie będzie miało odzwierciedlenia w zainteresowaniach polskiego rządu rzeczywistą współpracą z Republiką Czeską jako naszym w końcu, co tu mówić, tysiącletnim, historycznym partnerem, sąsiadem. Nie chciałbym tutaj przytaczać powodów, bo myślę, że te powody historyczne są znane.
Druga kwestia, już jakby wynikająca z tego zainteresowania, dotyczy umowy między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Czeską, którą podpisano w Warszawie 8 czerwca 2000 r. i która miała zmienić dotychczas obowiązującą umowę między naszymi państwami, a która dotychczas zalega gdzieś, czekając na ratyfikację. Już 5 miesięcy temu pytałem pana ministra o tę kwestię. Chciałbym zapytać, kiedy należy się spodziewać ratyfikacji tej umowy, jako że zapisy w niej zawarte i rozstrzygnięcia, które ona wprowadza, są bardzo oczekiwane przez środowiska z pogranicza polsko-czeskiego, głównie z polskiej strony, bo to ułatwi przede wszystkim przekraczanie granicy przez młodzież i dzieci, a jeżeli ma się rozwijać współpraca transgraniczna, to nie wyobrażam sobie, żeby takie ograniczenia mogły jeszcze dzisiaj funkcjonować. Dziękuję bardzo.
Poseł Piotr Smolana:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Wspomniał pan w swoim wystąpieniu, że w minionym roku pogorszyła się kondycja gospodarcza Polski, będąca wynikiem błędów polityki wewnętrznej, na które nałożyły się podobno niekorzystne tendencje międzynarodowe, zmniejszyła się podobno z tego powodu stopa wzrostu PKB i zwiększyło bezrobocie. Pytanie: Dlaczego w swoim wystąpieniu pan minister nie wspomniał nic o narzuconych Polsce w latach 1990­2001 reformach gospodarczych w ramach planu Balcerowicza ­ Osiatyńskiego przez Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, skoro te instytucje międzynarodowe przyczyniły się w głównej mierze do spotęgowania tych niekorzystnych zjawisk i swoją polityką doprowadziły do recesji i stagnacji gospodarczej nie tylko w Polsce, ale również w Argentynie i w innych krajach Ameryki Łacińskiej i Afryki? Przypominam, że te instytucje w swoich programach rzekomo naprawczych promowały przede wszystkim rozwój tzw. infrastruktury szybkiej konsumpcji, a więc budowę hoteli, moteli, zajazdów, stacji paliw, supermarketów, hipermarketów i makro, i ewentualnie sieci autostrad. Cały ten proces rozwijał się przecież na naszych oczach, a zyski były za to wywożone za granicę. Doprowadzano celowo do upadku rodzimy przemysł krajowy, aby wyeliminować konkurencję dla Zachodu. Dlaczego do tego problemu nie ustosunkował się pan minister w swoim wystąpieniu, skoro te negatywne zjawiska nawarstwiały się i pogłębiały w ostatnich latach i są powodem upadku naszej gospodarki w szerokim rozumieniu? Dziękuję bardzo.
Poseł Kazimierz Wójcik:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Już od 1989 r. słyszymy o różnego rodzaju kierunkach polityki zagranicznej, i nie tylko, same slogany. Cytuję to, co o dzisiejszych kierunkach powiedział pan minister: ˝Dla realizacji celów w dziedzinie polityki gospodarczej naszego kraju konieczne jest pełne wykorzystanie potencjału służby zagranicznej˝. Zadaję pytanie: Jakie są konkretne warunki, realistyczne i społeczne, a nie demagogiczne, nowego miejsca Polski w Europie? Pytał pan o zdanie na ten temat społeczeństwa?
Drugie pytanie. Jak będzie pan minister w rzeczywisty i konkretny, a nie demagogiczny sposób chronić konsumentów, przedsiębiorców i rolników przed nieuczciwymi praktykami dumpingu rynkowego, który od 1989 r. doprowadza do upadłości polskich przedsiębiorców, rolników, handlowców, co prowadzi do drastycznego bezrobocia, a w konsekwencji do ubóstwa społeczeństwa?
I trzecie pytanie. Kto ponosi za to odpowiedzialność? Dziękuję bardzo.
Poseł Artur Zawisza:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Chcę zadać kilka pytań.
Pan minister poświęcił kilka ciepłych słów Stolicy Apostolskiej. Czy znaczy to, że Rzeczpospolita Polska będzie respektować stanowisko Stolicy Apostolskiej w kwestiach moralności i kultury, wielokrotnie przedstawiane na różnorakich międzynarodowych konferencjach, podczas których te zagadnienia są rozpatrywane? W szczególności czy Rzeczpospolita Polska będzie respektować je, kiedy będzie różnić się ono ­ mówię o stanowisku Stolicy Apostolskiej ­ od stanowiska Unii Europejskiej?
Pytanie drugie dotyczy wspomnianego tutaj zjawiska antypolonizmu. Jak Ministerstwo Spraw Zagranicznych chce reagować na to rozpowszechnione w świecie zjawisko? Który z podsekretarzy stanu nadzoruje rejestrowanie zjawisk antypolonizmu i jakie komórki w ministerstwie, i pod jakim budżetem, mają przeciwdziałać temu zjawisku? Jakie instrukcje wobec ambasad i konsulatów polskich zostały wydane co do zwalczania antypolonizmu?
Kwestia trzecia dotyczy ciepłych słów wypowiedzianych wobec Polaków za wschodnią granicą. Czy Ministerstwo Spraw Zagranicznych powróci do idei z poprzedniej kadencji parlamentu dotyczącej Karty Polaka i analogicznego wobec niej ustawodawstwa, nadającego szczególne prawa Polakom mieszkającym za polską granicą, za wschodnią granicą? Wydaje się, że powinno być to szczególnym obowiązkiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Pytanie przedostatnie dotyczy jednego z nielicznych, bodaj nawet jedynego pominiętego w pańskim wystąpieniu kraju europejskiego ­ Irlandii, kraju geograficznie odległego, ale religijnie i kulturowo bliskiego, będącego przykładem skutecznego zabiegania o narodowe interesy we współczesnej Europie i kraju chroniącego swoją tożsamość kulturową. Dlaczego nie korzystać z doświadczeń i dorobku tego kraju, dlaczego pan pominął właśnie Irlandię w swoim wystąpieniu? Czy nie warto wzorować się na jej osiągnięciach, jak choćby protokole dodatkowym do jej traktatu stowarzyszeniowego z Unią Europejską, gdyby w polskim przypadku miało do tego dojść?
Pytanie wreszcie ostatnie. Wspomniał pan bliski nam kraj, jakim jest Rumunia. Pytam w kontekście Mołdawi, która w jednym z wydziałów pańskiego ministerstwa przydzielona jest do Białorusi i Ukrainy jako kraj zbieżny z nimi. Czy nie warto by rozpatrywać kwestii mołdawskich w MSZ w jednym wydziale wespół z Rumunią, w kontekście oczywiście znanym? Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Marek Suski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Czas ograniczony, zatem muszę mówić krótko i zwięźle. Otóż na stronie 8 zawarta jest myśl o wspieraniu działań restrukturyzacyjnych w celu tworzenia trwałych związków z kapitałem i partnerami zagranicznymi: ˝Będziemy dążyć, na ile to możliwe, do włączenia polskich przedsiębiorstw działających w branży zbrojeniowo-obronnej w struktury zbrojeniowo-lotnicze w Unii Europejskiej i USA˝. Mam takie pytanie. Co z innymi branżami zbrojeniowymi? Czy jest tu też jakiś pomysł, żeby włączyć takie zakłady, jak na przykład Łucznik czy Pronit, do produkcji na rzecz tej struktury ­ Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, do produkcji broni dla NATO. Bo te zakłady w tej chwili cierpią, właściwie grozi im upadłość.
Drugie pytanie dotyczy słusznej walki z terroryzmem, która stała się najważniejszym przedmiotem stosunków międzynarodowych. Tymczasem jest wiele doniesień o handlu bronią Białorusi z terrorystami. O tym najpierw pisało ˝Wprost˝, później pisały ˝Gazeta Wyborcza˝, strony Ośrodka Studiów Wschodnich, Agencja Reutera, przedstawiciel Departamentu Stanu Steven Pifer podawał informacje o handlu bronią z Białorusią. Ja do pana zwróciłem się z interpelacją w tej sprawie. Odpowiedział mi pan, że nie należy tego traktować poważnie i jeśli będą informowały o tym poważne źródła, to wtedy Polska się tym zajmie. Mam pytanie, jakie jeszcze poważne źródła trzeba tutaj przytoczyć, żebyśmy jakąś sprawą się zajęli? W kontekście tej sprawy jest pytanie o stosunki Polski z Białorusią. Jest tutaj mowa o tym, że będziemy, że Polska zdecydowanie będzie się zbliżać z Białorusią. Chodzi o ocieplenie tych stosunków. Mam pytanie, jak w takim razie Polska w tym bloku walki z antyterroryzmem będzie godzić te interesy ze zbliżaniem się z Białorusią, która, jak się okazuje, handluje z terrorystami bronią. Myślę, że tutaj należałoby jednak Białoruś wydzielić z tych państw. One w jednym rzędzie z Rosją i Ukrainą były wymienione jako strategiczne. (Już, panie marszałku.)
W takim razie jeszcze krótko pytanie: Czy Polska wystąpi o odszkodowania za przymusową, niewolniczą pracę w łagrach komunistycznych? Była mowa o odszkodowaniach niemieckich, nie było o tych. I czy Polska bierze na siebie ciężar reprezentowania interesów Rosji w NATO i w Unii Europejskiej? Takie zdania w tym tekście są na str. 8, 12, 13. Dziękuję bardzo.
Poseł Waldemar Borczyk:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Trzy krótkie pytania.
Panie ministrze, proszę powiedzieć, jakie są obecnie stosunki dyplomatyczne i gospodarcze z krajami zakaukaskimi?
Drugie. Jesteśmy w NATO, wobec tego jak pan widzi nasze stosunki z Serbią po wojnie na Bałkanach?
I trzecie pytanie. Panie ministrze, co pan może powiedzieć na temat utraconych elitarnych rynków zbytu na rzecz niektórych krajów Europy Zachodniej? Dziękuję bardzo.
Poseł Piotr Gadzinowski:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Panie ministrze, wspomniał pan o naszych stosunkach z Chinami, o czekającej nas wizycie na wysokim szczeblu. Czy nasze stosunki z Chinami będą polegały tylko na wizytach na wysokim szczeblu, czy nie wzmocnimy stosunków z krajem, który jest nam przyjazny od lat i od wielu lat ma niezwykły wzrost gospodarczy, z krajem, który w tym regionie jest liderem, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, i ­ jak mówią publicyści ­ jest po prostu walcem ekonomicznym.
Panie ministrze, wspomniał pan też o Wietnamie. Ja w poprzedniej kadencji byłem przewodniczącym Parlamentarnej Grupy Polsko-Wietnamskiej. Wspomniał pan też o wizycie na wysokim szczeblu. Czeka nas wizyta prezydenta Wietnamu, ale od 3 lat mamy z Wietnamem deficyt ­ co roku rzędu 100 mln dolarów. Jednocześnie mamy w Wietnamie ok. 4 tys. absolwentów wyższych uczelni, którzy są w tej chwili w elitach władzy w Wietnamie. Cały koncern stoczniowy to są absolwenci Politechniki Gdańskiej, koncern górniczy to są absolwenci Politechniki Gliwickiej. Oni nierzadko w czasie negocjacji, kiedy muszą szybko coś ustalić, mówią po polsku. Czy nasz kraj z tego skorzysta i wykorzysta tych ludzi, którzy tutaj zdobyli wykształcenie, którzy pamiętają o Polsce, dla których Polska jest krajem lat młodzieńczych i sentymentalnych, a są tam należą do elity władzy? Obecnie ten kraj też ma, jeśli chodzi o wzrost gospodarczy, wzrost PKB o 8 punktów, czego warto zazdrościć. Czy uczynimy poza wizytą jeszcze jeden krok? Dziękuję bardzo.
Poseł Tadeusz Szukała:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Co mógłby pan powiedzieć na temat naszej produkcji rolnej? Wystąpiliśmy o limity produkcyjne bardzo zaniżone, na przykład jeżeli chodzi o len, i na temat produkcji, w sprawie której nie wystąpiliśmy? Co w tej dziedzinie będzie się działo w naszym rolnictwie?
Panie ministrze, czy polscy żołnierze z misji zagranicznych są tak opłacani jak ich koledzy z pozostałych krajów NATO i czy polscy żołnierzy mają takie same warunki bytu na obczyźnie jak inni żołnierze? Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Tadeusz Urban:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Co rząd zamierza zrobić z częścią polskiego nabrzeża morskiego, która w obecnej chwili jest już w prywatnych rękach ­ wykupiona lub dzierżawiona na podstawie umowy dzierżawy dożywotniej? Panie ministrze, w roku 1992 Polska była na II miejscu w Europie pod względem produkcji żywności i polska żywność była eksportowana, więc dlaczego obecnie ciągle jest importowana żywność modyfikowana, a zarazem niszczony polski przemysł rolniczy, zdrowa żywność i zdrowie Polaków? Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Wacław Klukowski:
Panie Marszałku! Bardzo przepraszam. Wysoka Izbo! Czy i kiedy Ministerstwo Spraw Zagranicznych doprowadzi do podpisania z niektórymi państwami świata umowy o ekstradycji, umożliwiającej nam ściąganie do naszego kraju choćby takich osób, jak Gąsiorowski? A jeżeli nie, to w jaki sposób MSZ zamierza rozliczać polskich ˝przekrętów finansowych˝ różnej maści, ukrywających się w różnych państwach?
Panie ministrze, czy nie uważa pan, iż walką z terroryzmem powinny zająć się organizacje międzynarodowe, a nie li tylko Stany Zjednoczone Ameryki Północnej? Czy będzie pan coś robił w tym kierunku? Dziękuję.
Poseł Halina Murias:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Pan minister spraw zagranicznych powiedział, że społeczność międzynarodowa uznała terroryzm za najważniejsze wyzwanie dla bezpieczeństwa światowego oraz dla poszczególnych państw. Pytanie. Jak rząd zagwarantuje Polsce bezpieczeństwo przed atakami terrorystycznymi, które mogą być odpowiedzią różnych środowisk narodowowyzwoleńczych w różnych częściach świata na zaangażowanie się Polski w zwalczanie tzw. terroryzmu?
Drugie pytanie. Ojciec Święty w swoich wystąpieniach apeluje, by nie zwalczać zła złem. Jak zachowa się Polska, kiedy międzynarodowa organizacja uzna, że należy terroryzm zwalczać terroryzmem? Dziękuję.
Poseł Andrzej Skrzyński:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Moje pytanie będzie dotyczyło Unii Europejskiej. Wcześniej jednak obuduję je krótkim stwierdzeniem. Otóż w moim przekonaniu ­ i nie tylko w moim, bo to jest jasne ­ Europa nie jest państwem i wszyscy lub w zasadzie wszyscy w Europie są zgodni, że państwem federacyjnym czy jakimś innym superpaństwem Europa nie będzie. Jest też powszechna zgoda, że należy zachować obecną w unijnych traktatach elastyczność, aby europejska struktura mogła w przyszłości swobodnie się rozwijać, by na przykład zniwelować przepaść między regionami bogatymi a biednymi.
W tym kontekście nasuwa się pytanie. Czy można sporządzić wykaz, spis tego, czego Unia nie powinna nigdy robić, a co powinno pozostać w wyłącznej gestii poszczególnych państw? Czy może też, panie ministrze, w naszej, Polski jako państwa, sytuacji na to pytanie jest jeszcze za wcześnie i nie należałoby go obecnie zgłaszać? Dziękuję.
Poseł Włodzimierz Czechowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! W pana wystąpieniu jest stwierdzenie: ˝podstawowe priorytety naszej polityki zagranicznej pozostają niezmienne ­ zapewnienie Polsce bezpieczeństwa i należytego miejsca w Unii Europejskiej˝. Pytam pana ministra: Jakie będzie bezpieczeństwo i miejsce obecnych emerytów w Unii Europejskiej, jeśli utrzyma się tempo spadku, zwiększania się różnicy między średnią płacą a średnią emeryturą? Od 1998 r. do 2001 r. jest to spadek o 10% i wynosi dzisiaj 49,8%. W Niemczech jest to ok. 70%.
Pytanie drugie. Dochodzą nas ze wszystkich stron niepokojące głosy na temat stopy zastąpienia (jest to stosunek pierwszej emerytury do ostatniej płacy), jaką będą osiągać obecni członkowie funduszy emerytalnych w chwili osiągnięcia wieku emerytalnego. Pojawia się powszechnie opinia, że będzie to do ok. 44%. Pytam zatem, czy prognozowane stopy zastąpienia gwarantują wypełnienie przez Polskę zobowiązań wynikających z zawartych umów międzynarodowych, w tym konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy, a także standardów przyjmowanych w krajach Unii Europejskiej. Czy rząd liczy się z tym, że przyjęte w założeniach reformy emerytalnej stopy zastąpienia mogą skutkować naruszeniem powyższych umów i standardów?
Chciałbym także zapytać: Czy rząd dokonał analizy i porównania przyszłego statusu finansowego emeryta niemieckiego, francuskiego ze statusem przyszłego emeryta polskiego? Jak wiem, w tych krajach prognozowane stopy zastąpienia są znacznie wyższe niż stopy prognozowane w Polsce, a różnica sięgnie ok. 20%.
Już kończę.
Jaka więc będzie Polska w Unii Europejskiej, jeśli większość naszych obywateli trzeciego wieku otrzyma emerytury poniżej minimum socjalnego? (Oklaski)
Poseł Jan Tomaka:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Na wstępie swego wystąpienia pan minister stwierdził, iż podstawowe priorytety polityki zagranicznej Polski pozostają niezmienne. W tym kontekście chciałbym zadać pytanie w jednej sprawie: Jakich metod działania i jakich efektów dla gospodarki należy się spodziewać w najbliższym czasie, gdy mowa o zdynamizowaniu polskiej polityki w zakresie promocji polskiej gospodarki?
Tylko jednym zdaniem wspomniał pan o tym, iż głównym zadaniem konsulów jest ochrona interesów obywateli i instytucji polskich. Jak faktycznie MSZ jest przygotowany do sprawowania opieki konsularnej wobec Polaków, którzy weszli w konflikt z miejscowym prawem, zarówno gdy chodzi o zwykłe przestępstwa kryminalne, jak i wynikłe z przekonań politycznych? Jaka ewentualnie liczba Polaków na taką pomoc obecnie oczekuje?
Trzecie krótkie pytanie. Jakie jest aktualne stanowisko rządu wobec, delikatnie mówiąc, propozycji Rosji dotyczącej wytyczenia korytarza transportowego z Rosji do Kaliningradu? Dziękuję.
Poseł Anna Sobecka:
Dziękuję, panie marszałku.
Wysoka Izbo! W związku z wyrażonym przez pana ministra żalem z powodu trudności, jakie ma pan minister w kreowaniu polskiej polityki zagranicznej z powodu braku w Sejmie IV kadencji ważnej części ˝odpowiedzialnych sił politycznych˝, proszę o przedstawienie przez pana ministra składu polskich placówek dyplomatycznych w aspekcie reprezentatywności personalnej środowisk politycznych w Polsce.
Ilu, gdzie i kto z polskich dyplomatów reprezentuje zagraniczne placówki ze środowisk prawicy? Dlaczego wiele wspólnot polonijnych nie znajduje pomocy i zrozumienia w polskich placówkach dyplomatycznych? Dlaczego polscy dyplomaci angażują się w konfliktowanie wspólnot i organizacji polonijnych? Czy aby nie dlatego, że Polskę reprezentują dyplomaci z owych ˝odpowiedzialnych sił politycznych˝ i tylko jedynie słusznych?
Pytania w kwestii Unii Europejskiej. Co pan zrobił, panie ministrze, wobec wszechmocnego ingerowania w życie narodu polskiego eurobiurokratów Unii Europejskiej, przez nikogo niewybieranych, w ewidentne podporządkowanie gospodarcze i polityczne naszego kraju?
Dlaczego trudne jest do zaakceptowania przez Unię Europejską to, by Polska nie była płatnikiem netto? Co pan zrobił w tym względzie?
Jakie działania pan podjął, panie ministrze, aby Polacy nie zostali wykluczeni z prezydium konwentu, które przygotowuje propozycje konstytucji poszerzonej Unii Europejskiej?
W ramach procesów dostosowawczych do Unii Europejskiej posłowie wywodzący się z SLD zaproponowali wprowadzenie legalizacji konkubinatów, w których nie rozróżnia się płci, czyli tzw. związków homoseksualnych. Czy nie uważa pan, że ta ingerencja pod dyktando Unii Europejskiej podcina fundament moralny narodu i podcina podstawową komórkę narodu, jaką jest polska rodzina? Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Grzegorz Dolniak:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Mam wrażenie, że mimo szumnych zapowiedzi ożywienia wschodniej orientacji w polityce zagranicznej wysiłki dyplomatyczne naszego rządu ukierunkowane są przede wszystkim na kraje Unii Europejskiej, kraje kandydujące do Unii, następnie Stany Zjednoczone. Tu chciałbym nawiązać do wypowiedzi posła Gadzinowskiego: Zapomniano o krajach Dalekiego Wschodu, z którymi łączyły nas w przeszłości bardzo dobre stosunki polityczne, ale też, i przede wszystkim, gospodarcze. Mam tu na myśli Chiny i Wietnam, które dla wielu są atrakcyjnym obecnie partnerem gospodarczym, a przez nas niedostrzeganym. Olbrzymie perspektywy dynamicznego rozwoju gospodarczego tych państw oraz fakt oparcia ich potencjału gospodarczego i militarnego na postradzieckiej myśli technologicznej stwarzają dla nas nie tylko szansę rozwoju eksportu produktów przemysłu zbrojeniowego, ale też możliwość zbytu wielu elementów wycofywanego uzbrojenia naszej armii, parku maszynowego i linii technologicznych likwidowanych czy też restrukturyzowanych zakładów przemysłowych. Czy rząd nie dostrzega tych możliwości? To wreszcie realne perspektywy uczestnictwa naszego kraju w transferze towarów pomiędzy Europą Zachodnią a Dalekim Wschodem. Mam tu na myśli wykorzystanie tzw. szerokiego toru, którego końcówka znajduje się na terenie południowej Polski. Tu bez decyzji politycznych nic się nie stanie. W marcu miały być podjęte konkretne działania w tej materii w drodze rozmów z rządami Słowacji, Ukrainy i Rosji. Czy doszło do takich rozmów, a jeżeli tak, to jakie zapadły ustalenia? Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Jan Rzymełka:
Dziękuję, panie marszałku.
Wysoka Izbo! Szanowny Panie Ministrze! Z wielką uwagą wysłuchałem pana exposé, ale zabrakło w nim wypowiedzi o polskiej polityce zagranicznej w obszarze globalnym, w obszarze ochrony środowiska, w obszarze, w którym Polska w ostatnich 12 latach sporo wniosła na forum międzynarodowym. Przypomnieć trzeba choćby nasze stanowisko na Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro, propozycję Trybunału Ekologicznego czy obecnie wspieranie na forum ONZ koncepcji Global Environmental Government i nadanie tej koncepcji znaczenia politycznego. Dlaczego ochrona środowiska, która znalazła się jako nr 1, nr 2 na listach konferencji w tym roku, po terroryzmie? Dlaczego? Akurat obchodzimy 10-lecie konferencji w Rio de Janeiro i wszystkie kraje przygotowują swoje sprawozdania dotyczące realizacji założeń Agendy 21. Chciałbym zapytać, czy Polska może się pochwalić na konferencji w Johanesburgu, która odbędzie się we wrześniu tego roku, wkładem w światową politykę ochrony środowiska? Czy Polska była krajem, który w latach 80. z ekologicznego agresora transgranicznego stał się zielonym tygrysem, a dzisiaj spełnia wszystkie normy unijne w zakresie prawa ochrony środowiska, czy stała się państwem, gdzie jakość życia i jakość środowiska są priorytetem działania państwa?
Chciałbym zapytać, czy MSZ nie obserwuje pewnego subtelnego konfliktu interesów o globalnym porządku ekologicznym. Stany Zjednoczone wycofują się z realizacji protokołu z Kioto, przedstawiając alternatywny plan prezydenta Busha juniora w zakresie gazów szklarniowych. Polska zaś obiecała Unii Europejskiej podpisanie protokołu z Kioto i prowadzi procedurę ratyfikacyjną. Chciałbym zapytać, czy procedura ratyfikacji tak ważnego z punktu widzenia przyrodniczego, ekonomicznego tematu nie powinna być przeprowadzona w naszym parlamencie? Jest to robione w zaciszu gabinetów prezydenckich, a w poprzedniej kadencji mieliśmy o wiele mniej istotny protokół montrealski o gazach strefy ozonowej i debata odbyła się w Sejmie. Czy ta debata nie powinna odbyć się w Sejmie, jako że ma ona ogromne znaczenie dla energetyki, leśnictwa i wielu sektorów gospodarki polskiej?
Kończąc, chciałbym zapytać, co stanie się z naszymi ewentualnymi nadwyżkami przy handlu emisjami, jeśli wejdziemy do Unii Europejskiej. W drugim rzucie po roku 2008 Polska mogłaby zarobić kilka miliardów dolarów na sprzedaży praw do emisji w zakresie gazów szklarniowych. Jeśli wejdziemy do Unii, to czy te nadwyżki nie znajdą się w ogólnym koszyku Unii Europejskiej, gdzie poziomy negocjacyjne protokołu z Kioto były inne?
Na koniec...
Poseł Jan Rzymełka:
Tak jest, panie marszałku. Jeszcze mam bardzo proste pytanie: Co będzie z naszą wizytówką na Under den Linden, czyli z naszym gmachem ambasady w Berlinie? Pan minister sam niedawno go oglądał. Naprawdę nie jest to wizytówka. Wokół są wspaniałe budynki ambasad innych krajów, a nasz budynek jest nieużywany, wiatr po nim hula i na pewno nie jest to wizytówka Polski w Unii Europejskiej. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Piotr Krutul:
Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Mam trzy pytania do pana ministra. Pytanie pierwsze. Jedną z podstawowych zasad, jednym z podstawowych filarów, Unii Europejskiej jest zasada braku dyskryminacji. Jeżeli w Unii Europejskiej przyjęta jest Wspólna Polityka Rolna ­ podkreślam: wspólna polityka rolna dla wszystkich członków, jedna ­ to jak należy rozumieć stanowisko Komisji Europejskiej z 30 stycznia 2002 r. w kwestii dopłat bezpośrednich, limitów produkcyjnych? Czy nie jest to jawna dyskryminacja polskich rolników, powtarzam: dyskryminacja? Jak pan minister to odbiera, będąc jednocześnie rolnikiem z Podlasia? Czy według pana Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie powinno zwrócić się do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości o wykładnię co do tego, czy jest to propozycja zgodna z ustawodawstwem unijnym, z acquis communautaire, czy nie?
Pytanie drugie. Pan minister w Brukseli, a później rząd, wyraził zgodę na sprzedaż ziemi cudzoziemcom i wyraził również zgodę na podział Polski na Polskę A i Polskę B. Pytanie dotyczy okresów dzierżawy ­ 3 lat i 7 lat. Czy jest to zgodne z art. 2 i 3 naszej konstytucji? Art. 2 mówi o zasadzie sprawiedliwości społecznej, art. 3 natomiast mówi, że Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym.
Pytanie trzecie. Czy były prowadzone symulacje dotyczące tego, ile stracą województwa wschodnie na wprowadzeniu wiz wjazdowych dla naszych wschodnich sąsiadów i uszczelnieniu granic: ilu zbankrutuje kupców, rzemieślników, drobnych przedsiębiorców? Dziękuję bardzo.
Poseł Zdzisław Jankowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Art. 136 Konstytucji RP mówi o użyciu sił zbrojnych do obrony Rzeczypospolitej Polskiej w razie bezpośredniego zewnętrznego zagrożenia państwa. W tej sprawie zgłaszam kilka pytań.
Czy Polska jako członek NATO weźmie udział w masakrze ludności cywilnej np. w Iraku lub w Polsce, według idiotycznych scenariuszy ćwiczących w tych dniach na Pomorzu?
Czy występowało bezpośrednie zagrożenie Polski wówczas, gdy wysłano żołnierzy na Haiti, Bałkany, do Iraku, a obecnie do Afganistanu?
Czy te akcje nie były pogwałceniem najszczytniejszych haseł: Bóg, Honor, Ojczyzna i ideałów Wojska Polskiego? Czy USA zwróciły Polsce chociaż cząstkę strat, jakie poniosła, uczestnicząc w tak haniebnych interwencjach militarnych?
Wobec wzmacniającej się agresji w skali globalnej czy rząd polski ma świadomość, że włączenie się bezkrytyczne w agresywne awantury militarne może spowodować zagładę atomową całego narodu?
Następne pytanie. W mediach ogłoszono, że Polska zamknęła 20 rozdziałów w rokowaniach przedakcesyjnych z Unią Europejską. Pytanie: Dlaczego Komisja Integracji Europejskiej nie publikuje w języku polskim i nie rozpowszechnia treści zawartych porozumień zaakceptowanych przez Polskę? Nieoficjalny przedstawiciel Niemiec wizytujący w lutym Polskę wyraził przekonanie o konieczności zlikwidowania około miliona rachitycznych gospodarstw chłopskich. W najgorszych latach stalinowskich Polska obroniła ludność wiejską przed wydziedziczeniem. Pytanie: Dlaczego rząd nie protestował przeciwko mieszaniu się obcego dyplomaty w polskie wewnętrzne sprawy gospodarczo-organizacyjne? Dlaczego dzisiaj toleruje się pełzający rozbiór Polski? Dziękuję.
Poseł Mieczysław Kasprzak:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Mam kilka pytań dotyczących współpracy przygranicznej z Ukrainą.
W swoim expose pan minister powiedział, że priorytetowym zadaniem będzie pogłębienie partnerstwa, mając na myśli współpracę z Ukrainą, wyrażającą się dotychczas dobrym dialogiem na najwyższym szczeblu, niedostatecznym we współpracy regionalnej i przygranicznej. Nie mogę się z tym zgodzić, bo znam wiele powiatów, panie ministrze, wiele gmin, praktycznie cały pas przygraniczny ma nawiązaną tę współpracę. Wiele gmin taką współpracę prowadzi, regularnie na wielu płaszczyznach odbywają się spotkania, corocznie podpisywane są w tym zakresie protokoły wykonawcze. Wiem, że poprzedni rząd niechętnie do takiej współpracy zachęcał samorządy gminne i być może brakuje na ten temat materiałów, ale taka współpraca, panie ministrze, istnieje. Wobec powyższego mam pytanie do pana ministra: Jakie wsparcie by pan widział dla samorządów, miejscowych władz, mające na celu rozszerzenie takiej współpracy?
Drugie pytanie jest również z tym związane. Do dobrej współpracy potrzebne są przejścia graniczne. Jest inicjatywa utworzenia kilku małych przejść granicznych, dla ruchu osobowego, dla pieszych. Ta inicjatywa ma wsparcie miejscowych władz wojewódzkich, natomiast nie znalazła wsparcia za poprzedniego rządu, dlatego moje pytanie: Czy będzie wsparcie dla tych inicjatyw? Mam tu na myśli województwo podkarpackie.
Kolejne pytanie: Czy rząd zamierza, i jak, wspierać przedsiębiorców podejmujących współpracę, działalność gospodarczą na Ukrainie, bo jest wiele przedsiębiorstw, które są chętne do podjęcia takiej współpracy.
Czwarte pytanie...
Chwileczkę, panie marszałku.
Czwarte pytanie. Otóż w ostatnich tygodniach doszło do bardzo nieprzyjemnych zjawisk na granicy Korczowa-Krakowiec, gdzie utworzyły się kilkukilometrowe kolejki. Po kilka dni, do tygodnia nawet, niektórzy mieszkańcy Ukrainy, bo chodzi mi o mieszkańców Ukrainy, koczują w bardzo trudnych warunkach. Oczywiście samorządy lokalne jak mogą, tak pomagają, dowożą np. tam wodę. Ta sytuacja oczywiście naraża ich na ogromne koszty, zaśmiecenie środowiska jest tam bardzo duże. Nie jesteśmy przygotowani do takich wręcz kryzysowych, powiedziałbym, zjawisk. Zwróciłem się do pana premiera o interwencję, wydaje mi się, że sprawa ta dotyczy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, ale tutaj musi być szybka reakcja i prosiłbym pana ministra spraw wewnętrznych, bo to uwłacza godności człowieka i niepotrzebnie wywołuje emocje, żeby tę trudną sprawę na przejściu Korczowa-Krakowiec rozwiązać jak najszybciej. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Tomasz Markowski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Mam cztery pytania.
Pojawiała się tu kwestia stworzenia centrum upamiętniającego losy Niemców wypędzonych z obecnego terytorium Polski po II wojnie światowej we Wrocławiu. Mam pytanie, czy rząd RP planowałby powołanie podobnego instytutu upamiętniającego Polaków wywiezionych z kresów wschodnich w trakcie akcji Wisła?
Drugie pytanie. Czy minister spraw zagranicznych wystąpi do prezydenta RP o odznaczenie hrabiny Marion Denhoff jakimś odznaczeniem państwowym? Przypomnę, że ostatnio zmarła hrabina Denhoff, która intensywnie działała na rzecz pojednania niemiecko-polskiego.
Trzecie pytanie. W dalszym ciągu obowiązuje stare rozporządzenie ministra spraw zagranicznych zawierające listę państw objętych całkowitym lub częściowym zakazem eksportu broni. Zdaniem ekspertów to rozporządzenie jest już nieaktualne. MSZ zapowiedział opublikowanie nowego rozporządzenia. Kiedy to nastąpi?
I ostatnie pytanie. Czy MSZ ponosiło jakieś koszty w związku z prywatną wizytą żony prezydenta Rosji pani Ludmiły Putinowej w Polsce? Dziękuję. (Oklaski)
Poseł Krystyna Skowrońska:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Zrozumiałe, że główne priorytety polskiej racji stanu to bezpieczeństwo kraju, gospodarka i jej rozwój. Zapowiadane w informacji o kierunkch polityki zagranicznej działania wskazują, że nastąpi współpraca przemysłów obronnych, wspierająca ich restrukturyzację i modernizację oraz włączenie polskich przedsiębiorstw działających w branży zbrojeniowo-obronnej do struktury konsorcjów zbrojeniowo-lotniczych Unii Europejskiej i USA. W związku z tym pytanie: Jaki jest stan zaawansowania zapowiadanych działań? Jakie polskie podmioty objęte będą programem oraz jak wygląda w tym zakresie współpraca pana, panie ministrze, z ministrem gospodarki?
W informacji zapowiadane jest również wyhamowanie niekorzystnych tendencji we współpracy gospodarki z zagranicą i likwidowanie istniejącej asymetrii w wymianie handlowej. Jakie przedsięwzięcia w zakresie likwidacji asymetrii w wymianie handlowej będzie podejmował MSZ i pan minister? W jaki sposób zamierza pan ułożyć sobie współpracę z poszczególnymi ministrami i przedsiębiorcami? Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Wiesław Okoński:
Panie Marszałku! Wysoki Sejmie! Panie Ministrze! Jednym z głównych celów polityki zagranicznej jest rozwijanie i promocja polskiej gospodarki. Nie zawsze tak było, czego dowodem była decyzja o wstrzymaniu eksportu wyrobów zbrojeniowych.
W związku z tym mam pytanie: Czy potrafi pan określić, jakie szkody poniosła polska gospodarka wskutek decyzji o wstrzymaniu eksportu przemysłu zbrojeniowego?
Drugie pytanie: Czy prawdą jest, że dopiero obecny rząd podjął starania o odbudowanie i pozyskanie rynku zbytu dla naszej zbrojeniówki? Dziękuję.
Poseł Jan Olszewski:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Podnosząc dzisiaj w tej Izbie sprawę wywiadu dla tygodnika ˝Die Welt˝, byłem przekonany, miałem nadzieję, że jest to wynik pewnego nieporozumienia wynikłego bądź to z nierzetelności niemieckich dziennikarzy, bądź z przesłowienia się pana prezydenta, bądź wreszcie z niestaranności urzędników kancelarii, którzy przygotowywali autoryzację tekstu.
Po wysłuchaniu jednakże wyjaśnień i sprostowań wiem, że byłem w błędzie, że tekst opublikowany w tzw. sprostowaniu kancelarii do publikacji tygodnika ˝Die Welt˝ odpowiada dokładnie poglądom pana prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Nim zadam pytanie, żeby nie było nieporozumień, pozwolę sobie ten tekst jeszcze raz przeczytać dosłownie: ˝Gdyby cienie przeszłości, decyzje Hitlera lub Benesza czy też decyzje Roosevelta, Churchilla i Stalina miały zablokować drogę naszych państw do Unii Europejskiej, oznaczałoby to, że znajdujemy się w schizofrenicznym świecie.˝ I dalej: ˝Te problemy trzeba rozwiązać inaczej, w Unii Europejskiej można je łatwiej rozwiązać wspólnie, ponieważ nie będziemy mieli już do czynienia z dawnymi podejrzeniami i obawami˝.
W związku z tym mam pytanie, panie ministrze. Czy zacytowane tu stanowisko pana prezydenta jest stanowiskiem rządu Rzeczypospolitej, jest stanowiskiem ministra spraw zagranicznych tego rządu? Zanim mi pan na to pytanie udzieli odpowiedzi, chciałbym, żeby pan znał moje przekonanie ­ mam nadzieję, że także przekonanie większości członków tej Izby, a na pewno przekonanie ogromnej większości Polaków ­ że problem, o którym mówił tu pan prezydent, a właściwie problemy wynikające z decyzji podjętych co do kształtu państwa polskiego i zmian ludnościowych na jego obszarze przez tzw. wielką jałtańską trójkę są ostatecznie rozwiązane i nie będą rozwiązane inaczej ani w Unii Europejskiej, ani poza nią. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Stanisław Dulias:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Mam trzy pytania.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Powtórzę się. Jaką politykę będzie realizować rząd, by przeciwdziałać dalszemu upadkowi polskiej gospodarki w okresie przed wejściem do Unii? Okres przedakcesyjny do 2006 r. przy obecnych możliwościach finansowych i w obecnym stanie gospodarki nie daje żadnych szans spełnienia. Dystans musi się powiększać, zdając sobie sprawę z pomniejszonych dopłat. Jest oczywiste, że podejmowane działania takie jak programy dla małej i średniej przedsiębiorczości, regionalne programy rolnicze czy agroturystyka to tylko środki przeciwbólowe, a w najlepszym razie podleczenie schorowanego organizmu. A przecież nie o to chodzi. Środki pomocowe ­ przypomnę ­ nie są przeznaczone na aktywizację produkcji.
Panie Ministrze! Podejmowane obecnie działania nie rozwiążą problemów polskiej gospodarki. Musi nastąpić silne uderzenie i duży impuls. Muszą włączyć się w to wszystkie siły polityczne, gospodarcze i naukowe. Te działania muszą być podejmowane niezależnie od tego, czy Rada Polityki Pieniężnej i NBP będą chciały pomóc Polsce, czy też nie. Co w tym zakresie rząd chce zrobić? Wnoszę i apeluję o powołanie szerszego forum, forum ponadpartyjnego, które będzie mogło oceniać na bieżąco, opiniować, wskazywać na zagrożenia, proponować nowe rozwiązania czy nawet przygotowywać nowe koncepcje, polskie koncepcje. Sądzę, że byłoby to pomocne również rządowi. Trudno mieć monopol na wszystko. Forum takie to instytucja pozwalająca wykorzystać polską pomysłowość, mądrość i pracowitość w interesie narodu i ojczyzny. Forum to pozwoliłoby włączyć wszystkie siły: i tych, którzy mogą, a nie mieli dotychczas możliwości swojej wiedzy przekazać, i tych, którzy będą mówić o stanie faktycznym. Może wtedy problemy naszej gospodarki staną się sprawą ogólnonarodową, a o problemach bezpośrednio dotyczących społeczeństwa, o podejmowanych decyzjach to społeczeństwo nie będzie informowane po fakcie. Byłaby to najlepsza forma edukacji Polaków, a podejmowane decyzje byłyby przyjmowane ze zrozumieniem przez społeczeństwo.
I trzecie pytanie: Czy rząd dopuszcza, a może ma zamiar powołać taką lub podobną instytucję? Wykorzystując dotychczas niedoinformowanie, tworzyliśmy atmosferę bezmyślnego i naiwnego parcia do Unii. Doprowadziło to do tego, że kolejne ekipy rządowe, licząc na mannę z nieba, sprzedawały po kawałku naszą gospodarkę, nasz kraj. W efekcie stworzyliśmy w wielu rejonach Polski skanseny biedy i bezrobocia. Dziękuję.
Poseł Eugeniusz Czykwin:
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Panie Ministrze! Moje pytanie dotyczy Jugosławii, a konkretnie jej części: Kosowa i Metochii. Trzy lata temu Sojusz Północnoatlantycki rozpoczął w Jugosławii interwencję. Niemal przez 3 miesiące dokonywano zmasowanych nalotów na obiekty wojskowe, przemysłowe, ale także na serbskie miasta. Poprzedni rząd i parlament poparły akcję sojuszu, a niektórzy prominentni polscy politycy bombardowania te określili mianem: humanitarne. Bombardowania miały na celu ­ tak nas przekonywano ­ zachowanie wieloetnicznego charakteru Kosowa i Metochii. Dziś ­ 3 lata po akcji NATO ­ do Kosowa nie może powrócić ok. 300 tys. Serbów i innych niealbańskiej narodowości mieszkańców tej prowincji. W zrujnowanym kraju żyją oni w skrajnie trudnych warunkach. Zadaję więc pytanie: Czy rząd polski podejmie działania mające na celu umożliwienie powrotu do Kosowa i Metochii wszystkich mieszkańców? Czy podejmie jakieś działania po to, by przyjść z pomocą uchodźcom, którzy pozostają poza swoimi domami? Chcę też zapytać pana ministra: Czy zdaniem pana polski rząd, podejmując decyzję o poparciu agresji wobec suwerennego państwa, dysponował informacjami o aktywnym zaangażowaniu po stronie tzw. wyzwoleńczej armii Kosowa zorganizowanych terrorystycznych organizacji międzynarodowych, w tym al Kaidy, co teraz stało się wiadome również opinii publicznej?
Korzystając z okazji, pragnę wyrazić uznanie i poparcie dla inicjatyw i konkretnych działań rządu i pana ministra osobiście w szczególności na rzecz poprawy stosunków z naszymi wschodnimi sąsiadami, w tym z Białorusią, i stanowczo zaprotestować po raz kolejny przeciwko niegodziwościom i obrażaniu białoruskiego narodu i białoruskiego państwa przez posłów tej Izby. Dziś konkretnie pan poseł Suski wypowiedział się...
(Poseł Marek Suski: Zamykali opozycję w więzieniach, mordując dziennikarzy.)
(Głos z sali: Cicho siedź. Posłuchaj.)
Poseł Józef Laskowski:
Panie Marszałku! Panie Ministrze! Wysoka Izbo! Panie ministrze, jeśli Polska wejdzie do Unii Europejskiej, to czy nie utraci suwerenności, bo Niemcy chcą odebrać polskie ziemie? Kto poniesie za to odpowiedzialność? Dziękuję bardzo. (Oklaski)
Poseł Jan Olszewski:
Dziękuję bardzo.
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Jest jakieś nieporozumienie, którego charakteru nie mogę rozszyfrować.
Panie Ministrze! To jest trzecia moja kadencja w tej Izbie, rzeczywiście nie zasiadałem w Izbie wtedy, kiedy powoływany był pana rząd i nie wiem, jakie wtedy ustalono reguły. Ale tak się składało, że na ogół otrzymywaliśmy, przynajmniej ja otrzymywałem, o ile pamiętam, informacje dotyczące polityki zagranicznej, kiedy ona była dyskutowana, może wolałbym, żeby to było wcześniej, ale na ogół przed wystąpieniami ministrów. Pamiętam, że rzeczywiście minister Bartoszewski czasami wygłaszał teksty znacznie szersze niż te, które były doręczane na piśmie, ale to była cecha osobowości, którą wszyscy rozumieliśmy. Nie rozumiem, dlaczego przed wygłoszeniem te teksty, jak pan powiedział, stanowią tajemnicę państwową. Przyznam szczerze, że to jest jakiś obyczaj, który, jeżeli miałby być stosowany jako obowiązujący, bardzo utrudnia pracę parlamentu. Jeżeli bowiem mamy dyskutować nad stanem spraw w jakiejś dziedzinie prac rządowych tylko na podstawie tego, co usłyszymy w bezpośredniej wypowiedzi od konkretnego ministra, i nie otrzymujemy na ten temat wcześniejszej informacji, to przyzna pan, że rzeczywiście powoduje to tego rodzaju rafy w dyskusji, które może i dzisiaj tu występowały, ale wtedy proszę nie mieć pretensji do tej Wysokiej Izby i do stanowiska posłów w tej sprawie. Dziękuję bardzo. (Oklaski)
(Minister Obrony Narodowej Jerzy Szmajdziński: Tak zawsze było, Jezus Maria.)


Strona główna | International version | Biuletyn Informacji Publicznej | Wersja tekstowa
© 2002-2010 Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Al. J. Ch. Szucha 23, 00-580 Warszawa tel. (+4822) 523 9000
Zaloguj się    
Ostatnia modyfikacja: 06.02.2012. CMS system zarządzania treściąagencja interaktywna: projektowanie stron WWW, cms, intranet, multimedia, aplikacje mobilne