|
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Departament Systemu Informacji Dyrektor
Rzecznik Prasowy MSZ
|
|
Warszawa 13 lutego 2002 r |
|
|
|
|
|
|
|
Pan Maciej ŁUKASIEWICZ Redaktor Naczelny Rzeczpospolita
Faxem 6226061 |
"Dyplomaci Rzeczypospolitej"
Kwestia nominacji ambasadorskich, i w ogóle sprawy kadrowe w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, powracają w mediach jak bumerang. Polska norma w tym względzie odbiega od średniej międzynarodowej, gdzie kwestie te nie wzbudzają większych emocji, chyba że poziom zawodowy dyplomaty wystawia na szwank interesy państwa. W przypadku artykułu "Nowe Kadry z Przeszłością" autorzy nie wykazują jednak, że którakolwiek ze wspomnianych osób swym poziomem etycznym lub zawodowym nie spełnia wysokich standardów stawianych przed kandydatem na Ambasadora - a może warto ten czynnik również brać pod uwagę.
W polskim dyskursie politycznym utarło się, że cezura czasowa dzieląca ludzi na "oni i my" jest jak tabu. O wszystko można się sprzeczać ale nigdy nie przystoi publicznie przyznać, że "oni" mogą mieć mandat na "naszą" rację. To głęboko tkwiące przekonanie wystarczy często, by ludzi automatycznie dzielić na dobrych i złych. Na nic oczywiście zdaje się tłumaczenie, że polska dyplomacja znana była nie tylko z tego, że - jak przytacza Pan Kostrzewa Zorbas - odbierała zaklejone koperty od radzieckich decydentów (co nota bene jest zaczerpnięte z popularnego w tamtych latach wśród polskich dyplomatów dowcipu) ale, że potrafiła w tym, jakże niesprzyjającym po-jałtańskim porządku międzynarodowym, torować drogę racji stanu o naszej, polskiej proweniencji. Zostawmy zresztą tę ocenę historykom. Z dystansu zawsze lepiej widać .
W korytarzach MSZ wiszą od niedawna portrety wszystkich, od dnia uzyskania niepodległości w 1918, ministrów SZ. Ze ścian patrzą na siebie m.in. Roman Dmowski i Józef Czyrek czy Kajetan Dzierżykraj-Morawski i Adam Rapacki Każdemu z nich przyszło dbać o interesy Polski w różnych realiach geopolitycznych. Każdy wniósł do sprawy polskiej jakąś cząstkę, która składa się na to gdzie Polska dzisiaj znajduje się w świecie. Od pierwszych dni III Rzeczpospolitej polityka zagraniczna realizowana jest konsekwentnie i niezmiennie. Kieruje się tymi samymi priorytetami. Krok po kroku są one realizowane, co po części jest również zasługą tych, którzy na co dzień politykę zagraniczną wdrażają - włączając wymienione w artykule osoby, które nominacje swe - na różnych etapach kariery - odbierały również od znakomitych poprzedników ministra W.Cimoszewicza.
Dywagacje personalne, w duchu w jakim podejmuje je Rzeczpospolita, wracały systematycznie, w miarę jak zmieniała się w Polsce scena polityczna. Jeżeli rację mierzyć efektywnością pracy polskiej dyplomacji to jedno możemy powiedzieć na pewno - nie ma jej po stronie tych, którzy kadrę dyplomatów III RP dzielą na "my i oni". To gdzie dzisiaj jesteśmy jest wynikiem wspólnego wysiłku i głębokiego zaangażowania wszystkich, którym w MSZ przyszło pracować. Cezurą nie są tutaj studia czy wcześniejsze miejsce zatrudnienia tylko profesjonalizm i oddanie Rzeczypospolitej. Próby dzielenia są symptomem "zjawiska wahadła", które utrwalało przez lata poczucie podziału i obawy że powracające raz z lewa a raz z prawa, będzie ścinało głowy. Rok temu Minister Spraw Zagranicznych zdecydował, że stabilizacja zawodowa jest jednym z czynników gwarantujących poziom służby dyplomatycznej - przy wysokich wymaganiach jakie stawia kadrze, prawo do stabilizacji zawodowej jest warunkiem efektywności.. Ta polityka jest konsekwentnie realizowana (chociaż nie u wszystkich cieszy się sympatią). Zapewne, jak w każdej instytucji zatrudniającej kilka tysięcy osób, w MSZ również zdarzają się błędy personalne. Słusznie Krzysztof Gottesman przywołuje słowa Ministra z inauguracji Akademii Dyplomatycznej. Ta 37 osobowa grupa wybrana z z ponad 600 kandydatów stanowi kwintesencję polityki kadrowej MSZ " by kształcić według nowoczesnych i demokratycznych" kryteriów. Co roku przyjmowana będzie nie mniejsza grupa. Dajmy sobie czas by ta roślina zapuściła korzenie i podrosła. Wypada tylko żałować, że tyle lat trzeba było czekać aby ją zasadzić.
Bogusław M. Majewski