Reakcja na artykuł Klausa Bachmana w Rzeczpospolitej "Czy
klęska w Brukseli może być sukcesem w Polsce"
Pan Maciej Łukasiewicz
Redaktor Naczelny
Rzeczpospolita
Teza Klausa Bachmana dotycząca zakończonego szczytu Rady Europejskiej
w Brukseli, podobnie jak wiele komentarzy, które docierają do nas w
ostatnich dniach z Europy, dałaby się ująć właściwie w dwóch zdaniach:
1.
Europa poniosła klęskę, za którą odpowiada Polska, dając tym samym
dowód stereotypowej tezie, że jest krajem "nieobliczalnych
nacjonalistów", którzy nie są w stanie kierować się europejskim
interesem.
2. Odrzucając "wszystkie propozycje kompromisu" skazujemy
się na izolację a w efekcie przyczyniamy do konstruowania "Europy kilku
prędkości".
Można się tylko dziwić opiniom Klausa Bachmana - zna on przecież, jak
mało kto, historię Polaków. Wie doskonale jakie procesy i wydarzenia
historyczne kształtowały nasze postrzeganie Europy i dzięki jakim
zdarzeniom historia podzielonej Europy, końca XX wieku, zmieniła swój
bieg.
Solidarność - to było nie tylko hasło ze sztandarów. To była
kwintesencja polskiego ducha narodowego, który stał się inspiracją
dla uruchomienia procesów jednoczenia kontynentu. I tak jest również dzisiaj.
W
toku debaty dyplomatycznej i dyskusji medialnej niedostrzegana jest podstawowa
prawda - w maju 2004 scalały się będą dwa bardzo różne byty. By pogodzić
podstawowe sprzeczności, jakie z zasady (i bez niczyjej winy) muszą się
pojawiać, trzeba spojrzenia i dystansu daleko odbiegającego od politycznych
stereotypów wypracowanych przez dziesięciolecia - z jednej strony - w atmosferze
dobrobytu i zacieśnionej współpracy państw-członków, a z drugiej strony
- tyluż lat upokorzenia, zniewolenia i de facto braku suwerenności większości
państw przystępujących .To wymaga ogromnej wyobraźni, wykraczającej daleko
poza schematy biały-czarny, zły-dobry. Tego, niestety, zabrakło w Brukseli.
Tego - co zadziwiające - nie zauważają lub nie chcą zauważyć niektórzy
zachodni komentatorzy. Kiedy Polacy odwołują się, do jakże świeżej wciąż
historii Europy, to czynimy to bez wstydu - w końcu to nie my odpowiadamy
za to, co spotkało narody Europy środkowo wschodniej ponad pół wieku temu,
wbrew ich woli. My też chcielibyśmy o tym zapomnieć. Wyrzucić tę przeszłość
ze świadomości i z salonów dyplomatycznych. Nie jest to jednak tak proste.
Ona tkwi w nas wszystkich, po obu stronach, tylko w różnej postaci.
Wspólna Europa jest jedynym sposobem, żeby się tego bagażu pozbyć. Wyleczyć
z "wirusa
historii".
Terapia dotyczy jednak wszystkich - nie tylko tych "tam, na wschodzie".
Polsce bardzo zależy na Konstytucji zjednoczonej Europy. Dokument ten
- będący de jure umową międzynarodową - stanie się dla Polaków
istotnym, europejskim punktem odniesienia. Pozwoli nam, w konkretny
wymiarze, odnieść się do "nowo nabytej europejskości" - tym bardziej,
że na inne praktyczne efekty członkostwa przyjdzie jeszcze ciężko
zapracować. Tym ważniejsze jest stworzenie dokumentu, który nie
wywołuje kontrowersji, który nie budzi obaw, nie przywołuje bolesnych
doświadczeń z przeszłości i
- co najważniejsze - potwierdza, że kluczowa teza o "europejskiej
solidarności" pozostaje niezachwiana. Na razie nie udało nam się
osiągnąć porozumienia. Mamy czas na dalszą pracę nad dokumentem, pod
którym miejmy nadzieję wszyscy podpiszą się bez wahania.
W takim duchu jechaliśmy do Brukseli. Mieliśmy najlepsze intencje.
Nadzieję na osiągnięcie całościowego porozumienia. Oczywistym było, że porozumienie
wymaga znalezienia kompromisowych rozwiązań w kilku otwartych jeszcze sprawach,
wśród których na system podejmowania decyzji w Radzie oraz kwestia Preambuły.
Podobnie jak inni dokładaliśmy w Brukseli wszelkich starań dla osiągnięciaracjonalnego
kompromisu i w tych kwestiach.
Bynajmniej nie było jednak tak, że przedkładano nam - jak pisze Pan Bachman
- propozycje kompromisu, które "wsystkie odrzuciliśmy".
Ich, po prostu, nie było.
Kompromisem, oczywistym i uzasadnionym z punktu sytuacji prawnej w
jakiej znaleźliśmy się po ratyfikacji Traktatu Nicejskiego przez
piętnastkę i podpisania Traktatu Europejskiego w Atenach - którego
"Nicea" stanowi fragment - mogłoby być odłożenie decyzji o kilka
lat i
podjęcie jej na podstawie doświadczenia pokazującego w praktyce jak
sprawdza się system nicejski.
Tego że nie udało nam się porozumieć nie należy postrzegać w kategorii
porażki. Wielokrotnie, w przeszłości, procesowi poszerzenia Unii
zdarzało się, że trudne tematy wymagały dłuższej dyskusji. Nota bene -
żadna z dotychczasowych 5 Konferencji Międzyrządowych nie zakończyła
się w czasie jednej prezydencji.
Zgodziliśmy się, że do sprawy uchwalenia Traktatu trzeba będzie
wkrótce powrócić. Spotkamy się ponownie, kiedy opadnie poziom napięć
towarzyszących negocjacjom w ostatnich dniach. Z szacunkiem odnosimy
się do problemów, wobec których stoją nasi partnerzy. Oczekujemy
również, że i nasz punkt widzenia znajdzie zrozumienie.
Konferencja Międzyrządowa trwa. Przewodnictwo w niej przejmuje Irlandia.
Będzie to trudne wyzwanie. Nie zaczynamy jednak prac od zera. Wręcz
przeciwnie. W wielu sprawach, które wydawałyby się z początku nie do
ruszenia, udało nam osiągnąć porozumienie. Znaleźliśmy kompromis,
również dzięki stanowisku Polski - chociażby w tak kluczowej sprawie
jak wspólna polityka bezpieczeństwa. Nastąpiło zbliżenie stanowisk w
kwestiach instytucjonalnych. To naprawdę była ogromna praca,
nacechowana wolą znalezienia kompromisowych rozwiązań. Tego nie można nie
zauważać.
Nie możemy zapominać, że zwyczajowo w przeszłości, zmiany
instytucjonalne były w Unii Europejskiej uzgadniane w kilka lat po każdym
rozszerzeniu.
Tym samym nowym członkiem łatwiej i zręczniej było w nich uczestniczyć
- byli podmiotem w dyskusjach. My nie mamy tego komfortu. Nie znaczy
to jednak, że powinniśmy zachować milczenie. W tej Konferencji
Międzyrządowej są przecież rozstrzygane sprawy, które na wiele lat
zadecydują o kształcie integracji europejskiej - o pożądanym i
akceptowanym modelu Unii Europejskiej.
Do tego tematu będziemy musieli już w najbliższych dniach powrócić, w
publicznej debacie nie tylko w Polsce ale przede wszystkim w Europie.
Widzimy, że europejska opinia publiczna jest zdezorientowana - co tak
naprawdę zaszło w Brukseli. Stąd też tyle prób przypisywania Polsce
niewłaściwych intencji, niewłaściwego zachowania. To jest po prostu
nieprawda.
Unia Europejska to nie tylko system podejmowania decyzji. Na głównym
planie musi znajdować się stosunek do idei, które sprawdziły się w kilkudziesięcioletniej
historii procesu integracji. Są nimi metoda wspólnotowa oraz zachowanie
równowagi pomiędzy państwami członkowskimi. W Polsce nikogo nie trzeba
przekonywać, że silne instytucje wspólnotowe to dorobek i kapitał, który
nie ma sobie równych w świecie. Będziemy dążyć do ich wzmocnienia. Polska
będzie zwolennikiem silnej Unii Europejskiej.
Jesteśmy przekonani, że będziemy uczestnikiem projektów, które
wychodzą w przyszłość i budują fundamenty europejskiej skuteczności
i sukcesu w następnych latach. Na zasadzie consensu, szukania
najlepszego wspólnego mianownika. Debaty, w której nie ma z góry
narzuconej idei i rozwiązań. Polska historia pokazuje bowiem, że tylko
tak wypracowane kompromisy mają swoją trwałą wartość. W trakcie szczytu,
wszyscy jego uczestnicy odnosili się z szacunkiem do poglądów innych.
Nikt nikogo o nic nie oskarżał. Nikt nie chciał podejmować decyzji przeciwko
innym. Zachowanie takiego klimatu jest samo w sobie dużą wartością.
Wierzymy, że w niedługim czasie uda się doprowadzić Konferencję
Międzyrządową do szczęśliwego końca.
Bogusław M. Majewski
Rzecznik Prasowy MSZ
powrót