|
Szanowny Panie Redaktorze,
Od lat zawartość Notesu Dyplomatycznego, rubryki prowadzonej przez anonimowego Attache na łamach Przeglądu, jest źródłem rozrywki osób związanych ze służbą zagraniczną. Ponieważ "prawdziwa cnota krytyk się nie boi" cotygodniowa zawartość Notesu była i jest traktowana pół żartem pół serio. Obserwując z dystansu jakość i rzetelność wiedzy o Ministerstwie, gołym okiem widać również zmieniających się przez lata autorów, zresztą nie bez wpływu na poziom tekstów.
Coraz częściej jesteśmy jednak świadkami sytuacji, w której Notes przestaje być jedynie plotkarską kolumną , a zaczyna być źródłem pomówień. Przy anonimowości autora poszkodowane osoby stają się bezsilne wobec nieprawdziwych informacji godzących w ich dobre imię. Powstaje dylemat - czy podejmować polemikę, czy machnąć ręką uznając, że i tak nikt nie traktuje serio radosnej twórczości Attache. Dotychczas dominowała słuszna - w mojej ocenie - zasada ignorowania tekstów. Myślę, że tak też pozostanie w przyszłości.
Są jednak granice, które przekroczone zostały w serii pomówień jakie miały miejsce w ostatnich miesiącach, włączając ostatnie wydanie tygodnika. Istotne przy tym jest zaznaczenie, że rubryka czytana jest także przez dyplomatów akredytowanych w Warszawie, którym z oczywistych powodów może brakować dystansu. To w efekcie godzi w interesy służby zagranicznej. Odnoszę się tutaj m.in. do fragmentu poświęconego Panu Jerzemu Skotarkowi, któremu Attache przypisuje przestępstwo dot. przemytu. Cytując za aktami oficjalnego postępowania wyjaśniającego pragnę zakomunikować, że "....prokuratura postanowiła odmówić wszczęcia dochodzenia w tej sprawie (...)ponieważ prowadzenie postępowania przygotowawczego jest bezzasadne a okoliczności przytoczone w doniesieniu i zebranych w sprawie materiałach nie prowadzą do wniosku, że zachodzi uzasadnione przypuszczenie popełnienia przestępstwa". Pozostawię wymowę tego postanowienia bez komentarza. Mam jednak nadzieję, że oczywiste wnioski pozwolą czytelnikom zrozumieć istotę twórczości Attache. |