Strona główna | International version | Biuletyn Informacji Publicznej | Wersja tekstowa
Strona główna Aktualności Polemiki i sprostowania Reakcja na artykuł...


Reakcja na artykuł Klausa Bachmana w Rzeczpospolitej "Czy klęska w Brukseli może być sukcesem w Polsce" /grudzień 2003r./



Reakcja na artykuł Klausa Bachmana w Rzeczpospolitej "Czy klęska w Brukseli może być sukcesem w Polsce"

Pan Maciej Łukasiewicz
Redaktor Naczelny Rzeczpospolita

Teza Klausa Bachmana dotycząca zakończonego szczytu Rady Europejskiej w Brukseli, podobnie jak wiele komentarzy, które docierają do nas w ostatnich dniach z Europy, dałaby się ująć właściwie w dwóch zdaniach:
1. Europa poniosła klęskę, za którą odpowiada Polska, dając tym samym dowód stereotypowej tezie, że jest krajem "nieobliczalnych nacjonalistów", którzy nie są w stanie kierować się europejskim interesem.
2. Odrzucając "wszystkie propozycje kompromisu" skazujemy się na izolację a w efekcie przyczyniamy do konstruowania "Europy kilku prędkości".
Można się tylko dziwić opiniom Klausa Bachmana - zna on przecież, jak mało kto, historię Polaków. Wie doskonale jakie procesy i wydarzenia historyczne kształtowały nasze postrzeganie Europy i dzięki jakim zdarzeniom historia podzielonej Europy, końca XX wieku, zmieniła swój bieg.
Solidarność - to było nie tylko hasło ze sztandarów. To była kwintesencja polskiego ducha narodowego, który stał się inspiracją dla uruchomienia procesów jednoczenia kontynentu. I tak jest również dzisiaj.
W toku debaty dyplomatycznej i dyskusji medialnej niedostrzegana jest podstawowa prawda - w maju 2004 scalały się będą dwa bardzo różne byty. By pogodzić podstawowe sprzeczności, jakie z zasady (i bez niczyjej winy) muszą się pojawiać, trzeba spojrzenia i dystansu daleko odbiegającego od politycznych stereotypów wypracowanych przez dziesięciolecia - z jednej strony - w atmosferze dobrobytu i zacieśnionej współpracy państw-członków, a z drugiej strony - tyluż lat upokorzenia, zniewolenia i de facto braku suwerenności większości państw przystępujących .To wymaga ogromnej wyobraźni, wykraczającej daleko poza schematy biały-czarny, zły-dobry. Tego, niestety, zabrakło w Brukseli. Tego - co zadziwiające - nie zauważają lub nie chcą zauważyć niektórzy zachodni komentatorzy. Kiedy Polacy odwołują się, do jakże świeżej wciąż historii Europy, to czynimy to bez wstydu - w końcu to nie my odpowiadamy za to, co spotkało narody Europy środkowo wschodniej ponad pół wieku temu, wbrew ich woli. My też chcielibyśmy o tym zapomnieć. Wyrzucić tę przeszłość ze świadomości i z salonów dyplomatycznych. Nie jest to jednak tak proste. Ona tkwi w nas wszystkich, po obu stronach, tylko w różnej postaci. Wspólna Europa jest jedynym sposobem, żeby się tego bagażu pozbyć. Wyleczyć z "wirusa historii". Terapia dotyczy jednak wszystkich - nie tylko tych "tam, na wschodzie". Polsce bardzo zależy na Konstytucji zjednoczonej Europy. Dokument ten - będący de jure umową międzynarodową - stanie się dla Polaków istotnym, europejskim punktem odniesienia. Pozwoli nam, w konkretny wymiarze, odnieść się do "nowo nabytej europejskości" - tym bardziej, że na inne praktyczne efekty członkostwa przyjdzie jeszcze ciężko zapracować. Tym ważniejsze jest stworzenie dokumentu, który nie wywołuje kontrowersji, który nie budzi obaw, nie przywołuje bolesnych doświadczeń z przeszłości i - co najważniejsze - potwierdza, że kluczowa teza o "europejskiej solidarności" pozostaje niezachwiana. Na razie nie udało nam się osiągnąć porozumienia. Mamy czas na dalszą pracę nad dokumentem, pod którym miejmy nadzieję wszyscy podpiszą się bez wahania. W takim duchu jechaliśmy do Brukseli. Mieliśmy najlepsze intencje. Nadzieję na osiągnięcie całościowego porozumienia. Oczywistym było, że porozumienie wymaga znalezienia kompromisowych rozwiązań w kilku otwartych jeszcze sprawach, wśród których na system podejmowania decyzji w Radzie oraz kwestia Preambuły. Podobnie jak inni dokładaliśmy w Brukseli wszelkich starań dla osiągnięciaracjonalnego kompromisu i w tych kwestiach. Bynajmniej nie było jednak tak, że przedkładano nam - jak pisze Pan Bachman - propozycje kompromisu, które "wsystkie odrzuciliśmy". Ich, po prostu, nie było. Kompromisem, oczywistym i uzasadnionym z punktu sytuacji prawnej w jakiej znaleźliśmy się po ratyfikacji Traktatu Nicejskiego przez piętnastkę i podpisania Traktatu Europejskiego w Atenach - którego "Nicea" stanowi fragment - mogłoby być odłożenie decyzji o kilka lat i podjęcie jej na podstawie doświadczenia pokazującego w praktyce jak sprawdza się system nicejski.
Tego że nie udało nam się porozumieć nie należy postrzegać w kategorii porażki. Wielokrotnie, w przeszłości, procesowi poszerzenia Unii zdarzało się, że trudne tematy wymagały dłuższej dyskusji. Nota bene - żadna z dotychczasowych 5 Konferencji Międzyrządowych nie zakończyła się w czasie jednej prezydencji. Zgodziliśmy się, że do sprawy uchwalenia Traktatu trzeba będzie wkrótce powrócić. Spotkamy się ponownie, kiedy opadnie poziom napięć towarzyszących negocjacjom w ostatnich dniach. Z szacunkiem odnosimy się do problemów, wobec których stoją nasi partnerzy. Oczekujemy również, że i nasz punkt widzenia znajdzie zrozumienie. Konferencja Międzyrządowa trwa. Przewodnictwo w niej przejmuje Irlandia. Będzie to trudne wyzwanie. Nie zaczynamy jednak prac od zera. Wręcz przeciwnie. W wielu sprawach, które wydawałyby się z początku nie do ruszenia, udało nam osiągnąć porozumienie. Znaleźliśmy kompromis, również dzięki stanowisku Polski - chociażby w tak kluczowej sprawie jak wspólna polityka bezpieczeństwa. Nastąpiło zbliżenie stanowisk w kwestiach instytucjonalnych. To naprawdę była ogromna praca, nacechowana wolą znalezienia kompromisowych rozwiązań. Tego nie można nie zauważać. Nie możemy zapominać, że zwyczajowo w przeszłości, zmiany instytucjonalne były w Unii Europejskiej uzgadniane w kilka lat po każdym rozszerzeniu. Tym samym nowym członkiem łatwiej i zręczniej było w nich uczestniczyć - byli podmiotem w dyskusjach. My nie mamy tego komfortu. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy zachować milczenie. W tej Konferencji Międzyrządowej są przecież rozstrzygane sprawy, które na wiele lat zadecydują o kształcie integracji europejskiej - o pożądanym i akceptowanym modelu Unii Europejskiej. Do tego tematu będziemy musieli już w najbliższych dniach powrócić, w publicznej debacie nie tylko w Polsce ale przede wszystkim w Europie. Widzimy, że europejska opinia publiczna jest zdezorientowana - co tak naprawdę zaszło w Brukseli. Stąd też tyle prób przypisywania Polsce niewłaściwych intencji, niewłaściwego zachowania. To jest po prostu nieprawda. Unia Europejska to nie tylko system podejmowania decyzji. Na głównym planie musi znajdować się stosunek do idei, które sprawdziły się w kilkudziesięcioletniej historii procesu integracji. Są nimi metoda wspólnotowa oraz zachowanie równowagi pomiędzy państwami członkowskimi. W Polsce nikogo nie trzeba przekonywać, że silne instytucje wspólnotowe to dorobek i kapitał, który nie ma sobie równych w świecie. Będziemy dążyć do ich wzmocnienia. Polska będzie zwolennikiem silnej Unii Europejskiej. Jesteśmy przekonani, że będziemy uczestnikiem projektów, które wychodzą w przyszłość i budują fundamenty europejskiej skuteczności i sukcesu w następnych latach. Na zasadzie consensu, szukania najlepszego wspólnego mianownika. Debaty, w której nie ma z góry narzuconej idei i rozwiązań. Polska historia pokazuje bowiem, że tylko tak wypracowane kompromisy mają swoją trwałą wartość. W trakcie szczytu, wszyscy jego uczestnicy odnosili się z szacunkiem do poglądów innych. Nikt nikogo o nic nie oskarżał. Nikt nie chciał podejmować decyzji przeciwko innym. Zachowanie takiego klimatu jest samo w sobie dużą wartością. Wierzymy, że w niedługim czasie uda się doprowadzić Konferencję Międzyrządową do szczęśliwego końca.

Bogusław M. Majewski
Rzecznik Prasowy MSZ

powrót



Strona główna | International version | Biuletyn Informacji Publicznej | Wersja tekstowa
© 2002-2005 Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Al. J. Ch. Szucha 23, 00-580 Warszawa tel. (+4822) 523 9000
Zaloguj się    
Ostatnia modyfikacja: 01.12.2008. CMS system zarządzania treściąagencja interaktywna: projektowanie stron WWW, cms, intranet, multimedia, aplikacje mobilne